Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Wtorek 21-11-2017, imieniny Janusza, Konrada
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Pogoda nie ma znaczenia Pogoda nie ma znaczenia

Ratowanie życia ma we krwi (Zawody znane i nieznane, odc. 34)

 
Elbląg, Ratowanie życia ma we krwi (Zawody znane i nieznane, odc. 34) Na ratunek spieszy Karol Mingielewicz. Robi to, co kocha (fot. Michał Skroboszewski)
Rek

Największą pasją naszego dzisiejszego bohatera jest ratowanie zdrowia i życia ludzkiego. Karol Mingielewicz opowiada o tym, jak wygląda praca ratownika medycznego i dlaczego wybrał taką, a nie inną drogę zawodową.

Agnieszka Pawowicz: - Ratownik medyczny?
     Karol Mingielewicz: - Ratownikiem chciałem być od zawsze. Pomysł narodził się, kiedy zobaczyłem ratowników harcerskich niosących na noszach pacjenta do karetki. Wstąpiłem wtedy do harcerstwa, gdzie zrobiłem kurs sanitariusza, ale chciałem więcej. Dołączyłem więc do harcerskiej grupy ratowniczej. Zdobyłem nawet brązową odznakę ratownika medycznego. Później było długo, długo nic, aż nastąpił pewnego rodzaju przełom. Zamykałem stary etap życia i zdecydowałem, że trzeba coś z tym życiem zrobić. Poszedłem więc do szkoły policealnej i zdobyłem wymarzony zawód. Później podjąłem pracę w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Elblągu jako sanitariusz, a po roku dostałem informację, że poszukują ratowników w szpitalu w Braniewie. W ratownictwie, czy w ogóle w służbie zdrowia, zdobycie pracy nie polega na złożeniu CV. Trzeba ciągle jeździć i się dopytywać. W szpitalu w Elblągu pracuję na oddziale ratunkowym jako sanitariusz. Wykonuję tam takie czynności, jak: pomoc przy reanimacji, uczestniczenie przy prostych zabiegach czy transport pacjentów z miejsca na miejsce np. na blok operacyjny czy OIOM. Z kolei na drugim etacie pracuję jako ratownik medyczny w Powiatowym Centrum Medycznym w Braniewie na izbie przyjęć i w transporcie sanitarnym. Nie było mi dane jeszcze jeździć w systemie ratownictwa medycznego, jedynie na praktykach jeździłem na karetkach i to był najpiękniejszy czas podczas całej nauki.
     
     - Każde wezwanie karetki to wyzwanie dla ratowników?
     - Wezwania są naprawdę różne np. dzwoni pani, że z czwartego piętra widzi leżącego na ulicy człowieka. Bez żadnego wywiadu, a wywiad jest dla nas najważniejszy. Musimy wiedzieć, gdzie się to stało – dokładny adres, ilu jest poszkodowanych, czy poszkodowany oddycha, bo w przypadku zatrzymania krążenia wysyłana jest zazwyczaj karetka S czyli karetka specjalistyczna z lekarzem. Mieliśmy kiedyś wezwanie, że doszło do zatrzymania krążenia. Pojechaliśmy wtedy karetką podstawową z całym zespołem i kiedy dojechaliśmy pod wskazany adres otworzył nam pan... ze złamanym palcem, który przyznał, że specjalnie powiedział o zatrzymaniu krążenia tylko po to, żebyśmy przyjęli wezwanie. Za nami wpadł jeszcze zespół specjalistyczny i w ten sposób dwie karetki były wezwane do jednego przypadku, a w tym czasie mogły być potrzebne komuś, kto naprawdę tej pomocy potrzebował. 
     
     - Czy osoby, które bezpodstawnie wzywają karetkę ponoszą jakieś konsekwencje?
     - Decyduje o tym ratownik lub lekarz, który może wezwać policję. Za bezpodstawne wezwanie może grozić mandat w wysokości do 500 zł. Karetka pogotowia służy bowiem do niesienia pomocy przy nagłych wypadkach np. przy utracie przytomności, napadzie drgawek, bólu o mocnym nasileniu, masywnych krwotokach czy wypadkach komunikacyjnych. Gorączka, ból ramienia czy ból w klatce piersiowej, który towarzyszy pacjentowi od dwóch tygodni, to nie jest powód do wezwania karetki. W Elblągu mamy 4 karetki podstawowe i 3 specjalistyczne, trzeba więc z rozwagą wzywać pomoc.
     
     - Sytuacja podczas pracy w karetce, która utkwiła mi w pamięci to...
     - Asystowałem kiedyś przy reanimacji rocznego dziecka, które było obciążone kardiologicznie i, niestety, reanimacja była nieskuteczna. Do tej pory kręci się łezka w oku, jak się o tym przypomina. Na dzieci nie ma mocnych, do tego nie da się przyzwyczaić. Zapamiętałem też pierwszy śmiertelny wypadek, w którym zginęło starsze małżeństwo. Więcej na pewno mogą powiedzieć moi starsi koledzy po fachu, bardziej doświadczeni, którzy jeżdżą od lat na karetkach.
     
     - Jakie są minusy pracy w ratownictwie?
     - Z pewnością wszystkie przypadki, kiedy nie udaje się uratować życia. Kolejnym słabym aspektem jest roszczeniowość społeczeństwa. Pamiętam, że kiedyś przeprowadzaliśmy reanimację na oddziale ratunkowym i cały personel był zajęty, a za drzwiami czekał bardzo niecierpliwy pacjent, który krzyczał „Ile jeszcze będę czekać?!”. Teraz nasz oddział w szpitalu wojewódzkim w Elblągu wyposażony jest w tzw. lukasy – są to specjalistyczne maszyny do automatycznej reanimacji, które bardzo nam pomagają w pracy. Jednak ludzie nie zdają sobie sprawy, że gdy przyjmujemy pacjenta, który zgłasza się np. z kołataniem serca to musimy sprawdzić podstawowe funkcje życiowe, czyli m.in. saturację, EKG, ciśnienie, pobrać krew, założyć wkłucie i zbadać pacjenta, a to wszystko trwa. W ratownictwie zauważyliśmy, że gdy komuś naprawdę coś dolega to jest spokojny, a ci krzyczący i najbardziej roszczeniowi zwykle nie potrzebują natychmiastowej pomocy. Rozumiem, że ludzi mogą irytować kolejki, ale społeczeństwo powinno się też postawić w naszej sytuacji, że nas – personelu – jest mało i robimy, co możemy. Każda praca jest ciężka, ale jak mechanik popełni błąd to zawsze można go jeszcze naprawić. U nas nie ma miejsca na błędy, bo błąd kosztuje życie lub zdrowie pacjenta.
     
     - To ciężka praca.
     - Ta praca to moje zamiłowanie, całe życie chciałem to robić. Może kiedyś uda mi się jeszcze zrobić studia wyższe w tym kierunku, a może coś się zmieni, może wypalę się zawodowo i stwierdzę, że nie nadaję się do tego. Na razie kocham to, co robię i chciałbym to kontynuować. Każdą pracę robimy "po coś". Jadę z pacjentem i wiozę go do szpitala, żeby mu pomóc i uratować życie. Na izbie przyjęć pobieram mu wyniki, żeby sprawdzić, co mu dolega. Pamiętam sytuację, kiedy podczas praktyk jechaliśmy do pana, który zasłabł i wykonywaliśmy mu reanimację. Później, mając praktyki na kardiologii, robiłem temu samemu pacjentowi EKG. Fajnie było zobaczyć, że żyje, śmieje się, oddycha. To jest najpiękniejsze w tej pracy. Jest to jednak praca ciężka fizycznie i psychicznie, praca dla ludzi z pasją.

rozmawiała Agnieszka Pawowicz
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama