Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Środa 22-11-2017, imieniny Cecylii, Marka
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Czekamy tygodnie czy miesiące na pierwsze złamania ? Czekamy tygodnie czy miesiące na pierwsze złamania ?

Ale jazda!

 
Elbląg, Ale jazda! Na zdj. Bartosz Szenderłata podczas treningu w Kolibkach (fot. nadesłana)
Rek

Asfalt jest nudny, a ja mam potrzebę wyżycia się. Próbowałem motocrossu, ale jazda w kółko też jest nudna. Traktuję więc ją treningowo, by zdobyć umiejętności, które wykorzystuję podczas zawodów ekstremalnych. Idealnym miejscem do sprawdzenia się jest Rumunia. Hard Enduro to setki kilometrów do pokonania w trzy dni. Podjazdy górskie na wysokość naszych wieżowców, a także wąwozy, strumyki. To lubię – tak o swojej pasji mówi Bartosz Szenderłata.

Jest niespokojnym duchem. Lubi, gdy adrenalina rośnie, gdy coś się dzieje, gdy są wyzwania. Na co dzień pracuje w referacie patrolowo-interwencyjnym Komendy Miejskiej Policji w Elblągu. Po pracy wskakuje na motocykl i jedzie w teren. Im trudniejsze warunki, tym lepiej. Dlaczego nie satysfakcjonuje go "jazda drogowa"?
     - Jeździłem też na asfalcie, ale to jest nudne – wyjaśnia Bartosz Szenderłata. - No, bo ile można jeździć do Gdańska, Braniewa czy do Stegny? Jazda po asfalcie jest też niebezpieczna – zaznacza. - Na drodze zginęło już kilku moich kolegów. Nie takich emocji szukam – przyznaje motocyklista. - Mam potrzebę wyżycia się więc postawiłem na motocross. Próbowałem jeździć w Poznaniu na torze, ale to bardzo daleko więc w grę wchodziły tylko wyjazdy weekendowe. W pobliżu Elbląga można pojeździć w Jeleniej Dolinie, bo tam jest prywatny tor motocrossowy i trochę terenów ziemnych. Jest też tor w Janowie. Jazda w kółko też jest nudna, ale traktuję ją treningowo – wyjaśnia Bartosz Szenderłata. - Ćwiczę oddawanie zakrętów, skoków. Żeby płynnie jeździć trzeba trenować, a zdobyte w ten sposób umiejętności wykorzystuję podczas startów w zawodach enduro, np. w Kolibkach. Tam jest fajny tor, wyłożony przeszkodami, widowiskowy - twierdzi elbląski motocyklista.
     W tym roku Bartosz Szenderłata brał też udział w Mistrzostwach Polski enduro, ale przyznaje, że takie starty mocno odbiegają od tego, co dzieje się w Rumunii.
     - Tam jest raj – twierdzi elbląski motocyklista. - To tak, jak pojeździć na Górze Chrobrego, a później pojechać w Alpy - porównuje.
     Tak więc Rumunia jest rajem dla ekstremalnych motocyklistów dlatego Bartosz Szenderłata zdecydował się na pierwszy, życiowy start w Hard Enduro na tamtym terenie. Wrócił zachwycony.
     - Pierwszego dnia jest prolog, czyli 30-kilometrowy odcinek jazdy po górach – same podjazdy na wysokość naszych wieżowców, a dalej zjazdy, wąwozy, strumyki – opowiada. - Potem są dwa dni po 100 kilometrów każdy. To nie jeżdżenie po oślich łączkach – przyznaje. - Nie wszyscy docierają do mety, choć nie znam wypadków śmiertelnych w terenie. Na odcinkach leśnych osiąga się prędkość do 100 km/h. Można się, co prawda, połamać, ale mnie – póki co – to na szczęście ominęło (śmiech). Dlatego powtarzam - trzeba jeździć motocrossowo po to, by się wyćwiczyć.
     Podczas zawodów Hard Enduro w Rumunii elbląski motocyklista zajął 140 miejsce na 500 startujących zawodników. - Jednak ok. 200 z nich to zawodowcy, ja jeżdżę w klasie amatorów – przyznaje.
     - W Rumunii jest siedem edycji zawodów hard enduro – dodaje Szenderłata. - Najsłynniejsze to Red Bull Romianiacs, ale to bardzo droga impreza. Wpisowe kosztuje 1500 euro, podczas, gdy na tych zawodach, w których ja wziąłem udział – 100 euro. To w ogóle jest drogi sport, a ja bogaty nie jestem. Trzeba więc jakoś sobie radzić. Na wiosnę znowu tam pojadę – zapowiada motocyklista.
     Jakie maszyny stoją w garażu Bartosza Szenderłaty?
     - Stoi KTM 990 adventure, KTM 950 super enduro i typowo crossowy, lekki, wyczynowy motocykl - Suzuki RM 250 – wylicza. - Do końca roku jestem zmuszony go zmienić, bo się wyeksploatował. Generalnie, w crossie żywot motocykla to dwa-trzy sezony. Zakup jest już ustalony tylko pozostaje kwestia finansów – przyznaje z lekkim żalem.
     To chyba typowo męski świat?

