Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Piątek 09-12-2016, imieniny Wiesława, Leokadii
 
Rek

UWAGA!

"Dzień kobiety" opowiadanie, cz.II

Druga, ostatnia część opowiadania o Matyldzie.

Było już po 19, kiedy weszli do mieszkania Iwony. Wszędzie pełno ludzi, większość z nich znała. Wszyscy kręcili się z kieliszkami w rękach i chociaż impreza się jeszcze nie rozkręciła, w powietrzu czuło się dobrą zabawę. Iwona miała fantastycznych znajomych. Każdy z nich to indywidualista. I nikt chyba nie miał tylu przyjaciół wśród gejów, co ona. Matylda natknęła się na Marcina z Kubą, zaraz po tym, jak złożyła przyjaciółce życzenia. Ich twarze emanowały radością i szczęściem tak silnie, że dziewczyna prawie rozpłakała się widząc ich miłość. Dlaczego ona nie? Natrętne pytania nasuwały się jej do głowy. Jednak niedługo miała szansę myśleć o sobie. Tomek nie pozwolił jej być ani chwilę samą. Nawet o gejów potrafił być zazdrosny... A ona tylko szukała wzrokiem swojego artysty. Był... Przystojny, dumny, otoczony wianuszkiem kobiet. Bała się do niego podejść, ale... spróbowała. Czuła, że może przebić się przez te dziewczyny, że będzie dla niego kimś wyjątkowym. Tak chciała myśleć, pragnęła mieć nadzieję, że tak będzie. Nie spoglądając nawet w stronę męża podeszła do niego. Uśmiechnął się do niej, ale nie próbował zacząć rozmowy, nie odszedł też od grona wielbicielek. Odsunęła się, podeszła do Iwony, poprosiła o mocnego drinka. Czuła, że musi się napić, że alkohol jest jej teraz bardzo potrzebny. Mieszanka wódki, Martini z niewielką ilością soku od razu uderzyła jej do głowy.
     
     Tomek chodził za nią niepewnie... Czuł, że żona nie pragnie jego towarzystwa. Było mu przykro, przecież nic jej nie zrobił. Kochał ją cały czas tak samo, była dla niego wciąż najpiękniejszą, najbardziej ponętną kobietą na świecie i nie chciał żadnej innej. Nie potrafił zrozumieć dlaczego ich związek staje się dla niej zwyczajnie nudny, chociaż odczuwał to bardzo silnie. Pragnął dać jej szczęście, ale nie rozumiał, że ona potrzebuje czegoś więcej niż on może dać. Nie interesowała go literatura, nie marzył o zagranicznych wycieczkach, szczytem szczęścia był dla niego spokojny wieczór we dwoje, przed ekranem telewizora... nie rozumiał, że ona pragnie zupełnie czegoś innego. Nie rozumiał też, dlaczego na początku odpowiadało jej takie życie, a teraz stała się tak bardzo nieszczęśliwa. Nie potrafił być oryginalny, nie umiał dać jej takiej rozrywki o jakiej marzyła, nie potrafił cieszyć się tym, co ją radowało, nie interesowały go jej fascynacje... Nie rozumiał też, że ona kocha już dawno kogoś innego. Nie docierało do niego to, że może ją stracić, był pewien, że mimo wszystko ona na zawsze będzie jego, nigdy go nie opuści, nie zdradzi i nie czuł potrzeby dbania o nią tak, jak robił to na początku związku. Bał się, że wraca do niej depresja, ale tak wolał myśleć. Przecież z tego łatwiej wyjść niż z niekochania...
     
     Kiedy Tomasz zastanawiał się nad ich związkiem, Matylda, już po trzecim drinku podeszła do swojego aktora i odważnie rozpoczęła rozmowę. Była trochę natrętna, zdawała sobie z tego sprawę, ale było jej wszystko jedno. Chciała wtopić się w jego ramiona i zapomnieć o całym świecie, znów powracało do niej to niepokojące marzenie.
     Była pijana.. Nie zważając na nic, zaczęła mówić mu wszystko to, co do niego czuła. On grzecznie słuchał, chociaż wyraźnie nie miał na to ochoty. Jednak wiedząc, że „ta panienka na mnie leci”, postanowił wykorzystać okazję. „Atrakcyjna, zgrabna, to i może w łóżku będzie dobra” – myślał... Bez zastanowienia zaproponował, żeby poszli sami do sypialni Iwony.
     - Pogadamy tam. Spokojnie, w samotności – powiedział z tym uśmiechem, który rzucał ją na kolana.
     Zgodziła się nie przeczuwając, co on tak naprawdę ma na myśli. Przecież jej Bóstwo nie może jej skrzywdzić. Ufała mu bardziej niż komukolwiek, chociaż zupełnie go nie znała..
     
     Kiedy Tomasz zajął się rozmową z dawno niewidzianym kolegą i dał jej na chwilę spokój, weszli do pokoju. Matylda, rozpłakała się. Myślała, że on to zrozumie, że ją przytuli, pocieszy. Dlaczego tak bardzo wierzyła, że jest dobrym człowiekiem, który jej pomoże? Znów chciała powiedzieć mu wszystko, co czuła, jednak nie potrafiła tego wypowiedzieć, słowa jej się myliły, nie potrafiła jasno wyrazić swoich myśli. Powiedzieć chciała tak dużo, że nie była w stanie tego pomieścić. Szumiało jej w głowie, była jednocześnie szczęśliwa i przerażona. Ale on wcale nie chciał i nie miał zamiaru jej słuchać. Pchnął ją na łóżko. Nie zastanawiał się, czy tego chce, było mu to obojętne. Kiedy przerażona krzyknęła, że ona nie chce, uśmiechnął się i zapytał tylko po co w takim razie przyszła i zaczął rozpinać spodnie. Bała się, chciała się wyrwać, ale nie była w stanie podnieść się. Była tak przerażona jak nigdy, ale poczuła się tak upokorzona, że nie potrafiła się opierać. Zamknęła oczy, a kiedy on w nią wchodził czuła tak wielką nienawiść do siebie, że miała ochotę zwymiotować. Kręciło jej się w głowie, chciała wyć, płakać. Bolało, był agresywny, bardzo silny. Robił to wyłącznie dla swojej przyjemności i nie obchodziły go jej uczucia. Po pewnym czasie przestała czuć, nie zauważyła nawet, kiedy skończył. Był niezadowolony.
     - Jesteś jak lalka, nic się nie ruszasz. Żaden facet nie lubi mieć pod sobą takiej kłody, musisz się bardziej postarać.
     Nie potrafiła nic odpowiedzieć. Rozpłakała się głośno, a on się zaczął śmiać.
     - Czego ryczysz, sama chciałaś. No dobra, nie było tak źle. Następnym razem może się rozkręcisz. A teraz wracaj do męża, bo się pewnie stęsknił.
     Ale Matylda nie mogła przecież wrócić do Tomka. Nie potrafiłaby mu spojrzeć w twarz. Upodlona, nieszczęśliwa, obolała.. Nie była pijana, nie czuła już w ogóle działania alkoholu. Człowiek, który wydawał jej się aniołem okazał się obrzydliwym, podłym chamem, który chciał ją wykorzystać. A ona się dała... Czuła, że to wszystko jej wina. Chciała umrzeć. Doprowadziła swój wygląd do porządku. Wyszła po cichu z sypialni Iwony. Poszła w stronę pokoju z balkonem. Nikogo tam na szczęście nie było. Unikając wzroku znajomych, a przede wszystkim Tomasza, który chciał podejść i zapytać, gdzie tak długo była, wyszła do pokoju, gdzie były drzwi do balkonu. Zamknęła za sobą drzwi. To było siódme piętro i wiedziała, że zginie szybko i nie ma szans przeżycia. Upadnie na twardy bruk. Nienawidziła siebie i czuła, że jedynym ratunkiem dla niej samej i wszystkich, którzy ją otaczają będzie jej śmierć. Chciała ulżyć nie tylko sobie, ale przede wszystkim ludziom jej bliskim. I mężowi, temu nudnemu, dobremu człowiekowi, którego dawno przestała kochać... Wyszła na balkon. Powoli przeszła przez barierkę, stanęła na bardzo cienkim i niepewnym końcu balkonu. Zamknęła oczy i zaczęła się modlić. Tak dawno się nie modliła, a mimo wciąż doskonale pamiętała słowa modlitw... Była gotowa. Wzięła głęboki oddech, zaczęła liczyć do, żeby przy dziesięciu skoczyć, kiedy nagle poczuła na ramionach silny, bolesny uścisk, ktoś podniósł ją do góry, wziął na ręce, zaniósł do pokoju.
     - Co ty chciałaś zrobić? Daj spokój... Nie płacz. Będzie dobrze.
     Spojrzała w oczy zupełnie obcego mężczyzny. Nie znała go, a jednak wydały jej się znajome i bardzo bliskie... Dlaczego wydały się jej znajome?
     

AZ
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama