Środa 19-12-2018, imieniny Dariusza, Urbana
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Bracia strażacy ognia razem nie gaszą

 
Elbląg, Bracia strażacy ognia razem nie gaszą fot. Anna Dembińska
Rek

W ich przypadku określenie strażacka brać nabiera innego znaczenia. Więzy są silniejsze i są to więzy krwi. Jerzy i Michał Pawlyta są braćmi i strażakami. Jednak, choć służą w tej samej jednostce przy ul. Browarnej w Elblągu, w pracy się mijają. Dla bezpieczeństwa. - Któremuś z nas może się coś przydarzyć na służbie więc należy wykluczyć działanie nieracjonalne – mówią.

Jako pierwszy do straży pożarnej wstąpił Jurek.
     - Przez przypadek – wspomina. - Najpierw bowiem było pogotowie. Od 10 lat pracuję w zespołach ratownictwa medycznego, a w straży szósty rok. Troszkę namówił mnie kolega – mówi o początkach w straży. - Zaaklimatyzowałem się, spodobało mi się, robię to z pasją.
     Po roku do starszego brata dołączył Michał, również związany ze służbą zdrowia, bo pracuje jako pielęgniarz anestezjologiczny w szpitalu.
     - Jednak za namową kolegi, a nie brata – śmieje się strażak. - Leci mi już piąty rok w służbie i - tak jak mówi Jurek – jest to ciekawa praca, nieprzewidywalna, nigdy nie wiemy, co będziemy robić jutro. Siedzimy tak, jak teraz i za chwilę jest wyjazd. Może się okazać, że za pięć minut będzie trzeba wskoczyć do wody, by kogoś uratować lub wejść do płonącego budynku. Trzeba szybko się zebrać, wiedzieć, co ze sobą zabrać, jak się ubrać. Trzeba się skupić, podzielić role, gdy już wiemy, jakiego rodzaju jest to zdarzenie. Możemy jechać do wypadku albo gasić trawę, wyciągać kogoś z wody albo wyważać drzwi, bo ktoś w mieszkaniu zasłabł albo policja potrzebuje naszej pomocy, bo poszukiwany zamknął się w domu i nie chce dobrowolnie otworzyć. Mamy podnośnik więc wyjeżdżamy np. gdy silny wiatr zerwie reklamę wiszącą na budynku i ta stwarza zagrożenie. Na naszym oddziale [Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza nr 2 - red.] mamy nurków i sprzęt, łódź i ponton w gotowości, a jednostka przy Bema specjalizuje się w usuwaniu zagrożeń chemicznych.
     - Każdy wyjazd jest inny, ale mamy styczność z tragediami – dodaje Jurek Pawlyta. - Widzimy, jak ludzie przeżywają dramaty. Każdy z nas o tym pamięta i też przeżywa. Nie jest tak, że po powrocie z wyjazdu głowa jest pusta – zapewnia strażak.
     Bracia, ze względów bezpieczeństwa, nie pełnią razem służby.
     - Któremuś z nas może się coś przydarzyć i chodzi o to, by wtedy działać racjonalnie, a nie myśleć o tym, że to mój brat – wyjaśnia Jurek.
     Strażacy zdają sobie sprawę z zagrożeń.
     - Niestety, jak wchodzimy do płonącego budynku to nie są żarty – mówi Michał Pawlyta. - Trzeba się skupić i mieć szczęście. Czasami nie wiemy, co w danym budynku się znajduje. Ludzie różne rzeczy trzymają w piwnicy, a to butle z gazem, a to kanister z benzyną. Można jeździć przez pół roku gasić trawy lub śmietniki, aż nagle trafi się poważny wyjazd i trzeba na siebie uważać. Codziennie ćwiczymy „na sucho”, by być gotowym do akcji.
     Teraz strażacy najczęściej wyjeżdżają do pożarów traw. Gaszą je nawet przez 12 godzin. Pomagają także, gdy przychodzi wielka woda, taka, jak w październiku ub. r. Wówczas sami potrzebowali wsparcia.
     - My też jeździmy do pomocy np. jak się kościół palił w Braniewie – przypomina Michał. - Mamy także dużo strażaków ochotników. I tu duży ukłon w ich stronę, bo starają się, dużo potrafią, robią to z pasją i za darmo.
     Bracia Pawlyta wykorzystują w pracy w straży pożarnej swoje doświadczenie medyczne. Dzielą się wiedzą z elblążanami, organizując szkolenia z udzielania pierwszej pomocy.
     - Są to otwarte zajęcia dla mieszkańców, a nie dedykowane firmom – mówi Jerzy Pawlyta. - Zawsze mamy komplet uczestników, nawet dostawiamy krzesełka (śmiech). Zajęcia organizujemy raz w miesiącu, zwykle w niedzielne popołudnia.
     - Pomysł podpatrzyliśmy u chłopaków w Olsztynie i postanowiliśmy go przenieść do Elbląga – dodaje Michał.
     Bracia mają dużo zajęć zawodowych, ale znajdują też czas na realizację sportowych pasji. W lutym tego roku w Ełku odbyła się kolejna edycja biegu terenowego z przeszkodami Zimowy Runmageddon 2018, w którym strażacy z Elbląga zdobyli pierwsze miejsce w klasyfikacji drużynowej open. W 2017 r. wystartowali w Biegu Komandosa.
     - Wolę rower, bo kiedyś byłem zawodowym kolarzem – mówi Michał. - Startuję też w triathlonie, a z Jurkiem bierzemy udział w biegach ekstremalnych. W tym roku w sierpniu też będzie Bieg Komandosa. Lubimy się ruszać, całe życie towarzyszy nam sport, a i nasza praca też wymaga od nas sprawności.
     4 maja to Dzień św. Floriana, patrona strażaków. Czego życzyć elbląskim „rycerzom”?
     - Jest takie powiedzenie: tyle samo powrotów z akcji, co wyjazdów – mówi Michał Pawlyta. - Zawsze może coś się stać, są przypadki, gdy strażacy giną. Takie ryzyko zawodowe.
     - W strefie zagrożenia pracujemy sami, inne służby czekają w bezpiecznej odległości np. na to, by przekazać im poszkodowanych – dodaje Jerzy. - Po to mamy wiedzę i szkolenia, by uniknąć pewnych niebezpieczeństw, ale wszystko może się zdarzyć.
A
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Kuchnia inna niż inne
Kuchnia nowoczesna III
Kuchnia nowoczesna II
RTV + SZAFA