Wtorek 23-10-2018, imieniny Teodora, Seweryna
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Do zobaczenia po drugiej stronie

 
Elbląg, Do zobaczenia po drugiej stronie Tutaj w hospicjum jest serce i to się czuje - mówi pan Adam (fot. Michał Skroboszewski)
Rek

Bałam się tego spotkania. To miała być trudna rozmowa. Nie przygotowałam żadnych pytań. Zdam się na żywioł. Wtedy wszystko wyjdzie naturalnie - pomyślałam. Słuchałam z zapartym tchem przez kilkadziesiąt minut. O wielkiej miłości, chorobie, rozstaniu i śmierci. O tym, jak zmienia się świat, gdy traci się kogoś najbliższego.

Taki dobry duszek, taki mój anioł
     Pan Adam stracił swoją żonę kilka tygodni temu. Nie musiałam o nic pytać, sam zaczął mówić. O tym, jak jego Ala była dobra, jak kochała życie i ludzi. Jak bardzo jeszcze chciała żyć. Przez wiele lat sama pomagała tym, którzy umierali. Jako pielęgniarka w elbląskim szpitalu. Kilka lat temu choroba dopadła i ją. I gdy wydawało się, że już ją zwyciężyła, ona wróciła i nie chciała odpuścić. Pewnego marcowego dnia odeszła, pozostawiając po sobie pustkę, której nie da się wypełnić. - Moja żona była zawsze otwarta na innych, lubiła pomagać, miała dobre otwarte serce – wspomina ukochaną żonę pan Adam. - Nauczyła mnie słuchania innych ludzi. Spojrzenia na świat z perspektywy każdego z nas z osobna. Gdy była zdrowa, szczęśliwa, prowadziła zajęcia judo dla kobiet, które wiele w życiu przeszły. W Ali było tyle pozytywnej energii, którą przekazywała tym kobietom. Gdy zachorowała na raka, zawsze starała się dawać dwa razy więcej innym niż sama otrzymywała. Była uśmiechnięta, wspierała ciepłym słowem. Taki dobry duszek, taki mój anioł.
     
     Próbowaliśmy wszystkiego, cieszyliśmy się każdą chwilą
     Pani Ala zachorowała w 2013 roku. Po wielu zabiegach i operacjach pokonała chorobę. I wtedy ktoś jej powiedział : "Skoro dostałaś ten dar, nieś to dobro innym". - I ona to robiła. Była na fali. Cieszyła się, że mogła coś robić dla ludzi. Starała się po prostu żyć, kochać, być sobą – opowiada pan Adam.
     Jesienią 2015 roku choroba znów dała o sobie znać. - Myśleliśmy, że jest to okres przejściowy. Jednak nowotwór przybrał inną postać. Ala zawsze mówiła, "nie przejmuj się, ja mam jeszcze kilka asów w rękawie, nie poddamy się, zawsze będziemy szli do przodu". Na początku choroby nadal pracowała, było jej wtedy łatwiej rozumieć pacjentów na oddziale, bo przeżywała to samo. Wiedziała, że każdy człowiek, który dowie się o swojej diagnozie, zmienia się. Mimo choroby starała się wesprzeć innych chorych, psychicznie, duchowo, powiedzieć dobre słowo.
     Małżonkowie szukali różnych rozwiązań i metod leczenia, czytali artykuły, sięgali po metody konwencjonalne i niekonwencjonalne. Pojechali nawet do Jana od Boga do Brazylii, największego uzdrowiciela naszych czasów. Pani Ala już wtedy była bardzo słaba, podróż przetrwała na lekach przeciwbólowych. Spędzili tam dwa tygodnie na medytacjach i modlitwie. Pani Ala przeszła kilka operacji duchowych. Spotkali tam osoby z całego świata, część z nich przyjechała podziękować, że ktoś najbliższy wyzdrowiał. Pani Ali się nie udało. Po powrocie okazało się, że zmiany są jeszcze większe. A w lipcu 2017 roku jej stan diametralnie się pogorszył.
     - Przez ostatni rok Ala bardzo cierpiała, podawano jej pokarm pozajelitowo, nie mogła nic jeść, zaznać smaku. Mogła tylko pić. Najbardziej lubiła wodę z cytryną i miodem – mówi pan Adam. - Mieszkanie stało się dla niej więzieniem. Do niedawna pełna życia, otwarta na innych, została zamknięta w czterech ścianach ze swoją chorobą. Bardzo pomagało nam rodzeństwo Ali. Bez ich wsparcia byłoby nam trudno. Jej siostra Magda od początku choroby zawsze przy niej była, wspierała dobrym słowem, uśmiechem, poświęcała Ali wiele czasu, bo ja musiałem jakoś funkcjonować, codziennie chodzić do pracy. W jej chorobie próbowaliśmy żyć chwilą, cieszyć się każdym dniem. Ja z natury jestem pogodnym człowiekiem, potrafię zażartować w pracy, tak było i wtedy, gdy Ala chorowała, jednak w środku był we mnie jeden wielki wulkan, rozrywał mnie ból wewnętrzny, który nigdy nie odpuszczał, bo cały czas myślałem o Ali. Czy wszystko jest w porządku, czy dobrze się czuje, co jeszcze można zrobić, by jej pomóc. A może wydarzy się jakiś cud? Człowiek chodził na adrenalinie.
     W listopadzie pojechali jeszcze do Centrum Onkologii we Wrocławiu. Pani Ali miano podać chemię bezpośrednio do otrzewnej podczas operacji. Niestety nie otrzymała jej, zmiany nowotworowe były zbyt wielkie. Ala z siostrą Magdą pojechała jeszcze do Bydgoszczy, gdzie stosowano metodę podawania leku w aerozolu, ale i ta próba spełza na niczym. Medycyna była bezradna. Otrzymali skierowanie do hospicjum.
     
     Hospicjum to przedsionek do nieba
     - Wtedy spotkaliśmy się z panią Asią z hospicjum. Ala leżała w domu na łóżku medycznym, słabiutka. Jej siostra Magda przyjeżdżała codziennie po południu i podawała jej pokarm, ale to, co wtedy robiła pani Asia i hospicjum, to było coś niesamowitego. Miałem wrażenie, że oni mają tam taki alarm i gdy komuś coś się dzieje, zaraz są, reagują i działają – opowiada pan Adam. - Miałem takie poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Gdy tylko dzwoniłem do pani Asi, ona zawsze była. Miałem czasami wrażenie, że ona stoi za naszymi drzwiami i tylko czeka na nasz sygnał. To był taki nasz anioł, który gdzieś z boku sobie czuwa, otacza nas troską i opieką. Ala była tak szczęśliwa, gdy pani Asia przychodziła, że mogła z nią porozmawiać. Pani Asia miała piękne podejście do człowieka i cały czas uśmiech na twarzy. Dla mnie to było ogromne wsparcie psychiczne. Ludzie pracujący w hospicjum dają ostoję bezpieczeństwa, dzięki nim możemy choć na chwilę zapomnieć, co się wokół nas dzieje. Oni jakby nas resetowali, dawali nam możliwość wypoczynku choć na tę małą chwilę.
     Hospicjum to nie umieralnia, nie powinniśmy się go bać. To miejsce, które pomaga nam pojednać się ze sobą, przemyśleć wszystko, pojednać się z najbliższymi. To taki przedsionek do nieba. Nikt nie ucieknie przed cierpieniem i śmiercią. Nasza iskierka też kiedyś zgaśnie. Ludzie pracujący w hospicjum są po to, by człowiekowi w tym lęku pomóc, by pomóc mu przejść ostatnie trudne chwile. Tutaj w hospicjum jest serce i to się czuje. To miejsce daje pokój wewnętrzny, tworzy harmonię ducha. Hospicjum to piękny ogród, który się codziennie pielęgnuje.
     
