Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Piątek 24-11-2017, imieniny Jana, Flory
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Szpital Miejski ul.Komeńskiego Szpital Miejski ul.Komeńskiego

Nie „magazynuję” złych momentów

 
Elbląg, Nie „magazynuję” złych momentów asp. Elżbieta Piwowarczyk (fot. Witold Sadowski)
Rek

Na służbie jesteśmy świątek, piątek i niedziela. Pracujemy w weekendy, w święta, czasami nawet żartujemy, mówiąc „Wolne? A co to takiego?” – opowiada asp. Elżbieta Piwowarczyk, absolwentka Szkoły Aspirantów Państwowej Straży Pożarnej w Poznaniu, pracująca jako Dyżurny Operacyjny Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Elblągu.

Marta Wiloch: – Od kiedy pracuje Pani w Straży?
     
Elżbieta Piwowarczyk: – W samej Straży Pożarnej pracuję od 1993 roku, przez rok jako cywil, a później już w służbie. Na stanowisku kierowania zostałam zatrudniona stosunkowo niedawno, bo w 2007 roku, z tym, że w samym Elblągu pracuję ponownie od stycznia tego roku, wcześniej przez 13 lat była to Komenda Powiatowa Państwowej Straży Pożarnej w Nowym Dworze Gdańskim. Można więc powiedzieć, że wróciłam na „stare śmieci” do Elbląga, głównie ze względów ekonomicznych związanych z dojazdami.
     
     – Jak wygląda praca na stanowisku kierowania?
     
– Pracujemy w systemie 24-godzinnym, czyli jesteśmy całą dobę w pracy, a potem mamy dwa dni wolnego. Ten system ma swoje plusy, takie jak spora ilość czasu wolnego, ale też i minusy, czyli praca we wszystkie te dni, które uznawane są za „wolne”. Naszym zadaniem jest czuwanie nad bezpieczeństwem całego powiatu. Wspólnie z dyspozytorem zajmujemy się przyjmowaniem telefonów, wysyłaniem odpowiednich jednostek do zdarzeń i koordynacją wszystkich działań z tym związanych.
     
     – Skąd wziął się u Pani pomysł na pracę w Straży Pożarnej?
     
– To był przypadek, szukałam pracy w tamtym czasie, a w Straży akurat był wakat. Pracę zaczęłam od etatu w sekretariacie, później była księgowość, kwatermistrzostwo, też prewencja, a teraz trafiłam na stanowisko kierowania. Lubię swoje stanowisko pracy, nie chciałabym wracać już do biura. Zazwyczaj praca w Straży to tradycja rodzinna, jeśli chodzi o mnie, to był to czysty przypadek. Po przyjęciu do służby i spełnieniu wszelkich formalności przechodzi się przez różne kursy i szkolenia, najpierw jest kurs podstawowy a potem kurs podoficerski. Do każdego rodzaju pracy trzeba mieć odpowiednie predyspozycje, człowiek sam dochodzi do tego, czy się nadaje na określone stanowisko, czy nie.
     
     – Czy praca w typowo męskim gronie jest łatwiejsza, czy trudniejsza z perspektywy kobiety?
     
– Nie ma żadnych ulg z tytułu bycia kobietą, niemniej można zauważyć, że obecność kobiety łagodzi obyczaje, zwłaszcza w tych stosunkach międzyludzkich. Panowie trochę więcej się kontrolują, czasami pewnie chcieliby przekląć, ale starają się tego nie robić (śmiech). Jeżeli pracuje się z panami, trzeba też starać się myśleć podobnymi kategoriami. Z doświadczenia wiem, że często z mężczyznami pracuje się lepiej niż z kobietami, czyli „krótko, zwięźle i na temat”.
     
     – Praca na stanowisku kierowania to ogromna odpowiedzialność, także duży stres?
     
– Tak, stres jest ogromny, bo najważniejsze są pierwsze minuty, telefony dzwonią cały czas. Zgłaszają się ludzie, którzy rzeczywiście potrzebują pomocy, ale są też osoby, które robią sobie głupie żarty, nie zdając sobie sprawy z tego, że w tym momencie ktoś nie może się dodzwonić, a faktycznie potrzebuje pomocy. Poza tym skoordynowanie całej akcji, nadanie jej odpowiedniego toku też bywa stresujące. My jesteśmy cały czas na łączach, pomagamy dowódcy, na przykład jeśli potrzebuje on pomocy innych służb, zgłasza to do nas. Jest nam o tyle ciężko, że panowie, którzy pracują w tzw. podziale bojowym, czyli jeżdżą na akcje, stawiają czoło różnym sytuacjom stresowym, ale mają szansę go rozładować podczas akcji. My na stanowisku kierowania nie mamy takiej możliwości, bo po prostu siedzimy na miejscu. To wszystko gdzieś tam kumuluje się w człowieku. Ja sobie radzę z tym wszystkim poprzez aktywność fizyczną.
     
     – Jaki był najgorszy moment, z którym przyszło się Pani zmierzyć w pracy?
     
– Takich momentów jest dużo, ale staram się ich nie przechowywać w pamięci, nie „magazynuję” ich.
     
     – A co z tymi dobrymi?
     
– Bywają takie sytuacje, że dzwonią, zwłaszcza osoby starsze, które bardzo często nie wiedzą, co mają w danej sytuacji zrobić. Dzwonią więc do nas, pytają, co zrobić, a my im pomagamy w miarę możliwości. Bardzo miłe jest to, iż właśnie takie osoby oddzwaniają do nas z podziękowaniami. Nawet kiedyś przeprowadzono takie sondaże, z których wynikało, że straż cieszy się największym zaufaniem społeczeństwa. Myślę, że jest to związane z tym, że my zawsze odbierzemy telefon, bo mamy taki obowiązek i zawsze, jeśli jest taka możliwość – pomagamy.

Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama