Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 03-12-2016, imieniny Franciszka, Ksawerego
 
Rek

UWAGA!

Recenzja: Śmierć małego księcia

To nie jest spektakl dla dzieci. Na całe szczęście.

Nie od dziś, wbrew autorom kanonów szkolnych lektur, "Mały Książę" uznawany jest za opowieść dla dorosłych. Mowa tu o samotności, smutku, szukaniu ludzi i o śmierci.
     Po wielu poprzednich, może z wyłączeniem "Pchły Szachrajki" w reżyserii Adama Dzieciniaka, "szkolnych" inscenizacjach Dramatycznego (czytaj: tytułach wybranych zgodnie z życzeniami grupy nauczycieli), na myśl o kolejnej cierpnie recenzencki umysł i więdnie pióro. Tym razem Profesor Skotnicki zaprosił jednak na smaczną kolację.
     Sprawna, eksponująca teatralność adaptacja tekstu Francuza w ciągu nieco ponad godziny prowadzi od wspomnienia o Chłopcu do wspomnienia jego śmierci. Przestrzeń wspomnienia, groteskowego snu i wreszcie wcale nie teatralnie sztucznej Śmierci czyni tę inscenizację ważną i wciągającą starszego głównie widza. Młodzi widzowie zwrócą na pewno uwagę na opowieść o Róży, Lisku czy naiwno - prawdziwe rozmowy Księcia i Lotnika. Jan Skotnicki łączy elementy teatru lalki i teatru żywego planu. Udaje się dzięki temu wyzyskać walory poszczególnych postaci i podkreślić różnice między światem Małego i Dużych. Role Bankiera, Latarnika czy Króla reżyser świetnie prowadzi ku podkreślaniu ich realizmu, kostium i ruchy kontrapunktują te znane z pozateatralnej rzeczywistości.
     W prostej scenografii (wymyślona z płachty w kolorze pustyni materia) toczą się te rozmowy i obrazy, przemykają Dorosłe Osoby. Joanna Boruta, w Elblągu od ubiegłego sezonu, choć poza sceną nie przyciąga spojrzeń olśniewającą urodą, w teatralnych światłach pięknieje, wciąż inna frapuje głosem i ruchem. Interesująco wypada nie dbający ostatnio o swój sceniczny image, powtarzający wciąż te same chwyty Jerzy Przewłocki. Świetny jest szczególnie jako Bardzo Poważny Król o Zbyt Wielkich Dłoniach. Martwi natomiast Tomasz Czajka.
     Od kilku spektakli, w których wystąpił w poważniejszych rolach, Czajka jest wciąż taki sam - chłopięcy, próbujący "dobrze zagrać rolę", nie próbuje szukać innych poza upatrzonym wymiarów roli. Wciąż brakuje głębi, przemyślenia, może dramatyzmu...
     Na uwagę zasługuje - nie uznana przez pracowników od teatralnego marketingu za "wysmakowaną" - scenografia, która jest "tylko" funkcjonalna (choć znakomity jest pomysł z "planetami", które widz zauważa dopiero kiedy przychodzi ich czas).
     Nie jest to jakiś specjalnie mistyczny i transcendentalny jej rodzaj, ale w pamięci mając "muzaki" z ostatnich elbląskich realizacji, tym razem na ucho spływa miód. Ścieżka dźwiękowa świetnie eksponuje znaczenia, ważność czy groteskowość sytuacji, postaci i słów. Świetna jest, gdy po raz pierwszy oglądamy strasznego Pana o Czerwonej Twarzy (Marcin Tomasik) i kiedy w finale słuchamy warkotu silnika odlatującego samolotu.
     I - last but not least - sami Mali "Księciowie" - jak rozkosznie odmienili słowo redaktorzy jednej z lokalnych gazet. Książąt jest pięciu. Na scenie widziałam tylko jednego, ale w czasie przedpremierowych spotkań - wszystkich. Każdy z nich jest innym, swoim własnym Książątkiem, świeżo i cudownie brzmiącym w murach profesjonalnej sceny.
     Mały Książę warszawskiego Profesora nie zawiódł wątłych oczekiwań. Wciąż natomiast czekam na jedno. Aby przedstawienia elbląskiej Sceny nie były dostępne wyłącznie w godzinach pracy szkół. Teatr, jak usłyszałam ostatnio od jednej z mądrych, teatralnych nauczycielek, to nie miejsce przymusowego odrabiania lekcji.
     
     ***
     
     Antoine de Saint Exupery, Mały Książę, reż. Jan Skotnicki, przekł. Jan Szwykowski, adapt. Magda Teresa Wójcik, scenogr. Zygmunt Prończyk, muz. Mirosław Jastrzębski; wyst.: Joanna Boruta, Tomasz Czajka, Jerzy Przewłocki, Marcin Tomasik; w roli Małego Księcia - Michał Bajczyk, Łukasz Belke, Wojtek Borkowski, Krystian Marynowski, Konrad Skorupski.
     Premiera - 21 lutego 2002, Teatr Dramatyczny w Elblągu.

