Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Piątek 09-12-2016, imieniny Wiesława, Leokadii
 
Rek

UWAGA!

Dzieła ze złomu

W lipcu 1965 roku oczy całej Polski skierowane były na Elbląg. Prasa rozpisywała się o I Biennale Form Przestrzennych -nowatorskim pomyśle ludzi zgromadzonych wokół Galerii EL.

Artyści rzeźbiarze i malarze wspólnie z robotnikami tworzyli dzieła z materiałów przekazanych przez "Zamech" - ze złomu, choć nie tylko. Efekt ich pracy możemy do dziś oglądać na elbląskich ulicach. Pomysł na Biennale zrodził się w środowisku "galerników". Tworzyli je artyści, a także inżynierowie o artystycznej duszy, skupieni wokół Galerii EL.
     
     Kulturalne miasto
     - Przyjechałem do Elbląga w latach 50-tych - wspomina Jerzy Wojewski, inżynier "Zamechu", współorganizator I Biennale Form Przestrzennych. - Ukończyłem Politechnikę Gdańską Wydział Mechaniczny i uzyskałem tytuł inżyniera o specjalizacji turbiny parowe. Mimo ciekawej pracy w Biurze Konstrukcyjnym "Zamechu" interesowałem się także sztuką, szczególnie plastyką. W Elblągu, tak jak wielu moich kolegów, znalazłem się z nakazu pracy. Byliśmy młodzi, chcieliśmy żyć pełnią życia, oglądać spektakle teatralne, dobre filmy, słuchać koncertów, spotykać się z ciekawymi ludźmi. Chcieliśmy czegoś więcej od tego, co oferował nam wtedy Elbląg, o którym mówiono „siedem wsi połączonych tramwajem”.
     - Działałem w klubie NOT, później razem z Mirkiem Dymczakiem i Wackiem Nadziakiewiczem współtworzyłem Dyskusyjny Klub Filmowy "Czerwona Oberża" - kontynuuje J. Wojewski. - Organizowaliśmy projekcje filmów z Archiwum Filmów Dawnych oraz innych niedostępnych zachodnich obrazów, jak i spotkania z ludźmi kultury m.in. z aktorem Kazimierzem Rudzkim czy Jerzym Waldorffem. Były koncerty Filharmonii Narodowej, która występowała jak dotąd tylko w stolicy, wykłady o sztuce oraz spektakle naszego teatru olsztyńsko - elbląskiego. W "Czerwonej Oberży" były również wystawy. Jako pierwszy swoje prace zaprezentował Janusz Hankowski. W grupie artystycznych zapaleńców działał Gerard Kwiatkowski, wizjoner sztuki i natchniony plastyk, a zarazem monter telefoniczny, a później dekorator w "Zamechu". To on wystąpił do władz miejskich o przekazanie na użytek artystyczny tego, co zostało z kościoła podominikańskiego NMP na Starym Mieście.
     
     Galernicy
     - To była ruina - mówi Jerzy Wojewski. - Nie było dachu, a w środku rosła trawa i krzewy. Jednak byliśmy zdecydowani stworzyć w tym miejscu galerię. Wzięliśmy się więc do pracy.
     Własnymi rękami, w wolnym czasie, porządkowali obiekt inżynierowie z "Zamechu": Wacław Nadziakiewicz, Lechosław Rutkowiak i Jerzy Wojewski oraz oczywiście Gerard Kwiatkowski. Pomagała im młodzież z zakładowej organizacji ZMS. Wyrzucali zwały gruzu, śmieci i nieczystości. W efekcie w 1962 r. Galeria EL została otwarta, a jej szefem został Gerard Kwiatkowski. Na pierwszą wystawę złożyły się jego prace oraz Gizeli Pierzyńskiej - Hankowskiej, Janusza Hankowskiego i Jana Góry, plastyków z Trójmiasta. Później w galerii eksponowano prace artystów z całej Polski. W takiej atmosferze dojrzewał pomysł Biennale Form Przestrzennych - imprezy organizowanej wspólnie przez galerię EL i Zakłady Mechaniczne "Zamech".
     
