UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Pięściarz, trener, działacz: Hieronim Kozakiewicz

 
Elbląg, Hieronim Kozakiewicz
Hieronim Kozakiewicz (fot. Anna Dembińska)

- Tam była fajna paka. Kierownikiem klubu był niezapomniany Franek Wiśniewski, prezesem Antoni Wieczorek, przy okazji prezes Spółdzielni Plastyk, zapalony działacz bokserski, długo by o nim mówić. Jednym zdaniem: człowiek, dzięki któremu boks w Elblągu istniał. - tak Hieronim Kozakiewicz wspomina swój powrót do Renomy Startu. Z elbląskim pięściarzem, trenerem i działaczem wspominamy najnowszą historię boksu w naszym mieście.

- Jak zaczęła się Pana przygoda z boksem?

- Moi starsi bracia boksowali w Starcie. Ja ich podpatrywałem, a potem ćwiczyłem przed lustrem. Pewnego razu wzięli mnie na trening, na salę gimnastyczną dzisiejszego Światowida. Zostałem przyjęty do grupy początkującej, ale już po trzech tygodniach przenieśli mnie do zaawansowanych. Różnica była przede wszystkim taka, że zaawansowani już byli wystawiani do walk w ringu. Bracia nie zrobili dużej kariery, walczyli głównie na poziomie okręgu. Boksować zacząłem w wieku 14 lat. Pamiętam, że ważyłem coś koło 40 kilogramów. Trafiłem pod skrzydła Wiesława Budzińskiego, to on mnie nauczył boksu. Wówczas ten sport był bardziej popularny niż dziś: z Elbląga na zawody wyjeżdżał cały autobus bokserów.

 

- Pierwsze sukcesy?

- Trzy lata później, na ringu w gdańskiej Gedanii odbyły się mistrzostwa okręgu gdańskiego. Elbląg był wówczas w województwie gdańskim i elbląscy bokserzy walczyli w okręgu gdańskim. Na tych zawodach zdobyłem złoty medal okręgu w wadze muszej, (do 51 kg) i tytuł najlepszego technika tych mistrzostw. Te zawody dały mi przepustkę do kadry wojewódzkiej. Miałem jechać na mistrzostwa Polski, ale... nabawiłem się kontuzji i pojechał ktoś inny. Z takich fajnych walk, to mile wspominam 1973 r. Mimo, że nie miałem wówczas skończonych 18 lat, jestem z grudnia, mogłem startować w mistrzostwach okręgu seniorów, które odbyły się w Elblągu, w starej hali w Parku Modrzewie. Niestety, trafiłem na Zbigniewa Wypycha, medalistę mistrzostw Polski. Zdaniem mojego trenera śp. Wiesława Budzińskiego i publiczności starcie wygrałem, sędziowie byli innego zdania. Ale wspomnienia zostały.

 

- Później sekcja bokserska Startu zaczyna upadać.

- W 1975 r. Start wycofał swoją drużynę z ligi. Zbiegło się to z moim pójściem do wojska. jesienią tego roku. Po powrocie do cywila, to już nie czułem boksu. Przybrałem na wadze, już czułem, że to nie było to. I wydawać się mogło, że ten mój boks to będzie taka młodzieńcza przygoda. Zaczęło się życie prywatne, boks ograniczył się głównie do kibicowania. W 1990 r. trafiłem do szpitala: okazało się, że miałem rozlany wyrostek robaczkowy. Zlekceważyłem objawy i tak to się skończyło. Jedną nogą byłem już na tamtym świecie, na szczęście „u góry” jeszcze mnie nie potrzebowali. Wtedy powziąłem parę ważnych decyzji życiowych.

 

- I „wrócił” Pan do boksu początkowo jako trener.

- Do „Renomy – Start”. Tam była fajna paka. Kierownikiem klubu był niezapomniany Franek Wiśniewski, prezesem Antoni Wieczorek, przy okazji prezes Spółdzielni Plastyk, zapalony działacz bokserski, długo by o nim mówić. Jednym zdaniem: człowiek, dzięki któremu boks w Elblągu istniał. Zacząłem od grupy początkującej, parę lat później dostałem juniorów. W 1991 r. miałem swoje chwile triumfu. Pojechaliśmy do Wieliczki na mistrzostwa Polski juniorów młodszych. Ja w roli trenera Startu i jednocześnie okręgu gdańskiego. I co się okazało: Renoma – Start wygrała klasyfikację klubową, a okręg gdański również zajął pierwsze miejsce. Rok później, od 1 czerwca, byłem już trenerem drużyny seniorskiej. Jakiś wpływ miały na to, kompletnie nieudane dla Startu, mistrzostwa Polski w 1994 r., kiedy to żaden elbląski pięściarz nie zdobył medalu. Była to duża niespodzianka, bo np. Jacek Bielski był już wówczas mistrzem Europy. Nie chcę, żeby to zabrzmiało nieskromnie, ale na mistrzostwach Polski w 1995 r. elblążanie zdobyli już cztery medale, w klasyfikacji medalowej uplasowaliśmy się na piątym miejscu. Pamiętam, że Jacek Bielski zdobył złoto w wadze lekkopółśredniej, brązowe medale wywalczyli Mariusz Gortat w lekkiej i Tomasz Chwoszcz w lekkośredniej, Sebastian Kalaczyński przegrał finał w wadze średniej z Tomaszem Adamkiem.

 

- Wówczas sezon w boksie amatorskim był bardzo rozbudowany.

- Była ogólnokrajowa liga bokserska. Patrząc po latach to mam w związku z tymi rozgrywkami pewien niedosyt. W Starcie nie mogliśmy skompletować 10 bokserów, żeby wystawić pełną drużynę – mieć zawodnika w każdej wadze. Zawsze tak jednego, dwóch nam brakowało. Kondycja finansowa klubu była taka, a nie inna i to była główna przyczyna. Mimo tego, byliśmy w czołówce ligi. Na koniec sezonu okazywało się, że brakowało nam tzw. „małych punktów” do zajęcia drugiego miejsca. 1 listopada 1995 r. Renoma Start rozwiązała ze mną umowę.

 

- Zanim przejdziemy dalej, warto wspomnieć też o reprezentacji Polski.

- W 1992 r. po Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży zostałem asystentem trenera w reprezentacji Polski juniorów. Dzięki temu miałem np. okazję być przy Krzysztofie „Diablo” Włodarczyku, gdy w Macedonii zdobywał brązowy medal na mistrzostwach Europy. Tych wyjazdów było bardzo dużo. Jeździłem też jako działacz, np. kierownik drużyny. Trochę „zwiedziłem”, parę fajnych walk widziałem z bliska.

 

- Decyzja o zwolnieniu z Renomy – Start wszystkim się nie spodobała.

- Grupa moich podopiecznych poprosiła mnie, żebym utworzył swój klub. I tak, w wielkim skrócie, można powiedzieć powstał Tygrys. W tym miejscu, muszę podziękować kilku osobom, bez których to by się to nie udało. Markowi Wnukowi, który wówczas pracował w Wydziale Sportu Urzędu Wojewódzkiego. M.in. pomógł stworzyć klubowy statut. 26 stycznia 1996 r. Tygrys został zarejestrowany w Urzędzie Wojewódzkim. Można powiedzieć w ostatniej chwili, gdyż od lutego rejestracja była już w sądach. Muszę też wspomnieć o śp. Andrzeju Minkiewiczu, który włożył sporo pracy w powstanie klubu.

 

- Warto też przypomnieć o zdobytym przez elblążan drużynowym mistrzostwie Polski.

- Znalazł się poważny sponsor w osobie śp. Romana Niemyjskiego i jego firmy Halex. Utalentowanych wychowanków takich jak Jacek Bielski udało się wzmocnić dobrymi zawodnikami z Polski. Jak to się mówi, zażarło. Halex był wówczas jednym z faworytów ligi i wykorzystał swoją szansę. Ta drużyna była budowana po to, żeby zdobyć mistrza.

  Elbląg, Hieronim Kozakiewicz (w środku) w otoczeniu swoich pięściarzy Krzysztofa Ciereszko (z lewej) i Damiana Kośmidra
Hieronim Kozakiewicz (w środku) w otoczeniu swoich pięściarzy Krzysztofa Ciereszko (z lewej) i Damiana Kośmidra (fot., arch z 2006 r.)

 

- Wróćmy do Tygrysa. Nazwa nie była przypadkowa.

- Szukaliśmy jakiegoś symbolu. Wówczas popularny był Dariusz „Tiger” Michalczewski. Doszliśmy do porozumienia, Dariusz Michalczewski został honorowym prezesem klubu, bywa w Elblągu, a my mamy swojego ambasadora. Udało nam się stworzyć wokół klubu całkiem niezłą grupę trenerów. Z Tygrysem współpracowali Piotrek Sarnowski, Zdzisław Woźny, Tomasz Chwoszcz, Krzysztof Stemplewski, który później założył klub Kontra. I wielu innych. No i nie można nie wspomnieć o Pawle Drzewieckim, który się pojawił i tak mu się spodobało, że od dwóch lat jest prezesem Tygrysa. Korzystając z okazji chciałbym bardzo podziękować wiceprezesowi KSW Tygrys, Waldemarowi Tatarskiemu, za wsparcie w poszukiwaniu sponsorów.

 

- I nie zapomnijmy o pięściarzach.

