Niedziela 09-12-2018, imieniny Wiesława, Leokadii
 
Reklama w Elblągu
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Reklama w Elblągu
Rek

Maniakalna jazzmania

 
Elbląg, Maniakalna jazzmania fot. AD
Rek

Po mini tournee promującym w Polsce pierwszą elbląską płytę jazzową lokalny zespół Special Jazz Sekstet zagrał w Mjazzdze. Był to drugi koncert grupy w Elblągu. I o mały włos by się nie odbył... Zobacz zdjęcia z występu, który jednak doszedł do skutku.

Sześciu facetów, sześć mocnych charakterów i – jakby nie patrzeć – sześć artystycznych dusz. Musiało zawrzeć. Ani szef Mjazzgi, ani sami muzycy nie kryli, że odwołanie poniedziałkowego koncertu wisiało na włosku. Muzycy pokłócili się na próbie generalnej, a ich posępne miny, którymi troszkę „straszyli” ze sceny, potwierdzały, że kryzys nie jest do końca zażegnany. Na szczęście, mimo wewnętrznych burz, zagrali. I to w bardzo dobrym stylu.
     Zespół Special Jazz Sextet to znani, wielokrotnie oklaskiwani przez elbląską publiczność muzycy: Bartosz Krzywda (instrumenty klawiszowe), Marcin Gawdzis (trąbka), Artur Olewniczak (puzon), Szymon Zuehlke (saksofon) oraz ich przyjaciele z Trójmiasta: Janusz Mackiewicz (gitara basowa, kontrabas) i Grzegorz Sycz (perkusja).
     Bartek Krzywda przyznaje, że między muzykami dość często dochodzi do drobnych awantur. To wychodzi zespołowi tylko na dobre.
     - Po takiej kłótni jest większa koncentracja, nie sprzyjająca zabawie i wtedy rzeczywiście wychodzą fajne koncerty - przyznaje kompozytor. - Poza tym takie sprzeczne emocje budują dziwne wibracje, wtedy nie wiadomo, co się wydarzy, a o to chodzi w tej muzyce, żeby to było nieprzewidywalne. My jesteśmy pewnego rodzaju ewenementem. Udało nam się nagrać pierwszą w Elblągu płytę jazzową. Jesteśmy chyba pierwszym regularnie działającym i grającym muzykę jazzową zespołem elbląskim - zauważa Krzywda. - Elbląg do tej pory na mapie jazzowej nie istniał. Owszem, ludzie znali Marcina Gawdzisa, bo wiadomo jest to osobowość słynna w całej Polsce, i ludzie wiedzą, że jest z Elbląga, ale teraz cała ekipa, która proponuje publiczności swoją muzykę, ekipa z Elbląga, to coś takiego, co nie zdarza się często. I to jest fajne.
     Podczas koncertu panowie wykonali utwory z wydanego przed rokiem, debiutanckiego albumu „Projekt Elbląg”. Był więc „Szwed”, „Obierek”, „Maciek”, „Szymek”, „Stary kapeć” i „Klamerka”. Mimo oryginalnych tytułów to bardzo dobra, jazzowa muzyka z nutą elektroniki.
     Kto nie był w Mjazzdze na koncercie SJS, może się tam wybrać po ich płytę. Elbląski krążek schodzi jak ciepłe bułeczki... co w przypadku klubu serwującego raczej zimne trunki jest dość kuriozalne, aczkolwiek dziwić nie powinno.
Olga Kaszubska
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Kuchnia nowoczesna
Kuchnia klasyczna
Kuchnia nowoczesna III
Kuchnia nowoczesna II