Czwartek 21-02-2019, imieniny Piotra, Eleonory
 
Reklama w Elblągu
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Optymizm na boisku! (Młodzi zdolni, odc. 21)

 
Elbląg, Optymizm na boisku! (Młodzi zdolni, odc. 21)
Monika Tchórzewska (fot. Anna Dembińska)
Rek

Chce zdobyć medal olimpijski, sędziować mecze i… projektować domy. Monika Tchórzewska kiedyś należała do Młodzieżowej Kadry Polski, dziś gra w Orle Elbląg.

 - Od ilu lat trenujesz siatkówkę? To był pierwszy sport, którym zaczęłaś się interesować na poważnie?
     - Monika Tchórzewska: Trenuję od 10 lat. Zaczęłam, gdy byłam w czwartej klasie szkoły podstawowej. Na pierwszy trening do Truso Elbląg zabrał mnie tata. Od razu przeszłam do grupy starszej, bo znałam kilka podstawowych odbić. Po pierwszym tygodniu treningów pojechaliśmy na zawody i wróciliśmy z medalem. Byłam zachwycona! Myślę, że ten mały sukces zmotywowało mnie, abym zainteresowała się akurat tym sportem drużynowym. Od małego interesowałam się różnymi dyscyplinami i przez jakiś czas nie mogłam się zdecydować, za co chcę się wziąć na poważnie. Mój tata był judoką i ja też chciałam trenować tę sztukę walki, ale tata stwierdził, że kobieta nie powinna się bić (śmiech). Także wybrałam siatkówkę i dziś ten wybór bardzo mnie cieszy.
     
     - Zaczęłaś w czwartej klasie podstawówki, a gdy byłaś w trzeciej klasie gimnazjum, dostałaś się do Młodzieżowej Kadry Polski.
     - Tak, byłam przez dwa lata w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Sosnowcu. Najpierw znalazłam się w Kadrze Wojewódzkiej, nie było to jakoś specjalnie trudne. W naszym województwie nasz klub górował, więc dużo dziewczyn z Truso Elbląg należało do tej kadry. Potem pojechałyśmy na Olimpiadę Młodzieży i tam trener prezentacji wyróżnił trzydzieści zawodniczek. Następnie pojechałyśmy na kolejne zgrupowanie i tam wybrano dziewczyny, które dostały zaproszenie do sosnowskiego SMS-u. Mi się udało i byłam bardzo szczęśliwa. Mieliśmy świetnych nauczycieli. W szkole było ok. 30 uczennic, więc łatwo było się zżyć i zaprzyjaźnić. Teraz moje koleżanki z SMS-u grają w Plus Lidze i bardzo im kibicuję. Nieraz jeździliśmy na turnieje międzynarodowe, gdzie walczyliśmy z innymi drużynami, które swoimi zdolnościami na pewno przewyższały niejeden zespół klubowy w Polsce. Myślę, że to bardzo zaprocentowało. Najlepiej wspominam Eastern European Volleyball Zonal Association w Moskwie, gdzie zdobyłyśmy trzecie miejsce.
     
     - Co czujesz przed każdym meczem? Stresujesz się?
     - Każdy mecz jest dla mnie stresującym przeżyciem. Ciąży nade mną pewna odpowiedzialność i zdaję sobie z niej sprawę. Jednak sądzę, że przez te lata nauczyłam się maksymalnie skupiać na grze. Myślę o wygranej i o tym żeby niczego nie zepsuć.
     
     - Potem wróciłaś do Orła Elbląg.
     - Tak. Mam nadzieję, że w tym roku razem z dziewczynami dostaniemy się do I ligi. Jak na razie jesteśmy w II.
     
     - Jakie są Twoje siatkarskie plany na przyszłość?
     - Myślę, że marzeniem każdego sportowca jest medal olimpijski. To jest jednocześnie moim marzeniem i celem, który mam zamiar zrealizować. Czy się uda? Nie wiem. Siatkówka to bardzo techniczny sport. Potrzeba naprawdę dużo ciężkiej pracy, aby coś osiągnąć. Tak jak już wspomniałam, teraz skupiam się na tym, abyśmy z dziewczynami dostały się do I ligi. Jesteśmy jedyną drużyną kobiecą w Polsce, która jest w drugiej lidze i nie odniosła jeszcze porażki. Także szczęście nam sprzyja. Najważniejsze mecze jeszcze przed nami. Nie możemy osiąść na laurach, teraz czeka nas jeszcze więcej pracy.

  fot. Anna Dembińska
fot. Anna Dembińska


     - Studiujesz budownictwo. Nie zastanawiałaś się nad AWF-em?
     - Oczywiście rozważałam taką opcję. Jednak uważam, że sport to nie wszystko. Kiedyś skończy się moja kariera sportowa i będę musiała zająć się czymś innym. Na dzień dzisiejszy myślę, że będę projektować domy. Poza tym jest wiele rzeczy, które mnie interesują.
     
     - Jakie masz pasje? Co robi Monika, gdy nie gra w siatkówkę?
     - W roku akademicki, gdy mam zajęcia na uczelni i codziennie treningi, to nie mam za wiele czasu. Jednak w wakacje jestem chętna na każdy sport (śmiech). Gdyby nie sport, to nie wiem, co by się działo z moją energią. Chyba by mnie rozsadziła, a ja byłabym najnudniejszą osobą na świecie (śmiech).
     
     - Wyobrażasz sobie siebie w roli trenera?
     - Nawet ostatnio się nad tym zastanawiałam. Nie wiem, czy chciałabym uczyć kobiety (śmiech). Myślę, że jeśli już bym się zdecydowałam, to wolałabym trenować męską drużynę. Kobiety są bardzo władcze i lubią rządzić, trudno je okiełznać. Znam to doskonale z autopsji (śmiech). Na razie ukończyłam kurs na sędziego. Chciałabym w tym kierunku zajść dosyć wysoko, uparcie do tego dążę.
     
     - Jaki jest Twoim zdaniem przepis na bycie dobrą siatkarką?

     - Ciężka praca. Dużo treningów, nie opuszczanie ich. Zdeterminowana postawa to podstawa (śmiech). Do tego jeszcze odrobina talentu. Poza tym uważam, że jak ktoś ma więcej zajęć, to jest osobą bardziej zorganizowaną. Dlatego siatkówka i w ogóle jakikolwiek sport kształtuje charakter. Zdarza się, że czasem jestem zmęczona, ale to szybko mija. Po każdym treningu zawsze jestem zadowolona z życia (śmiech). Ostatnio miałam okazję sędziować Mistrzostwa Europy w siatkówce na siedząco. Tam jest przecudowna ekipa i klimat. Ja każdy zespół siatkarski zabrałabym tam na trybuny, aby zobaczyli, jak powinna wyglądać atmosfera! Ci zawodnicy są chorzy, mają poważne problemy, ale są tacy szczęśliwi i pełni radości, że mogą grać. Niezwykłe. Niestety rzadko mogę ujrzeć zdrowego człowieka, który potrafi się tak cieszyć. I myślę, że taki optymizm również jest ważną cechą. Nie tylko na boisku, ale również i w życiu.

rozmawiała Anna Kaniewska
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Okulary korekcyjne EVA MINGE
Okulary przeciwsłoneczne Henko
Okulary korekcyjne JUST CAVALLI
okulary korekcyjne Agatha Ruiz de la Prada