- Przez wiele lat byliśmy w pierwszej dziesiątce najlepszych klubów w Polsce. Tu o sukcesach można długo by mówić. Ale warto przypomnieć np. Marcina Pryczka, który ma dość nietypowy rekord na swoim koncie. Marcin zdobywał mistrzostwa Polski od momentu, jak miał 14 lat do 21 lat. Razem: dziewięć, gdyż w jednym sezonie zdobył mistrzostwo dwukrotnie: na mistrzostwach młodzieżowców i seniorów. Ten rekord jest dotychczas niepobity. Na mistrzostwach Europy kadetów w Liverpoolu (2001 r.) elblążanin zdobył srebrny medal. Ciekawe jest jednak to, że w drodze do finału wszystkie trzy walki wygrał przed czasem. Ciekawym pięściarzem jest też Patryk Bursztynowicz – nasz wychowanek, który swego czasu był najmłodszym polskim bokserem, stoczył on pierwszą walkę zawodową w wieku 18 lat. Jego rywalem był 31 – letni Bułgar. Niektóre źródła podają, że najmłodszym był Krzysztof „Diablo” Włodarczyk, ale to elblążanin był młodszy. W trakcie kariery Patryk zdobył pas mistrza Europy Wschodniej federacji EEBA. W karierze amatorskiej był wielokrotnym mistrzem Polski. Warto przypomnieć też o Adamie Kośmidrze, który na mistrzostwach Europy kadetów w Istambule (2006 r.) zdobył wicemistrzostwo. Ciekawostką jest fakt, że przygotowywał się w klubie, pod moim okiem, a nie na zgrupowaniu reprezentacji. Na samych mistrzostwach był jednym z dwóch pięściarzy – srebrnych medalistów, którzy swoje walki finałowe przegrali na punkty. Reszta przegrała przed czasem. Był także wielokrotnym mistrzem Polski.  Jego brat  Mariusz (również medalista mistrzostw Polski) próbował swoich sił na ringu zawodowym. Pierwszą walkę zawodową stoczył w Elblągu, wygrał wtedy ze Szwedem. Nie można nie wspomnieć o mistrzach i medalistach mistrzostw Polski w różnych grupach wiekowych: Damian Kośmider, bracia Rafał i Cezary Cebula, Sławomir Nowak, Tomasz Kot, Piotr Tchórz i inni, przepraszam, że nie wymieniłem.

 

- Kariera działacza to był, można powiedzieć, naturalny krok naprzód.

- Wyszło, tak jakoś naturalnie. Po reformie administracyjnej w 1999 r. wraz z kilkoma osobami zakładaliśmy Okręgowy Związek Bokserski w naszym województwie. Pierwszym prezesem został Władysław Mańkut, sekretarzem nieoceniony Janusz Pająk, dziś pracujący w MOSiR. Razem z Januszem Pająkiem włożyliśmy dużo pracy przy zakładaniu i codziennej pracy w związku. W 2004 r. zostałem wiceprezesem Polskiego Związku Bokserskiego ds. sportowych. Tych funkcji było dużo, różnych. Wielokrotnie jeździłem np. z reprezentacją Polski jako kierownik ekipy na mistrzostwa świata i Europy. Co najmniej przez dwie dekady byłem wytypowany przez Polski Związek Bokserski - głównym organizatorem Międzynarodowego Turnieju im. Feliksa Stamma. Jedna z edycji w 1997 r. odbyła się w Elblągu. Warto jednak przypomnieć zawody bokserskie, które współorganizowałem w naszym mieście. Robiliśmy mistrzostwa Polski, Puchary Polski w różnych grupach wiekowych, Młodzieżowe Mistrzostwa Polski, Ogólnopolską Olimpiadę Młodzieży w boksie – imprezy o randze ogólnopolskiej. Tutaj muszę wspomnieć po raz kolejny o Januszu Pająku, który te zawody ogarniał od strony administracyjnej i zajmował się papierologią. Jego sprawozdanie z Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży zostało docenione przez Polski Komitet Olimpijski. Wyszedł z tego album ze zdjęciami. Trzeba wspomnieć o Gali Boksu Zawodowego w Elblągu, gdzie pierwszą zawodową walkę w Polsce stoczył Tomasz Adamek. W sumie to była jego siódma walka, ale pierwsza w Polsce. W Elblągu (w czerwcu 2001 r.) na zawodowym ringu zadebiutował Krzysztof „Diablo” Włodarczyk. W drugiej rundzie znokautował Bułgara Andreia Georgieva. Trochę tego było: mecze z reprezentacją Frankfurtu nad Odrą, z reprezentacją Hamburga, ze Szwecją. Jeszcze w Starcie organizowaliśmy mecze pomiędzy okręgami m.in. boksowaliśmy z okręgiem śląskim i warszawskim. Mamy w Elblągu wspaniałą publiczność, dla której warto było robić takie imprezy. Elbląskiej publice należy się: dziękuję, bo to oni nadawali sens mojemu działaniu. 

 

- Dziękuję za rozmowę.

- Jeszcze na końcu chciałbym podziękować tym wszystkim ludziom, którzy się przewinęli podczas naszej rozmowy. Bez nich historia elbląskiego boksu byłaby uboższa.

rozmawiał Sebastian Malicki
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...
Reklama