Niedziela 18-11-2018, imieniny Karoliny, Romana
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Sport

Gospodarka

Na osiedlu

Społeczeństwo

Na uczelniach

Kultura

Zbrodnia i kara

Dawny Elbląg

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Prasówka

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Budowa hali na Modrzewinie Budowa hali na Modrzewinie

Byłem komendantem miasta Lwowa

Elbląg, Byłem komendantem miasta Lwowa Elbląg obchodzi Rok Generała Nieczuja-Ostrowskiego. Honorowy obywatel Elbląga przeżył 101 lat, odszedł w 2008 roku (fot. archiwum portEl.pl)

To brzmi jakoś tajemniczo, a jeszcze bardziej staje się intrygujące, gdy okazuje się, że ów komendant działał we Lwowie od października 1939 roku do kwietnia roku następnego. Czyli wtedy gdy miasto było we władaniu Rosjan - tak w 1988 roku, a więc jeszcze w poprzednim ustroju, zaczynał się pierwszy obszerny artykuł prasowy na temat Bolesława Nieczuja-Ostrowskiego autorstwa Krzysztofa Szczepanika. Przypominamy go dzisiaj w związku w Elblągu z obchodami Roku Generała.

Bolesław Nieczuja-Ostrowski - bo o nim tu mowa – jest obecnie mieszkańcem Elbląga. Jego zaś wojenne losy to chyba temat na wielki reportaż. Po epizodzie lwowskim pułkownik Nieczuja-Ostrowski był dowódcą AK-owskiej dywizji na Kielecczyźnie, po wojnie zaś organizował... spółdzielnię rolniczą w Pogrodziu pod Elblągiem. Bo partyzancki bohater miał zawsze inną pasję - organizację spółdzielczości na wzór podobnych organizacji wielkopolskich, znanych jeszcze sprzed pierwszej wojny światowej. Dalej było już tylko więzienie ("za współpracę z Niemcami" - to "zarzut" stawiany wtedy wielu byłym akowcom), wyrok śmierci i ułaskawienie w roku 1956.
     
     Chciałem walczyć na miejscu
     
W kampanii wrześniowej, jeszcze porucznik, Bolesław Nieczuja-Ostrowski walczył wraz ze swoją kompanią ze 115. pułku 41. dywizji piechoty, na Lubelszczyźnie. W końcu ich zgrupowanie otoczyły dwie dywizje niemieckie i jedna radziecka. Szans na powodzenie w dalszej walce nie było. Zapadła decyzja o poddaniu się. Przy czym kapitulowano przed Niemcami, a nie Rosjanami tylko dlatego, że ci pierwsi wysłali do polskiego oddziału swoich parlamentariuszy.
     - Ja byłem z tego względu nawet niezbyt zadowolony - mówi B. Nieczuja-Ostrowski - bo cała rodzina była we Lwowie. A więc, kalkulowałem, dostać się tam pewnie było łatwiej z niewoli sowieckiej.
     Niezbyt długo jednak Nieczuja-Ostrowski zachowywał status jeńca III Rzeszy. Przy pierwszej nadarzającej się okazji po prostu wyszedł z kolumny i zniknął w pobliskim lesie. Po ponad tygodniu tułaczki doszedł do Lwowa, forsując w międzyczasie nową granicę radziecko-niemiecką na Sanie.
     - Do samego Lwowa dotarłem autobusem - mówi pan Ostrowski. - Jechaliśmy obok świeżych grobów polskich żołnierzy. Kierowca, jakiś młody Ukrainiec, rzucił ironicznie: "polegli na polu chwały". Aż mi się serce ścisnęło. Ale cóż było robić. Siła była po jego stronie.
     We Lwowie okazało się, iż małżonka pana Bolesława jeszcze tam nie dotarła. Przysłała jednak jakąś wiadomość pocztą.
     - Wiedziałem więc, iż ona żyje. Poczułem się znów jak oficer przez nikogo niezwalniany od przysięgi. Mnóstwo młodych ludzi starało się wtedy wydostać przez Rumunię lub Węgry do Francji. Mnie to jednak nie pociągało. Chciałem walczyć na miejscu, a swoją drogą to jakoś niezbyt miałem ochotę na ponowne rozstawanie z rodziną. Postanowiłem więc zakładać tajną organizację.
     Przedtem jednak były "wybory". Miejscowa ludność opowiadała się w nich, czy chce nowych porządków. Frekwencja prawie 100 proc. Odpowiedzi twierdzących niewiele mniej. Skąd my to znamy? W akcie tym brał udział także, wtedy już konspirator, Bolesław Nieczuja-Ostrowski: - Serce mówiło "nie idź", ale za niepójście do urny w najlepszym wypadku groziło mi wysłanie do Generalnej Guberni. W gorszym przypadku pewnie bym miał wątpliwą przyjemność zwiedzania Syberii. A jeszcze pewnie dla towarzystwa dorzucono by do takiego wyjazdy całą rodzinę. Wiadomo bowiem, że "rewolucyjna władza" swą nieufność rozciąga wobec wszystkich bliskich "renegata".
     
     Polska Organizacja „Lwów”
     
Rychło więc całe kresy wschodnie dawnej II Rzeczypospolitej stały się tylko i wyłącznie częściami odpowiednich republik radzieckich. Niepomny jednak tego, że został obywatelem kraju "przodującej w świecie idei" Bolesław Nieczuja-Ostrowski rozpoczął swą działalność. Rychło zaczęło mu przybywać członków w organizacji, którą sam założył i nazwał Polska Organizacja "Lwów".
     - Struktura PO "Lwów" była wojskowa. Podstawą była kompania. Zorganizowałem ich w sumie jedenaście. Sam zostałem szefem organizacji. Na początek głównym zadaniem organizacji było gromadzenie broni, szkolenie wojskowe, działalność propagandowa.
     Broń pochodziła z pozostałości po wojnie 1939 roku, ale także starali się o nią lwowscy "baciarzy", którzy niejednego milicjanta czy też żołnierza pozbawili, jednym przemyślnym cięciem noża, pistoletu. Bo ówcześni funkcjonariusze nosili je na długich, wiszących przy nodze parcianych pasach. Pierwsze wystąpienie publiczne organizacja planowała na 11 listopada - Święto Odrodzenia. Miała być jakaś demonstracyjna akcja, nawoływanie do manifestacji. Organizacja zrezygnowała z tego jednak. Zbyt wielkie było niebezpieczeństwo dekonspiracji, tym bardziej, że we Lwowie większość Ukraińców i Żydów popierała nowe porządki. Ograniczono się więc do plakatów rozwieszanych po mieście, do napisów na murach... A sam szef w wyraźny sposób... poparł Stalina. Niewiarygodne ale prawdziwe. Oto któregoś razu w samym centrum Lwowa artysta malarz próbował uwiecznić ojca narodów. A że sylwetka wodza nie była mu zbyt znana, zaproponował pierwszemu z brzegu przechodniowi pozowanie. Tymże przechodniem okazał się przywódca polskiej organizacji niepodległościowej. Jakże można było odmówić!
     
