Czwartek 13-12-2018, imieniny Łucji, Otylii
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Rek

Policyjni misjonarze o Kosowie: Było gorąco

 
Elbląg, Policyjni misjonarze o Kosowie: Było gorąco Po misji w Kosowie elbląskim policjantom pozostały wspomnienia i zdjęcia (fot. arch. prywatne)
Rek

W utrzymaniu spokoju w Kosowie polscy policjanci pomagają od blisko 20 lat. Czym się zajmują? Patrolują teren, eskortują osoby wymagających szczególnej ochrony, zabezpieczają wydarzenia, podczas których może dojść do zamieszek. O czasach, gdy było tam naprawdę gorąco (i nie chodzi tu tylko o temperaturę sięgającą 50 stopni C) opowiadają elbląscy policjanci-misjonarze: - Po stronie albańskiej niby traktowano nas przyjacielsko, ale plecami nie można się było odwracać. Serbowie natomiast prezentowali otwartą niechęć. Nie kryli tego, że dla nich byliśmy okupantami – wspominają asp. sztab. Sylwester Brzezicki i Mirosław Hnatuśko oraz st. asp. Jarosław Lewczuk, którzy pełnili służbę w jednostce specjalnej policji w Kosowie. Zobacz zdjęcia.

W październiku 2000 do Kosowa została wysłana Jednostka Specjalna Polskiej Policji (JSPP), składająca się również z policjantów z oddziałów antyterrorystycznych. Została zakwaterowana w leżącej w drugim co do wielkości mieście Kosowa - Prizrenie. Liczyła ok. 115 policjantów, ich służba (trwająca 6 miesięcy) obejmowała: ochronę dostaw pomocy humanitarnej, ochronę VIP-ów, ochronę mniejszości narodowych, tłumienie wystąpień i zamieszek.
     Asp. sztab. Mirosław Hnatuśko i Sylwester Brzezicki wiedzieli, że na Bałkanach jest gorąco, ale jednak zdecydowali się na pierwszy wyjazd w 2001 r. i na kolejny również.
     - To był punkt zapalny – część serbska i albańska więc dochodziło do starć – wspomina asp. sztab. Sylwester Brzezicki. - Do naszych zadań należała ochrona obiektów więzienia, konwoje, zabezpieczanie imprez np. sportowych, ochrona VIP-ów w domach, obstawianie demonstracji. Na szczęście, zamieszki na moście w Mitrowicy, gdy poleciały granaty, oglądaliśmy w telewizji, bo akurat byliśmy na urlopie. Ale działo się i było gorąco.
     - Warta obiektu, na którym mieszkaliśmy, pilnowanie porządku na mieście, konwoje do sądu, ochrona parlamentarzystów, ale konwojowaliśmy też dzieci przejeżdżające przez rejony albańskie. Autokary były okratowane, taka była konieczność, bo mogły np. polecieć kamienie ...- tak swoją misję Kosowo 2004-2005 wspomina st. asp. Jarosław Lewczuk.
     - Zazwyczaj tam, gdzie się pojawialiśmy to ciśnienie spadało. Z Polakami nie chcieli się szarpać – dodaje asp. sztab. Mirosław Hnatuśko. - Miejscowa ludność – po stronie albańskiej – traktowała nas niby przyjacielsko, ale plecami nie można było się odwracać. Z kolei Serbowie prezentowali otwartą niechęć. Nie kryli tego, że dla nich byliśmy okupantami.
     - To była inna służba niż w Polsce – przyznaje asp. sztab. Sylwester Brzezicki. - Tam nie było wyjścia „po cywilu”, zawsze kamizelka, ostra broń długa i krótka. Za każdym razem.
     Dlaczego zatem policjanci zdecydowali się na wyjazd do miejsca, które do najbezpieczniejszych nie należy?
     - Z ciekawości, chęci przeżycia przygody – zgodnie dziś przyznają.
     Najpierw jednak musieli przejść selekcję.
     - Chętnych było 2-3 tysiące, a do bojówki mogło wstąpić 90 osób, bo reszta to logistyka – wspomina asp. sztab. Sylwester Brzezicki. - Trzeba więc było coś pokazać. Później miesiąc szkolenia w Słupsku i wyjazd. Czy dziś byśmy się na to zdecydowali? Teraz to już za starzy jesteśmy (śmiech).
     Jak wyglądał czas spędzony w Kosowie?
     - Rano odprawa, przydzielanie zadań, a potem dwa więzienia do pilnowania, czy do parlamentu trzeba było jechać – opowiada Sylwester Brzezicki. - W czasie wolnym siłownia, bieganie, zwykłe czynności. Nie było wtedy gier komputerowych, z komórkami nawet ciężko. Na drugim wyjeździe już był Internet, ale nadal kontakt ze światem zewnętrznym był ograniczony.
     - Byliśmy drugą zmianą, obok nas stacjonowali policjanci z Jordanii, Pakistanu, Ukrainy, Hiszpanii, Rumunii, Argentyny, Indii, ale nie wszyscy w jednym miejscu – wskazuje asp. sztab. Mirosław Hnatuśko. - Naszymi najbliższymi sąsiadami byli Jordańczycy i Pakistańczycy, jednak szczególnie się nie integrowaliśmy.
     Kuchnia jednak była międzynarodowa, bo gotował Ukrainiec i Albańczyk.
     - Starali się, ale wychodziło słabo – śmieje się Sylwester Brzezicki. - Trafiliśmy na święta i Wielkanocne, i Bożego Narodzenia więc uczyliśmy ich, co mają robić - pierogi czy rybę.
     - Podstawą codziennego menu były jajka, smażone, tłuste tak, że po powrocie musieliśmy zbijać cholesterol – śmieje się Mirosław Hnatuśko.
     - Uczyliśmy ich robić sałatki – tak z kolei wspomina kulinarne doświadczenia z Kosowa st. asp. Jarosław Lewczuk. - W menu przeważały jajka, kury, ryż. Na śniadanie mleko i płatki. Owoców i warzyw było mało, choć wszędzie można je było kupić i wszystko za 1 euro – bez znaczenia czy chciałeś kupić cztery banany czy dwa kilo.
     A propos zakupów: - Pojechaliśmy kupić owoce – wspomina st. asp. Lewczuk. - Rozmawiamy z kobietą: po rosyjsku - nic, po angielsku - słabo, po niemiecku też nic. W końcu ona się odzywa: „Ty, Polak, mów po polsku. Ja jestem spod Elbląga”. Pytamy, skąd się tu wzięła. „Zakochałam się”.

