Czwartek 15-11-2018, imieniny Alberta, Leopolda
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Reklama w Elblągu
Rek

Popularny sklep Bis-Art (Elbląskie archiwalia muzyczne, odc. 4)

 
Elbląg, Popularny sklep Bis-Art  (Elbląskie archiwalia muzyczne, odc. 4) Trauma w sklepie Bis-Art w 1992 r. www.facebook.com/TraumaOfficialPage
Rek

W czwartym odcinku Elbląskich Archiwaliów Muzycznych redakcja Muzycznego Elbląga przedstawia historię sklepu muzycznego Bis-Art, funkcjonującego przy ul. 1 Maja kierowanego przez Dariusza Bociana. Współpracował z Krajową Agencją Wydawniczą (KAW), był kierownikiem w Wydziale Kultury Zarządu Wojewódzkiego ZSMP. Pod koniec lat 80. prowadził elbląską delegaturę Bałtyckiej Agencji Artystycznej BART. Organizator imprez m.in. na Bulwarze Zygmunta Augusta, placu Kazimierza Jagiellończyka czy w Galerii El.

- Sklep muzyczny Bis-Art uruchomiłeś w 1989 roku. Jak wyglądała sytuacja fonograficzna pod koniec lat 80. w Polsce?
     - Dariusz Bocian:
Początkowo sklep prowadziłem ze wspólnikiem. Pod koniec 1989 r. raz w tygodniu przywoziliśmy wypełnionego po brzegi Fiata płytami winylowymi z Polskich Nagrań Muza. Przywoziliśmy parę tysięcy płyt w tygodniu. Byliśmy jedynym sklepem w Elblągu, który w tym czasie sprzedawał płyty winylowe. Księgarnie już nie sprzedawały. Gdy ukazał się album Phila Collinsa („...But Seriously”, na licencji WEA International wydały Polskie Nagrania Muza – przyp. red.), to staliśmy w kolejce pod tłocznią. Nie braliśmy płyt już z magazynu, który mieścił się w pięknym biurowcu w Warszawie, tylko z tłoczni w innym miejscu. Oni już nie nadążali z produkcją. Braliśmy kartony prawie spod maszyny. Czekając w kolejce miałem okazję poznać proces produkcyjny tłoczni Polskich Nagrań Muza.
     Sklep muzyczny Bis-Art początkowo mieścił się przy ul. 1 Maja w byłym lokalu delegatury Bałtyckiej Agencji Artystycznej BART – w elbląskim oddziale byłem kierownikiem. Obok sklepu mieściła się kwiaciarnia, gdy ją zlikwidowano, wydzierżawiłem od spółdzielni mieszkaniowej także i ten lokal. Następnie sklep muzyczny przeniosłem do lokalu po kawiarni Mocca. Najpierw handlowałem kasetami magnetofonowymi, płytami winylowymi i kompaktowymi, potem sprzętem muzycznym, np.: instrumentami klawiszowymi, gitarami, akcesoriami perkusyjnymi, wzmacniaczami czy prasą muzyczną. Sprzedawaliśmy zamawiane przez nas pianina łącznie z usługą wnoszenia ich do mieszkań.
     Przyznam, że w tamtym okresie można było godnie z prowadzenia sklepu wyżyć. Sprzedaż internetowa dopiero raczkowała. Ludzie potrzebowali począwszy od smyczka do pianina kupić to wszystko w sklepie stacjonarnym. W czasie świetności firmy w latach 90. odbywały się duże targi muzyczne we Wrocławiu na które jeździliśmy z Elbląga do Hali Ludowej. Jeździli tam także pracownicy od nagłośnienia z Telekomunikacji Polskiej, ludzie z branży oraz muzycy. Poznałem masę świetnych ludzi.
     
     - Gdzie zaopatrywałeś sklep w nośniki fonograficzne?
     - W latach 90. jedna z największych hurtowni mieściła się na ul. Filtrowej w Warszawie. Funkcjonowało już wiele firm, które produkowały kasety. Polskie Nagrania ze swoich wcześniejszych nagrań sprzedawały kasety z utworami np. Grechuty, Niemena. Taka mniejsza hurtownia mieściła się także w Gdyni z której przywoziliśmy fonogramy.
     
     - W 1995 r. wydawnictwo Starling wydało album „Etna” Bajmu także na nośniku cyfrowym – Mini Disc. To była nowość na polskim rynku. Czy albumy na takim nośniku również rozprowadzałeś?
     
- MiniDisc w Polsce się nie przyjął. Nie był sprzedawany jako nośnik komercyjny. Nie sprzedawałem nigdy muzyki na nośnikach MD. Żadna firma nie dystrybuowała powszechnie takich produkcji. Nie spotkałem się z takimi wydaniami w hurtowniach muzycznych. MiniDisc używali artyści, którzy występowali z półplaybacku w związku z tym, że była to znacznie pewniejsza forma podkładu niż taśma magnetofonowa.
     
     - Czy spotkałeś się jako sprzedawca nośników z cenzurą w czasach PRL? Czy istniała kontrola sprzedaży?
     - Pod koniec PRL instytucja cenzury właściwie już nie miała racji bytu i nie było jej czuć. Mówi się dużo o tej cenzurze. Przed prowadzeniem sklepu muzycznego pracowałem jako kierownik wydziału kultury, który organizował wydarzenia artystyczne. Trzeba było niekiedy do elbląskiego urzędu wojewódzkiego zanieść scenariusz imprezy. Mówiąc szczerze, nigdy nie odczułem jakiegoś piętna cenzury na zasadzie, że ktoś by mi przeszkodził w danych realizacjach. Przynajmniej na terenie Elbląga cenzura była bardzo spokojna, nienatarczywa. O wiele bardziej natarczywy był później ZAiKS. Była nawet sprawa w sądzie.
     
     - Piractwo na szeroką skalę istniało w latach 1990-1994, lecz pamiętam że ten proceder – w mniejszym stopniu, ale jednak nadal, istniał chociażby na elbląskim rynku w 2001 roku!
     - Pamiętam jak sprzedawano kasety i płyty z leżaków i nikt tego specjalnie nie kontrolował. Więc jako oficjalny sprzedawca fonogramów, płacący podatki, traciłem na tym. Pirat czarnych płyt w ogóle nie robił. Produkował tylko kasety. W garażach mieściło się po 40 kopiarek. Tak samo jak przy kopiowaniu filmów. Stało 200 magnetowidów i po włączeniu jednego guzika powstawało 200 kaset, to było piractwo na dużą skalę. Piractwo nadal będzie istniało. Kwestia tylko takiej regulacji rynku, żeby twórca zarobił. Przy dzisiejszym rozwoju techniki to i tak się rozpowszechni.
     Kiedyś jeszcze można było policzyć, że na rynku są kasety czy płyty zafoliowane, jest naklejka. W zasadzie to nie to niszczyło normalny handel detaliczny. Po pierwsze – rozwój nośników cyfrowych, po drugie – możliwość ściągnięcia muzyki z Internetu. Nikt już nie potrzebował kupować muzyki na płycie kompaktowej, chyba, że w prezencie.
Redakcja, muzycznyelblag.pl
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
  • A kto ze starych metali pamięta Czarka i jego budę na dworcu?
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    12 1
    Benton(2017-02-25)
  • mi mocno żal tych czasów, gdy kupowalo się czarne plyty np. Lady Pank w dlugiej kolejce przed KMPiK na 1 Maja. dziś niestety tradycyjna forma zakupu plyt zanika, mlodzi tylko sciagają.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    5 3
    (2017-02-25)
  • Zsmp to związek socjalistycznej młodzieży polskiej, zaplecze PZPR. To informacje dla młodych czytelników.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    7 2
    PiotrM(2017-02-25)
  • Mnie nie jest żal tych czasów w których kupowało się ''czarne płyty'', bo przecież wtedy prawie ich nie było. Owszem, to co wychodziło, było przedmiotem pożądania przez prawie wszystkich i tak kupowaliśmy single Tonpressu w opakowaniach zastępczych, a na nich Dezerter, Kasę Chorych i Lady Pank. Na bezrybiu i rak ryba.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    2 0
    (2017-02-26)
  • Panie Darku byłem stałym klientem w sklepie BIS - ART. Wszystkie kupione płyty winylowe mam je w komplecie do tej pory. Po tylu latach gdzie vinyle wróciły na swój piedestał to tym bardziej te płyty mają dla mnie wartość sentymentalną i finansową. Bardzo dobry sklep. Wspomniana płyta Phila Collinsa - but seriously do tej pory prezentuje się jak nowa. Kwestia dbania. Mieć muzykę z internetu to jak reprodukcja obrazu, a oryginalna płyta to jest oglądanie prawdziwego obrazu. Pozdrawiam wszystkich melomanów.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    1 1
    GrzegorzB.(2017-02-26)
  • Nie dziwie się, ludzie najczesiej wspominaja swoja mlodosc do 20 roku zycia, bylo beznadziejnie to fakt, ale jak ktos ma 20 lat nigdy nie powie zlego slowa na lata swojej mlodosci. .. Ja jestem 80 rocznik matka wyslala mnie z siostra i kuzynem po kawe-ja 8 lat i kupuje kawe, siostra 10 druga i kuzyn13 3 cią na browarnej w spozywczaku smiech;)))
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    kucykibanda(2017-03-25)
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Podpis elektroniczny zestaw na 1 rok (bez czytnika)
Czytnik kart kryptograficznych
Domena .pl
Domena funkcyjna .com.pl