Poniedziałek 19-11-2018, imieniny Salomei, Seweryna
 

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Pełna informacja i indywidualne podejście - gwarancją sukcesu

O współczesnej stomatologii, zaletach i kosztach implantacji, korzyściach higienizacji, buddyzmie, klinice w Katmandu i uśmiechu znanych gwiazd - rozmawiamy z doktorem Wojciechem Ryncarzem.

- Jak zaczęła się Pana praca z implantami?
     - Na piątym roku studiów, w 1991 r., poznałem niemieckiego stomatologa, który założył w Warszawie klinikę. Wtedy to była prawdziwa sensacja - zachodni sprzęt, materiał i całkowicie odmienny sposób traktowania pacjenta. Ten lekarz został moim mentorem, bardzo dużo się od niego nauczyłem, m. in. wprowadził mnie w implantologię, bo tego wtedy na studiach nie było i nadal w programie edukacji jest niewiele. Teoretycznie po skończeniu studiów lekarz dentysta może takie zabiegi wykonywać, ale praktycznie nie ma na ten temat wiedzy i musi się prywatnie szkolić w dziedzinie implantologii.
     
     
- Czy powinniśmy bać się wizyt w gabinecie stomatologicznym?
     - Zdecydowanie nie…. Współczesna stomatologia zajmuje się nie tylko zębami. Jako lekarze wierzymy, że naszym najważniejszym zadaniem jest wsłuchanie się w problemy pacjenta i staranie się za każdym razem indywidualnie podchodzić do leczenia. Ocena zastanego stanu jamy ustnej pomaga przewidzieć zagrożenia, zanim staną się one problemami dla reszty organizmu. Nie zapominajmy jednak, że pacjent przychodzi do dentysty „po uśmiech” i to musimy mu dać…
     Reasumując - pełna informacja, profesjonalne i bezbolesne zabiegi oraz indywidualne podejście do każdego pacjenta to podstawa sukcesu.
     
     - Czyli wizyty u dentysty powinny być bardziej regularne, a nie tylko doraźne?

     - Stanowczo tak. Regularne profilaktyczne wizyty należy zacząć już od dziecka. Takie praktyki już od wczesnego dzieciństwa, w naturalny sposób oswajają z gabinetem i samym lekarzem. Tradycyjnie, dentyści zajmują się najczęściej leczeniem infekcji jamy ustnej lub powstałymi pojedynczymi awariami zębów. Takie działanie w sytuacji nagłej stwarza niepotrzebne stresy i przynosi większe koszty. Nasze podejście stworzenia długoterminowego planu, ma na celu poprawę kosmetyki oraz stanu zdrowia nie tylko jamy ustnej. Chcemy, żeby każdy kto od nas wychodzi czuł się lepiej i był zadowolony, że wybrał nas oraz podzielił się tym z rodziną i przyjaciółmi.
     
     - Czasem przypadkowo straciliśmy tylko jeden ząb, ale odsuwamy wizytę w czasie. Czy to dobre postępowanie?

     - Utrata nawet pojedynczego zęba nie jest obojętna dla całego układu gryzienia i każdy ubytek wymaga jak najszybszego uzupełnienia. Zostawienie pustego miejsca po zębie jest błędem, który jak efekt domina wpłynie na pozostałe. Zęby bowiem tworzą spójny tak zespół, że zaczynają się przesuwać lub wysuwać, aby spotkać inne, z którymi mogłyby kontaktować.

 


     
     - Jakie możliwości rekonstrukcji możemy wybrać?

     - Uzupełniając braki zębów możemy oczywiście rozważać wiele metod odbudowy, począwszy od klasycznych tradycyjnych protez wyjmowanych, które są najkorzystniejsze pod względem cenowym. Można również wykonać most protetyczny, ale wymaga to oszlifowania zębów sąsiadujących z luką, czyli ich bezpowrotnego pomniejszenia i schowania pod korony. Jedną z technik stosowanych rutynowo dzisiaj jest umieszczenie w kości implantu, czyli sztucznego korzenia. Na takiej solidnej podstawie można wykonać odbudowę pojedynczego zęba lub na dwóch implantach oprzeć mostek odbudowujący kilka zębów. Implant może również służyć za element dający wsparcie i stabilizację dla protezy całkowitego bezzębia.
     
     - Co to jest implant?

     - Implant to mała metalowa śrubka wykonana w tytanu, która zastępuje korzeń zęba. Kształt i wielkość ma zbliżoną do naturalnego korzenia zęba.
     
     - Czy implanty są zawsze najlepszym rozwiązaniem?

     - Współczynnik powodzenia implantów stomatologicznych jest wysoki i szacuje się go obecnie na poziomie 98%. Długookresowe powodzenie zawdzięczamy tytanowi z którego wykonane są wszczepy. Cały czas nowe technologie oraz wspólne doświadczenia medycyny i chemii umożliwiają ewolucję współczesnych systemów implantów. Implanty są godne promowania i nie ma bez nich współczesnego gabinetu dentystycznego. To jednak narzędzie które musi znajdować się w odpowiedzialnych rękach zarówno lekarza jak i pacjenta.
     
     - Co jest najważniejsze? Co jest miarą sukcesu?

     - Bez wątpienia ogromnie ważnym elementem całej stomatologii są wymagania estetyczne. Tak jak powiedziałem na początku – „pacjent przychodzi do nas po uśmiech”. Bez stabilnego poziomu kości nie ma stabilnego poziomu dziąsła i estetyki. Implant musi więc szanować procesy biologii kości, a jego budowa i połączenie z koroną musi spełniać wymogi jakie stawia mu współczesna koncepcja ochrony tkanek. Takich systemów jest niestety tylko kilkanaście spośród kilkuset obecnych na światowych rynkach. Pacjenci nie są w stanie zapoznać się samodzielnie w wieloma problemami - dlatego tak istotne jest zaufanie i rekomendacje lekarza, który wybierze odpowiedni system.
     
     - Te systemy nie są pewnie tanie…
     - To nie do końca jest prawda. Oczywiście systemy z górnej półki nie należą do najtańszych, ale też podążanie za tanimi ofertami może skończyć się utratą implantu nawet w ciągu 2-3 lat. Nie dajmy się skusić promocjom i niskim cenom. Ja uważam, że to co mamy w kości jest bezcenne, mamy to „w sobie”. Oszczędności można robić na rozwiązaniach protetycznych, ale nie na produktach które mają bezpośredni wpływ na nasze zdrowie. Tak czy inaczej punktem wyjścia do planowania prac na implantach u każdego pacjenta jest ocena ilości i jakości tkanki kostnej mającej stanowi podłoże dla wszczepu. Jeśli jest jej za mało to dysponujemy wieloma technikami odbudowy kości, ale wiąże się to znów z kosztami. Wtedy jednak jeszcze bardziej istotne znaczenie jakość biologiczna. Wartość ta jest zróżnicowana ze względu na przebyte i aktualne choroby, dlatego konieczna jest rozmowa lekarza z pacjentem i zebranie wywiadu lekarskiego. Lekarz kwalifikuje pacjenta do zabiegu, ale pacjent też musi być świadomy wzięcia na siebie współodpowiedzialności za utrzymanie implantu. Bez wzajemnej współpracy i zrozumienia nie można liczyć na długookresowe utrzymanie wszczepów.
     