     Polowanie NKWD
     
Jeszcze w roku 1939 wybuchła wojna radziecko-fińska. I znów lwowscy konspiratorzy przyłączyli się do propagandy antywojennej. Przedstawiali na łamach własnych biuletynów agresywne zamiary Stalina wobec małego kraju, starali się pomagać tym, którzy nie mieli ochoty być wcieleni do Armii Czerwonej. W trakcie tych działań do Polskiej Organizacji "Lwów" trafił emisariusz zawiązującego się właśnie we Lwowie Związku Walki Zbrojnej. Proponował przyłączenie się do organizacji ogólnopolskiej. A że Bolesław Nieczuja-Ostrowski od dawna już poszukiwał kontaktów z ZWZ, bardzo go to ucieszyło. Na początek jednak przyszło wykazywać się efektami dotychczasowej działalności. Do mieszkania pułkownika Stanisława Sokołowskiego (owego zetwuzetczyka) przychodzili po kolei dowódcy wszystkich kompanii z PO "Lwów", meldując przy obecności swojego bezpośredniego dowódcy, chęć podporządkowania się władzom Rzeczypospolitej. Wszystkich zaprzysiężono w ZWZ, a porucznik Bolesław Nieczuja-Ostrowski został mianowany komendantem miasta Lwowa. Był nim do kwietnia 1940 roku. Rychło bowiem na jego trop wpadło NKWD.
     - Na początek straciliśmy dopiero co nawiązany kontakt z centralą. Aresztowany syn pułkownika Sokołowskiego na torturach wydał wszystkie moje kontakty - mówi Nieczuja-Ostrowski. - Zacząłem się więc czuć jak poszukiwana zwierzyna. Zmieniałem prawie co noc kwaterę, a i tak NKWD trafiało do nich z reguły po dwóch, trzech dniach. NKWD trafiło nawet do owego plastyka, któremu służyłem kiedyś jako model Stalina. Zażądali, by im narysował moją podobiznę.
     Innym razem funkcjonariusze trafili do meliny komendanta, gdy ten jeszcze spał. Udało mu się dosłownie w ostatniej chwili schowa† za szafę. A żołnierze byli tak niedbali, że nawet nie przeprowadzili dokładnej rewizji, zadowalając się aresztowaniem gospodarza. Były jednak w tej ciągłej ucieczce i momenty humorystyczne. Oto jedna z kwater mieściła się w mieszkaniu pewnej znanej lwowskiej gwiazdy operowej. Już pierwszej nocy do pokoju pułkownika Nieczuja-Ostrowskiego przyszło nie NKWD, lecz onże gwiazdor, który zaczął konspiratora przekonywać, że nie ma to... jak miłość mężczyzny do mężczyzny. Kiedyś znów oficer radziecki zastał komendanta u... jego teścia. Ponieważ jednak ten ostatni był znanym lekarzem, na dodatek z lekka lewicującym i znającym doskonale język rosyjski, to i skończyło się tylko na pytaniach, kto zacz ten młody człowiek mieszkający u doktora. Enkawudzistę zadowoliła odpowiedź, że to... zięć, który tu uciekł od Niemców. Całe szczęście, że tajemniczego "komendanta" nikt z Rosjan nie kojarzył z zięciem lekarza.
     W końcu jednak tego polowania dość mieli tak Nieczuja-Ostrowski, jak i nawiązujący ponownie kontakt dowódcy ZWZ. Zapadła decyzja o ewakuacji komendanta. Przez Białystok i Małkinię dotarł pod koniec kwietnia 1940 roku do Warszawy. O jego dalszej działalności konspiracyjnej już pisałem na wstępie tego tekstu. Miłośnikom efektów pirotechnicznych na pewno zabrakło tu efektownych akcji, strzelanin, wybuchów bomb i czegoś tam jeszcze. Trzeba sobie uzmysłowić, że działalność podziemna na terenach Rzeczypospolitej przyłączonych do ZSSR wyglądała właśnie w ten sposób: jakieś szkolenie, organizowanie ciągle rwących się nici kontaktów. Władza była bowiem na tych terenach wszechmocna, inwigilując nieomalże każdego obywatela z osobna.      
Krzysztof Szczepanik
     
     
     Od autora: Tekst ten ukazał się po raz pierwszy na łamach "Wieczoru Wybrzeża" w roku 1988. Powstał na prośbę Tadeusza Ostrowskiego, ówczesnego szefa oddziału PAX w Elblągu, a zarazem syna Bolesława Nieczuja-Ostrowskiego.
     Poznałem pana Tadeusza podczas częstych wizyt w księgarni PAX przy ulicy Struga. Dzisiaj działa tam stowarzyszenie „Civitas Christiana”. Zachodziłem tam często, bo funkcjonowała tam mała księgarnia stowarzyszenia PAX. Można było tu kupić dużo pozycji historycznych, nie zawsze dostępnych w księgarniach państwowych. PAX bowiem mógł sobie pozwolić na nieco więcej. To była taka koncesjonowana opozycja PRL.
     Syn pana Bolesława prosił, by koniecznie zrobić reportaż o jego ojcu, bo do tamtej pory nikt jakoś nie palił się do eksploatacji twórczej życiorysu naszego bohatera. Taki tekst nie miałby szans ukazać się wtedy w "Głosie Wybrzeża", "Dzienniku Bałtyckim" czy "Wiadomościach Elbląskich". A "Wieczór" (którego byłem wtedy etatowym korespondentem na województwo elbląskie) to była gazeta jakby mniej oficjalna, popołudniowa...
     Czuję się więc poniekąd odkrywcą Bolesława Nieczuja-Ostrowskiego i jego działalności wojennej, a także powojennej. A na pewno moje "dzieło" było pierwsze w tym temacie.
     
     
Śródtytuły od redakcji
.
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
  • towarzysze a mozecie nam oddac Lwow i Kijow? Lwow to my nie mamy ale Kijow mozecie dostac tyle ile chcecie
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    3 1
    (2017-05-28)
  • Znowu błądzi duch generała a szajba wali i generałomania trwa może zróbcie z niego marszałka można mu nadać posmiertnie tytuł apeluje do rodziny niech historia go oceni nie róbcie z niego bohatera na siłę co jeszcze wymyślicie??
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    5 2
    (2017-05-28)
  • Czy może mi ktoś wyjaśnić, jak tak gnębiony przez komunę GENERAŁ mógł mieszkać w tak pięknej willi? Jak ta wstrętna komuna pozwoliła na to jemu, a nie swoim działaczom?
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    3 1
    Wątpiący.(2017-05-28)
  • A elbląskie kundle zawsze na posterunku i już plwają. Generała postać przynajmniej nie jest kontrowersyjna historycznie w przeciwieństwie do np. NSZowców, co do których nawet sami byli członkowie tej formacji mają bardzo rozbieżne zdanie. Niestety nowomoda, subkultura prawie i strojenie się w badziewiarskie tiszerty, bluzy z symbolem PW, obciachowe koszulki z husarią etc. itd. to właśnie obrazek aktualny. Wara od "Grzmota".
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    1 3
    ZdzisławDyrman(2017-05-28)
  • Redakcjo - rodzino ! Nie macie lepszego zdjęcia Bolesława, z wcześniejszego okresu jak był pełen wigoru ?
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    2 0
    (2017-05-28)
  • @ZdzisławDyrman - Zamiast wyzywać ludzi od kundli spróbuj mi wyjaśnić jak to było. Dlaczego ta mieszkał a rodzina była zatrudniona w Lidze Kobiet. Mój wiek upoważnia mnie do zadawania takich pytań. Od razu odpowiem na pytanie które chciałby Pan zadać nie należałem do żadnej partii ani innej bandy. Pana jeśli nie stać na argumenty to nie powinien Pan zabierać głosu. Watpiący.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    1 0
    (2017-05-29)
  • I do tego Jzu Ufm Tbe pod publiczke. Siostra Fsustyna I Halberda z Kynefałem na ołtarzu. Now macie o czym pisac. Raz na tydzien jakis gniot o tym pseudo bohaterze co walił mszalne po kryjomu
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    1 0
    SyroB(2017-05-30)
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Czapka z nadrukiem
T-shirt biały z Twoim nadrukiem DTG PROMOCJA
POLO z HAFTEM
Torba z nadrukiem elbląskiej Starówki