  Bartosz Szenderłata o Rumunii: Wiosną tam wrócę (fot. nadesłana) Bartosz Szenderłata o Rumunii: Wiosną tam wrócę (fot. nadesłana)


     - Na motocross czasem decydują się i kobiety, ale rzadko – przyznaje Bartosz Szenderłata. - Z natury są słabsze fizycznie, a motocross jest drugim na świecie najbardziej męczącym sportem uprawianym w jak najkrótszym czasie. "Królowie prostych" [tak mówi o tych, którzy jeżdżą ulicami – red.] myślą, że są goście, bo w trzy sekundy rozpędzą motocykl do setki i jeżdżą 200-300 km na godzinę. A na torze motocrossowym po 15 minutach mają dość - zapewnia. - Organizm średniej klasy zawodnika ma zapas cukru na 7 minut jazdy torowej. Później spala tłuszcz. W zasadzie jedzie się więc stosując to, co organizm zapamiętał podczas treningów – wyjaśnia motocyklista. - Na torze od razu widać, kto trenuje od święta. Ci, co jeżdżą zawodowo, codziennie ćwiczą swoje ciało. Potrafią np. rowerem-kolarzówką przejechać 80 km -dziennie! Ja jestem amatorem. No, może z dużymi ambicjami (śmiech), ale to się okaże.
     A jakie motocyklowe marzenia ma Bartosz Szenderłata?
     - Chciałbym pojechać do Afryki, może być też Albania lub Maroko – zdradza. - Bezdrożami. Jednak wiąże się to z dużym nakładem finansowym. Może na starość pojadę...?

Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
  • brawo Bartek!!!! Tak trzymać!!!!! Wytrwałości w realizacji marzeń. .. ..
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    4 0
    YP250(2013-10-22)
  • asfalt jest nudny?niech pojedzie na tor do Poznania i wtedy pogadamy
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    0 8
    rocker(2013-10-22)
  • Rocker, to wjedź na tor motocrossowy. Zobaczymy po ilu minutach wymiękniesz.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    7 0
    (2013-10-23)
  • Ktoś kto od początku jeździł na motocrossach, bez problemu poradzi sobie na drodze, ale jak ktoś jeździł od początku na szosie, to nauka jazdy torowej zajmie mu ładnych parę miesięcy lub lat. Nudne? Gwarantuje ci że miał byś pełno w gaciach przy pierwszym wyskoku na wysokość kilkudziesięciu metrów.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    3 1
    (2013-10-23)
  • offroad i żużel jest o niebo fajniejszy od jazdy po ulicach, pozdrawiam błotnych braci :D
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    4 0
    zdzichhh(2013-10-23)
  • Są tacy wśród szosowców gdzie jazda ulicami Elbląga to ich codzienne możliwości, wyjazd do Gdańska czy na jakiąś okoliczną impreze to już wyprawa a raz w roku do Giżycka to HIMALAJE więc błotno-bagienni nie ma z kim tu dyskutować
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    4 0
    Błotno-kałuzny(2013-10-23)
  • Racja aczkolwiek warzne zeby jezdzidz, a jak kto moze tak jezdzi. Poznan jest fajny ale daleko malo dostepny -koszta itd. Torow u nas motocrosowych jest sporo trojmiasto, jelenia dolina, janow. Ale akurat osoby ktore sprobowaly wszystkiego rodzaju stwierdzaj ze teren-enduro-super enduro czy motcross to wieksze wyzwanie, wiekszy fan.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    3 0
    henik(2013-10-23)
  • próbowałem enduro. faktycznie zajebiste wyzwanie i całkowicie inna zabawa niż na asfalcie, ale proszę nie piszcie że asfalt jest nudny! szybka i efektywna jazda po winklach daje dużo satysfakcji podobnie jak skuteczne latanie po błocie Błotniacy jedźcie do Poznania i zróbcie czas poniżej 2min to skumacie o co kamon :) pozdr
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    rocker(2013-10-24)
  • Błotniacy. jedźcie do Poznania, zróbcie czas poniżej 2min i potem piszcie że asfalt jest nudny :) miłego dnia
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    2 2
    rocker(2013-10-24)
  • próbowałem enduro, supermoto i faktycznie jest to duże wyzwanie, ale to nie znaczy że jazda po asfalcie to jest bułka z masłem (i nie pisze tu o pyrkaniu tylko o lataniu)pozdr
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    0 1
    (2013-10-24)
  • Jak już na tor asfaltowy to tylko supermoto :) Szlifierki to nuuuuuda
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    2 0
    Matysek(2013-10-24)
  • No z tym wyskokiem na kilkadziesiąt metrów to chyba trochę przesada, ale też wolę pojeździć w terenie niż po zwykłej drodze. Ostatnio widziałem jakiegoś niespełnionego jak na Grunwaldzkiej posuwał na tylnym kole. Szkoda że jeszcze prawą ręką nie robił czegoś bo trzymał na kierownicy. Na ludziach to już nie robi wrażenia. Raczej uśmiechają się z politowaniem. Nawet młodzi.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    2 0
    Małemoto(2013-10-24)
Reklama