Sobota 20-10-2018, imieniny Jana, Ireny
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Tu się leczy zranione ciała i dusze. Na czterech łapach, kopytach, na skrzydłach i w futrze

 
Elbląg, Tu się leczy zranione ciała i dusze. Na czterech łapach, kopytach, na skrzydłach i w futrze Anna Kamińska uwielbia swoich futrzastych przyjaciół. Jak widać, jest to uczucie odwzajemnione (fot. Michał Skroboszewski)
Rek

Włóczykij to piesiec, który uciekł z fermy podczas uboju. Bielik Gniewko ma złamany bark i mimo operacji nigdy nie będzie latał. Jenot Filip w wyniku wypadku drogowego miał uszkodzoną miednicę i żuchwę. Dzik Talarek, gdy był malutki błąkał się po drodze Malbork-Elbląg. Klacz Ginger, gdyby nie została uratowana, padłaby z głodu. - Wszystkie zwierzęta mają swoją historię, coś przeżyły i, mam nadzieję, że tutaj odpoczywają – mówi Anna Kamińska, która prowadzi Ośrodek Okresowej Rehabilitacji Zwierząt w Jelonkach. Zobacz fotoreportaż.

Ośrodek Okresowej Rehabilitacji Zwierząt w Jelonkach od 2013 roku niesie pomoc zwierzętom dzikim, chorym i po wypadkach. Pozostawione w swoim naturalnym środowisku nie mają szans na powrót do zdrowia i na przeżycie. Potrzebują fachowej pomocy oraz opieki w bezpiecznym miejscu. Jelonki są dla nich ostatnią deską ratunku.
     - Klacz Ginger trafiła do nas 6 lat temu z interwencji OTOZ Animals spod Braniewa – opowiada Anna Kamińska. - Właściciel chciał stworzyć rasę samowystarczalną, zagłodził 32 konie. Włóczykij – przedstawia nam kolejnego mieszkańca Ośrodka – to piesiec hodowany na futra. Te zwierzęta nie dożywają nawet roku, bo jesienią są skórowane. Trudno zrozumieć, dlaczego dziś, gdy sztuczne futra są tak doskonałe, nadal znajdują się amatorzy futer naturalnych – dziwi się opiekunka zwierząt w Jelonkach. - Jak trzeba być próżnym?
     Włóczykij uciekł z fermy podczas uboju.
     - Najpierw jednak mieszkał w Kościerzynie, bo tam przyzwyczaił się do opiekunki – wyjaśnia Anna Kamińska. - Ta pani go dokarmiała, ale gdy piesiec zaczął rosnąć, zaczął stanowić zagrożenie dla ludzi i miał zostać odstrzelony. „Otwarte klatki” [organizacja walcząca z okrucieństwem wobec zwierząt -red.] przywiozły go więc do mnie. Włóczykij siedzi sam, nie za bardzo dogaduje się z innymi zwierzakami, ma charakterek – śmieje się opiekunka.
     - A tu mieszka Gniewko – bielik – prezentuje nasza przewodniczka. - Przyjechał z Młynar. Ludzie znaleźli go w lesie leżącego w stanie agonalnym. Był wychłodzony, odwodniony i ze złamanym barkiem. Został zoperowany, ale skrzydła nie udało się uratować. Nie będzie już latał. Oj, Gniewko, bo wywiniesz orła – komentuje poczynania ptaka w wolierze. - Gniewko został Gniewkiem, bo nie chciał z nami współpracować. Bronił się dziobem i szponami – śmieje się Anna Kamińska.
     Po sąsiedzku mieszkają lisy: Tajga i Tamara, odebrane z fermy futrzarskiej spod Krakowem oraz Aslan, który biegał po obwodnicy trójmiasta i tam został odłowiony przez OTOZ Animals.
     - Lisków nie można wypuścić na wolność, bo, po pierwsze jest to gatunek inwazyjny, a po drugie zostałyby odstrzelone – mówi Anna Kamińska.
     Idziemy dalej. A kto tu mieszka?
     - Filip jest jenotem – wyjaśnia opiekunka. - Dwa lata temu, po wypadku na trasie E7, miał uszkodzoną miednicę i żuchwę. Nie ma zębów, chodzi koślawo, zostanie z nami – z czułością patrzy na zwierzaka.
     - A to jest Doris, norka amerykańska, która przyjechała do nas z Ustki – wskazuje dalej. - I Elwira z Radomia, również lisek, która trafiła do nas jako szczenię; miała połamane nogi i miednicę.
     Dalej na gości z zaciekawieniem patrzą szopy.
     - Niech was nie zwiodą te milutkie zwierzaki. Jest ich tu sześć, grzebią po kieszeniach, a jak się przytulą są nie do zrzucenia. Wszystko, co znajdą piorą i myją – śmieje się Anna Kamińska.
     Obok w wolierach mieszkają myszołowy.
     - Zostaną z nami na stałe, bo mają uszkodzone szpony, połamane skrzydła, nogi – wylicza opiekunka. - Mamy myszołowa, który uległ porażeniu prądem. Lata, ale jego nogi nie funkcjonują. Przyjechał do nas rok temu z Zielonej Góry i tu ma swój dom. Część ptaków jednak odleci np. bociany, sowa – dodaje opiekunka. - Puściliśmy już 10 boćków, ale część nie chciała odlecieć – dodaje. - Zimno bocianom nie przeszkadza, problemem jest znalezienie pożywienia, bo ziemia jest zmarznięta.
     W Ośrodku są również sarny.
     - Te ulegają najczęściej wypadkom komunikacyjnym, w lesie wpadają w siła lub – zimą, gdy są słabe – są atakowane przez psy – mówi Anna Kamińska.
     Jeszcze gorzej sprawa ma się z sarnami, lisami czy kunami, które ludzie chcą hodować w … domu.
     - Najgorsze, co może być to próba wychowania dzikiego zwierzęcia na własną rękę – mówi Anna Kamińska. - Mieliśmy przypadek, że kuna zwaliła w domu telewizor i wtedy pani stwierdziła, że jej nie chce. Jednak zwierzę wychowane w domu nie umie jeść mięsa i nie poradzi sobie na wolności. Ludzie trzymają nawet sarny w mieszkaniu, w bloku – kontynuuje opiekunka. - Bo znajdą zwierzę na spacerze, zabiorą z lasu od matki, a potem zaczynają się kłopoty. Sarna rośnie, jej mocz staje się intensywny i telefon: „Może pani ją zabrać?”. Dla tych zwierząt zabranie z domu jest tak ogromnym stresem, że mogą tej przeprowadzki nie przeżyć. Nagle pojawia się bowiem masa bodźców, kończy się spanie na kanapie i sarny padają na zawał. Nie jestem w stanie im pomóc – ze smutkiem przyznaje Anna Kamińska.
     Albo inna historia bez happy endu: - Pani miała lisa w domu pod Warszawą – opowiada opiekunka z Jelonek. - Była zachwycona. Zwlekała jednak z jego oddaniem, lis podrósł i … zabił jej kota. Dlaczego? Bo natury się nie oszuka.
     - Miałam też zgłoszenie od ludzi, którzy kupili sobie lisa srebrnego do mieszkania – wspomina. - Wychodzili z nim na spacery, na szeleczkach, po Warszawie. Jednak lis zaczął się robić agresywny i 8-latkowi odgryzł nos. Ludzie są nieodpowiedzialni – gniewa się Anna Kamińska. - Robią krzywdę innym ludziom i zwierzętom - lis został uśpiony.
     Podczas wizyty w Ośrodku w Jelonkach nie odstępują nas na krok: owca Balbina, baranek Antoś i koza Gloria. Jednak największe zaskoczenie dopiero przed nami. Oto Talarek, dzik, który jako maluszek błąkał się po drodze Malbork-Elbląg. Dziś już nie powiemy o nim "maluszek", ale dziecięca dusza pozostała. Talarek z radością daje się pogłaskać, a nawet próbuje wskoczyć na kolana.

  Dzik Talar domaga się czułości (fot. MS) Dzik Talar domaga się czułości (fot. MS)

- Na rączki?! Nie świruj! Dzikunie ty! - pieszczotliwie zwraca się do podopiecznego Anna Kamińska. - Talarek też z nami zostanie, bo ze względu na wyjątkowe umaszczenie zostałby odstrzelony od razu.
     Jednak ideą Ośrodka jest to, by zwierzęta po rekonwalescencji wracały do środowiska naturalnego.
     - Gdy odchodzą na wolność cieszę się, ale jednocześnie boję się czy sobie poradzą – mówi opiekunka. - Z lisami jest trudno, bo w naturze nie są lubiane. Jednak sarny sobie radzą.
     Praca w Ośrodku jest właściwie dyżurem całodobowym. Anna Kamińska nie rozstaje się ze swoimi zwierzętami, przywozi też kolejne. Nie ma czasu dla siebie, bo trzeba nakarmić warchlaki, lisy, jeże, bieliki, sarny, puszczyki, bociany, łabędzie, kozy, owce, a do tego psy i koty. Posprzątać, pojechać z wizytą do weterynarza. Jednak nie narzeka. Z czułością opowiada o swoich podopiecznych, nie kryje też łez smutku.
     - Straszne jest to, gdy muszę zdecydować o eutanazji – przyznaje. - Gdy trzymam na rękach zwierzę, które jeszcze walczy, ale jest tak pogruchotane ... To jest przeżycie nie do opisania. Sarny często krzyczą, płyną im łzy... To jest niefajny element mojej pracy.
     Ośrodek w Jelonkach utrzymuje się z darowizn. Przyjaciele Anny Kamińskiej prowadzą stronę internetową, za pośrednictwem której można np. adoptować wirtualnie zwierzaka i ufundować mu „stypendium”.
     - Jestem też wdzięczna, gdy ktoś przywozi karmę, koce – szczególnie w okresie zimowym, ale i pluszowe zabawki, którymi uwielbiają się bawić m. in. szopy (śmiech).
     Ośrodek Okresowej Rehabilitacji Zwierząt działa w Jelonkach, ale już za kilka miesięcy zmieni swoją lokalizację. Zostanie przeniesiony w okolice Młynar. Tam również pojedziemy z wizytą.

Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Citroen HADM Gramatowski już otwarty!
Autoryzowany Serwis Citroen Hadm Gramatowski
Serwis i Części VW - HADM Gramatowski
Pomoc w przypadku szkody komunikacyjnej