Czwartek 21-02-2019, imieniny Piotra, Eleonory
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Taki dziadek to skarb

 
Elbląg, Taki dziadek to skarb
Andrzej Rybicki i jego auta i auteczka (fot. Michał Skroboszewski)
Rek

Drewniane, metalowe, z laminatu poliestrowo szklanego. Produkcji polskiej, radzieckiej, enerdowskiej. Auta typu pedal car cieszą małych chłopców od dziesięcioleci. W kolekcji Andrzeja Rybickiego są i Moskwicz, i Renault 16, i inne, znacznie starsze. W gablotach z kolei tysiące „resoraków”, a w garażu ukochana „kaczuszka”, czyli Citroen 2CV. I wszystkie auta na wyciągnięcie ręki małego Filipka. Niejeden chłopcu pozazdrości, bo taki dziadek to skarb. Zobacz zdjęcia.

Andrzej Rybicki motoryzacją interesował się od zawsze, co widać na fotografii sprzed ponad pół wieku. Za kierownicą Austina J40 typu pedal car siedzi pięciolatek, obok jego siostra. Auto dotrwało do naszych czasów, ale jest mocno zniszczone i pan Andrzej podjął się jego reanimacji.
     Podobnie, jak i innych cudeniek „na pedały”.
     - Narto-sanie pamiętają czasy Związku Radzieckiego – Andrzej Rybicki wskazuje na sznur aut ustawionych na podwórku przed domem. - Kolejny samochód, ten z płomieniami, to samochód polski, przedwojenny. To mój największy rarytas. Dalej, drewniany niemiecki wóz i szwedzki gokart – opowiada kolekcjoner. - Jest i czerwone auto z laminatu poliestrowo szklanego produkcji polskiej, choć tu mam duże trudności z ustaleniem producenta – zauważa. - Mam, co prawda, „wyśledzone” cztery takie auta w Polsce. Wiem, że pochodzą z lat. 70. XX w. i tyle. Cenię sobie to auto, bo to ciekawostka.
     - Następny samochód – kontynuuje Andrzej Rybicki – enerdowski z bardzo ciekawym zawieszeniem na resorach. Był niekompletny więc dospawałem kierownicę, dorobiłem siedzenie z blachy.
     Trzeba wiedzieć, że pan Andrzej, jeśli nie może kupić brakujących części do swoich auteczek, to sam je wykonuje. - Następny, z przełomu lat 70. i 80. też był w opłakanym stanie, ale dorobiłem zderzak, wyprostowałem blachy, dorobiłem tablicę rejestracyjną – z uśmiechem wskazuje pasjonat motoryzacji.
     Pracuje też nad własną konstrukcją. Będzie to auto Komnicka, ale o szczegółach, póki co, mówić nie chce. - Jak będzie gotowe, pani pierwsza się o tym dowie – z tajemniczym uśmiechem ucina Andrzej Rybicki.

  Polski samochód przedwojenny (fot. MS)
Polski samochód przedwojenny (fot. MS)

- Ciekawostką są teraz auta produkcji chińskiej – pokazuje kolejne eksponaty. - Robią repliki samochodów, których już dawno nie ma. I robią to naprawdę nieźle.
     Pan Andrzej przyznaje, że przed laty zabawki wykonywane były znakomicie, dlatego przetrwały do naszych czasów. - Tymi autkami jeździły pokolenia, dziś mój wnuk je testuje i jest bardzo zadowolony.
     Do kolekcji panu Andrzejowi pasowałby jeszcze jeden samochodzik.
     - Z lat 40./50. drewniany, napędzany jak drezyna – opowiada. - Jeszcze takiego nie mam, ale staram się pozyskać.
„Dziadek, chodź do muzeum” - mówi często mały Filipek o pracowni pana Andrzeja. A tam... niejednemu małemu, ale i dużemu chłopcu oczy zaświeciłyby się na widok kilku tysięcy „resoraków” eksponowanych w gablotach. - Nie mogę nigdzie dostać modelu auta, którym jeżdżę, czyli peugeota 306 kombi – wtrąca Andrzej Rybicki. - Nie ma firmy, która by wyprodukowała taką miniaturkę.
     Auta ustawione są według marek lub przeznaczenia, np. pojazdy służb miejskich czy ratunkowych. „Dziadek, ja tylko wypożyczę” - woła mały Filipek.
     - Pewnie, że mu pozwalam się nimi bawić, choć czasem coś urwie – mówi z uśmiechem pan Andrzej. - Wszystkich mi przecież nie zniszczy. Dziś chciał straż pożarną i znalazłem. Czeską.
     Jedno, nad czym ubolewa Andrzej Rybicki to brak miejsca do eksponowania kolekcji. Marzy mu się miejsce muzealne, w którym eksponaty miałby zapewnioną opiekę i mogłoby je podziwiać wielu.
     Wielu widziało już pełnowymiarowe auta Andrzeja Rybickiego, bo jego pasja motoryzacyjna nie ogranicza się tylko do wersji mini.
     - Samochód musi jeździć, a ja najczęściej wyprowadzam z garażu „kaczuszkę”, czyli Citroena 2CV. Jeszcze za jedną „kaczką” chodzę, ale zobaczymy – z uśmiecham kończy pasjonat.

Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Naszywki
T-shirt biały z Twoim nadrukiem DTG PROMOCJA
Polar z haftem
POLO z HAFTEM