Czwartek 21-02-2019, imieniny Piotra, Eleonory
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Taksówkarz śpiewa tenorem

 
Elbląg, Taksówkarz śpiewa tenorem
Andrzej Strąk, czyli śpiewający taksówkarz (fot. Michał Skroboszewski)
Rek

Był już śpiewający lekarz, była śpiewająca nauczycielka, a teraz czas na śpiewającego taksówkarza. Drzemie w nim duch rockowca, bez skrępowania podśpiewuje przy klientach podczas pracy. O tym, jak bardzo Cantata zmieniała jego życie, rozmawiamy z chórzystą Andrzejem Strąkiem.

Dominika Kiejdo: Jak zaczęła się Pana przygoda ze śpiewaniem?
     Andrzej Strąk: - Gdy byłem nastolatkiem, śpiewałem w zespole Coma Rock w świetlicy „Kolejarz”, która znajdowała się ówcześnie przy alei Grunwaldzkiej. Po jakimś czasie moje śpiewanie w zespole się skończyło, ponieważ zafascynowałem się jazdą na gokartach. To była moja pasja. Uczęszczałem do ówczesnej szkoły zamechowskiej na Rycerskiej, gdzie prężnie działał klub gokartowy. Zdobywałem nawet puchary i nagrody. I nagle to się skończyło, coś się zawaliło, poszedłem do wojska, trochę wbrew sobie.
     Zawsze chciałem nauczyć się grać na jakimś instrumencie, choć przez chwilę grałem na perkusji w zespole. Skończyłem wieczorowo technikum. Z zawodu jestem elektrykiem. Po skończonej szkole i wojsku pracowałem kilka lat w Zamechu właśnie jako elektryk. Potem rodzina, dom, dzieci. Potem przez 17 lat pracowałem w firmie Logstor, produkującej rury do systemów ciepłowniczych. Myślałem, że popracuję tam do emerytury, ale kilka lat temu elbląski oddział przestał istnieć. Przez dwa lata byłem bezrobotny, a teraz pracuję w kurii Diecezji Elbląskiej, a także na taksówce. Mam dwóch synów, obaj uczęszczali do szkoły muzycznej. Synowie zrealizowali marzenia taty (śmiech). Można powiedzieć, że straciłem pracę, ale zyskałem Cantatę i wspaniałych ludzi.
     
     - Czyli synowie odziedziczyli po tacie zdolności muzyczne?
     - Dokładnie. Obaj grają na gitarze klasycznej, starszy Michał nawet z sukcesami. Młodszy Maciej śpiewał w zespole wokalnym NOW! działającym przy Młodzieżowym Domu Kultury.
     
     - A jak Pan trafił do chóru Cantata?
     - Było to dwa lata temu. Żona jednego z chórzystów, która również pracuje w kurii, pewnego razu usłyszała, jak sobie podśpiewywałem w pracy. Zapytała mnie wtedy, czy nie chciałbym śpiewać w chórze. Brakowało tam wtedy głosów męskich. Zawsze lubiłem śpiewać, jednak śpiewałem sobie tylko podczas golenia lub jak byłem sam. Zawsze chciałem też pośpiewać karaoke, ale nie wiedziałem, czy dam radę, trema była większa. Odpowiedziałem wtedy żonie kolegi, że może bym spróbował i poszedł na przesłuchanie do chóru, ale do końca nie byłem przekonany. A ona za godzinę przychodzi do mnie i mówi, że jestem dziś na godz. 16 umówiony na przesłuchanie. Zrobiła to trochę podstępem (śmiech). No i nie miałem wyjścia, poszedłem. Marta mnie przesłuchała i tak zostałem na pierwszej próbie i jestem tam do dziś, śpiewam w tenorach.
     
     - Stał się Pan odważniejszy?
     - Zdecydowanie. Bywało już tak, że śpiewałem sam podczas występu. Byłem jedynym tenorem i wyszło. Lepiej lub gorzej, ale udało się i jakoś zaczęło mi wychodzić. Teraz już praktycznie nie boję się sam śpiewać z resztą Cantaty (śmiech).
     
     - Co daje Panu chór?
     - Na próby chóru jeżdżę z wielką chęcią. Mogę być nawet niewiarygodnie zmęczony. Dla mnie to jest wielkie wow! To odpoczynek od codzienności, choć tak naprawdę dwie godziny śpiewania to ogromny wysiłek. Jest to jednak fajne zmęczenie. Zawsze czekam na próbę, a jak czasami mamy przerwę i nie ma prób, brakuje mi ich. Cantata zmieniła całe moje życie o 180 stopni. Dopiero tutaj bardziej się otworzyłem. Teraz śpiewanie to żaden problem, śpiewam karaoke, bo wiem, że dam radę.
     
     - Szczególny moment w chórze…
     - Nie mogę znaleźć takiego szczególnego momentu. Każdy koncert wnosi wiele nowego. Pamiętam nasz koncert w Galerii El, czy koncert dla chorej na białaczkę dziewczynki. Bardzo cieszy mnie fakt, że wiele w chórze się uczę. Wiele mi dają lekcje z emisji głosu.
     
     - A jakiej muzyki słucha Pan na co dzień?      
- Cały czas słucham muzyki w taksówce. Coś trzeba robić, prawda? Słucham wszystkiego, najczęściej radia PLUS, gdzie puszczają powolne i starsze kawałki. Lubię też śpiewać, jak jadę taksówką. Nawet gdy są klienci, śpiewam sobie po cichu, nieraz trochę głośniej. To zależy od klientów. Także cały czas śpiewam. Stali klienci wiedzą, że śpiewam w Cantacie. Jak mamy właśnie jakiś koncert, zawsze słucham utworów w oryginalnej wersji, które będą przez nas śpiewane. Zawsze oczywiście zapraszam też moich klientów na nasz koncert.
     

     Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl jest patronem medialnym Cantaty. Co tydzień na naszej stronie prezentujemy wywiady z kolejnymi śpiewakami chóru.
Rozmawiała Dominika Kiejdo
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Okulary korekcyjne BMW
Okulary przeciwsłoneczne GENNY
Okulary przeciwsłoneczne DEFRAME
Okulary korekcyjne EVA MINGE