Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Środa 22-11-2017, imieniny Cecylii, Marka
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

11.11.2017 11.11.2017

Kiedyś nie znosiłam piłki nożnej...

 
Elbląg, Kiedyś nie znosiłam piłki nożnej... Alicja Mucharska (fot. Anna Dembińska)
Rek

To dzięki niej zawodnicy są w stanie wyleczyć niemal każdą kontuzję. Dba o nich, robi „przegląd techniczny”, czuwa nad ich zdrowiem. – Pracując w klubie sportowym, trzeba być po trosze masażystą, psychologiem, czasami trzeba być katem, a czasami podejść do pewnych spraw na luzie, postarać się „rozładować” sytuację – opowiada Alicja Mucharska, fizjoterapeutka w piłkarskim klubie „Olimpia Elbląg”.

Marta Wiloch: – Czy masażystą w klubie sportowym może zostać każdy, czy są jakieś specjalne warunki, które trzeba spełnić?
     
Alicja Mucharska: – Na pewno nie liczy się tutaj postura, nie decyduje ona o sile i umiejętności samego wykonania masażu, liczy się za to technika. Tak jak widać, jestem drobną, szczupłą osobą, a zawodnicy nie raz narzekali, że masuję ich „ciężko i mocno”, ale taka jest specyfika takiego masażu.
     
     – Czym się różni masaż „sportowy” od zwykłego?
     
– Zajmuję się nimi od samego początku, tj. od przygotowań do meczu. To czas na tzw. przygotowania przedstartowe, które odbywają się na zasadzie szybkiego, intensywnego masażu, w krótkim czasie, po to, by przygotować mięśnie do wysiłku. W przypadku urazów oraz kontuzji są to już specyficzne masaże, np. masaż głęboki, funkcjonalny czy poprzeczny. Sam masaż klasyczny nie wystarczy.
     
     – Jak wygląda praca masażysty w klubie sportowym?
     
– Na pewno nie działa tutaj żadna dyktatura, kiedy mówimy o ćwiczeniach, które zawodnicy muszą wykonywać sami. Są pewne niuanse, jak na przykład rotacja miednicy, które trzeba wykonać dobrze, żeby przyniosły pozytywny skutek, samo machanie nogą w lewo lub w prawo nie przyniesie efektu. Niektórym zawodnikom nie muszę powtarzać, jak ważna jest rehabilitacja, nie muszę ich sprawdzać czy kontrolować, a niektórzy wymagają „sposobu” (śmiech). Pracując w klubie sportowym, trzeba być po trosze masażystą, psychologiem, czasami trzeba być katem, a czasami podejść do pewnych spraw na luzie, postarać się rozładować sytuację. W zasadzie jestem z moimi podopiecznymi niemalże osiem godzin dziennie, czasami dwanaście, a bywa i tak, że jestem z nimi całą dobę – zależy, czy jest to mecz wyjazdowy, czy rozgrywany na miejscu. Jest to dość ciężki zawód dla kobiety, głównie przez te wyjazdy, ale także przez nienormowany tryb pracy. Poza tym ostatnio zaczęłam studia na Akademii Wychowania Fizycznego. Jakoś sobie z tym wszystkim radzę, więc wychodzi na to, że jestem osobą bardzo zorganizowaną (śmiech).
     
     – A jak Pani sobie radzi z tą potężną dawką emocji, która występuje przed meczem?
     
– Do każdego zawodnika trzeba podejść inaczej, jeden potrzebuje mobilizacji w formie krzyku, do drugiego na przykład się nie odzywam, bo wiem, że to ogromna adrenalina, duże emocje. Ważne jest odpowiednie rozpoznanie, tzw. „kobiece” podejście. Każdy jest indywidualnością i każdy reaguje inaczej. Jeden jest tak skupiony, że wygląda, jakby uprawiał jogę, drugi ma słuchawki na uszach, trzeci mobilizuje się w formie słownej. Mi samej udziela się ta adrenalina, ale w trakcie meczu czy przed meczem trzymam to wszystko na wodzy, nie pokazuję swoich odczuć. Nie znaczy to jednak, że nic nie czuję, w środku, w sobie, emocjonuję się pięć razy bardziej niż ktokolwiek inny. Czy przegramy, czy wygramy, ja to przeżywam razem z nimi.
     
     – Czy spotkała się Pani na początku z jakimiś nieprzychylnymi opiniami z męskiej strony, z jakimiś komentarzami dotyczącymi pracy, którą Pani wykonuje?
     
– Na początku testowano zarówno moją osobę, jak i moje umiejętności. Każdy patrzył z dystansem, obserwował, czy sobie poradzę, niektórzy uważali, że dam sobie spokój mniej więcej po dwóch tygodniach. Na początku miałam oczywiście problemy z „zakwasami”, ponieważ jest to zupełnie inny rodzaj masażu niż ten, który wykonuje się chociażby w SPA, zupełnie inny niż masaże klasyczne. Wydaje mi się, że z czasem, kiedy u zawodników pojawiły się kontuzje, a mi udało się doprowadzić ich do takiej sprawności, by mogli wyjść na boisko, zdobyłam ich zaufanie do moich umiejętności. Nie odczuwam tego, żeby ktoś dawał mi do zrozumienia, że czegoś nie potrafię, bo jestem kobietą. Nie, nie, tak nie jest. Mało tego, nie raz zawodnicy udowodnili mi, że liczą się z moim zdaniem i z moimi umiejętnościami. Poza tym mają do mnie ogromny szacunek jako do kobiety, przejawia się on chociażby w noszeniu mojej ciężkiej torby czy w tym, bym zawsze bezpiecznie dotarła do domu.
     
     – Czy lubi Pani piłkę nożną?
     
– Szczerze? Kiedyś jej nienawidziłam, jak tylko leciał mecz w telewizji, od razu przełączałam na inny kanał. Teraz, czasami kiedy lecą jakieś transmisje puszczane na żywo, to „łapię się” na tym, że oglądam ten mecz, jakoś tak mimowolnie interesuję się nim. Sprawdzam także różne tabele, obserwuję, jak to się układa.

Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama