Środa 12-12-2018, imieniny Joanny, Aleksandra
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Rek

„Narkomanka” daje mi oczyszczenie

Elbląg, „Narkomanka” daje mi oczyszczenie Scena z przedstawienia (fot. TD).

W sobotę 13 stycznia o godz. 19 na Małej Scenie Teatru Dramatycznego zaprezentowany zostanie monodram Beaty Przewłockiej zatytułowany „Narkomanka”. Aktorka gra go z powodzeniem od ośmiu lat, przekroczyła już liczbę 150 przedstawień. Dziś opowiada nam o pracy nad tym monodramem, spotkaniem z Barbarą Rosiek i Markiem Kotańskim oraz o reakcjach widzów.

Spektakl „Narkomanka” powstał w oparciu o książkę Barbary Rosiek „Pamiętnik narkomanki”. Wyreżyserował go Bartłomiej Wyszomirski. W roli tytułowej występuje Beata Przewłocka. Premiera odbyła się we wrześniu 1998 r. „Narkomanka” to jeden z najdłużej utrzymujących się tytułów w repertuarze elbląskiego teatru. W związku z tym, że 150. spektakl grany był na wyjeździe, w najbliższą sobotę 13 stycznia o godz. 19 odbędzie się specjalny pokaz oraz mała uroczystość.
     
     Agata Janik: Skąd pomysł na zagranie trudnego przecież tematu, jakim jest uzależnienie od narkotyków?
     Beata Przewłocka:Pomysł narodził się w Częstochowie. Tak sobie wymyśliłam, że chcę zrobić spektakl o narkotykach. Nie bardzo wiedziałam jednak, na czym mam się oprzeć, nie miałam przecież scenariusza. „Pamiętnik narkomanki” Barbary Rosiek funkcjonował wówczas jako książka. Postanowiłam więc jeździć po ośrodkach MONAR-u i przeprowadzać wywiady z narkomanami. Zresztą, w jednym z nich poznałam Barbarę Rosiek, która była wówczas już terapeutką. Skontaktowałam się z „Powrotem z U”, by dali mi jakieś materiały i pomogli w kontaktach z narkomanami. By ci nie „wciskali” mi niestworzonych historii, jeździłam do ośrodków z terapeutami. Chodziło także o zdobycie akceptacji. Pierwszy ośrodek, do którego pojechaliśmy, to był ośrodek, w którym byli m.in. narkomani zarażeni wirusem HIV. Uprzedzono mnie, żebym się nie zdziwiła, że pierwszą rzeczą, jaką zrobią, będzie zaparzenie mi herbaty. Jeśli wypiję - dobrze, jeśli nie - nici z opowieści. Funkcjonuje bowiem takie przeświadczenie, że jeżeli człowiek wie, że ten, który robi mu herbatę ma HIV, to się boi. Zupełnie niepotrzebnie, jednak strach jest. Ja, uprzedzona już, normalnie posłodziłam tę herbatę i ją wypiłam. I rzeczywiście zrobiłam trochę tych wywiadów w ośrodkach. Potem wyjechałam z Częstochowy, ale dowiedziałam się, że Barbara Rosiek napisała scenariusz na podstawie swojej książki. Przesłano mi egzemplarz i zaczęłam starania, by wystawić go w Elblągu. Zrobiłam „Narkomankę” jako inicjatywę aktorską. Reżysera nie ja wybrałam, ale dobrze się stało, bo w ten sposób poznałam Bartka Wyszomirskiego. Dokładnie rok po premierze „Narkomanki” zrobiliśmy „Jordan”.
     
     Na jednym ze spektakli był Marek Kotański. Jak człowiek, który na co dzień pracował z narkomanami, odebrał twoją grę?
     To było setne przedstawienie. Kotański przyjechał na krótko przed swoją tragiczną śmiercią. Powiedział, że Barbara Rosiek byłą jego pacjentką i znał ją dobrze. Spektakl bardzo mu pasował. Miał nawet taki projekt, by wziąć go i zaprezentować we wszystkich ośrodkach terapeutycznych MONAR-u. Niestety, już nie zdążył.
     
     A jak twój spektakl odbierają ludzie uzależnieni, bo wiem, że tacy też go obejrzeli?
     Grałam dla narkomanów, dla narkomanów, którzy wyszli z uzależnienia, dla towarzystwa „Powrót z U” - są to rodziny narkomanów, dla terapeutów. Chyba w Kwidzynie, gdzie na spektakl przyszli członkowie „Powrotu z U”, potem miałam z nimi spotkanie, na którym zadawali mi pytania. Co ciekawe - i to się dość często zdarza - oni myśleli, że ja też byłam narkomanką. Nie chcieli uwierzyć, że nie miałam z tym nic wspólnego. Jest to w pewnym sensie komplement.
     
     A inny widz?
     Odbiór dużo zależy od tego, czy widz wie, na jaki spektakl przyszedł. To jest monodram, czyli jeden człowiek na scenie, co stanowi często element zaskoczenia. Ja mogę podejść, mogę dotknąć widza, a on nie wie, jak ma się zachować. Dotyczy to zwłaszcza młodzieży. Dorosła publiczność też reaguje przedziwnie. Dużo zależy od tego, kto siedzi na widowni. Dobrze pamiętam spektakl, gdy widziałam, jak mężczyzna na widowni płacze. Później przyszedł do mnie i powiedział, że ma córkę narkomankę. On bardzo przeżywał ten spektakl. Mówił, że jak mnie widział w pewnych stanach, to widział swoją córkę. Przyszedł na „Narkomankę”, by znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego ludzie biorą narkotyki i jak można pomóc im wyjść z nałogu. Chciał pomóc swojej córce.
     
     Czy lubisz grać „Narkomankę”?
     Bardzo lubię. Ten spektakl jest dla mnie oczyszczający. Daje takie dobre zmęczenie. Takie twórcze.
     
A
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Polar z haftem
Ręcznik z haftem
Naszywka HERB ELBLĄGA
Naszywka GODŁO