Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Wtorek 06-12-2016, imieniny Mikołaja, Emiliana
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Grunt jest sprawdzany pod przyszłą budowę Grunt jest sprawdzany pod przyszłą budowę

Dobry syndyk i błędne koło

Rozmowa z sędzią Marleną Brzozowską, przewodniczącą wydziału gospodarczego elbląskiego Sądu Rejonowego

Joanna Torsh: Przewodniczący elbląskiej "Solidarności", Mirosław Kozłowski uważa, że syndycy słabo dbają o interesy pracowników likwidowanych przedsiębiorstw. Jaką pozycję pracownicy zajmują w grupie wierzycieli?
     
     Marlena Brzozowska: Postępowanie upadłościowe ma na celu likwidację majątku firmy i zaspokojenie całej grupy wierzycieli. Prawa pracowników są zabezpieczone o tyle, że należą oni do pierwszej kategorii zaspokajanych wierzytelności - czyli są w grupie, do której w pierwszej kolejności trafią środki uzyskane w procesie likwidacji. O ile oczywiście środki takie istnieją. Jednak, oprócz pracowników, w tej samej grupie znajdują się także koszty samego postępowania upadłościowego. Są to wydatki, które musi ponieść syndyk, aby likwidacja przedsiębiorstwa została rozpoczęta i trwała. Tych kosztów jest bardzo dużo, w przypadku każdej likwidacji jest to dość wysoka kwota i - zgodnie z prawem - to ona jako pierwsza musi zostać zabezpieczona. Dopiero, kiedy pozostaną jeszcze jakieś środki, są one po równo dzielone między pracowników. Jeśli pieniędzy jest dużo, każdy ma szansę otrzymać 100 procent należności, w praktyce jednak rzadko ma to miejsce.
     
     J.T.: Są także należności wobec Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.
     
     M.B.: Wiem, że spotyka się to z oporami i protestami pracowników, ale pieniądze, które wcześniej syndyk pożycza na wypłaty zaległych świadczeń dla nich, muszą wrócić do Funduszu, aby mógł on wypłacać pieniądze kolejnym pracownikom upadłych firm. Należność wobec Funduszu znajduje się - obok pracowników i syndyka - w pierwszej grupie zaspokajanych przez tego ostatniego wierzytelności.
     
     J.T.: Panuje opinia, że syndyk tylko wyprzedaje majątek. Są jednak przykłady - np. elbląskiej "Renomy", gdzie syndykowi - dzięki współpracy z samorządem - udało się znaleźć nowy podmiot, który na bazie zlikwidowanej firmy tworzy nową.
     
     M.B.: Nic nie stoi na przeszkodzie, by syndycy takie działania podejmowali, tym bardziej, że sytuacja gospodarcza jest trudna i coraz więcej podmiotów jest stawianych w stan likwidacji. Trzeba jednak pamiętać, że podstawowym celem pracy syndyka jest sprzedaż ruchomego i nieruchomego majątku i uzyskanie za nie jak najwyższej ceny, by za te pieniądze choć w części zaspokoić wszystkich wierzycieli. W imię utrzymania miejsc pracy syndyk nie może sprzedać czegoś poniżej wartości, jeśli inny oferent będzie proponował wyższą cenę. Cena ma tu decydujące znaczenie.
     
     J.T.: Czy sąd może zasugerować syndykowi, żeby zamiast samej sprzedaży majątku poszukał innego rozwiązania?
     
     M.B.: Ostateczną decyzję w takich sytuacjach, po rozmowach z syndykiem, podejmuje sędzia komisarz nadzorujący proces likwidacji. Sąd nie może tego zrobić w swoim orzeczeniu.
     
     J.T.: Czy Pani sędzia uważa, że rozwiązania podobne, jak w przypadku "Renomy" powinny stać się praktyką?
     
     M.B.: Okoliczności każdej likwidacji są inne i nie można powiedzieć, że dany pomysł da się zastosować do większej grupy firm. Inna sprawa, że do szukania niekonwencjonalnych rozwiązań zmusza syndyków sytuacja gospodarcza. Trudna sytuacja na rynku nieruchomości, z których sprzedaży syndyk czerpie zawsze najwięcej pieniędzy, sprawia, że czasem pomysł taki, jak w "Renomie" jest jedynym rozwiązaniem. Trzeba jednak pamiętać, że niezaspokojenie wierzycieli powoduje powstanie błędnego koła: śladem zlikwidowanego podmiotu padają jego wierzyciele, do których nie wróciły ich pieniądze.

Rozmawiała Joanna Torsh
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
  • po co dbać syndykowi o upadający zakład lub o powstanie na jego fundamentu nowego skoro po sprzedaży otrzymuje od 5-10% wartości sprzedanego mienia . Gdzie lepszy biznes , każdy syndyk jest za tym aby jak najwięcej zakładów sprzedać bo zarabia na tym miliony dosłownie miliony bo zakład sprzedany np. za 20mln przynosi syndykowi dzięki sądowi 5% czyli milion złotych to gdzie im będzie lepiej ? Prawo trzeba zmienić !
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    NTC(2002-07-24)
  • w takim razie gdzie ci syndycy milionerzy?
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    a(2002-07-24)
  • Jeden z nich mieszka w Łęczu
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Zlikwidowany(2002-07-26)
  • A kolejny siedzi w więzieniu !
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Nemo(2002-07-30)
Reklama