Joanna Torsh
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
  • Byłem, widziałem. Faktycznie spektakl nie dla dzieci, a w pierwszych rzędach maluchy w wieku 5-10 lat. Gdzie rozum rodziców. Wracając do spektaklu bardzo dobre widowisko.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Mały Książe(2002-02-28)
  • Spektaklu nie widziałem, więc nie będę na jego temat się wypowiadał. jednak podczas czytania tego artykułu natrafiłem na bardzo nie polski zwrot - a mianowicie - "last but not least". Brawo, Pani Joanno, zna Pani język angieski, to się chwali, ale czemu dawac tego dowód w tej recenzji? A może zubożenie języka polskiego u Pani sięgneło już dna i nie sposób było zastąpić tego zwrotu poliskim odpowiednikiem? A moze, tak jak wielu muzyków, uważa Pani, że język angielski jest bardziej muzykalny, dzwięczny? Prosze się zastanowić nad zasadnością uzywania zwrotów obcojezycznych. Bardzo byłbym wdzięczny, gdyby Pani mogła zająć się tą kwestią wraz z Pani redakcyjnym kolegą - Aborygentm Miejscowym. On tez nie stroni od anielszczyzny w swych tekstach. POLACY NIE GĘSI SWÓJ JĘZYK MAJĄ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Pan Nikt(2002-02-28)
  • (...)"Na uwagę zasługuje - nie uznana przez pracowników od teatralnego marketingu za "wysmakowaną" - scenografia, która jest po "tylko" funkcjonalna (choć znakomity jest pomysł z "planetami", które widz zauważa dopiero kiedy przychodzi ich czas), ale muzyka." - nie za bardzo rozumiem...
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    ?(2002-03-05)
  • Myślę, że czas wielki, aby tak wybitny recenzent jak pani "Joanna Torsh" wreszcie zaczął podpisywać się swym właściwym nazwiskiem, aby zwykli zjadacze chleba wiedzieli kto robi z siebie idiote - wypisując takie brednie... Pod rozwagę pani (...)!!! Ponadto chyba wspomniany "recenzent" zapomniał się trochę, wspominając urodę (czy jej brak) aktorki na życie!!! To jak aktor wygląda prywatnie to tylko i jego sprawa... Tym bardziej,że pani (...) także nie przyciąga pełnych uwodzicielskich spojrzeń przystojnych mężczyzn. Mało że infantylna, to jeszcze brzydka!!! Byłem na spektaklu w niedzielę, sprawdziłem - grany jest nie tylko w godzinach pracy szkół, ale i w soboty oraz niedziele... Brak rzetelności dziennikarskiej w przygotowanym przez panią tekście, który w recenzji w ogóle nie powinien się znaleźć!!! Chyba jeszcze dużo czasu musi minąć, aby pani mogła mówić, a tym bardziej pisać o sobie "RECENZENT", bo na dzień dzisiejszy bardziej adekwatnym wyrażeniem byłoby "INDOLENT"!!! Mniej manieryzmu i kreowania się na intelektualistę, a więcej rzeczowości i faktów w pisanych tekstach!!!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Zirytowany!!!(2002-03-11)
  • Przesadzasz Zirytowany, krytyk nie musi być piękny, żeby oceniać urodę aktorów. Popatrz na Kałużyńskiego albo nawet na siebie. Sam oceniasz urodę kobiety, a czy dawno patrzyłeś w lustro?
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    dyzio(2002-03-11)
  • Do Zirytowany!!!: Informujemy, że zgodnie z art. 15 ustawy Prawo Prasowe "Autorowi materiału prasowego przysługuje prawo zachowania w tajemnicy swego nazwiska", stąd odredakcyjny skrót Pańskiej wypowiedzi.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Redakcja(2002-03-11)
  • Gdybym ja tak umiał pisać jak ona, to by mnie redaktor naczelny portElu.pl, na elbląskim rynku w sukiennicach pod arkadami, prosił na kolanach... abym mu coś wklepał!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Drzazga(2002-03-11)
  • Proponuję wystosować apel do wydawcy portela coby wziął w końcu tego Drzazgie na reda naczelnego, bo nas chłopina zamęczy takimi wpisami
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    zamęczony(2002-03-11)
  • Ja nie chcę aby wydawca wsadził mnie na reda naczelnego, bo choć ów pisze, że „on dla mnie nie chłopiec” to i tak mu nie wierzę, ze jest dziewczynką! No chyba, że na barana!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Drzazga(2002-03-11)
  • Uffff, jak to dobrze, że odmówił ....
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    wielbiciel talentu D.(2002-03-11)
  • Panie Torsh czy jak tam. .. urodą nie sięga Pani do pięt Joannie borucie - ani w rzeczywistości, ani jej scenicznemu wizerunkowi. dziennikarz, który robi osobiste wycieczki do aktora w recenzji. .. mam nadzieję, że dziś już Pani nic nie pisze.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2011-07-27)
  • Panie Torsh czy jak tam. .. urodą nie sięga Pani do pięt Joannie Borucie - ani w rzeczywistości, ani jej scenicznemu wizerunkowi. dziennikarz, który robi osobiste wycieczki do aktora w recenzji. ..
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2011-07-27)
Reklama