Sobota 20-10-2018, imieniny Jana, Ireny
 
Reklama w Elblągu
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

W lodowatej wodzie myśli o tropikach

 
Elbląg, W lodowatej wodzie myśli o tropikach Marcin Trudnowski lodowatej wody się nie boi (fot. arch. prywatne)
Rek

Trudno nie dostać gęsiej skórki na myśl o wejściu do lodowatej wody (brr). Owszem, coraz więcej osób morsuje i w ten sposób hartuje swoje ciało i ducha, ale są i tacy, którzy poszli krok dalej. Do mrożącej krew w żyłach wody nie tylko wchodzą, ale i w niej ... pływają! W tej dyscyplinie sportu elblążanin Marcin Trudnowski sięga po najwyższe laury. O czym myśli ścigając się w lodowatej wodzie? O ciepłych, przyjemnych akwenach. - W ten sposób oszukuję swój mózg - przyznaje z uśmiechem.

Agata Janik: - Morsy wchodzą do zimnej wody, ale ty jesteś morsem ekstremalnym i w tej lodowatej wodzie… pływasz!? Jak bardzo musi być zimno, by cię to kręciło?
     
Marcin Trudnowski, reprezentujący Grupę Wodną: - Zimą temperatura wody oscyluje zawsze około zera stopni. Ja pływam już, gdy spada poniżej pięciu. Wtedy jest to traktowane jako pływanie lodowe. Morsowanie jest świetnym wstępem do uprawiania tej dyscypliny. Sam przez wiele lat byłem morsem. Teraz poszedłem krok dalej – ścigam się w lodowatej wodzie na dystansie koronnym tysiąca metrów.
     
     - Pływanie lodowe to niebezpieczna dyscyplina sportu?
     
- To jest sport ekstremalny, ale postanowiłem, że ma być dla mnie bezpieczny. Za dużo mam do stracenia. Co nie znaczy, że nie boli (śmiech). Po pierwszym starcie dopadł mnie straszny ból zębów. Zaczął się po 5-6 godzinach od wyjścia z wody, ale bolały mnie wszystkie zęby. Później nauczyłem się pływać z zamkniętymi ustami (śmiech).
     
     - No właśnie, a co się czuje, gdy wchodzi się do tak zimnej wody?
     
- Przy wejściu do tak zimnej wody w organizmie zachodzą sprzeczne reakcje. Z jednej strony jest potężny wyrzut adrenaliny, bo sytuacja jest przez organizm interpretowana jako bezpośrednie zagrożenie życia. Dostaje się więc kopa, po to, by zwiać (śmiech). Jednocześnie organizm dostaje sygnał, że jest tak zimno, że trzeba magazynować energię. Z kończyn odpływa krew. Dosyć szybko traci się czucie w rękach i w nogach, dlatego bardzo ważny jest wytrenowany przez wcześniejsze lata automatyzm. Trenuję więc normalnie, na basenie, a w zimnej wodzie robię tylko adaptację.
     
     - Jak jesteś ubrany?
     - Kąpielówki i czepek silikonowy – nie może być neoprenowy - i okularki. Nawet nie można się smarować.
     
     - Rozgrzewka?
     - To temat dyskusji w środowisku. Jestem zwolennikiem spokojnego stretchingu i nie podkręcania krążenia przed wejściem do lodowatej wody, ponieważ robi się bardzo duża różnica temperatur. Rozciągam się. Jednak moja cała robota to praca nad głową - przywołuję sobie obrazy z pięknych, fajnych pływań w ciepłej wodzie. W ten sposób oszukuję swój mózg, by wejść do lodowatej wody i popłynąć.
     
     - A po wyjściu z wody?
     - Najtrudniejszą rzeczą w pływaniu lodowym jest właśnie to, co dzieje się po wyjściu z wody. Kiedy zaczyna wracać krążenie, wtedy najbardziej boli. Dobra wiadomość jest taka, że wszystko jest ok, że to się dobrze skończy.
     
     - Motywacja?
     - Temat hipotermii drążę we wszystkich dyscyplinach wodnych, w których biorę udział. Jestem instruktorem nurkowania, instruktorem ratownictwa, uprawiam pływanie open water, jestem kapitanem jachtowym.
     Dla mnie to sposób na poznanie języka wroga. Nie każdy ma do tego predyspozycje, bo niektórzy mają dużą wrażliwość na hipotermię. Ja jestem akurat dość gruboskórny więc akceptuję zimną wodę, która mnie obmywa, ale staram się, by mnie nie dotykała (śmiech).
     
     - Największy sukces?
     - W tej chwili do mnie należy oficjalny rekord Polski na 1 kilometr, mam też nieoficjalny rekord Polski na milę. Jestem wicemistrzem świata w swojej kategorii wiekowej i 13. człowiekiem na świecie.
     
     - Jak duże jest zainteresowanie tą „lodowatą” dyscypliną sportu?
     - W Polsce to zainteresowanie rośnie, bo potrzeba pokonywania własnych słabości jest w nas. Prężnie działa w Katowicach stowarzyszenie Sillesia Winter Swimming, które jest przedstawicielem na Polskę międzynarodowej federacji International Ice Swimming Association ustalającej reguły pływania zimowego. Na północy powstał prężnie działający Pomerania Winter Swimming z Piotrem Biankowskim, z którym bezpośrednio rywalizuję o prymat. Wielkopolska także włącza się do rywalizacji. Czesi mają 40 lat doświadczenia, mają swoją ligę, kluby. Nawet Otwarte Mistrzostwa Polski w Katowicach [Marcin Trudnowski zmierzy się w nich w styczniu 2018 r. - red.] są organizowane w ramach Pucharu Czech. Jednak na ogrom zainteresowania pływaniem lodowym wskazuje udział w mistrzostwach świata reprezentantów aż 28 krajów.
     
     - Ale chyba nie tych ciepłych?
     - Argentyna, RPA, Indie...
     
     - Gdzie oni trenują?!
     - Mają góry. Dyscyplina, jakim jest pływanie lodowe walczy mocno o to, by stać się dyscypliną olimpijską, ponieważ oprócz ogromnego zainteresowania i dostępności jest wolna od takich niebezpieczeństw, jak efekt cieplarniany.
     
     - Pływacie na otwartym akwenie?

     - W Katowicach na mistrzostwach Polski strażacy rąbią przeręble i powstaje 50-metrowy tor wodny. To tzw. open water, gdzie pływamy w kółko, ścigamy się w warunkach, jak na wodach otwartych. Są jednak zawody na świecie, gdy na jeziorach są tworzone parabaseny. Brałem udział w takiej imprezie sportowej w Niemczech, gdzie każdy miał swój tor. To jest inna rywalizacja niż gdy płynie się w grupie, wymaga innej strategii, inaczej rozkłada się siły i różne rzeczy mogą się wydarzyć.
     
     - Na torze jest chyba bezpieczniej?

     - Łatwiej jest utrzymać swoją prędkość. Można delikatnie zawalczyć o polepszenie czasu lub pogorszenie, a na wodach otwartych różnice mogą być znaczne. W ubiegłym roku miałem taką sytuację, że po drugim okrążeniu zaparowały mi okularki, zgubiłem tor, a gdy wróciłem płynąłem już za wolniejszymi zawodnikami, którzy tak się ułożyli, że nie mogłem ich wyprzedzić. Dopiero po 800 metrach mi się udało i … wygrałem. Byłem najszybszym Polakiem, choć czas nie był imponujący.
     
     - Jakie musi spełniać kryteria akwen, abyś mógł w nim pływać?

     - Wymagana jest woda o temperaturze pięć stopni C lub niższa.
     
     - A wolisz pływać w wodzie ciepłej czy w zimnej?

     - W ciepłej (śmiech), ale pływanie w wodzie zimnej jest dla mnie ogromnym wyzwaniem i pretekstem, by wykonać ciężką pracę na basenie zimą. W tygodniu mam 8-9 jednostek treningowych. To mi potem procentuje latem w aquathlonach oraz w pływaniu długodystansowym. W tym sezonie zostałem vice mistrzem Polski w swojej kategorii wiekowej na 3 km w Poznaniu w pływaniu długodystansowym na wodach otwartych oraz zająłem 8. miejsce na Mistrzostwach Europy w Aquathlonie w Bratysławie.

rozmawiała Agata Janik
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Artemia
karma p. falista
Królik minaturka
Krewetkarium