Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Piątek 24-11-2017, imieniny Jana, Flory
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

11.11.2017 11.11.2017

Kręcił kilometry, by posypał się grosz. Dla Jagody

 
Elbląg, Kręcił kilometry, by posypał się grosz. Dla Jagody Paweł Koch - tu jeszcze w podróży (fot. arch. prywatne)
Rek

Trzy tysiące kilometrów w nogach, sześć tysięcy spalonych kalorii dziennie, cztery kilogramy mniej na wadze. Bardziej się spocił niż zmarzł podczas rowerowej nadbałtyckiej przejażdżki elbląski strażak Paweł Koch. W podróż ruszył 28 dni temu. Dla przyjemności, ale przede wszystkim po to, by pomóc w zbiórce pieniędzy potrzebnych na rehabilitację małej Jagody.

O Pawle pisaliśmy już wielokrotnie. Na początku jego rowerowe wyprawy były indywidualną pasją. Po prostu, wskakiwał na siodełko i kręcił kilometry, a to w Bieszczady, a to do Francji. Gdy poznał walczącą z nowotworem małą Jagodę i zaczął jej pomagać, narodził się pomysł połączenia pasji ze zbiórką pieniędzy potrzebnych na leczenie i rehabilitację dziewczynki. W ubiegłym roku pojechał do Aten, a dzięki rozgłosowi, jaki zyskała akcja „Rozjedź z nami raka Jagody” udało się zebrać ok. 12 tys. zł. Pięciolatka nadal potrzebuje wsparcia, bo ciężka choroba spowodowała liczne komplikacje m.in. uszkodzenie rdzenia kręgowego, pęcherz neurogenny czy znaczne opóźnienie mowy. Do powrotu do sprawności potrzebne są pieniądze na codzienną, systematyczną rehabilitację.
     Paweł Koch znowu wyruszył w samotną podróż, tym razem przez Litwę, Łotwę, Estonię do Skandynawii, a potem Niemcy i znowu Polska. Wystartował 1 września, żegnany przez Jagodę i jej bliskich oraz przyjaciół i kolegów z JRG 2 przy ul. Bema w Elblągu. Wrócił wczoraj, zadowolony i … lżejszy o 4 kilogramy.
     - Fakt, schudłem, bo jak policzyłem spalałem dziennie ok. 6 tys. kalorii – mówi z uśmiechem sympatyczny strażak. - Dziennie pokonywałem od 100 do nawet 170 kilometrów. Kryzysy? Pewnie, że były, ale nie ze zmęczenia, bardziej ze znużenia – opowiada. - Miałem ze dwa dni gorsze na Litwie, ale ogólnie podróż upływała przyjemnie. Nie pękła ani jedna dętka, natomiast straciłem aż 8 szprych – naprawa była kosztowna – przyznaje. - Najlepsze warunki dla rowerzystów są w Danii, a najgorsze, niestety, w Polsce – komentuje podróżnik. - Po drodze spałem w namiocie na kempingach albo w tanich kwaterach, albo u znajomych, albo u znajomych znajomych – kontynuuje opowieść Paweł Koch. - Było cieplej niż zakładałem – przyznaje. - Zabrałem ze sobą ciepły śpiwór, puchową kurtkę, a tymczasem pogoda mnie zaskoczyła. Temperatura na dużym plusie więc bardziej się spociłem niż zmarzłem (śmiech). Ale jak robisz coś dobrego to i pogoda sprzyja.

  (fot. arch. prywatne) (fot. arch. prywatne)

Przejechał mniej kilometrów niż zakładał, bo część trasy pokonał płynąc promem, a część skrócił ze względu na finanse. Ostatecznie przemierzył 3 tys. kilometrów.
     - Ale nie o bicie rekordu tu chodziło, a o nagłośnienie akcji i zbiórkę pieniędzy dla Jagody – wskazuje Paweł Koch.
     Tej akcji bardzo dziwili się napotkani po drodze rowerzyści. Szczególnie Skandynawowie.
     - Nie mogli zrozumieć, dlaczego ja muszę jechać, by pomóc Jagodzie. U nich taką opiekę medyczną czy rehabilitacyjną finansuje państwo – wyjaśnia strażak-podróżnik.
     Na dzień startu, czyli 1 września, na koncie akcji było 9 tys. zł. To bardzo dobry start.
     - Ile ostatecznie udało się zebrać, dowiemy się na początku października – zapowiada Paweł Koch. - Wiem, że na Śląsku organizowane były akcje dla Jagody, m.in. przez salon fryzjerski, pieniądze na konto mają trafić także ze zlotu tuningowanych samochodów.
     Wczoraj Paweł odwiedził Jagodę. Przytulas i buziaki to największa nagroda dla sympatycznego strażaka z Elbląga za wszelkie trudy podróży. Choć Paweł wcale na zmęczonego nie wygląda.
     - To nie była długa podróż - śmieje się podróżnik.

Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama