Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 10-12-2016, imieniny Bogdana, Julii
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek

Życie ze złomu

Każde miasto może zachwycić swymi zabytkami, muzeami, historią, lecz w miejski krajobraz wpisana jest również bieda i nieszczęście najuboższych mieszkańców.
     Idąc ulicami Elbląga można zobaczyć obdartych, często brudnych lub pijanych ludzi, grzebiących w miejskich śmietnikach, osiedlowych zsypach, pchających powoli dwukołowe wózki lub dźwigających torby wypełnione "resztkami miejskiej cywilizacji" - złomem. Nazywamy ich złomiarzami lub wózkarzami, niekiedy nimi gardzimy, ale nie zastanawiamy się dlaczego to robią.
     
     - Ci ludzie zasłużyli na swój los, to zwykli pijacy, którzy stracili normalne życie dla wódki - mówi jedna z mieszkanek Elbląga.
     
     - Takich ludzi powinno się izolować, oni zaśmiecają nasze miasto - dodaje ktoś inny.
      "Skup złomu - czynny od 8 do 15.30"- taki znak mija niemal codziennie dwójka mężczyzn. Dźwięk pchanego po nierównej, pylistej drodze wózka i odgłosy pobliskich warsztatów samochodowych towarzyszą im każdego dnia. 50 letni Zbyszek i 44 letni Edward zbierają złom, by przeżyć. Zbyszek zajmuje się tym od 2 lat, natomiast Edward od 3.
     
     - Znalezienie pracy w Elblągu jest niemożliwe. Byłem dzisiaj na pośredniaku, byłem miesiąc temu i będę chodził dalej, ale pracy jak nie było tak i nie będzie - stwierdza Zbyszek. Tak samo przedstawia się sytuacja Edwarda. Obaj panowie nie mają jakichkolwiek świadczeń socjalnych w postaci renty, emerytury lub zapomogi. Zbyszek ma mieszkanie, natomiast Edward jest bezdomnym, śpi w bunkrze na poligonie.
     
     - Z żoną jestem w separacji, ale mieszkamy razem w domu mojej matki. Mam 25-letniego syna, który sam ma pierwszą grupę inwalidzką, więc o pomocy z jego strony nie może być mowy - opowiada Zbigniew.
     Podobnie jest z Edwardem.
     
     - Jestem po rozwodzie, dwóch synów pracuje, a jednego utrzymuje państwo, bo nie mam z czego płacić alimentów. Ojciec nie żyje, całe gospodarstwo się spaliło, więc matka mieszka u siostry na strychu. Rodzina chętnie by mi pomogła, ale za co? - mówi Edward.
     Znaleziony złom odnoszą prawie zawsze do skupu przy dawnej Fabryce Domów, robią to codziennie, o ile coś znajdą.
     
     - Jak ktoś wystawi pralkę, lodówkę lub kuchenkę, to ją bierzemy - tłumaczy Edward. - To wszystko stoi koło zsypów, a puszek trzeba szukać w zsypie.
     
     - Trzeba się porządnie nachodzić żeby coś znaleźć. - dodaje Zbyszek.
     Najtrudniejszym miesiącem dla wózkarzy jest oczywiście zima, gdy śnieg utrudnia poszukiwania złomu.
     
     - Jakby było ciepło, to jeszcze bym jakoś przeżył. Najbardziej boje się zimy, bo wtedy w bunkrze nie można wytrzymać. Może ktoś wpuści mnie do piwnicy, ale wątpię w to. Raz policja wywiozła mnie do schroniska, na Nowodworską, ale po dwóch dniach uciekłem. Nie mogłem tam wytrzymać hałasu i bójek, jestem za spokojny. Powiedziałem, że wychodzę tylko po resztę ubrań i już nie wróciłem - opowiada Edward.
     Obaj panowie podkreślają, że nigdy nic nie ukradli i nikogo nie pobili, a mimo to byli spisywani przez policję.
     
     - Wzięcie kuchenki spod zsypu to przecież nie kradzież, to bez różnicy czy weźmiemy ją my czy MPO - odpowiada Zbyszek.
     
     - Moja ręka nie przyczyni się do kradzieży, mogę mieć kłopoty, ale nie ukradnę. Nie wiem czy będę jeszcze żył 10 czy 20 lat, ale nigdy czegoś takiego nie zrobię. Chcę umrzeć z czystym sumieniem - zapewnia Edward. Kwoty zdobyte ze sprzedaży złomu są minimalne.
     
     - Ile pan za to dostaniesz, jak rozbiorę kuchenkę to za aluminium dostanę 2 zł, a za resztę 4 zł. Jak jeszcze to podzielimy miedzy siebie, to mamy naprawdę majątek! - tłumaczy Edward.
     Ani Zbyszek ani Edward nie głosowali podczas wyborów.
     
     - Oni tylko oszukują, przed wyborami obiecują, że coś zmienią, ale jak któryś usiądzie na stołek, to nic nie zmienia, dba tylko o własny byt. Ile ludzi jeździ i zbiera ten złom, wystarczy tylko przejść się ulicą i popatrzeć jakie mamy bogate społeczeństwo - oznajmia Zbigniew.
     
     - Ja jestem pracowity, niech dadzą mi dom i pracę to skończę z takim życiem. Gdzie nie pójdę szukać pracy to wszędzie tylko mówią "przyjść za miesiąc". Tylko, że te słowa słyszę już od kilku lat - dodaje Edward.
     Zbyszek i Edward nie ukrywają, że często piją.
     
     - Tak, pijemy. Ale to nie alkohol sprawił, że tak żyjemy, tylko to bieda zmusza nas do picia, by zapomnieć o problemach - mówi Zbigniew.
     Dwójka złomiarzy nie ma pretensji do społeczeństwa, tylko Edward ma żal do swojej byłej żony.
     
     - 25 lat temu kupiłem mieszkanie za pieniądze od matki i z mojego byłego zakładu pracy, EKB. Mieszkanie przy ul. Szarych Szeregów jest zapisane na Edwarda Bednarskiego, czyli na mnie. Tymczasem pewnego dnia dwóch policjantów wywiozło mnie z domu na Nowodworską, a moja żona zabrała mi dom. Do tej pory nie wiem, czemu - żali się Edward.
     Zbyszek ma wykształcenie podstawowe i uprawnienia na prowadzenie sztaplarki, natomiast Edward skończył szkołę zawodową jako posadzkarz. Jak mówi pan Bednarski, trzy miesiące temu został pobity na Płk. Dąbka, nad ranem przez trzech młodych ludzi, natomiast Zbigniew na szczęście tego nie doświadczył. Obaj nie widzą dla siebie żadnej, lepszej przyszłości.
     
     - Naszą przyszłością jest ta zepsuta kuchenka i to co za nią dostaniemy - mówią wskazując na ostatnie znalezisko.
     
     Marcin Jurzysta

Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
  • bo ci kierowcy autobusow nie patrza czy ktos jedzie tylko nawet na rowni z nim wrzuca kierunek i odrazu skreca, barany mysla ze wszystko im wolna, przepis przepisem, autobus ma pierwszenstwo w miescie ale nie ze jak sie go juz mija to sie pcha!!!!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    ksiadz(2010-02-28)
Reklama