     - Jakie choroby wykluczają zastosowanie implantów?
     - Choroby nie omijają również kości i jej zdolności do gojenia. Rutynowo pacjent proszony jest o wykonanie badań ogólnych krwi, sprawdzenia krzepliwości, poziomu cukru oraz hormonów tarczycy. Kobiety w zależności od wieku są proszone o wykonanie badań w kierunku wykluczenia osteoporozy. Można też wykonać test na nietolerancję metali choć rutynowo się tego nie wykonuje. Czysty tytan jest metalem absolutnie obojętnym dla organizmu ludzkiego, dlatego też od wielu lat jest z powodzeniem stosowany w implantologii. Jednak niektóre, szczególnie nowopowstające tanie systemy, mogą zawierać śladowe ilości innych metali w stopie jak na przykład nikiel. Jest to jeden z najbardziej powszechnych alergenów. Uczulenie na ten metal stwierdza się u 17% dorosłych. Dlatego tak ważne jest używanie sprawdzonych implantów.
     Jeśli pacjent w wywiadzie medycznym zgłasza alergie na metal to możemy wykonać test nietolerancji dla całego panelu metali. Jedną z najlepszych metod jest test wykonywany z pobranej od pacjenta krwi. Przeciwwskazaniami do planowanej implantacji, poza wspomnianymi już miejscowymi związanymi z ubytkiem masy kości, są też oczywiście ogólne - ze względu na stan zdrowia i przebyte lub obecne choroby.
     
     - Komu nie powinno się zakładać implantów?
     - Implantów nie zakładamy przede wszystkim: osobom z zaawansowaną paradontozą i stanami zapalnymi przyzębia lub naganną higieną jamy ustnej, osobom o nieustabilizowanej cukrzycy lub nieleczonych na cukrzycę, bowiem u nich gorzej goją się rany, wolniej przebiega integracja implantu z kością. Osobom po chorobach nowotworowych lub innych chorobach wyniszczających organizm oraz pacjentom po przebytej radioterapii okolicy twarzoczaszki, nałogowym palaczom (mają gorzej ukrwioną błonę śluzową, co powoduje, że rany trudniej się goją) oraz osobom chorym na osteoporozę lub cierpiącym na stany zapalne kości. Nie wszczepia się implantów także pacjentkom w ciąży.
     
     - Czy starsi ludzie mogą korzystać z metody implantacji?
     - Tak mogą, trzeba jednak pamiętać, że statystycznie 50% osób powyżej 50 roku życia cierpi na co najmniej jedną chorobę ogólnoustrojową, która mieści się w rejestrze względnych lub bezwzględnych przeciwwskazań do stosowania implantów. Głównie dotyczy to osteoporozy starczej, która ujawnia się około 65 roku życia. Problem dotyczy głównie kobiet i jest fizjologicznym procesem zaniku tkanki kostnej. Również u wszystkich pacjentów wraz z upływem lat zmniejsza się potencjał regeneracyjny kości, więc wszystkie procesy gojenia kości - w tym przyjmowania implantów - przebiegają wolniej. Jednak to właśnie grupa 60+ najczęściej boryka się z brakami zębów, a protezy odbierają radość jedzenia, rozmawiania czy śmiania się.
     Implanty pozwalają podnieść jakość życia w sposób trwały. Wystarczą nawet dwa implanty, aby zapewnić utrzymanie dla protezy całkowitej. Jest ona przymocowana do implantów za pomocą specjalnego kompletu zaczepów. Praca jest nieruchoma, ale wyjmowalna co daje to łatwość kontroli higieny. Z tak pewną konstrukcją nie ma już więcej potrzeby ukrywać swojego uśmiechu. Jeśli więc pacjent chce znów ugryźć z pełną siłą, śmiać się nieskrępowanie oraz mieć wyraźną mowę to naprawdę warto pomyśleć o implantach – choćby dwóch…
     
     - Czy zmienia się sposób dbania o higienę jamy ustnej po wszczepieniu implantów?

     - Zawsze podkreślam moim pacjentom, że higiena ma kolosalne znaczenie dla długotrwałego utrzymania wszczepów. Mając pod opieką kilka tysięcy wszczepionych przeze mnie implantów, widzę jak nieregularnie pokazują się moi pacjenci na profesjonalne zabiegi higienizacyjne w gabinecie. Najczęściej alarmują, jak sami są zaniepokojeni bólem lub krwawiącym dziąsłem. Stan zapalny tkanek miękkich wokół implantów predysponuje do utraty kości, a tempo tego procesu z czasem staje się niestety coraz szybsze. Wszelkie zaniedbania higieny otwierają wrota do infekcji i zakażeń kości co może doprowadzić nawet do utraty implantu i konieczności ponownego zabiegu. Trzeba o tym wiedzieć, żeby przez zaniedbanie nie zrobić sobie samemu krzywdy.
     
     - A zatem higienizacja na początek?
     
- Zdecydowanie tak. Od zabiegów higienizacyjnych powinno się nie tylko rozpoczynać leczenie pacjenta. Okresowe wizyty w gabinecie stomatologicznym mają kluczowe znaczenie dla zdrowia jamy ustnej i utrzymania efektów leczenia zarówno zachowawczego jak i protetycznego czy implantologicznego. Zabieg usuwania kamienia nazębnego (skalingu) obecnie wykonuje się przy użyciu ultradźwięków oraz specjalnej piaskarki. Oczyszczenie zębów to nie tylko zabieg mający na celu poprawę estetyki uśmiechu. Skuteczne usuwanie osadu nawet z najgłębszych kieszonek wokół zęba i trwała redukcja bakterii ma kluczowe znaczenie zapobiegające utracie kości.
     Higienizację pacjentów z implantami należy traktować jako integralny i nieodzowny element leczenia. Oznacza to, że pacjenci wymagają regularnych wizyt kontrolnych - może to być nawet co 3-6 miesięcy, a jest ustalane przez higienistkę indywidualnie w zależności od predyspozycji do kumulacji osadów. Kontrola radiologiczna i lekarska powinna się odbywać się co 12 miesięcy.
     Domowe procedury higienizacyjne obejmują, w zależności od rodzaju odbudowy protetycznej, stosowanie poza szczoteczkami również irygatorów, czyli urządzeń które strumieniem wody i powietrza wypłukują resztki. To również idealne urządzenia dla pacjentów, którzy nie lubią nitkować zębów.
     
     - Ile kosztuje założenie implantów?
     - Podczas planowania leczenia lekarz przedstawia pacjentowi wszelkie dostępne informacje o możliwych do zastosowania w jego przypadku metodach, przedstawia zalety i wady każdej z nich. Dialog z pacjentem na tym etapie jest czynnikiem bardzo istotnym - każda ze stron może się wycofać z zaplanowanego leczenia. Bardzo istotne w planowaniu prac opartych na implantach są rozważania ekonomiczne, ponieważ implanty nie mogą pozostać nieobciążone. Krótko mówiąc, kiedy zaczynamy musimy mieć wizje zakończenia pracy…
     Ważne jest, aby pacjent szczerze odpowiedział sobie na pytanie, czy może pozwolić sobie finansowo na tego rodzaju leczenie.
     Orientacyjnie można powiedzieć, że sam implant, czyli część wewnątrzkostna kosztuje ok. 3.000,- zł łącznik - czyli część mocująca widoczne już zęby z implantem ok. 900,- zł. Ceny pozostałych elementów nadbudowy protetycznej, a więc odtwarzane koronki, mosty bądź też proteza są takie same jak w klasycznej protetyce.
     Mogą oczywiście dojść koszty związane np. z dodatkowymi zabiegami poprawienia ilości kości wokół implantów i to często wiąże się z wydatkiem nawet 2-3tys. Jednak zawsze na etapie planowania jesteśmy w stanie określić wydatki jakie pacjent będzie musiał ponieść przy różnych opcjach leczenia. Ostatecznie każda praca wyliczana jest indywidualnie i co ważne - nie zawsze trzeba robić dokładnie tyle wszczepów, ile brakuje zębów.
     W związku z ustalaniem kosztów leczenia pacjent jest też informowany o trwałości różnych rozwiązań protetycznych czy możliwości ich stopniowej rozbudowy. Również informujemy o możliwościach powikłań czy konsekwencji niepodjęcia leczenia protetycznego.
     
     - Teraz trochę prywatności. Czy już wcześniej marzył Pan o tym, aby zostać lekarzem?

     - Już w liceum chciałem być anestezjologiem. Przygotowywałem się do egzaminów na medycynę, ale w ostatniej chwili zmieniłem specjalizację. Powstrzymała mnie obawa przed śmiercią, bo w zawodzie anestezjologa to się zdarza. I nie chodziło o odpowiedzialność za śmierć, ale o zetknięcie się z nią. Teraz mam zupełnie inne przemyślenia o śmierci, nietrwałości i przemijaniu…
     
     - Jest Pan buddystą?
     - Nie lubię szufladkowania kogokolwiek, ale nie ukrywam, że od wielu lat jest to najbliższa mi filozofia. Wychowałem się w rodzinie chrześcijańskiej z bardzo silnym wpływem ewangelickim. Na studiach, w połowie lat 80, mój przyjaciel, który interesował się kulturą Wschodu i sztukami walk pożyczył mi kilka książek i tak się zaczęło moje zgłębianie filozofii wschodu. W trakcie studiów poznałem Adama Kozieła z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, który prowadzi sekcję spraw Tybetu - jest też tłumaczem Jego Świątobliwości Dalajlamy podczas wizyt w Polsce. To dzięki Fundacji zrozumiałem wiele lokalnych zależności i zdecydowałem się na aktywną pomoc w tamtych rejonach Świata.
     
     - Czy to prawda, że leczy Pan samego Dalajlamę?
     - Mam zaszczyt znać osobiście Dalajlamę, ale nie miałem przyjemności leczenia Mu zębów, choć Jego świcie już tak. Zawsze też, jeśli do Polski przyjeżdżają uchodźcy polityczni z Tybetu, to ich leczę. Kilkakrotnie miałem łzy w oczach pracując z Nimi.
     
     - To z pewnością ludzie, którzy wiele przeszli w swoim życiu…
     - To prawda. Najbardziej wstrząsające było dla mnie spotkanie z mnichem, który nie miał zębów. Był bity i torturowany. Chciałem mu wstawić protezy. Kiedy go zbadałem, okazało się, że ma tak spalone śluzówki i zabliźnione rany na dziąsłach, że nie dało się praktycznie nic zrobić. Chińczycy torturowali go, wkładając mu pałkę elektryczną do ust. Stałem nad nim, płakałem i nie wiedziałem, co powiedzieć. To był jeden z momentów, kiedy dotarło do mnie, że „tu w Polsce” żyję w totalnie innym świecie.
     
     - Kiedy postanowił Pan stworzyć Klinikę w Nepalu?

     - Pierwszy raz pojechałem tam w 1994 roku. Trochę turystycznie, trochę na wykłady. Ale jako biały lekarz, gdy tylko wieść się rozeszła, w ciągu kilku godzin, miałem grono pacjentów, z wieloma różnymi schorzeniami. Tam nie ma pojęcia specjalizacji – według miejscowych „lekarz to lekarz”.
     W klasztorze, w którym mieszkałem, było pomieszczenie, gdzie mogłem przyjmować pacjentów. Podczas drugiego pobytu zdecydowałem się otworzyć tam prawdziwą przychodnię. Założyłem wtedy fundację, bo wiedziałem, że oprócz własnych środków będę potrzebował wsparcia. W 1998 r. wyjechałem do Katmandu z planami rozbudowy podarowanego mi budynku i na zakupu sprzętu. Wszystkie projekty konsultowałem z opatem klasztoru i choć długo sama budowa trwała to po dwóch latach powstawała przychodnia jakiej nie powstydziło by się żadne Polskie miasto. W taki właśnie sposób otworzyłem swoją bezpłatną praktykę w Katmandu.
     
     - Czym się różni praca w Polsce od tej w Nepalu?

     - …wszystkim. Teoretycznie w momencie otwarcia przychodnia w Katmandu miała nawet lepszy sprzęt niż ta w Warszawie, gdzie miałem już kilkuletni wtedy gabinet. Niemniej jednak wielu rzeczy nie udaje się tam zrealizować. Przede wszystkim nie funkcjonuje tam pojęcie „kontynuacja leczenia”. Pacjenci przychodzą tylko raz - gdy ich boli. A jak dostaną lekarstwo i ból zniknie, już nie wracają. Podobnie jest z antybiotykami - odstawiają je natychmiast, kiedy ustępują objawy, i nie sposób im wytłumaczyć, że tak nie wolno, bo tylko uodparniają się na lekarstwo. Większość pacjentów mieszka wysoko w górach. Wizyta w przychodni jest dla nich wyzwaniem odbycia długiej podróży i nie stać ich na jej powtórzenie. Nie ma więc mowy na przykład o długotrwałym leczeniu kanałowym. Jeśli ząb boli to trzeba go niestety usunąć.
     Inne problemy to gruźlica, którą ma praktycznie co druga osoba oraz choroby oczu i problemy dermatologiczne. Miałem wiele różnych trudnych dla mnie przypadków. Często na przykład robiłem zdjęcia i pokazywałem je znajomej doktor dermatolog w Polsce, a potem woziłem w plecaku maści. Bardziej stresujące były jednak wezwania do porodów. Tam kobiety rodzą same, z pomocą sąsiadek. Jeśli proszą o pomoc lekarza, to znaczy, że jest problem. Byłem przy kilku porodach, ale wszystko szczęśliwie się udało.
     W przychodni zupełnie inaczej wygląda wizyta pacjenta. Często dla „miejscowych” jest to duże wydarzenie i tak zwany „dzień u lekarza”. Tym pacjentom się nie spieszy, a czasem przychodzą nawet całymi grupami o wschodzie słońca. Siedzą pod ściana czekając na otwarcie gabinetów, a potem pracuję się przy pełnej widowni. Wszyscy są ciekawi co ma robione inny…
     Zupełnie inaczej pracujemy tutaj w Polsce, gdzie pacjent nie ma zazwyczaj czasu dla siebie i chce mieć zrobione wszystko szybko.
     
     - Co teraz dzieje z kliniką w Katmandu?
     - Funkcjonuje nieprzerwanie już osiemnaście lat i służy ludziom. W pewnym momencie bardzo zaangażowałem się w to przedsięwzięcie i chciałem wszystko zrobić sam. Miałem kolejne plany rozbudowy i zakupu sprzętu. Opamiętałem się dopiero po rozmowie z opatem klasztoru. Powiedział mi wtedy: "wracaj do siebie, masz też inne życie, a jeśli to miejsce ma mieć naprawdę dobrą energię, musi być dziełem wspólnym, grupy ludzi - pozwól działać innym…"
     I tak się stało. Duńczycy stworzyli na przykład wspaniały oddział radiologii. Z pomocą Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i Ministerstwa Edukacji zorganizowaliśmy kilku Tybetańczykom studia medyczne w Polsce. Marzyliśmy, że jako lekarze wrócą do Nepalu i będą leczyć. Nie zawsze to się udało - niektórzy założyli w Polsce rodziny i tutaj zostali, ale część wróciła. Teraz mamy piękną i mądra Panią doktor w Kathmandu oraz naszego wychowanka w Klinice królewskiej w Bhutanie.
     
     - Wróćmy z tych dalekich krain do Warszawy. Jest Pan dentystą wielu znanych gwiazd. Czy zdarza się, że przychodzi pacjent i chce mieć uśmiech sławnej osoby?
     
