Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Czwartek 08-12-2016, imieniny Marii, Wirgiliusza
 
Rek

UWAGA!

Rzeczy, które wspominam

Elbląg, Rzeczy, które wspominam Henryk Rozen

Rozmowa z Henrykiem Rozenem, reżyserem teatralnym i radiowym, pedagogiem, który w Elblągu wyreżyserował "Seks, prochy i rock & roll" Erica Bogosiana oraz "Śluby panieńskie" Aleksandra Fredry.

Czy jest pan zadowolony z premierowego spektaklu "Ślubów"?
     Nie wiem, czy jestem, bo nie oglądam moich premier. Ze względu na moje żywe reakcje. Jeśli coś jest nie tak, spada tempo lub coś się dzieje nie tak, jak powinno, bardzo się tym denerwuję, a ponieważ miałem już przypadek, że podczas pewnej premiery przerwałem spektakl, bo mi się nie podobał, więc postanowiłem odpuścić aktorom. Premiera to ich święto. Zresztą, rzadko kiedy poprawia się coś po premierze. Zamierzam jednak zobaczyć najbliższy spektakl.
     
     Jak zobaczył pan swoje "Śluby panieńskie"? Jak się panu czytało ten tekst? On właściwie żyje tylko na scenie...
     Wiadomo, że Aleksander Fredro to jeden z największych polskich pisarzy i jeden z największych pisarzy europejskich. Mamy dopiero jedno tłumaczenie "Zemsty" na angielski i jeszcze świat się z nim nie zapoznał. Zbliżająca się zjednoczona Europa daje - myślę - szansę na to. Dla Fredry bardzo ważną rzeczą było to, że on kochał ludzi, których portretował - a byli to po części ludzie, których znał; miał też inną cechę - portretował siebie samego z różnych okresów życia. Jak wiemy, Fredro to Gucio [ze "Ślubów panieńskich"], ale także Radost. Podobnie jest w innych jego sztukach. U Fredry ujmuje mnie rzecz bardzo ważna dla polskiej kultury: przecież czasy, w których działał nie były łatwe, Polski nie było, a udało mu się wyłuskać coś, co można uznać za pewien wzór charakteru narodowego, powszechnego podobieństwa ludzi, którzy byli Polakami żyjąc w różnych państwach. Oni się różnili od tych, którzy byli zaborcami. Różnili się przede wszystkim tym, że dlatego, iż cały naród był w opresji, wydobywało to pozytywne cechy ludzi. Fredro kocha człowieka i dostrzega w nim wartość, bo to model człowieczeństwa, który - jego zdaniem - powinien był przetrwać. Fredry dosyć dużo robiłem w teatrze i będąc nauczycielem aktorstwa zawsze twierdziłem, że to jest jeden z najważniejszych autorów, jaki powinien być w polskich szkołach teatralnych przerabiany. Dzisiejsza literatura pokazuje raczej złe strony człowieka i czasem ma się ochotę na pewien oddech, na to, żeby przypomnieć sobie, jakby to mogło być, gdyby było inaczej. Może jest to tylko marzenie... Fredrowski utwór - że tak powiem - "prawdziwości" ma mało w sobie, ale ma pewne charaktery, które pokazuje i lekko czasem ośmiesza, ośmiesza jednak z sympatią. Jeśli od czasu do czasu coś takiego mamy możliwość pokazania w dzisiejszym świecie, to na pewno nam to nie zaszkodzi, bo przypomni, że warto być człowiekiem, warto się trzymać jakichś zasad, a przede wszystkim, że warto wykazać pewną najprostszą ludzką naiwność, nie podejrzewać niczego i mieć dowody na to, że naiwność drugiej osoby jest prawdziwa, i że z tyłu ta osoba nie trzyma odbezpieczonego pistoletu.
     
     Siedząc na widowni miałam wrażenie, że elbląski spektakl to rodzaj snu.
     To trafna uwaga. Rzeczywiście pomyślałem sobie, że to jest coś takiego, co tkwi we mnie, kiedy myślę o swojej młodości. Rzeczy, które wspominam jawią się w cieniach, w pewnych fragmentach. Z biegiem lat widzę wszystko w pewnych niedopowiedzeniach. Tu, na scenie jest niedopowiedziany dworek z niedopowiedzianymi oknami, a życie wokół nich płynie i są tam ważne sprawy. Na tym to życie polega.
     
     Chciałabym, żeby ten spektakl dotarł do młodzieży, bo on pokazuje coś, co chyba - przynajmniej wśród pewnej grupy młodzieży - jest w zaniku: uczucia.
     Nie tylko uczucia. Fredro pokazuje pewną kulturę. Myśmy się stali strasznie niekulturalni, nie zważamy na drugiego człowieka. Przypomina mi się powiedzonko mojego przyjaciela z Anglii, że dobre wychowanie polega na tym, żeby nie ingerować w świat drugiego człowieka bez potrzeby. Dziś ludzie ingerują w swoje otoczenie bez potrzeby. Sądzę, że niezwykle ważną rolę przy recepcji tego spektaklu mogą odegrać nauczyciele, którzy może trochę pofantazjują i postarają się przybliżyć ten świat, który odszedł bezpowrotnie zapewne. Gdzieś u Fredry i Mickiewicza, choć ich twórczość raczej się nie łączy, jest coś, co pozwoliło odrodzić ten kraj. Fredro i Mickiewicz byli obywatelami świata, to był ich dom, a jednocześnie zawsze w swoich utworach odwoływali się do polskiej tradycji, polskiego obyczaju, tzw. cnót polskich, które niestety również są w zaniku.
     
     Ładnie by ten elbląski Fredro w radio zabrzmiał.
     Sztuki Fredry wielokrotnie reżyserowałem dla radia. Mam w dorobku chyba ponad tysiąc słuchowisk. Ostatnio robiłem moją ulubioną jednoaktówkę Fredry "Odludki i poeta". To tekst, który mnie od wielu lat fascynował. Robiłem go też ze studentami i cieszyłem się, że udało mi się odkryć przed nimi pewien specyficzny rodzaj humoru. Jak Anglicy, tak i Polacy mają tradycyjny rodzaj humoru. On jest u Fredry zapisany. Nawet jeśli Gustaw krzyczy na Albina, stara mu się udowodnić, że jest niezgułą, to jednak robi to z pewną życzliwością. To jest inny stosunek człowieka do człowieka. Mnie się wydaje, że takie rzeczy powinny w tradycji przetrwać, bo one mogą doprowadzić do tego, że ludzie nie będą się stresować paranoją współczesnej cywilizacji, wyścigiem szczurów, który w końcu się na zdrowiu odbija.
     
     
     Całość rozmowy ukaże się na antenie Polskiego Radia Olsztyn

rozmawiała Agnieszka Jarzębska
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
  • Pani Agnieszko, bardzo mi się podoba ten wywiad i to co powiedział o Fredrze Henryk Rozen. Chciałam tylko zapytać o taki drobiazg językowy. Czy zamiast "recepcja" nie lepiej byłoby jednak użyć słowa "percepcja"? - Słownik podaje, że percepcja, to "uświadomiona reakcja na bodziec zewnętrzny; sposób reagowania, odbierania wrażeń". A recepcja, to tylko odbiór.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    szeba(2003-04-01)
  • Miły przerywnik i mile napisany - aż się nie chce wierzyć, że coś takiego może bardzo pozytywnie funkcjonować w społeczności elbląskiej równolegle z festiwalem pomówień, napastliwości i obłędu. BRAWO AGNIESZKO.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    AborygenMiejscowy(2003-04-01)
Reklama