UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Orzeł w reprezentacji

 
Elbląg, Jędzrej Borowiecki z Orła Elbląg został powołany do reprezentacji Polski juniorów
Jędzrej Borowiecki z Orła Elbląg został powołany do reprezentacji Polski juniorów (fot. Anna Dembińska)

- Pierwszy raz startowałem w pierwszej klasie podstawówki na zawodach w Elblągu. Chyba nawet dostałem jakiś medal. Ale to raczej była walka, żeby się nie przewrócić... Pierwszy poważny sukces to zawody w Sanoku, pięć lat temu – mówi Jędrzej Borowiecki. Zawodnik elbląskiego Orła został powołany do reprezentacji Polski juniorów w short tracku na najbliższy sezon.

- Pół żartem można powiedzieć, że na short track byłeś skazany.

- Tak, mój tata jest trenerem. Pierwsze kroki na łyżwach robiłem jako przedszkolak. Ale już w pierwszej klasie podstawówki byłem już „pełnoprawnym” zawodnikiem elbląskiego Orła. Pamiętam, że pierwszy rok jeździłem w hokejówkach, ponieważ łatwiej na nich utrzymać równowagę, potem już dostałem normalne łyżwy do short tracku i... tak się zaczęło.

 

- Nie ciągnęło Cię do innych dyscyplin np. łyżwiarstwa szybkiego czy figurowego?

- O figurowym nawet nie myślałem. Co do szybkiego... Kiedy zaczynałem, nie mieliśmy w Elblągu toru do jazdy szybkiej i łyżwiarze szybcy trenowali razem z nami na lodowisku „Helena”. Short track bardziej mi się podoba. Przede wszystkim jest element rywalizacji pomiędzy zawodnikami na torze: walczymy ze sobą, a o awansie do kolejnej rundy decyduje miejsce na mecie, a nie czas przejazdu.

 

- Na jakim dystansie czujesz się najlepiej?

- Generalnie na zawodach jeździmy na wszystkich dystansach. Dotychczas najlepiej czułem się na 500 metrów – to taki sprint, nie ma się co zastanawiać na taktyką, od początku do końca trzeba jechać „na maksa”. Ale w ubiegłym sezonie poprawiłem wyniki na 1000 i 1500 metrów.

 

- Pamiętasz pierwszy sukces?

- Pierwszy raz startowałem w pierwszej klasie podstawówki na zawodach w Elblągu. Chyba nawet dostałem jakiś medal. Ale to raczej była walka, żeby się nie przewrócić... Pierwszy poważny sukces to zawody w Sanoku, pięć lat temu. Wygrałem wtedy w swojej kategorii wiekowej. Te zawody były ważne dlatego, że po nich dostawałem możliwość startu w zawodach międzynarodowych jako reprezentant Polski. Startowałem w Bułgarii, Rumunii, na Węgrzech.

 

- Czyli tegoroczne powołanie do reprezentacji Polski to nie będzie Twój debiut w biało-czerwonych barwach?

- I tak, i nie. Startowałem już jako reprezentant Polski, ale wówczas nie było drużyny reprezentacyjnej – tak to nazwijmy. Trenowaliśmy w macierzystych klubach, a na zawodach ubieraliśmy strój z orzełkiem i startowaliśmy jako reprezentacji Polski. W tym roku Polski Związek Łyżwiarstwa Szybkiego zdecydował o powołaniu reprezentacji Polski juniorów short tracku z prawdziwego zdarzenia. Trenerem został Dariusz Kulesza, uczestnik igrzysk olimpijskich w Turynie w 2006 r. W reprezentacji jest nas dziesięcioro: 5 chłopaków i 5 dziewczyn. Myślę, że to dobry krok, zarówno z punktu widzenia dyscypliny, jak i zawodników. Spodziewam się, że dzięki temu będzie nam łatwiej przeskoczyć na etap seniora.

 

- Wiesz już, jak to będzie wyglądało?

- Mamy dostać nowe płozy, nowe stroje. Może coś jeszcze... Pierwsze zgrupowanie jest przewidziane na czerwiec, nie wiadomo jeszcze czy się odbędzie z wiadomych przyczyn. Potem jest w planach zgrupowanie w lipcu i dwa w sierpniu. We wrześniu w short tracku rozpoczyna się sezon startowy – wówczas mamy mieć jedno zgrupowanie w miesiącu trwające tydzień. Do tego dojdą starty w zawodach. O kalendarzu trudno mówić w tej chwili, ale w poprzednich sezonach wychodziło 10-15 zawodów w sezonie, w tym do 7 w Polsce. Sezon przeważnie kończy się pod koniec marca. Kalendarz jest dość napięty. Bywały już takie sytuacje, że trzy weekendy z rzędu startowałem na jakichś zawodach.

 

- Jak do tej pory wyglądał Twój sezon?

- W każdym sezonie jest 5-6 zawodów z cyklu Ogólnopolskich Zawodów Rankingowych. To taka liga: za zdobyte miejsce otrzymuje się punkty i na koniec sezonu wygrywa ten, kto ma najwięcej. W tej chwili najważniejsza jest dla mnie Ogólnopolska Olimpiada Młodzieży, ponieważ od niej zależy moje stypendium, ale także np. punkty dla klubu. Oprócz tego są też mistrzostwa Polski seniorów. Wbrew pozorom, żeby w nich startować, nie trzeba być seniorem. Limit wieku jest obniżony, a o starcie decyduje forma i dotychczasowe wyniki. Dla mnie to ważne zawody, bo mogę rywalizować z lepszymi, bardziej doświadczonymi zawodnikami. W każdym sezonie jeździmy także na cykl Danubia Cup, na którym startują zawodnicy z Europy Wschodniej i Środkowej. To też ciekawe zawody, dające możliwość sprawdzenia się na tle rówieśników z innych krajów.

 

- Założyłeś sobie jakiś cel na ten reprezentacyjny sezon?

- Jakiegoś szczegółowego to nie. Chcę się dobrze zaprezentować, poprawić swoje umiejętności i wyniki. Będę pracował z nowym trenerem, to też duża dla mnie zmiana. Jestem ciekawy, jakie on ma metody. Zostałem powołany na jeden sezon, ale tak łatwo nie dam się wypchnąć z reprezentacji.

 

- To trzymamy kciuki i powodzenia. Dziękuję za rozmowę.

 

rozmawiał Sebastian Malicki
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...
A moim zdaniem... (od najstarszych opinii)
Reklama