Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Środa 07-12-2016, imieniny Ambrożego, Marcina
 
Rek

UWAGA!

Długa lista długów parafii

Na wokandzie elbląskiego Sądu Okręgowego kolejna sprawa dotycząca pożyczek, jakie zaciągał w latach dziewięćdziesiątych ksiądz Jan H., ówczesny dyrektor gospodarczy elbląskiej kurii biskupiej. Tym razem o zwrot pieniędzy ubiega się elblążanin Adolf S.

W 1993 roku Adolf S. pożyczył księdzu Janowi H. 26 tysięcy dolarów. Pozwał do sądu parafię św. Jerzego, której ksiądz był proboszczem. Pieniądze miały trafić na budowę Kościoła Miłosierdzia Bożego w Elblągu. Jan H. prosił wiernych o wsparcie z kościelnej ambony. Adolf S. pożyczył pieniądze, co potwierdza spisana wówczas umowa. Na rozprawie przed elbląskim sądem zeznawał kanclerz kurii. Stwierdził, że ksiądz prowadząc kilkanaście budów diecezjalnych, przeinwestował. Zdzisław B. wyliczył, że łączna suma wszystkich pożyczek księdza to na dziś 35 milionów zł, a była to kwota wystarczająca, by zrealizować inwestycje i pozostać bez długów.
     Przed elbląskim sądem równolegle toczy się też inna, bardzo podobna sprawa. Elblążanin Witold Z. chce odzyskać ponad 23 tysiące dolarów.
     
     Biznesmen z Gdyni
     Trudno na dzisiaj stwierdzić, czy sprawy przeciwko parafii zaczęły pojawiać się w elbląskim sądzie z jakąś zwiększoną częstotliwością. Jednak od kilku lat sukcesywnie słyszymy, że o zwrot pieniędzy pożyczonych na inwestycje kościelne ubiegają się osoby prywatne bądź firmy.
     Pierwszą, dość głośną sprawą była próba odzyskania kilkuset tysięcy dolarów przez żonę nieżyjącego już gdyńskiego biznesmena. Sprawa po niekorzystnym dla gdynianki wyroku, jaki zapadł przed elbląskim Sądem Okręgowym, trafiła do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku. Tamtejszy sąd zmienił wyrok na korzyść powódki.
     
     Przekroczyła uprawnienia
     Jedna ze spraw dotyczyła Elbląskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. Była dyrektor do spraw ekonomicznych tego zakładu pożyczyła księdzu Janowi H. 189 tysięcy zł. Sprawa zakończyła się wyrokiem niekorzystnym dla Barbary Sz. W grudniu 2000 roku Sąd Okręgowy w Elblągu uznał, że pracownica przekroczyła swoje kompetencje i że musi oddać pieniądze przedsiębiorstwu wraz z odsetkami. Chociaż wyrok na wniosek obrońców Barbary Sz. Został zaskarżony do Sądu Apelacyjnego (argumentowali, że ich klientka jest niewinna, bo nie może odpowiadać za decyzje banku czy przedsiębiorstwa, które obracały czekiem i wekslem nieważnymi z prawnego punktu widzenia, ponieważ hospicjum, na które były wystawione, nie posiadało osobowości prawnej - przyp. aut.), ten nie zmienił wyroku. Sąd Apelacyjny uzasadnił, że Barbara Sz., podejmując decyzję o udzieleniu pożyczki, powinna liczyć się ze skutkami finansowymi. Obrońcy Barbary Sz. zapowiedzieli wniesienie kasacji do Sądu Najwyższego.
     
     Parafia musi oddać
     Gdański oddział banku PKO SA tymczasem zwyciężył w boju o zwrot długu. W 1993 roku ksiądz Jan H. wziął w tym banku kredyt w wysokości 800 tysięcy zł. Oddał bankowi tylko 150 tysięcy. Zgodnie z decyzją Sądu Okręgowego w Elblągu parafia św. Jerzego musi zwrócić pieniądze. Sąd uzasadnił, że chociaż umowa kredytowa była nieważna (Sprawą ważności tej umowy zajmował się nawet Sąd Najwyższy. Z wnioskiem o jej unieważnienie wystąpiła Diecezja Elbląska argumentując, że ksiądz Jan H. nie miał odpowiednich pełnomocnictw, by takie kredyty zaciągać. SN uznał tę umowę za nieważną - przyp. aut. ), to bank przelał pieniądze na konto parafii. Istnieją podstawy, by twierdzić, że parafia te pieniądze wykorzystała, więc i bezpodstawnie się wzbogaciła.
     
     Ksiądz odsuwany
     W 1994 roku, kiedy do diecezji zaczęli zgłaszać się pierwsi wierzyciele, ksiądz H. otrzymał ostrą reprymendę od biskupa. Biskup powtarzał, że ksiądz H. nie miał umocowań ani pełnomocnictw ku temu, by zaciągać pożyczki. Sam Jan H. twierdzi jednak inaczej. Za swoją działalność został ukarany przez biskupa najpierw zdjęciem go ze stanowiska dyrektora gospodarczego kurii biskupiej, później był systematycznie odsuwany od innych funkcji, m.in. kapelana straży pożarnej, a w końcu od pełnienia czynności kapłańskich.
     - Nie jestem w stanie stwierdzić, na jakie konkretne cele były wydatkowane pieniądze. Spływały z różnych źródeł na jedno konto, oddawałem pożyczki, zaciągając inne, gotówka stale przepływała - mówił ksiądz Jan H. na jednej z rozpraw.
     Jak stwierdził, w 1993 roku parafia św. Jerzego prowadziła budowy i remonty szesnastu inwestycji oraz szeroką działalność gospodarczą m.in. księgarnię i bar.
     - Gotówka tonęła w instytucjach parafialnych i działalności gospodarczej – dodał Jan H.
     Strona kościelna niewiele mówi na temat pożyczek księdza Jana H. Rzecznik diecezji ksiądz dr Andrzej Kilanowski, kiedy dowiedział się o tym, że parafia musi oddać dług bankowi, stwierdził jedynie, że nie powinien wypowiadać się w tej sprawie, ale parafii na pewno nie stać na spłatę takiej należności.
     Mecenas Ryszard Bafia, który reprezentował przed sądem jednego z wierzycieli parafii św. Jerzego, wątpi w to, że będzie można odzyskać pożyczone pieniądze, mając nawet korzystny wyrok sądu.
     - Roszczenie można kierować tylko do konkretnej parafii, a powszechnie wiadomo, że parafia takich pieniędzy nie ma. Nawet komornik może zająć majątek parafii, nie może natomiast zająć przedmiotów kultu. Komornik może nawet sprzedać ten majątek, o ile znajdą się chętni. Diecezja natomiast nie odpowiada za długi poszczególnych parafii, chociaż z ich majątku korzysta - wyjaśnił mecenas.
     
     ***
     
     Ilu jest jeszcze wierzycieli parafii świętego Jerzego? Kanclerz kurii twierdzi, że w 1994 roku widział listę, na której widniało czternaście nazwisk osób prywatnych i firm, które pożyczyły księdzu pieniądze. Czy to wszyscy?

J
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
  • Gotowka "splywala" i "tonela". A jakich to "marynarzy" mial ksiadz Jan H., skoro tak mu zwiedli z kursu ta "Arke"? I gdzie byl wtedy Noe?
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Alicja(2003-03-18)
  • Aluniu: Arka wtedy śpiewała a Noe to tak naprawde był NEMO...pozdrawiam;)
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    U.Stołek Vel Janusz M.Kowalsk(2003-03-18)
  • CZY BÓG TEGO NIE WIDZI I NIE P .........................
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Z(2003-03-18)
  • a ja czekam na argument czarnego towarzystwa pt:"Bo bóg tak chciał..."
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2003-03-18)
  • prezes ''smakosz'' biskup Śliwiński nie wie co robi jego dyrektor gospodarczy? Razem przepuścili te pieniądze,a kozioł ofiarny musiał zostać złożony na ołtarzu.Skąd by czerpał fundusze na zagraniczne balangi?
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    lb(2003-03-18)
  • ..., a moim zdaniem wina leży po obu stronach. Można się domyślać, że w tym czasie, pieniądze te nie były pożyczane bezinteresownie. Naiwni sądzili bowiem, że oto zdolny ksiądz biznesmen pomnoży ich dobra i wzbogacą sie bez większego wysiłku. Wzbogacili się nie ci jednak którzy chcieli. Niejedna piramidka się już od tego czasu przewróciła. Gadanie, że ksiądz H. rozmyślnie kogoś okradł jest bez sensu, co nie oznacza, że nie ma tu winy jego i jego przełożonych. Jeszcze jedna prawda - pazerność gubi - nawet wtedy gdy w jej zaspokojeniu próbuje pomóc ksiądz, a teraz z pustego i Salomon nie naleje.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Nie Kręć(2003-03-18)
  • madry katolik po szkodzie he he he
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    szatan(2003-03-18)
  • Pamietam tamte czasy, bylem wowczas rzemieslnikiem i miale paru kolegow, ktorzy z wielka checia pozyczali pieniadze na zaproponowany przez ks.proboszca wysoki procent. Kiedy ten sie rozliczal, stawki rosly.Tez mialem taka prop[ozycje ze strony dwoch kolegow, ale Pan Bog mnie ustrzegl. Czy ktos "duze pieniade" pozycza bezinteresownie, tym bardziej, ze w tamtych czasach odsetki na kontach tez nie byly male? A, ze przeinwestowal a potem Ci, ktorzy cieszyli sie z inwestycji pozostawili go samemu sobie to juz sprawa ich sumienia.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    zdegustowany(2003-03-19)
  • Spokojnie obywatele! Cóż bowiem kościół ma wspólnego z Bogiem... :)
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    KK(2003-03-19)
  • Czy znacie takie powiedzenie" co Bóg i chciwość złączy żadna miłość nie rozłączy",jeżeli ktoś z czytelników czytał w gazetach o wydawnictwie w Gdańsku o nazwie STELLA MARIS będzie miał kolejny dobitny przykład jak to wśród tych niby świętoszków kręci się straszna KASIORKA, a co ich to obchodzi,ze ktoś tam straci, oni doskonale wiedzieli w momencie pożyczki że nigdy nie będą w stanie tego oddać.Ja to tylko podziwiam jak to wśród nich są zdolni oszuści, marketing i zarzadzanie w jednym paluszku, mistrzowie jednym słowem Z drugiej strony psycholodzy doskonali np. właśnie w tym kościele ogłoszenie w niedzielę, że potrzebne jest złoto na tabernakulum, a w drugą niedzielę już podziękowania i gadka, ,ze już mają i starczy.Naiwność ludzka nie ma granic, myślą,że tym sobie zagłuszą sumienie?Wiara dla człowieka jest potrzebna, ale wiara do BOga czyli miłość ludzka ale nie wiara w tę instytucję, to obłuda i fałsz, wszystko nagięte dla własnych potrzeb. Dziś naiwnych jeszcze jest wielu lub inaczej może mają chwile słabości ale powoli przecierają oczy co dobitnie widać w pustych i zimnych kościołach.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    ina(2003-03-19)
  • ..... a ja uważam że bedni nie stracili, nie dali tych pieniędzy jako darowizne na budowę i pomoc biednym ale zgubiła ich chciwość, duży procent obiecany, mam też różnych znajomych co w to wtopili w ten interes i żaden z nich tych pieniędzy nie zarobył uczciwie. Nie bronie w tym momencie ks. Halberdy, ale busines jak każdy inny........porównajcie z innymi aferami którymi nas codziennie karmią w mediach........a z tego co wiem to w tym przypadku żaden z poszkodowanych nie został nędzażem................po prostu "chciwość nie popłaca". Jak tacy z nich katolicy to jeszcze powinni sie wyspowiadać .............. A jednak te pieniadze gdzieś widać, przecież cos tam wybudował na użytech wiernych, biednych i śmiertelnie chorych
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    mniej pazerny(2003-03-20)
  • ....a pani Barbara Sz. niech zapłaci, ukradła firmowe pieniądze i źle zainwestowała, to tak jakby przegrała w kasynie, miała pecha a przede wszystkim nieuczciwe zamiary.....do pierdla z nią!!!!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    mniej pazerny(2003-03-20)
Reklama