UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Tomasz Gliniecki: Walki o Elbląg spowodowały trochę zmian i zamieszania

 
Elbląg, 1 Maja, widok na pl. Słowiański - pojazd ewakuacyjny TT34 obok rozbitego niemieckiego działa PaK na wyjeździe z Adolf Hitlerstrasse (1 Maja) w kierunku Friedrich Wilhelmplatz (plac Słowiański).
1 Maja, widok na pl. Słowiański - pojazd ewakuacyjny TT34 obok rozbitego niemieckiego działa PaK na wyjeździe z Adolf Hitlerstrasse (1 Maja) w kierunku Friedrich Wilhelmplatz (plac Słowiański). Fot. Borys Ijlicz Wieljaszew.

- Armia Czerwona przyjęła 10 lutego za oficjalną datę zdobycia miasta, raporty Wehrmachtu podały termin dwa dni późniejszy. Ilia Erenburg, sowiecki pisarz i propagandysta, który był wówczas w Elblągu, zapisał w pamiętnikach, że zdobycie miasta ogłoszono, choć walki jeszcze trwały - mówi dr Tomasz Gliniecki, z którym rozmawiamy o zdobyciu Elblągu w 1945 r. Mija właśnie 75 lat od tych wydarzeń. Zobacz, jak wyglądało miasto podczas działań wojennych i jak dzisiaj wyglądają te miejsca.

- W styczniu 1945r. rusza ofensywa Armii Czerwonej w kierunku Berlina. Niejako obok rozpoczyna się też ofensywa, która do historii przejdzie jako operacja mławsko-elbląska. Jakie były jej cele? Dlaczego zdecydowano się zaatakować oddziały niemieckie nie stojące na drodze do Berlina? 
       - To nie były dwie oddzielne ofensywy, lecz obie były częścią wielkiego ataku styczniowego, z linią walk ciągnącą się przez całą niemal Europę. Główne uderzenie Armii Czerwonej miało iść wprost na zachód, w kierunku Odry i dalej Berlina, a na jego skrzydłach prowadzono działania wspierające i zabezpieczające, wśród których była ofensywa mławsko-elbląska, realizowana siłami 2 Frontu Białoruskiego.  Czerwonoarmiści mieli tu wspierać główne uderzenie atakiem wzdłuż Wisły, w kierunku portów Zatoki Gdańskiej, a następnie wzdłuż brzegów morskich, Wehrmacht zaś opóźniać je poprzez wiązanie jak największych sił wroga na mniej ważnym kierunku.


       - Czy walki o Elbląg miały jakieś znaczenie taktyczne, strategiczne dla działań na głównym odcinku walk tzn. w drodze na Berlin? Zarówno dla jednej jak i drugiej strony? 
       - Oczywiście, że lokalne działania te były częścią sowieckiej strategii wojennej, która miała doprowadzić do załamania się niemieckiej obrony i upadku III Rzeszy, ale nie nadawano im jakiejś przesadnie wielkiej roli. Taktycznie zaś walki o Elbląg spowodowały trochę zmian i zamieszania po obu stronach. Część sił niemieckich próbowała w ostatniej dekadzie stycznia wycofać się z Prus Wschodnich na linię Wisły, co spowodowało także zmianę wcześniejszych rozkazów Stalina. Przekierowano zatem główne siły marszałka Rokossowskiego na północny wschód i kazano powstrzymać wycofującą się 4 Armię niemiecką na przedpolu Elbląga. Kiedy próby przerwania się i utrzymania korytarza transportowego ustały, utrzymanie miasta w rękach niemieckich straciło sens. Wówczas większość obrońców wycofała się, a atakujący opanowali je całkowicie.


       - Za początek walk o Elbląg uchodzi rajd pancerny, który potem przejdzie do historii pn. rajdu Diaczenki. Pozostałe czołgi brygady nie weszły wówczas do miasta. Z taktycznego punktu widzenia był błędem – nie można zająć dużego miasta tylko siłami pancernymi. Ale czy ten rajd, wbrew pozorom, nie przedłużył niemieckiej obrony miasta, gdyż wojska niemieckie zostały zaalarmowane o tym, że oddziały Armii Czerwonej są już na przedmieściach? 
       - Na pewno pierwszy, nieoczekiwany przejazd kilku sowieckich czołgów przez miasto, który wydarzył się wieczorem 23 stycznia, najpierw zdezorganizował, a potem skonsolidował wojska niemieckie i pozwolił im postawić długotrwałą obronę. Był jednak jednym z wielu epizodów tych walk, a znaczenie uzyskał znacznie później, głównie dzięki propagandzie. W ocenie Rokossowskiego działania pod Elblągiem były jednak źle przeprowadzone. Wszystkim zgłoszonym do wysokich odznaczeń po owym rajdzie, w tym i kapitanowi Diaczence, marszałek osobiście obniżył nagrody, a dowódcę armii pancernej niebawem pozbawiono stanowiska. Rozkazy mówiły wyraźnie, że czołgiści mieli postawić tamę wycofującym się oddziałom niemieckim w rejonie Pasłęk - Młynary - Elbląg, ale samo miasto  zdobywać miała 2 Armia Uderzeniowa, idąca z tyłu, na lewej flance. I prawdą jest, że atakowanie dużych miast siłami pancernymi, bez odpowiedniego wsparcia piechoty, było doktrynalnie zabronione.


       - Czy sam atak na Elbląg przez oddziały Armii Uderzeniowej był potrzebny? Czy raczej można było cele postawione przed ofensywą zrealizować bez krwawych walk o miasto, gdzie oddziały czerwonoarmistów poniosły stosunkowo duże straty? 
       - Nie mnie stanowić, czy atak ten był potrzebny, czy też może obrona była niepotrzebna. Niech inni piszą scenariusze alternatywne wobec tego, co się dokonało. Przed walkami padały stwierdzenia, że Elbląg to najbezpieczniejsze miasto w regionie, a potem okazało się, że przyszło tu walczyć niemal trzy tygodnie. Natomiast duże straty w ludziach były po obu stronach nieuniknione, bo to okrutna specyfika starć w terenie gęsto zabudowanym i Elbląg nie okazał się wyjątkiem.

  Elbląg, Z dr Tomaszem Glinieckim rozmawialiśmy o walkach o Elbląg w 1945r.
Z dr Tomaszem Glinieckim rozmawialiśmy o walkach o Elbląg w 1945r. (fot. Anna Dembińska, arch. portEl.pl)


       - Jaki był cel obrony Elbląga przez oddziały niemieckie? Na co oni liczyli? Czy z punktu widzenia prowadzenia obrony nie lepiej byłoby większość tych sił wycofać do obrony Gdańska? Lub w ogóle wesprzeć obronę na Odrze lub garnizon w Berlinie? 
       - Celem obrońców było utrzymanie przepraw na rzece Elbląg, dzięki którym można było utrzymać drogi  i linie kolejowe biegnące do Prus Wschodnich. Miasto miało pozostać w rękach niemieckich, aż dotrze doń wycofująca się armia  generała Hossbacha. To się ostatecznie nie udało, ponieważ przeciwuderzenie zostało powstrzymane, do czego przyłożył się i sam Hitler, dymisjonując dowódców, którzy je prowadzili. Wówczas komendant obrony Elbląga otrzymał zgodę na wycofanie większości swych sił za rzekę.  Wzmocniły one nową linię obrony, biegnącą brzegiem Nogatu. Prawdę mówiąc, właśnie tak wzmacniano też obronę głównego kierunku, a marszałek Żukow wręcz skarżył się Stalinowi na Rokossowskiego, że przez niego opóźnia się ofensywa na Berlin. To był system naczyń połączonych, gdzie jedne zdarzenia warunkowały przebieg innych.


       - W jaki sposób przebiegały walki o Elbląg? Zdobywanie miasta zaczęło się od północy. Jak dalej przebiegały walki?
       - Trudno zamknąć je w kilku zdaniach, bo obfitowały w zdarzenia. Pierwsze poważne uderzenie wykonano siłami 5 Armii Pancernej Gwardii i, rzeczywiście, przeprowadzono je od północy. Nastąpiło 26 stycznia i było nieudane. Po dwóch dniach wycofano się z zajętych przedmieść. Mniej natomiast mówi się o tym, że w tym samym czasie od południa pod Elbląg podeszła dywizja z 2 Armii Uderzeniowej, która chwilowo zajęła nawet Wyspę Spichrzów. Jednak działania obu armii były nieskoordynowane. Dopiero przegrupowanie sił i skierowanie na Elbląg czterech dywizji strzeleckich oraz dużych sił artylerii spowodowało klasyczne oblężenie miasta i stopniowe zaciskanie pierścienia ataku wokół centralnych dzielnic. Ten etap walk trwał dziesięć dni. Po wycofaniu się głównych sił niemieckich rozbite zostały oddziały osłonowe i przez kolejne dwa dni likwidowano drobne grupy oraz snajperów. Armia Czerwona przyjęła 10 lutego za oficjalną datę zdobycia miasta, raporty Wehrmachtu podały termin dwa dni późniejszy. Ilia Erenburg, sowiecki pisarz i propagandysta, który był wówczas w Elblągu, zapisał w pamiętnikach, że zdobycie miasta ogłoszono, choć walki jeszcze trwały. 


       - Zdobycie Elbląga zbiegło się w czasie z zakończeniem konferencji „Wielkiej Trójki” w Jałcie, na której m.in. ustalono, że część Prus Wschodnich przypadnie Polsce. Wiadomo, że było to luźna deklaracja, bo przebieg granicy Rosjanie wytyczali swobodnie. Czy istniała możliwość, że Elbląg po wojnie zostanie przyłączony do Związku Radzieckiego i dlaczego został ostatecznie w granicach Polski?

- O zadośćuczynieniu Polsce za trudy wojenne ziemiami Prus Wschodnich mówiono już w połowie 1941 r. podczas tworzenia zasad Karty Atlantyckiej. Potwierdzały to kolejne konferencje aliantów, w tym i jałtańska, choć oficjalnie nie zatwierdziła tego kroku konferencja pokojowa, ponieważ do niej nie doszło. I rzeczywiście, w konkretach o granicach krajów tej części Europy stanowił Stalin, który powojennej Polsce rekompensował odebranie tzw. Kresów Wschodnich terenami na zachodzie i północy. Jednak z regionu wschodniopruskiego wydzielił jeszcze dla siebie część pod okręg militarny nad Bałtykiem, a północną linię graniczną kilkakrotnie modyfikowano na jego korzyść. Co prawda, możliwe były inne decyzje i rozwiązania, lepsze lub gorsze dla powojennej Polski, a przez to i dla Elbląga. Pamiętajmy jednak, że pod koniec wojny nie był on żadnym klejnotem wartym targów, tylko niewiele znaczącym punktem na mapie wielkiej geopolityki.

rozmawiał Sebastian Malicki
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...
Reklama