     Zrozumiałem, że śmierć to nie tylko cierpienie, ale też łaska
     - Żyjąc na świecie tyle lat, nigdy nie zastanawiałem się nad śmiercią. Odszedł kolega, który miał wypadek, koleżanka czy dziadek. I zawsze było mi z tego powodu smutno i przykro, ale nigdy nie miałem tak głębokiej rany jak teraz, gdy odszedł ktoś bardzo bardzo bliski. Gdy choroba była już w zaawansowanym stadium, myślałem, że jestem przygotowany na śmierć – dodaje pan Adam.
     - Każdy dzień spędzony z Alą był dla mnie łaską. Mimo że jej ciało się zmieniało, zawsze była dla mnie najpiękniejszą najcudniejszą istotą na świecie. Widziałem w niej piękno, nie widziałem żadnej brzydoty. Ja ją kochałem i kocham duchowo. Pociągała mnie jeszcze bardziej, jak na mnie patrzyła tymi swoimi pięknymi oczami.
     Miałem wrażenie, że powoli się przygotowuję na jej odejście i ona też chciała mnie przygotować, ale nie wiedziała, jak mi to powiedzieć. W końcu któregoś dnia, gdy wychodziłem do pracy, zapytała mnie, co sądzę o śmierci. Czuła, że się zbliża, była już tą chorobą bardzo zmęczona. Nie wiedziałem, co jej odpowiedzieć. Że będę tęsknił? Że będę żył w pustce? Że zamknie się moja połowa życia? Że będę czuł lęk, strach bez niej? Że nie wiem, jak sobie poradzę? Tysiące pytań przeleciało mi przez głowę. Nagle jednak coś mnie natchnęło i powiedziałem, że śmierć jest niczym innym jak tylko zmianą czasu życia człowieka. Nasze życie jest tak krótkie, w skali wieczności to tylko taka mała iskierka. Pojąłem wtedy, że śmierć stała się dla mnie łaską. Nie oznaczała już tylko bólu, cierpienia, straty, ale dała możliwość spojrzenia na świat inaczej niż do tej pory, możliwość dojrzewania duchowego. Ala podziękowała mi wtedy.
     
     Wszystko inne przestaje być ważne

     - Tydzień przed odejściem zawołała mnie do swojego pokoju i powiedziała, że jest już tak zmęczona i wyczerpana, że bardzo chciałaby umrzeć. Powiedziałem jej wtedy, że się poddaję, że nie będę już walczył. Gdy się kogoś potwornie kocha, to człowiek staje się takim wrednym egoistą, na siłę chce zatrzymać najbliższą osobę przy sobie. Mimo że ona cały czas cierpi i wszystko ją boli. Ja się wtedy poddałem i poczułem, że jeszcze bardziej ją kocham. Pogodziliśmy się wtedy z losem. Od tej chwili z Ali zeszło 50 procent życia. Codziennie przyjeżdżała do nas pani Asia z hospicjum, wspierała nas. Bardzo pomagało mi rodzeństwo Ali: Magda, Basia i Krzysiek. W obliczu tak trudnej sytuacji dzieją się niesamowite rzeczy. Rozmowy, spojrzenia jednoczą ludzi. Ludzie przebaczają sobie winy, potrafią się lepiej komunikować, wszystko jest głębsze, bardziej wartościowe.
     Ala odeszła w piątek, 9 marca o godz. 11.30. Wszyscy byliśmy przy niej. Basia powiedziała, żebym opuścił pokój, bo ona nie może odejść, dusza nie może opuścić swojego ciała. Wyszedłem na kilka minut, a gdy wróciłem Ala oddała dwa ostatnie oddechy.
     
     Szukam dla siebie drogi
     - W przyszłości na pewno chciałbym pomagać innym ludziom. Może jako wolontariusz w hospicjum? Ale jeszcze nie teraz. Rany w sercu na razie są za głębokie. Muszę dać sobie więcej czasu. Każdy musi dojrzeć do pewnych decyzji. Ala nauczyła mnie, żeby nie składać za wcześnie deklaracji, jeżeli się nie wie, czy się z nich wywiąże. Muszę poczekać aż wszystko się we mnie zagoi. Ludzie śmiertelnie chorzy, mimo że fizycznie są bardzo słabi, wiele wyczuwają, czują nasz lęk, żyją do końca. Nie przychodzą do hospicjum tylko po to, żeby zgasnąć. Do końca należy się im wielki szacunek, bez względu na to, jakimi byli ludźmi i co robili w życiu. Nauczyła mnie tego pani Asia. W te ostatnie dni, gdy przyjeżdżała do nas, obserwowałem, co robiła, patrzyłem na jej gesty. Pomyślałem, że może jeszcze się od niej czegoś na koniec nauczę. Patrzyłem na jej rozpromienioną twarz. To było dla mnie niesamowite, ile można przez chwilę dać drugiemu człowiekowi. Chciałbym jej za to bardzo podziękować. Jej i personelowi Hospicjum i Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Elblągu.
     
     W hołdzie Ali
     
     Przyczynkiem do rozmowy z panem Adamem są Żonkilowe Pola Nadziei organizowane przez elbląskie hospicjum. Odbędą się one na terenie naszego miasta w dniach 21-22 kwietnia. Więcej szczegółów na temat akcji znajdziecie tutaj.

Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
  • Takie jest życie. ..
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    7 0
    (2018-04-20)
  • Wspaniałe świadectwo. Miłość. Nadzieja. Poryczałam się.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    24 0
    (2018-04-20)
  • Piękny materiał - wielki szacunek za taką miłość do żony Panie Adamie! To jest właśnie w życiu najważniejsze. Wszystkiego dobrego!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    27 1
    chwilotrwaj(2018-04-20)
  • Wspaniały wywiad, cudowne słowa. Co za historia!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    23 0
    (2018-04-20)
  • Łzy płyną po policzkach. Współczuję, ale i zazdroszczę takiego podejścia do śmierci. A co do hospicjum to pełna zgoda. Bliska mi osoba psychicznie poczuła się tam lepiej, między osobami, które rozumiały co przechodzi. My mimo najszczerszych chęci nie potrafiliśmy pogodzić się z chorobą i chyba za bardzo się staraliśmy, żeby wiedziała jak nam na niej zależy.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    19 0
    (2018-04-20)
  • Niezwykła historia bardzo dobrych ludzi
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    12 0
    Ak(2018-04-20)
  • opiekowałem sie zona w domu przez 4,5 lat po niedowładzie nóg w wyniku nie udanej operacji tętniaka. Chcac trochy wypoczac otrzymałem skierowanie do elb. hospicjum. Nie całe dwa tygodnie zona tam zmarła mimo mojej codziennej opieki. przyczyna -spadek ciśnienia. Byliśmy wspaniałym małżeństwem ponad 50 lat a teraz pozostały mnie tylko wyjazdy na cmentarz Debica. i płynace łzy. ale taki jest los człowieczy.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    13 0
    star.emer(2018-04-20)
  • Wzruszająca historia. Każdemu życzę takiej miłości. Powodzenia
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    13 0
    zettoon(2018-04-20)
  • Serdeczne wyrazy współczucia i otuchy na przyszłość. Walczmy o środki budżetowe, na edukację, wczesne wykrywanie choroby, oraz badanie prenatalne, co uchronić może tysiące osób i rodzin od tragedii i koszmarów.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    11 0
    (2018-04-20)
  • Hospicjum jak często to miejsce mylimy z "umieralnia" przepraszam za to słowo ale ilu ludzi tam znalazło spokój? Wiem. ze dużo nawet bardzo dużo. 2 lata temu właśnie tam zmarł mój brat był króciutko tylko 2 dni ale dopiero tam bardzo się uspokoił (po miesięcznym pobycie w WSz w Elblągu). Przez dwa dni doznał tam dużo uśmiechu ciepłego słowa, opieki na wysokim poziomie. Z całego serca dziękuje personelowi i kierownictwu za to miejsce
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    11 0
    Siostra(2018-04-20)
  • Znałam Panią Alę, trochę czasu przegadaliśmy... smutno :-(. Hospicjum i Pani Asia również nie są mi obce... Dużo siły i pozytywnych myśli życzę.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    5 0
    M.M.(2018-04-20)
  • Ja też korzystałam przez prawie 3 lata z pomocy hospicjum domowego. Długo nie mogliśmy namówić męża na skorystanie z opieki hospicjum a póżniej sam innych namawiał. Trudno jest pogodzić się z odejściem ukochanej osoby ale chyba trudniejsze jest pozwolenie jej na to bez wyrzutów sumienia. Tak ciężka choroba uczy nas pokory i przewartościowuje nasze życie.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    4 0
    Nadtka(2018-04-20)
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Naszywka HERB ELBLĄGA
POLO z HAFTEM
Torba z nadrukiem elbląskiej Starówki
Polar z haftem