Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 10-12-2016, imieniny Bogdana, Julii
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek

Dyskryminacja czy nieporozumienie?

Niestety, mimo walki z barierami, osoby niepełnosprawne muszą liczyć się z niemożnością i brakiem dostępu do niektórych instytucji, urzędów czy sklepów. Jednak zawsze powinny otrzymywać pomoc od pracowników. W jednym z elbląskich sklepów niepełnosprawny uczestniczył, w przykrej szczególnie dla niego, sytuacji. Okazało się, że od dyskryminacji do nieporozumienia niedaleka droga.

Na zakupy do jednego z elbląskich sklepów meblowych wybrała się matka z córką oraz niepełnosprawnym synem, który od sześciu lat porusza się na wózku inwalidzkim. Sklep jest właściwie dużym centrum, w którym znajduje się m.in. dział meblowy. Kobieta, aby obejrzeć interesujące ją meble, ruszyła w kierunku stosownego działu wraz z synem.
     
     Bo porysuje meble
     
     To co wydarzyło się później, chłopak relacjonuje w liście do Redakcji "portElu":
     "Niestety, nie udało nam się dokonać zakupu, gdyż zostaliśmy w bardzo niemiły sposób wyproszeni przez "Pana z obsługi". Stwierdził, że do sklepu nie wolno mi wjechać, bo mogę poobijać meble. Słowa te skierował nie do mnie, lecz do mojej siostry, która prowadziła wózek, traktując mnie jak przedmiot lub osobę niepoczytalną. Moja mama poprosiła o rozmowę z kierownikiem sklepu. Po kilku minutach przyszła młoda pani, która przedstawiła się jako zastępcą kierownika. Rozmowa z tą panią nie okazała się zbyt owocna. Nie dość, że w sposób opryskliwy poprosiła, abym opuścił sklep, to na dodatek nie chciała podać swojej godności. Zajście to wywołało we mnie, w towarzyszących mi osobach oraz klientach wielkie oburzenie. Jedna z pań robiących zakupy skomentowała to jako objaw "hitleryzmu".
     Mam wielką prośbę do kierownictwa tego sklepu. Aby na drzwiach obok zakazów wejścia z psami i lodami powiesili również zakaz dotyczący osób niepełnosprawnych. Oszczędzi to nieprzyjemności innym osobom poruszającym się na wózku inwalidzkim, które będą chciały zrobić zakupy".
     
     Awantura zamiast porozumienia
     
     Kierownik sklepu nie zgadza się z zarzutami i wyjaśnia, że sytuacja miała inny przebieg niż sugeruje list. Twierdzi, że nie tylko niepełnosprawny nie został wyproszony ze sklepu, ale nie został również obrażony. Ponadto, gdyby jego matka pozwoliła dojść do słowa obsłudze, to okazałoby się, że jest możliwy jego przejazd między prezentowanymi w dziale meblami.
     - Cała sprawa bardzo mnie zabolała - wyjaśnia kierownik sklepu. - Oboje z żoną - to ona była rzekomo "opryskliwa i wyprosiła niepełnosprawną osobę ze sklepu" - wiemy, jak wygląda sytuacja osób niepełnosprawnych. Żona opiekowała się dwiema chorymi osobami, a i ja miałem kontakt z chorym synem kolegi. Wiemy zatem, jak ciężka jest dola niepełnosprawnych i chorych osób. Nigdy nie wyrządzilibyśmy im szkody ani krzywdy. Kobieta, która przyszła na zakupy z niepełnosprawnym synem, obraziła nas swoim zachowaniem i to ona nam wyrządziła krzywdę.
     - Owego feralnego dnia nie było mnie w sklepie, a żona, która w nim nie pracuje, czekała w biurze - opowiada. - Pracownik, kiedy ustawiał meble na zapleczu usłyszał, że coś lub ktoś obija meble znajdujące się w dziale sprzedaży. Niegdyś prosiłem obsługę, aby zwracała uwagę na wózki dziecięce, które mogą uszkodzić towar (za "uszczerbki meblowe" płacą pracownicy ze swojej pensji). I to nie dlatego, żeby wypraszać matki z dziećmi ze sklepu tylko grzecznie porosić, aby zechciały zostawić wózek nieco przed wejściem do działu. Wózka popilnuje obsługa. Sam nawet pilnowałem kiedyś wózków z małymi dziećmi, gdy ich mamy oglądały meble. Matka, która weszła z niepełnosprawnym na wózku, poczuła się strasznie urażona grzeczną uwagą pracownika obsługi i zaczęła wrzeszczeć, że to "hitleryzm". Zażądała rozmowy z kierownikiem. Kiedy moja żona chciała z nią porozmawiać i wyjaśnić, że w takiej sytuacji meble zostaną rozsunięte i chłopak będzie mógł wjechać na teren działu, kobieta nie dopuściła jej do głosu. Tylko krzyczała obrażona na całą sytuację. Po emisji audycji w lokalnej rozgłośni radiowej, w której pani ta zszargała moje nazwisko i nazwę sklepu, czuję się wściekły i poszkodowany. Wykorzystała swoje niepełnosprawne dziecko do wszczęcia awantury. A nic by się nie stało, gdyby zachowywała się spokojnie. W pracy kieruję się żelazną zasadą: "Klient nasz pan".
     
     Świat jest niepełnosprawny
     
     O komentarz do sprawy poprosiliśmy Ewę Sprawkę, miejskiego konsultanta do spraw osób niepełnosprawnych. Czy niepełnosprawni są w Elblągu dyskryminowani, nie mogą korzystać z obiektów użyteczności społecznej?
     - Ta sytuacja obrazuje jedną podstawową sprawę, ten sklep nie jest dostępny dla osób niepełnosprawnych, jak zresztą większość sklepów w Elblągu - mówi Ewa Sprawka z Elbląskiej Rady Konsultacyjnej Osób Niepełnosprawnych w Elblągu. - Osoby, które opiekują się niepełnosprawnymi, mają wystarczająco trudne życie i nie ma się co dziwić, że matka tego chłopaka zareagowała agresywnie. Ilość przeszkód, jakie pokonuje jest proporcjonalna do agresji. Gdyby pracownik potraktował ją ze zrozumieniem i pomógł, sprawa potoczyłaby się zupełnie inaczej. Ponadto my, jako Rada Konsultacyjna, walczymy o znoszenie barier architektonicznych, ale główną i najtrudniejszą barierą do pokonania jest psychika i świadomość ludzi. Jeżeli osoba niepełnosprawna ma znacznie utrudniony bądź wręcz niemożliwy start w codzienne życie, to z tego wynika, że cały świat jest niepełnosprawny. Nauczeni doświadczeniem tego przypadku powinniśmy wyciągnąć wnioski i zapobiegać podobnym w przyszłości.
     Na całym zamieszaniu ucierpiał niepełnosprawny chłopak, który musiał uczestniczyć w awanturze dotyczącej swojej osoby. Czy naprawdę do takich stresujących sytuacji musi jednak dochodzić?

A
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
  • co tu sie czaic po prostu trzeba napisac ze to bylo w sklepie OMA kolo NOMI i tyle...
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2001-07-06)
  • Byłem akurat w tym sklepie gdy to zaszło , i to nie bylo wcale tak pieknie jak opisuje kierownik tego sklepu (musi Pan wziąć pod uwage ze Pana nie bylo wtedy w sklepie i wie pan co sie stało tylko z opowiadania żony). I jest niestety prawdą że niepełnosprawny został wyproszony ze sklepu. A jesli chodzi o dochodzenie do słowa to pana żona caly czas tylko mówila że wózkami sie rysuje meble. Powinniście albo tak posprzątac w sklepie żeby mozna było przejechać wózkiem , albo wywiesić tabliczke "niepełnosprawnym wstęp wzbroniony - bo rysują meble" Nie wyobrazam sobie żeby człowiek niepelnosprawny czekal przed sklepem ,żeby rodzina mogla mu wybrac meble . TO JEST CHORE!!! Ja już nic u was nie kupie. Pozdrowienia dla Michała
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2001-07-06)
  • Całe zajście dotyczy mojej osoby. Myślę, że należy wyjaśnić tu kilka spraw: "Kierownik sklepu nie zgadza się z zarzutami i wyjaśnia, że sytuacja miała inny przebieg niż sugeruje list. Twierdzi, że nie tylko niepełnosprawny nie został wyproszony ze sklepu, ale nie został również obrażony. Ponadto, gdyby jego matka pozwoliła dojść do słowa obsłudze, to okazałoby się, że jest możliwy jego przejazd między prezentowanymi w dziale meblami." Czyżby mój opis zdarzenia był nieprawdziwy? To obsługa nie pozwoliła dojść do słowa. Nie było żadnej mowy o rozsuwaniu mebli, wyproszono nas ze sklepu. "- Cała sprawa bardzo mnie zabolała - wyjaśnia kierownik sklepu. -" Ciekawe kogo bardziej? " Kobieta, która przyszła na zakupy z niepełnosprawnym synem, obraziła nas swoim zachowaniem i to ona nam wyrządziła krzywdę." Obraziła? Chyba tylko tym, że śmiała wejść z wózkiem do sklepu. To ja zostałem obrażony. " - Owego feralnego dnia nie było mnie w sklepie, a żona, która w nim nie pracuje, czekała w biurze - opowiada. - Pracownik, kiedy ustawiał meble na zapleczu usłyszał, że coś lub ktoś obija meble znajdujące się w dziale sprzedaży." Dobre stwierdzenie, nie było Pana, więc nie wie Pan jak było naprawdę. Pana żona nawet nie powinna z nam rozmawiać, gdyż jak Pan stwierdził nie jest zatrudniona w tym sklepie. Pan z obsługi nie mógł słyszeć jak rzekomo obijam meble, ponieważ nie zdążyłem jeszcze wjechać między nie. " Matka, która weszła z niepełnosprawnym na wózku, poczuła się strasznie urażona grzeczną uwagą pracownika obsługi i zaczęła wrzeszczeć, że to "hitleryzm". Zażądała rozmowy z kierownikiem. Kiedy moja żona chciała z nią porozmawiać i wyjaśnić, że w takiej sytuacji meble zostaną rozsunięte i chłopak będzie mógł wjechać na teren działu, kobieta nie dopuściła jej do głosu. Tylko krzyczała obrażona na całą sytuację." Uwaga pracownika nie należała do "grzecznych". Nie moja mama użyła stwierdzenia "hitleryzm", lecz jedna z oburzonych klientek. Jak już wcześniej pisałem to obsługa nie pozwoliła dojść do słowa i nie było mowy o rozsuwaniu mebli. " Po emisji audycji w lokalnej rozgłośni radiowej, w której pani ta zszargała moje nazwisko i nazwę sklepu, czuję się wściekły i poszkodowany. Wykorzystała swoje niepełnosprawne dziecko do wszczęcia awantury. A nic by się nie stało, gdyby zachowywała się spokojnie." Zszargała nazwisko? Pana żona nawet nie chciała się przedstawić, a powinna to zrobić w pierwszej kolejności- tak nakazuje kultura. Wściekły i poszkodowany to powinienem być ja. Ciekawe czy Pan by nie krzyczał gdyby takie zajście dotyczyło Pańskiej osoby? Stwierdzenie: "Wykorzystała swoje niepełnosprawne dziecko do wszczęcia awantury" jest chyba nie na miejscu. Było wielu świadków tego zajścia. Nie będzie większego problemu aby ich znaleźć. Elbląg to nie Nowy Jork. Powinien Pan okazać skruchę, a nie wybielać się moim kosztem. Jeśli uważa Pan, że jest ofiarą to możemy tę sprawę rozpatrzyć sądowo.Z poważaniem
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Michał Rusinowski(2001-07-06)
  • Michał, jeżeli było jak piszesz to nie powinieneś tego tak zostawić. Spróbuj pod www.e-prawnik.pl . Pozdrowienia
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    zeka(2001-07-06)
  • -( kulturę i to jak się zachować wynosi się z rodzinnego domu, ten pajac domu chyba nigdy nie miał, stary po 6-ciu bełtach chyba co dziennie go napier...alał z rozterki że nie ma siódmego. Świat wg Kiepskich - chociaż nie nawet do Kiepskich im daleko. Cóż, jesteśmy lepsi, ty i ja i parę innych osób, a debile byli na tym świecie i będą i nic na to nie poradzimy. Ja naprawdę nie życzę temu panu (rozmyślnie z małej litery - na dużą nie zasługuje) - wiesz czego. - Powinen udać się na rekonwalescencję do ZOO do Oliwy - bo to nie jest już choroba, chora była jego rodzina. On się może tylko leczyć. - A te ich obsrane przez gołębie meble i tak są już w takim stopniu zniszczone że walec drogowy niewiele by im zaszkodził.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    xxxxx711(2001-07-06)
  • Elbląg jest poprostu zacofany... i panuje w naszym mieście komuna z tego tez powodu robimy zakupy w Trójmieście gdzie istnieje większa świaadomość demokracji i praw konsumenta. Można by wystąpić na droge sądową bo właścikiel defakto ograniczył swobode obywatela :-)))
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    HUTU(2001-07-06)
  • Pamiętacie z filmu Barei - "Tego pana tu nie obsługujemy". Warto potrudzić się i publikować wykaz sklepów i instytucji, do których nie warto chodzić. Ten jest pierwszy na liście!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Lucjusz(2001-07-06)
  • Brońmy się dalej przed budową "hipermarkietów" to sklepikarze będą nas dalej katować brakiem kultury i "kosmicznymi cenami-doszło do tego,że nawet po czereśnie udaję się do Gdńska gdzie mogę wybrać z przynajmniej 5 ślicznych gatunków w różnych cenach. Wczoraj usiłowałem zrobić zakupy w "Cencie" czy jak on się tam nazywa /koło "Naomi"/-zrezygnowałem z powodu brudnych podług i ciasnoty uniemożliwiającej poruszanie się wózkiem - a tłoku nie było. Jerzy C.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Jerzy(2001-07-10)
Reklama