     Dzieła ze złomu
     22 lipca 1965 r. do Elbląga przyjechało ponad 40 twórców - rzeźbiarzy i malarzy – z Polski i zza granicy. Mieli oni stworzyć formy przestrzenne, które następnie miały stanąć w różnych punktach miasta. Tworzywo do pracy (złom metalowy użytkowy, choć nie tylko) oraz wykonawców zapewnił "Zamech". Artyści mieli pomysły i projekty, które pomagali im realizować inżynierowie i technicy "zamechowscy" – przeprowadzając potrzebne obliczenia, udzielając konsultacji konstruktorskich i materiałoznawczych - oraz spawacze i ślusarze - wykonując w metalu, a następnie montując dzieła.
     - To czasem była trudna współpraca - dodaje Jerzy Wojewski.- Trzeba było wytłumaczyć artystom, że czegoś po prostu nie da się zrobić, bo materiał nie wytrzyma, bo kąt nie ten i rzeźba się przewróci.
     Robotnicy pracowali przy tzw. popularnie "biennalach" po godzinach pracy, za darmo. Ale byli dumni ze współpracy z artystami.
     - Cieszyli się, że artyści pytajš ich o zdanie, zwracają się do nich jako do fachowców - wyjaśnia Jerzy Wojewski.
     Ostatecznie po miesiącu pracy w Elblągu stanęło 40 form przestrzennych autorstwa m.in. takich artystów jak: Magdalena Abakanowicz, Jerzy Jarnuszkiewicz, Zbigniew Gostomski, Zbigniew Dłubak, Henryk Stażewski, Marian Bogusz, Edward Krasiński, Lech Kunka, Adam Marczyński, Antoni Starczewski, Kajetan Sosnowski, Jerzy Krechowicz. Elblążanie, a także goście z całej Polski, podziwiali efekty I Biennale Form Przestrzennych.
     - Robotnicy z dumą pokazywali swoim bliskim i znajomym wykonane przez siebie "biennale" - mówi Jerzy Wojewski.
     O elbląskiej inicjatywie artystyczno - robotniczej rozpisywał się prasa. Był to bowiem ewenement na skalę nie tylko krajową, ale i międzynarodową.
     - Sądzę, że zostawiamy tu nie tylko formy przestrzenne i plastyczne - zostawiamy bliskich przyjaciół - zwierzył się jednej z gazet Marian Bogusz, warszawski malarz i animator działań plastycznych, współzałożyciel Galerii "Krzywego Koła" w Warszawie.
     Po pierwszym Biennale w Elblągu duńskie miasto Aalborg też zorganizowało na swoim terenie podobny plener rzeźby.
     Elbląg organizował Biennale jeszcze czterokrotnie: w 1967, 1969, 1971 i 1973 r. Na terenie miasta stanęły kolejne formy przestrzenne autorstwa, m.in. Lecha Tomaszewskiego, Magdaleny Więcek, Macieja Szańkowskiego i Henryka Morela (II Biennale), Zbigniewa Książkiewicza (III Biennale).
     - Jednak tym imprezom nie towarzyszyła już taka atmosfera, jak za pierwszym razem - dodaje Jerzy Wojewski.

A
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
  • widać tutaj że i komuna miała swoje dobre strony, a najlepszą była chęć jednoczenia się ludzi w jakiejkolwiek sprawie. popieram działania powstania metalowego szlaku arcydzieł, dziś nie sposób znaleźć twórców chcących robić coś od tak sobie dla miasta. modny ostatnio temat polskiego patriotyzmu powraca w formie przestrzennej, myślę że kiedyś Polacy bardziej kochali Polskę, taką jaka była, myślę dalej: dziś więcej Polskę nienawidzi, za to jaka jest! i niewatpliwie, jest to wynik działania naszej prostej klasy politycznej i tej z lewa i tej z prawa.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Piotr(2004-11-12)
  • Serdeczne dzięki, za umieszczenie w Portelu wypowiedzi jednego z twórców Galerii EL. Podziwiam tamten zapał, energię i osiągnięcia. A wiem, że przytoczona "wyliczanka" jest niekompletna....Ech
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Hawgh(2004-11-12)
  • Hawgh ~ Pan Wojewski zasługuje na nasz podziw i szacunek (nie tylko z powodu formPrzestrzennych, czy rajdówKonnych...), ale miast jeno podziwiać "tamten zapał", warto rownież zastanowić się nad przyczynami, które doprowadziły do tego, że dziś go już nie ma...
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    rwel(2004-11-13)
  • Bardzo ważne! Pracowałem razem z Jurkiem Wojewskim w ówczesnym Zamechu i poszukuję z nim kontaktu. Jurek Wiecki ul. Kampinowska 4D/8 81-172 Gdynia
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    0 0
    Jerzy Wiecki(2008-03-25)
  • Od września 1965 do sierpnia 1974 pracowałem w ówczesnym Zamechu jako informatyk. Przez kilka lat w razem z Jurkiem Wojewskim(super facet!) w dziale obliczeń kierowanym przez Tadeusza Orła. Michał Miłaszewski Olsztyn
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    0 0
    (2014-12-28)
Reklama