Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Poniedziałek 22-01-2018, imieniny Wincentego, Anastazji. Dzień Dziadka
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Przypływ Przypływ

Granie w orkiestrze kameralnej to jak wygrana na loterii

 
Elbląg, Granie w orkiestrze kameralnej to jak wygrana na loterii Beata Wojtowicz-Rodak prywatnie (fot. WS)
Rek

Gra na skrzypcach, ale sentymentem darzy wiolonczelę. Uwielbia Bacha, ale i Kings Of Leon. Kocha muzykę, ale interesuje się także dekoracją wnętrz. O karierze solistki nie marzy, bo dla niej granie w orkiestrze kameralnej to jak "szóstka" w totka. W ramach cyklu rozmów z muzykami EOK, dziś Beata Wojtowicz-Rodak.

- W lipcu odbyła się I edycja Festiwalu "Muzyka polska na Żuławach". Graliście skoczną muzykę ludową w... kościołach. Jak taka muzyka – do tańca – brzmi w obiektach sakralnych?
     Beata Wojtowicz-Rodak: - Festiwal zakończył się pomyślnie. Radość i wdzięczność ludzi nie do opisania. Szczególnie tych z mniejszych miejscowości, gdzie podobne koncerty praktycznie nie mają miejsca lub nigdy nie miały. Muzyka klasyczna zawsze świetnie brzmi w kościołach, niezależnie od tego czy są to kompozycje na wielkie składy symfoniczne, orkiestrę kameralną, mniejsze zespoły kameralne czy też jeden instrument. Skrzypce są wręcz stworzone do tego, by swym brzmieniem wypełniać tak wspaniałe wnętrza.
     
     - Publiczności podobało się? Nie było zgorszenia, że to nie utwory religijne?

     - Absolutnie. To klasyka sama w sobie. Szlachetność brzmienia instrumentów smyczkowych obroni się w każdym wnętrzu. Przed koncertem na twarzach słuchaczy widać było niepewność pomieszaną z ciekawością. Po koncercie - łzy szczęścia i owacje na stojąco. To najwspanialsza nagroda dla nas!
     
     - Gra Pani na skrzypcach. To wymarzony instrument?
     - Tak. Nie miałam nigdy wątpliwości poza tym, że ogromnym sentymentem darzę wiolonczelę. Pewnie gdybym nie grała na skrzypcach to byłabym wiolonczelistką (śmiech).
     
     - Od kiedy trwa Pani przygoda z EOK?
     - Chyba cztery lata. Nie pamiętam dokładnie...
     
     - Co daje granie w orkiestrze? Nie kusi kariera solistki?

  i podczas koncertu (fot. WS) i podczas koncertu (fot. WS)

- Miałam szczęście studiować na różnych uczelniach w Europie. Przed podjęciem pracy w Elblągu grałam z wieloma orkiestrami w Polsce i poza jej granicami. Dużo widziałam i to mnie ukształtowało. Gra w orkiestrze to idealna praca dla skrzypka po studiach, ale granie w orkiestrze kameralnej to troszkę jak wygrana na loterii. Poza tym skład jest młody i ciągle się rozwija. W tak małej orkiestrze nie ma mowy o rutynie i braku formy. Bezustannie trzeba pracować nad sobą i swoim aparatem gry. To troszkę jak u sportowców. Muszą cały czas trenować, ponieważ tydzień bez treningów skutkuje podwójną pracą przy powrocie do formy. Kariera solistki...(śmiech)... nie. Mam swoją grupę II skrzypiec którą prowadzę. Ciężko pracujemy, bo pan Marek Moś wysoko zawiesił poprzeczkę, ale mamy z tego ogromną satysfakcję. Przeżywamy wszystkie niepowodzenia i cieszymy się każdym okruszkiem szczęścia. Spędzamy ze sobą mnóstwo czasu na próbach sekcyjnych i to nas bardzo do siebie zbliża. Odpowiedzialność przygotowania mojej grupy do koncertu i granie partii solowych to takie moje solo, to mi daje radość i satysfakcję.
     
     - Kwartet EOK, również gra w nim Pani, wykona muzykę do spektaklu "Matnia", którego premiera w elbląskim teatrze odbędzie się we wrześniu, napisaną przez Hadriana Filipa Tabęckiego. To Pani pierwsza przygoda z muzyką pisaną dla teatru?
     - Nagrywałam już muzykę filmową. Wydaje mi się że muzycznie jest to podobna forma. To bardzo fajna praca i zupełnie inna muzyka niż ta, z którą mam najczęściej styczność. To poszerza horyzonty. Już sam fakt, że można popracować w mniejszym składzie jest mobilizująco twórczy, ponieważ każda z osób jest odpowiedzialna za swój głos. Muzyka napisana przez Hadriana Tabęckiego jest bardzo rytmiczna. Świetnie się ją nagrywało - balsam dla duszy i chochliki w głowie.
     
     - Ma Pani pozamuzyczne hobby?
     - Interesuję się dekoracją wnętrz. Stąd też moje zamiłowanie do szycia.
     
      - A jakiej muzyki słucha Pani prywatnie?
     - Uwielbiam Bacha w każdej odsłonie, Requiem Mozarta, sonaty skrzypcowe Brahmsa i Francka i wiele innych... . Są kompozycje których mogę słuchać na okrągło i nigdy niem mam dosyć. Na co dzień słucham właściwie każdej muzyki. Ostatnio do znudzenia Kings Of Leon i Buena Vista Social Club.
     

Patronem medialnym Elbląskiej Orkiestry Kameralnej jest Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl
     

rozmawiała Agata Janik
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama