[ X ]
Nie ma wolnej prasy bez finansowego wsparcia reklamodawców. Wszystko co publikujemy poniżej dostajesz w zamian za oglądanie banerów.To chyba nie jest wygórowana cena? Może wyłącz więc AdBlocka?

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Rodzice mówią "dość"!

 
Elbląg, Rodzice mówią "dość"!

Od czasu ogłoszenia stanu pandemii w naszym kraju nie minęły jeszcze dwa tygodnie. Jest to sytuacja trudna także dla rodziców, którzy nie tylko pracują zawodowo, lecz także muszą pilnować swoje pociechy, by te odrabiały zlecane przez nauczycieli prace domowe. A tych jest naprawdę sporo. Na prośbę rodziców zamieszczamy apel do nauczycieli o wyrozumiałość i umiar w zarzucaniu uczniów zadaniami.

Czym, do licha, jest jednomian? Czyli rodzice uczą się uczyć...

O ile w normalnym trybie nauczania uczniowie w domu jedynie powtarzali materiał realizowany na lekcji, o tyle obecnie muszą sami uporać się ze zrozumieniem nowych zagadnień. W praktyce kończy się to tak, że z pomocą przyjść muszą rodzice, którzy często sami nie rozumieją powtarzanych tematów i muszą poświęcić wiele czasu na zrozumienie materiału, zanim wyjaśnią go dziecku. Dzieci codziennie są zalewane zadaniami z każdego przedmiotu, rodzice nie nadążają w odbieraniu kolejnych maili, a sami muszą wykonywać swoje obowiązki. Są tą sytuacją zwyczajnie zmęczeni, a nie minęły nawet dwa tygodnie. Na naszych łamach wypowiadają się, jak wygląda teraz nauczanie domowe i apelują do nauczycieli o umiar i więcej wyrozumiałości:

- Jako matka pracująca i samotnie wychowująca dwoje dzieci mam już dość. Sprawy szkolne zajmują ogrom czasu – mówi pani Anna, matka dwóch nastolatek. - Kontrola niezliczonej ilości maili z pracami do zrobienia, odsyłanie prac do nauczycieli, drukowanie zadań. Rozumiem, że dzieci muszą mieć wystawione oceny, ale naprawdę aż tyle muszą mieć do zrobienia? Zadania z matematyki opiewają na kilka stron. Nie sklonuję się, jestem jedna, a dzieci wiadomo, że trzeba przypilnować. Jak to zrobić bez pomocy? Myślę, że większość samotnych rodziców ma teraz ostro pod górkę, zwłaszcza tych pracujących.

- Dzieci dostają do zrealizowania nowy materiał, zwłaszcza z przedmiotów ścisłych, co jest niezgodne z wytycznymi kuratorium oświaty, które mówi o powtórce starego materiału a nie wprowadzaniu nowego – mówi pani Katarzyna. - Dzieci nie radzą sobie, więc tłumaczenie pozostało na moich barkach. Ja też pracuję i niestety nie w domu. Pół dnia dziś siedziałam, żeby sobie przypomnieć fizykę i chemię, żeby wytłumaczyć dziecku, o co chodzi...

- Dzieci z dnia na dzień dostają coraz więcej prac domowych, w tym poruszane są już tematy z nowych działów, nie poruszanych jeszcze w szkole – mówi pani Kamila. - Moje dziecko, pomimo że już nastoletnie, dotychczas ze średnią powyżej 5,0 i nie mające problemów z nauką, mówi do mnie: "mamo, nie daję rady". Po pierwsze istnieje chaos w dziennikach elektronicznych. Prace domowe nie są zapisywane chronologicznie, bardzo łatwo je przypadkowo ominąć. Po drugie, brakuje wyjaśnień: są suche notatki lub odsyłanie dzieci do podręczników i zadań interaktywnych. Rodzice nie zawsze muszą być kompetentni w posiadanej wiedzy, po drugie często pracują (jak nie w zakładzie pracy, to zdalnie). Czas po pracy zamienia sie w walkę, nerwy, często płacze! Nad czym? Nad wspólną próbą nauki, pomocy dziecku, próby wyjaśnienia, googlowania tematu, aby samemu najpierw zrozumieć... A taki jest nacisk na spędzanie czasu ze sobą, na to, aby się nie stresować, doceniać bycie ze sobą. Zmęczenie na to nie pozwala. Nauka zdalna w taki sposób staje się nie do wytrzymania i odnosi całkowicie odwrotny skutek. Nie szukajmy błędów a rozwiązania! A te wydają się w rękach dyrektorów.

- Rozumiem, że czas jest trudny i że to dla nas wszystkich sprawdzian, ale nie chciałam nieetatowo zajmować się nauczaniem, a niestety muszę – dodaje ani Marta. - Pierwszy tydzień nauki tzw. zdalnej przyniósł wiele prac domowych i tematów do powtórzenia. O ile rodzice uczniów klas młodszych mogą ćwiczyć - nawet po powrocie z własnej pracy (tak, niektórzy nadal pracują poza domem) - dodawanie i odejmowanie w granicach 20-30, kreślić szlaczki czy ćwiczyć umiejętność czytania własnego dziecka, o tyle rodzice uczniów starszych ze zgrozą patrzą na tematy z fizyki, chemii czy matematyki. Czym, do licha, jest jednomian? Jak pomóc dziecku w nauce, skoro nie każdy jest mózgiem matematycznym czy mistrzem reakcji chemicznych? Zmęczona pracą zawodową, gotuję obiad i sprawdzam, z czym moje dziecko mierzyło się przez cały dzień. I tu dodam, dziecko coraz bardziej zestresowane czy podoła, czy zrozumie, czy otrzyma dobrą ocenę. Efekt - kładę się spać przed północą, bo zgłębiam wiedzę za pośrednictwem internetu. A skoro już jesteśmy przy internecie - nie każdy ma dostęp do sieci, nie każdy ma dostęp do sieci bez zakłóceń (brak zasięgu), wreszcie nie każdy ma w domu komputer (a nawet jeśli ma to musi się dzielić z rodzeństwem, a czasem i z rodzicem, który pracuje w domu zdalnie). Teraz dochodzą nowe rozwiązania, bo dzieci do szkoły nie wrócą - jak wstępnie zakładano - do Wielkanocy, a uczyć się trzeba. I znowu wszyscy się uczymy: dzieci, rodzice, nauczyciele. Tych ostatnich proszę o zachowanie zdrowego rozsądku przy zadawaniu kolejnych tematów do nauki - tym razem nie będą to powtórki, a tematy całkiem nowe, więc sytuacja zrobi się naprawdę poważna.

 

Od jutra nauczanie zdalne. Pytanie, czy nauczyciele wiedzą, jak uczyć w czasie pandemii?

Sytuacja jest napięta tym bardziej, że od 25 marca rząd wprowadził regulacje prawne dotyczące organizacji zadań szkoły z wykorzystaniem metod i technik kształcenia na odległość. Jak miałoby to wyglądać, nie wie chyba nikt. Ani nauczyciele ani uczniowie nie zostali przygotowani na tak wyjątkową sytuację, ani przeszkoleni, jak takie zdalne lekcje miałyby wyglądać.

- Minister edukacji narodowej Dariusz Piontkowski ogłosił, że polskie szkoły w 92 procentach są przygotowane do prowadzenia nauczania zdalnego. Uważam, że to dyrektorzy szkół napisali, że udźwigną e-nauczanie bez pogłębionej analizy problemu – twierdzi elbląska nauczycielka. - Brakuje sprzętu do prowadzenia zajęć, nauczyciele mogą korzystać ze szkolnego, ale jest on tak przestrzały, że często nie ma możliwości instalacji odpowiedniego oprogramowania, dostępu do mikrofonu czy kamery. Minister zauważył, że nauczyciele mogą korzystać z prywatnego sprzętu. Co jednak po drugiej stronie? Czy uczniowie dysponują odpowiednim sprzętem, dostępem do internetu? Na pewno nie wszyscy. Problemem też jest opanowanie przez nauczycieli w krótkim czasie narzędzi cyfrowych i choć każdy nauczyciel jest zobligowany podczas awansu zawodowego do sprawnego poruszania się w świecie technologii informacyjno-komunikacyjnej, to jednak w tym przypadku musi wykazać się znajomością konkretnych narzędzi. Nikt też tak naprawdę nie wie, jak ma wyglądać lekcja. To suma prób, które wykonuje się, aby uczeń zrozumiał temat. Nie jest to łatwe zadanie dla wszystkich organizujących i biorących udział w procesie dydaktycznym. Trzeba sprostać na miarę możliwości czasowi i uczyć tak, jak podpowiada intuicja, doświadczenie.

 

Co o tej sprawie sądzą Czytelnicy portEl.pl? Zapraszamy do dyskusji

dk
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...
Reklama