  St. asp. Jarosław Lewczuk w Kosowie był dwukrotnie (fot. arch. prywatne) St. asp. Jarosław Lewczuk w Kosowie był dwukrotnie (fot. arch. prywatne)

Dziś trzej policjanci pracują razem w Komendzie Miejskiej Policji w Elblągu, ale w Kosowie wszyscy razem się nie spotkali.
     - Z chłopakami zgadaliśmy się 12 lat temu, że faktycznie byliśmy razem w Słupsku na weryfikacji – mówi st. asp. Jarosław Lewczuk. - Wtedy nie mieliśmy ze sobą kontaktu, bo ja pracowałem w Warszawie. Dopiero w Elblągu sprawa się wyjaśniła (śmiech).
     Każdy z nich był w Kosowie na dwóch zmianach. Przyznają, że to ciekawe doświadczenie, ale na dłuższą metę męczące.
     - Niektórzy poświęcili życie takim wyjazdom, ale na dłuższą metę to nie jest fajne – stwierdza asp. sztab. Mirosław Hnatuśko. - Tam jest rutyna, wszystko jest poukładane, a po powrocie trzeba się przestawić na inny tryb.
     - Teraz też są możliwości wyjazdu – dodaje st. asp. Jarosław Lewczuk. - Czy pojadę? Nie wiem. Na razie jestem tu.
     Policyjnym misjonarzom pozostały wspomnienia, zdjęcia, pamiątkowe emblematy i … nieśmiertelniki.

A
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

RTV + SZAFA
Kuchnia nowoczesna III
Kuchnia inna niż inne
Kuchnia klasyczna