Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Niedziela 19-11-2017, imieniny Salomei, Seweryna
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Pogoda nie ma znaczenia Pogoda nie ma znaczenia

Zostałem w radiu, bo mi zależało

 
Elbląg, Zostałem w radiu, bo mi zależało O swoich przygodach i kulisach pracy dziennikarza Roman Czejarek opowiadał w Bibliotece Elbląskiej (fot. AD)
Rek

Od lat związany z Polskim Radiem. Dziennikarz radiowy, prasowy i telewizyjny, wieloletni szef "Lata z Radiem". Pracownik mediów publicznych, a także stacji komercyjnych. I osoba, która ze swadą opowiada o różnych, życiowych przygodach oraz kulisach pracy w mediach. Elbląg odwiedził Roman Czejarek.

Znany dziennikarz opowiadał m.in. o kulisach pracy komercyjnych stacji radiowych. 
     - Co parę miesięcy robione są regularne badania, gdzie dokładnie się sprawdza, jakie utwory się ludziom podobają, a jakie nie i jakie powodują, że ludzie częściej włączają to radio, niż wyłączają. Bada się również czas słuchania danej stacji. Jeżeli na przykład wyjdzie na to, że średni czas słuchania radia wynosi godzinę i 15 minut, to po tym czasie spokojnie można powtórzyć ten sam utwór. Ta grupa, która słucha radia dłużej jest tak nieliczna, że nie ma znaczenia – tłumaczył Roman Czejarek. - W bazie utworów takiego komercyjnego radia znajduje się średnio 100, 115 utworów, jeżeli jest ich 200 to już jest sukces, a jeśli jest ich 300 to już prawie niewyobrażalne. A przecież piosenek są dziesiątki tysięcy.
     Kolejność piosenek układa specjalny program. Od niedawna również i w Polskim Radiu.
     - Dostaję smsy z pytaniem, czy mógłbym puścić tę czy tamtą piosenkę – opowiadał Roman Czejarek. - Nie mogę, bo z góry wiem, jakie utwory pojawią się w audycji. Nie mogę ich również przestawić, nie mogę zmienić ich kolejności ani wstawić innych. Nie ja je wybieram, więc jestem na nie skazany. Bardzo często jest tak, że one mi się nie podobają, prywatnie puściłbym inne.
     Dziennikarz wspomniał również o pewnym wydarzeniu drogowym i jego, jak się okazało, medialnych skutkach. Kilka lat temu w jego volvo wjechał mercedes, którym kierowała Iwona Węgrowska, piosenkarka i celebrytka. Sprawę załatwili polubownie, kobieta złożyła oświadczenie, że ponosi całkowitą winę za spowodowanie stłuczki i każde pojechało w swoją stronę. Rano dziennikarz przyszedł do pracy i zobaczył Super Express.
     - A tam wielki tekst, że "Roman Czejarek, szef Lata z Radiem, o mało nie zabił Iwony Węgrowskiej, powodując wypadek w centrum Warszawy". Ale przecież to nie ja w nią uderzyłem, ale ona we mnie. Mało tego! Były zdjęcia, patrzę na nie, widać, że to warsztat, w tle mercedes. Ona w butach na obcasie, w mini, przerażona, z telefonem w ręku. I nie wiadomo, czy "Iwona Węgrowska wystąpi w Opolu, w sobotnich koncertach premier Jedynki z zespołem Feel, gdzie miała śpiewać w chórku, bo przecież jest ciężko poturbowana, samochód kompletnie rozbity, a dziennikarz się odgrażał i jeszcze wezwał policję". I do tego wszystkiego wklejone moje zdjęcie, wzięte z bazy danych sprzed roku czy dwóch, na którym stoję z telefonem. I podpisane, że właśnie wzywam policję – opowiadał Roman Czejarek. - Zagotowało się we mnie. Więc biorę jej wizytówkę i dzwonię do niej, mimo że jest godz. 5.30. Odbiera. Mówię: "Pani Iwono, przyszedłem do pracy i mam przed sobą Super Express", "Uhumm...", "Tu jest napisane, że to ja spowodowałem wypadek, że ja się w panią wbiłem, pani jest ledwo żywa i że zrobiłem awanturę, wzywałem policję". "Panie Romanie, a co? Mój menadżer nie dzwonił do Pana?". "Nie, nie dzwonił". "Bo wie Pan, myśmy wpadli na taki pomysł, żeby wykorzystać ten wypadek, ograć to promocyjnie. Myśmy rozesłali do mediów taki materiał, ale ja nie mogłam się przyznać, że to ja w Pana uderzyłam, więc napisaliśmy, że to Pan we mnie uderzył. Ale my za wszystko zapłacimy, my ten samochód naprawimy!".
     Roman Czejarek z radiem jest związany od 1985 roku. Jak przyznał podczas dzisiejszego (28 marca) spotkania w elbląskiej Bibliotece zawsze chciał tam pracować, mimo że z wykształcenia jest inżynierem.
     - W 2006 r. zaczęto tropić, kto i kiedy przyszedł do pracy, no i wytropiono ten 1985 rok u mnie. A ja nie jestem synem pierwszego sekretarza, jestem synem samotnej matki, która pracowała w księgarni. Nikt mnie w tych latach nie zmuszał do politycznych rzeczy – opowiadał. - Jako młody reporter musiałem raczej jeździć tam, gdzie nikt nie chciał. Zostałem w radiu, bo naprawdę mi zależało, naprawdę się starałem.

Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama