Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 10-12-2016, imieniny Bogdana, Julii
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek

Dla wielu pozostanie tajemnicą

Rozmowa z ks. prof. Stefanem Ewertowskim, który brał udział w przygotowaniach do wizyty Ojca Świętego w Elblągu.

W ostatnich dniach bardzo dużo myślimy i rozmawiamy o Ojcu Świętym. Tymczasem kiedy rozmawiałam z osobami, które przyszły pod pomnik papieża przy katedrze i pytałam, czy pamiętają, co sześć lat temu papież powiedział w czasie wizyty w Elblągu, większość przyznała, że tak naprawdę niewiele pamięta.
     Niewątpliwie większość ludzi odbiera przede wszystkim wrażenia. Kiedy wracam pamięcią do tamtego dnia, przypominam sobie, że było to niedzielne popołudnie. Rzeczywiście wytworzyła się wspaniała atmosfera, bo przecież przed przylotem Ojca Świętego na lotnisko Aeroklubu Elbląskiego były nabożeństwo przygotowawcze. Mszę świętą odprawiał prymas Polski kardynał Józef Glemp. Panował nastrój oczekiwania i wzniosłości. To jest wrażenie, którego się nie zapomina. Też jest faktem, że udział w takim spotkaniu wymaga wiele trudu. Trzeba być dużo wcześniej, pieszo pokonać duży odcinek drogi. Ciepło wpływa na zmęczenie i to wszystko razem nie sprzyja percepcji intelektualnej. Rzeczywiście odbiera się głównie wrażenie udziału w niezwykłym spotkaniu. Mimo to człowiek odnajduje się w wielkim zgromadzeniu, bo potrzebuje dzielić z innymi to, co jest w jego sercu.
     
     
     Ksiądz pamięta to, o czym 6 czerwca powiedział papież?
     Na poziomie "zmysłowym" wszyscy powinni pamiętać, że na kopcu, na którym stał fotel Ojca Świętego, było ogromne czerwone serce. Ono miało symbolizować serce Chrystusa. Ponieważ był to czerwiec, to nasze spotkanie odbywało się w atmosferze kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa. W swoim przesłaniu do nas odwoływał się właśnie do kultu Najświętszego Serca Jezusa.
     
     Mówił o Miłosierdziu Bożym, które jest jedną z najważniejszych kategorii w nauczaniu Jana Pawła II.
     Przede wszystkim Ojciec Święty starał się pokazać nam obraz Boga oraz to, że On okazuje nam swoją troskę i miłość poprzez serce Jezusa. To serce jest oddane człowiekowi i całej ludzkości do tego stopnia, że nie lęka się śmierci. To niezwykle ważne, jaki obraz Boga każdy z nas ma, kim Bóg dla nas jest. Ojciec Święty chciał też nam wskazać, że możemy odpowiedzieć na miłość Boga przez przestrzeganie Dziesięciu Przykazań. Dekalog jest fundamentem naszego odniesienia się do Stwórcy, ale także i podstawą ładu moralnego na tym świecie. Wiemy na podstawie historii XX wieku, że ten fundament był podważany. To samo dzieje się jednak i współcześnie. Ludzie żyją często tak, jakby Boga nie było, jakby poza tym, co widzą, co jest zmysłowe, nie było już nic - innego wymiaru, ani innego sensu.
     
     Papież wspomniał też o świętym Wojciechu, który zginął niedaleko Elbląga.
     Święty Wojciech zginął właśnie w imię radykalizmu, bezkompromisowości w przestrzeganiu Dekalogu. Przyszedł nawracać Prusów i zginął śmiercią męczeńską. Była to ofiara życia, jaką złożył w odpowiedzi na ofiarę Chrystusa. Można się zastanawiać, jakie osoby, postaci i wartości wyznaczają naszą tożsamość. Jest to na pewno tysiąc lat chrześcijaństwa na tych terenach. Tożsamość każdego z nas, nawet jeśli jesteśmy dalej od chrześcijaństwa, tworzy postać świętego Wojciecha.
     
     Ojciec Święty miał jeszcze również przesłanie dla sportowców.
     Mówił o wartości sportu, który wychowuje ludzi. Sport przygotowuje do wytrwałości, zmusza do przestrzegania zasad i obowiązków, wreszcie uczy solidarności i zdrowej rywalizacji. A na koniec, co zapewne pamięta większość osób, papież podziękował Bogu... za wiatr od morza. Rzeczywiście wiatr łagodził ten upalny dzień.
     
     Mówiliśmy o ulotności pamięci, ale jest też chyba tak, że mimo zdjęć czy telewizyjnych relacji, dla większości z nas Jan Paweł II pozostanie osobą dosyć tajemniczą. Są oczywiście spotkania, w których uczestniczyły miliony ludzi i które pozostawiły ogromne wrażenia, ale papież jest też autorem wielu pism. Oprócz poezji i książek są one jednak pisane hermetycznym językiem, który sprawia, że dla większości ludzi pozostaną one niedostępne.
     Szczególnie teraz tajemnica Jego osoby jest jeszcze bardziej widoczna. Ten Pielgrzym Świata wyszedł z dziejów naszej ojczyzny, z naszej kultury, był jednym z nas. Kiedy jednak popatrzymy na Jego życie – od dzieciństwa, przez wychowanie w Wadowicach, wojnę, potem profesurę, biskupstwo, kardynalat, udział w życiu kościoła - niewątpliwie dostrzeżemy tajemnicę Wybrania, jakiegoś nieprawdopodobnego naznaczenia tego człowieka do spełnienia misji, jaką wyznaczył Mu Bóg. Kiedyś widziałem, jak Ojciec Święty wchodził do Bazyliki Mariackiej w Gdańsku. W telewizji wydawał mi się silny, wielki i potężny, natomiast tam zobaczyłem, że był filigranowy, a jednak miał nieprawdopodobną siłę ducha. Podobne wrażenie odniosłem teraz, kiedy w telewizji widziałem Ojca Świętego spoczywającego na katafalku. Uderzył mnie majestat w obliczu Boga i tego, co nieuniknione. Jednocześnie ten majestat wpisuje się w los każdego człowieka - odszedł ktoś wielki i dzieli los każdego z nas. To nam powinna dać wiele do myślenia i przyczynić się do głębokiej refleksji.
     Wspomniała pani o tym, co Ojciec Święty zostawił nam w formie pisemnej. Jest to ogromna ilość dokumentów - począwszy od encyklik, adhortacji, katechez, listów, specjalnych odezw... Jest tego tak wiele, że powstały już encyklopedie, które wprowadzają nas w to, czego nauczał papież. Na ten temat w Polsce i na świecie powstało wiele setek doktoratów i tysiące prac magisterskich. O ile są jednak dokumenty urzędowe, oficjalne, adresowane do tych, którzy zajmują się teologią, katolicką nauką społeczną czy sprawami społecznymi, jak choćby integracją europejską - dodam, że jest ponad 1000 wypowiedzi m.in. na temat tego, jak w przyszłości ma wyglądać Europa, są również także dokumenty, po które mogą sięgnąć wszyscy. Myślę o "Tryptyku Rzymskim", "Przekroczyć próg nadziei", czy choćby ostatniej książce pt. "Pamięć i tożsamość". To są teksty lżejsze, choć też niełatwe, do myślenia, do rozważania i zapoznania się z tym, co ten dany nam od Boga człowiek nosił w swoim sercu i co chciał nam przekazać w czasie całego swojego pontyfikatu.
     
     Jak ksiądz sądzi, co czeka nas teraz, po Jego śmierci?
     Wczoraj, podczas kazania, postawiłem wiernym retoryczne pytanie: czy pożyteczne jest odejście od nas Jana Pawła? Chodzi o to, że on załatwiał za nas wiele spraw. Czasem mieliśmy wrażenie, że wszystko, co powinniśmy my wziąć w swoje ręce, on robił to za nas. Wiele razy wypowiadał się w naszym imieniu - łącznie nawet z sytuacją i życiem Kościoła w Polsce. Być może teraz, kiedy od nas odchodzi, trzeba będzie sięgnąć do jego myśli, przesłań i wziąć niektóre sprawy w swoje ręce, stać się bardziej dojrzałymi.

Rozmawiała Joanna Torsh
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Reklama