- To prawda, tu w Polsce mam wielu pacjentów, którzy są osobami z pierwszych stron gazet. Dla nich estetyka uśmiechu jest szczególnie ważna, a moi pacjenci chcą mieć po prostu zdrowe i ładne zęby. Oczywiście zdarzają się czasem sytuacje, że pacjent chce kompletnej zmiany. Proszę wtedy, aby przyniósł kilka zdjęć z gazet z zębami, które chciałby mieć. To ważny moment poznania wzajemnych gustów i estetyki. Dyskutujemy i wybieramy najlepszą wersję, bo nie zawsze to co się nam podoba basuje do naszej twarzy. Uśmiech jaki podziwiamy to nie tylko same zęby, ale też promienista i pogodna cała twarz.
     
     - Czy są zabiegi, których doktor odmówiłby pacjentowi?

     - Oczywiście… gdyby pacjent miał zdrowe zęby i chciał wszystkie na przykład wyrwać i na ich miejsce wstawić implanty. Również jestem wrogiem szlifowania pod korony zębów tylko po to żeby zmienić ich ustawienie czy wygląd. Obecnie ortodoncja i kosmetyka dentystyczna dysponuje takim arsenałem możliwości, że możemy wiele poprawić w wyglądzie własnych zębów.
     
     - Cały czas podczas naszej rozmowy wyczuwam pasję w Pana głosie związaną z zawodem. Czy ma Pan czas na prywatność i odpoczynek…?

     - Tak…, tego oczywiście musiałem się nauczyć, ponieważ jeszcze przez wiele lat po studiach chciałem przyjąć wszystkich potrzebujących. Siedziałem kilkanaście godzin w pracy, a kolejka kilkunastotygodniowa nie zmniejszała się. To jednak do niczego nie prowadzi… co więcej…, dla lekarza jest frustrujące.
     Każdy z nas musi mieć chwilę na uspokojenie myśli i złapanie głębokiego oddechu. Ja swojego miejsca zawsze szukam w przyrodzie - w otoczeniu natury i ptaków. Ptaki są dla mnie wszelkim ukojeniem – mogę godzinami się im przyglądać i słuchać ich odgłosów…
     
     - Dziękuję za rozmowę.

     
     
     Dr Wojciech Ryncarz
– absolwent wydziału Stomatologii Akademii Medycznej w Warszawie. Należy do lekarzy-pionierów, którzy wprowadzili w Polsce do codziennej praktyki leczenie implantologiczne. Swoich pierwszych pacjentów implantologicznych prowadzi od 1992 roku.
     Jeden z członków-założycieli Polskiej Akademii Stomatologii Estetycznej, a obecnie przewodniczy tej organizacji jako Prezydent PASE. Cały czas nie tylko poszerza swoje kompetencje zawodowe, ale również zajmuje się dydaktyką przekazując swoją wiedzę następnym pokoleniom lekarzy.
     Uzyskał tytuł Master of Science w dziedzinie Implantologii Stomatologicznej na Uniwersytecie we Frankfurcie (Niemcy) oraz ukończył pełen program Studium Podyplomowego Kois Center w Seattle (USA).
     Specjalizuje się w kompleksowych pracach mających na celu nie tylko rekonstrukcje braków uzębienia, ale poprawę estetyki uśmiechu. Jako pierwszy w Polsce miał przyjemność robić "Metamorfozy" dla miesięcznika Claudia oraz TVN. Na co dzień przyjmuje w Warszawie.
     W Elbląskim Centrum Medycznym Lifeclinica przyjmuje pacjentów na konsultacje i leczenie implantologiczne.

     

     
     Elbląskie Centrum Medyczne Lifecli
nica
     
     ul. Węgrowska 3, 82-300 Elbląg,
     
     tel. 55 235 11 94,
     
     e-mail:rejestracja@ecm.info.pl,
     
     strona internetowa: www.lifeclinica.com
     
     
                                                                                                 ----------------- artykuł sponsorowany ---------------
     
.
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl