UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Zostańmy w domu: Zostań managerem (odc. 5)

 
Elbląg, Zostańmy w domu: Zostań managerem   (odc. 5)

Kolejny dzień w czterech ścianach, kolejne propozycje na spędzenie tego czasu w rubryce „Zostańmy w domu”. Dziś dla odmiany pogramy na komputerze, a także przyjrzymy się książkom i kolejnej propozycji serialowej.

Robert Krotowski, czyli B4SIC, opowie o grze Football Manager 2020, Sebastian Malicki z portElu przybliży nam książki Andrzeja Sapkowskiego, ale nie te o wiedźminie. Na koniec serial Gotham.

 

Football Manager, czyli coś dla tęskniących za piłką

- Niedawno dowiedzieliśmy się o przełożeniu Mistrzostw Europy na 2021 rok. Dla prawdziwego fana piłki nożnej był to cios w samo serce, tak samo wiadomość o wstrzymaniu rozgrywek ligowych – mówi B4SIC, entuzjasta gier komputerowych i sportu. - Jednak z brakiem sportowych emocji można poradzić sobie nie wychodząc z domu.

Tutaj na pomoc przychodzi gra Football Manager 2020 od studia SEGA. Jest to szesnasta z kolei odsłona legendarnej serii symulatorów managera piłki nożnej. W tej grze komputerowej możemy poczuć się jak Franciszek Smuda lub Jurgen Klopp, stając za sterami polskiej kadry, czy też jakiegoś klubu światowego formatu. - FM 2020 pokazuje, jak funkcjonują kluby większych i mniejszych lig świata. Do zadań wirtualnego managera należy bowiem skompletowanie sztabu trenerskiego, budowa zaplecza treningowego, siatki scoutów oraz treningi z pierwszym zespołem i rezerwami – wyjaśnia B4SIC. - Po włączeniu gry pierwszym krokiem jest stworzenie swojego profilu. Należy wybrać wiek, wygląd zewnętrzny i styl prowadzenia zespołu przyszłej legendy piłki nożnej. Następnie trzeba wybrać klub, który chcemy objąć i tutaj możemy puścić wodze wyobraźni. Dostępnych jest bardzo dużo lig z licencjami na znaki towarowe, mamy choćby polską PKO Ekstraklasę, angielską Championship, francuską Ligue 1, australijską A-League i wiele innych. W grze dostępny jest także tryb multiplayer, pozwalający grać ze znajomymi przez internet. Jest to świetny sposób na spędzenie nudnych dni w oczekiwaniu na ulubione rozgrywki piłkarskie w towarzystwie innych miłośników futbolu – przekonuje B4SIC. - Gra może i nie posiada zniewalającej grafiki, ale to właśnie nadaje jej całego uroku. Prymitywne sylwetki piłkarzy i schematyczne animacje sprawiają, że nie są potrzebne najnowsze specyfikacje komputera. Football Manager 2020 jest idealną propozycją dla każdego entuzjasty piłki nożnej i komputerowych symulatorów. Jest to prawdziwy zabójca nudy i chociaż w małym stopniu uzupełnia lukę po emocjach piłkarskich…

 

Z wizytą u husytów

Sebastian Malicki z redakcji portEl.pl opowie o Andrzeju Sapkowskim i ... nie będzie mówił o wiedźminie.

- Moim skromnym zdaniem, na wiedźminie Andrzej Sapkowski dopiero „uczył się” pisać. A co do samej sagi można jej przypiąć wiele wad, bo przecież autor mógłby… A nie, nie będziemy spoilerować, choć nie o wiedźminie jest ten tekst.

Po sadze wiedźmińskiej Andrzej Sapkowski napisał trylogię husycką. Powieść historyczna? Tak, ale nie do końca. Autor nie byłby przecież sobą, gdyby nie wstawił tu elementów średniowiecznego fantasy. I zrobił to w taki sposób, że jesteśmy w stanie uwierzyć, że w czasach Zawiszy Czarnego żyli sobie np. polimorfowie. Nie będziemy tłumaczyć, kto to jest, ale to jeden z takich gagatków jest jednym ze szwarccharakterów trylogii.

Główny bohater Reinmar z Bielawy, zwany Reynevanem, próbuje zapanować nad swym losem na XV– wiecznym Dolnym Śląsku i w Czechach. Z zadziwiającą gorliwością nastają na niego wszyscy: I Inkwizycja, i złowrogi Pomurnik, i pospolici raubritterzy. Nie brakuje humoru, zwrotów akcji, odrobiny magii, wielkiej polityki i jeszcze większej miłości. Chociaż ostrzegam: niektóre opisy, choćby tortur, mogą wzbudzić dreszcz obrzydzenia.

Na trylogię warto też zwrócić uwagę ze względu na tło, czyli wojny husyckie. Historia Czech nie jest w kraju nad Wisłą jakoś szerzej znana. W historii Polski husyci mieli swoje może nie 5 minut, ale 30 sekund możemy im przyznać. Dzięki trylogii można poznać fragment fascynującej historii naszych południowych sąsiadów z czasów, kiedy czeskie tabory dawały łupnia każdemu w Europie. Oczywiście do czasu, na każdego łobuza zawsze znajdzie się większy łobuz. Jeszcze jedno: W okresie pandemii, czytając te książki możemy mile spędzić wiele dni w czasach, gdy tak jak Reynevan nie wiemy, co przyniesie jutro.

W skład trylogii husyckiej wchodzą książki: „Narrenturm”, „Boży Bojownicy” i „Lux Perpetua”

 

Młody Batman? Tak, ale nie do końca

Gotham to miejsce znane wszystkim fanom człowieka-nietoperza. Zepsute, skorumpowane, niebezpieczne, szare i smutne miasto, które ma wyjątkowe „szczęście” do różnego rodzaju przestępców, zwyrodnialców i psychopatów. Ci z kolei mają pecha, bo na czele wszystkich, którzy walczą z przestępczością, stoi „superbohater bez supermocy”, legendarny Batman. Nie o nim jednak jest ten serial, a przynajmniej nie do końca.

Obraz stworzony przez Bruno Hellera dla stacji FOX jest produkcją dla widzów powyżej 16. roku życia, a 4 z 5 jego sezonów można znaleźć m. in. w ofercie Netflixa. Głównym bohaterem nie jest Batman, choć oczywiście spotkamy go, tym razem jednak jako młodego chłopca, któremu daleko jeszcze do zostania mrocznym rycerzem. Postacią, która w serialu Gotham gra pierwsze skrzypce, jest natomiast James Gordon (w tej roli Ben McKenzie). Ta postać z uniwersum DC, która pojawiła się już w komiksie z 1939 r., w produkcjach o Batmanie zwykle jest już starszym mężczyzną i komisarzem policji. Tym razem obserwujemy początki jego policyjnej kariery w mieście, do którego bohater zupełnie nie pasuje. Widzimy więc, jak od samego początku swojej pracy Gordon zmaga się z korupcją w służbach i jak jego jasne zasady i bezkompromisowość zderzają się z mentalnością kolegów, którzy albo pogodzili się, albo wręcz korzystają na tym, że w Gotham jest, jak jest.

James Gordon to ciekawa postać zwłaszcza dla fanów uniwersum DC, jednak trzeba przyznać, że w serialu często ustępuje on pola… złoczyńcom. Obraz przedstawia bowiem genezę wielu bohaterów z tej mrocznej strony barykady, wśród których wielką rolę odgrywa Pingwin, jeden z najstarszych wrogów Batmana, którego w serialu genialnie sportretował Robin Lord Taylor. Cała historia tej postaci pełna jest niejednoznaczności, zwrotów, a przede wszystkim emocjonalnych przeżyć, które serialowy Pingwin potrafi wyrażać bardzo sugestywnie. Jest to jeden z tych złoczyńców, którzy mimo swej bezwzględności potrafi wzbudzić sympatię widza. Oglądając serial niejednokrotnie ze zdziwieniem łapałem się na tym, że co i rusz podświadomie kibicuję tej postaci, co ostatecznie wydawać się może nieco przerażające. Cóż poradzić, rola Robina Lorda Taylora jest rzeczywiście świetna…

Jest jeszcze jeden bohater serialu, o którym nie sposób nie wspomnieć. To tytułowe miasto, świetnie oddające wizualnie jego własne zepsucie. Szare ulice, brudne fabryki, a także sam komisariat, w którym przyszło pracować młodemu detektywowi Gordonowi, pozwalają wejść w prawdziwie „batmański” klimat. Co ciekawe, trudno określić czas, w jakim dzieje się akcja serialu. Po ulicach jeżdżą samochody jakby żywcem wzięte z amerykańskich lat 70’ lub 80’, a mimo to bohaterowie posługują się np. telefonami komórkowymi. Jednak nie ma co się czepiać. Ten serial to komiks na ekranie, przyjemny, miejscami naiwny i bardzo wciągający. To dobra rozrywka na wieczór, po ciężkim dniu pracy. I to czasem naprawdę wystarczy.

Tomasz Bil
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...
A moim zdaniem... (od najstarszych opinii)
  • F. M to zarządzanie troche amatorskim klubem, prowadzi do złych przyzwyczajeń. Nastawianie się na reklamy na trybunach to za bardzo jak w stacji telewizyjnej tudzież portalu. Oczywiście ze sprzedaży zawodników, tzw. diamentów można prosperować w extraclasie, a z biletów w pucharach zyski pewne. Ale nawet klub Tottenham od zeszłego roku ma na nowym stadionie własny browar - tak produkuje piwo, a innowacyjne nalewanie kufla trwa 4 sekundy. Stadion 2020 to jak ośrodek kosmiczny jutra i zarabia poza meczem, a to w tej symulacji zbyt pominięte. Mimo to polecam - sympatyczkom ligę żeńską.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Hanzeatycki(2020-03-19)
  • Tak tak chcę,bo pracownicy elbląskich stolarni tego potrzebują
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    1 0
    (2020-03-19)
Reklama