Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Czwartek 08-12-2016, imieniny Marii, Wirgiliusza
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek

Reportaż życia

Rozmowa z Henrykiem Myślińskim, elbląskim fotografikiem, autorem wystawy zdjęć z wizyty Ojca Świętego w Elblągu.

W czerwcu 1999 roku, z czasie wizyty Jana Pawła II w Elblągu był pan jedynym lokalnym fotoreporterem, który dostał się do ekipy fotografów pracujących najbliżej Ojca Świętego. Pamięta pan tamten dzień?
     Oczywiście! Jechałem tarpanem, który towarzyszył Ojcu Świętemu, dlatego mogłem wykonać unikatowe ujęcia. Ale zanim do tego doszło, nie obyło się bez kłopotów. Akredytacja uprawniająca do dostępu możliwie najbliżej papieża, którą mi przyznano, w dniu wizyty miała być dostarczona z Warszawy. Niestety zaginęła i moja obecność w pobliżu Ojca Świętego stanęła pod wielkim znakiem zapytania. Uważam, że stał się cud, bo zabezpieczający wizytę oficerowie Biura Ochrony Rządu przepuścili mnie, mimo że akredytacji nie miałem. Przeszedłem odprawę, "przestrzelono" mi wszystkie obiektywy aparatu, aby upewnić się, że są one bezpieczne, musiałem oddać przedmioty z metalu. Usłyszałem wówczas, że nigdy dotąd w czasie papieskich pielgrzymek nie zdarzyło się, aby do tarpana, którym poruszali się fotoreporterzy, został wpuszczony ktoś bez tego dokumentu - to musiał być cud! Atmosfera wizyty papieskiej w Elblągu była niesamowita, pracowałem w wielkim napięciu. Kiedy już było po wszystkim i ludzie zaczęli się rozchodzić, spakowałem sprzęt do walizki i po prostu usiadłem...
     
     Dużo zdjęć udało się panu zrobić?
     Zrobiłem sześć filmów, z których każdy liczył po 36 klatek. Zdjęcia wykonywałem z odległości od 20 do 100 metrów. Nieudanych było zaledwie sześć klatek - to naprawdę bardzo niewiele.
     
     Jest pan zadowolony z tych zdjęć?
     Szalenie! Można na nich zobaczyć kolejne etapy wizyty w Elblągu – od przylotu, do samego końca. Szczególnie warto zwrócić na fotografie, na których Ojciec Święty uśmiecha się, gdy przyjmuje delegacje, sportowców. Ma wspaniałą, swobodną twarz. Choć była pod ciągłym ostrzałem kamer i aparatów, była spokojna, autentyczna. Kiedy patrzy się na Jego zdjęcia, widzi się twarz młodzieńca - radosną, o otwartym spojrzeniu i oczach, które stale są wesołe, ale przy tym chcą słuchać - nie mówić, ale właśnie słuchać ciebie, przeżywać coś razem z tobą. To największy, najważniejszy dokument, jaki udało mi się stworzyć. W czasie każdego ujęcia miałem w oczach łzy - i łzy mam także teraz, kiedy wspominam wizytę.
     
     

***

     
     Zdjęcia Henryka Myślińskiego z wizyty Ojca Świętego w Elblągu można obejrzeć w dziale portElu Fotoreportaże, a także na stornie internetowej pod adresem www.fotomysl.elblag.com.pl.

Rozmawiała Joanna Torsh
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama