Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 19-08-2017, imieniny Jana, Bolesława
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Elbląg, Moje miasto Elbląg, Moje miasto

Wymioty, ból głowy i drgawki. Po dopalaczach czuli się fatalnie

Elbląg, Wymioty, ból głowy i drgawki. Po dopalaczach czuli się fatalnie (fot. arch. AD, portEl)
Rek

Miało przyjść orzeźwienie (jak głosił napis na opakowaniu "sosnowe" nawet), a były zawroty głowy, wymioty i drgawki. Nastolatkowie zapalili tzw. dopalacze, jak twierdzą, pierwszy raz, ale już tego nie powtórzyli. Z kolei 34-letni Artur nie sięga już po podpałkę do grilla, po tym, jak odurzony zasnął i omal nie spalił mieszkania. Kolejni świadkowie w tzw. procesie handlarza dopalaczami, zgodnie przyznają, że towar zakupili w "Pachnącym domku" przy ul. Królewieckiej. - Pół dzielnicy tam kupowało - przyznał Artur.

Przed elbląskim sądem toczy się proces Jakuba G. oskarżonego o handel dopalaczami. Mężczyzna miał wraz z Szymonem I. (ten też odpowiada przed sądem, ale w innym procesie) prowadzić "Pachnący domek" przy ul. Królewieckiej. Proces na chwilę zatrzymał się ze względu na nieobecność sędziego Wojciecha Furmana, ale sędzia wrócił i kontynuuje przesłuchiwanie świadków.
     Dziś (25 kwietnia) o swoich doświadczeniach w związku z zażywaniem dopalaczy opowiadali nastolatkowie, którzy w 2013 r. na wagarach w pobliżu dworca PKP palili  "Sosnowe orzeźwienie". Swój eksperyment zakończyli w szpitalu.
     - To był susz, który paliliśmy z butelki - mówił 19-letni dziś Damian. - Ze dwa razy pociągnąłem, ale zrobiło mi się niedobrze i wymiotowałem. Inni chyba też. Potem przyjechała policja i karetka pogotowia.
     - To był pierwszy raz. Zapaliłam, bo chciałam zobaczyć jak to jest - dodała inna wagarowiczka, Paulina. - Zaciągnęłam się może dwa razy. Najpierw się śmiałam, a później to już nie pamiętam. Nie straciłam przytomności, ale nie kontaktowałam - relacjonowała po latach. - Jeszcze wiele godzin po wyjściu ze szpitala czułam się fatalnie.
     Fatalne wspomnienia ma też 20-letni Sebastian, który również trzy lata temu trafił do szpitala po zażyciu dopalaczy.
     - To był susz, którym kolega nabił lufkę - wspominał dziś w sądzie. - Pociągnąłem ze trzy razy. Po powrocie do domu strasznie chciało i się pić, miałem sucho w gardle, problemy z oddychaniem, dostałem drgawek. Mama nie wiedziała, co się ze mną dzieje więc wezwała karetkę.
     Niemal tragedią skończyły się eksperymenty 34-letniego Artura. Trzy lata temu mężczyzna zapalił podpałkę do grilla i ... omal nie spalił mieszkania.
     - Chyba we trzech wzięliśmy "jedynkę", czyli jeden gram - mówił w sądzie. - Jak to skąd mieliśmy dopalacze?  Z Królewieckiej, z "Pachnącego domku" - uzupełniał na wezwanie sędziego. - Pół dzielnicy tam kupowało. Czasem przychodziłem i mówiłem, co chcę, a czasem po prostu kładłem pieniądze, bo ta kobieta wiedziała, co dawać.
     Tym razem jednak skutek zażycia był silniejszy niż poprzednio. Artur zasnął tak mocno, że nie słyszał pukania do drzwi mieszkania, nawet hałasu wywarzanych drzwi. Sąsiedzi zaalarmowali bowiem policję i straż pożarną, po tym, jak z mieszkania Artura zaczął wydobywać się dym. Mężczyzna zostawił bowiem garnek z mięsem na kuchence i zasnął.
     - Nawet po "trawce" nigdy tak ciężko nie spałem - przyznał. - Po budzeniu byłem "zamulony".
     Dziś sędzia Wojciech Furman chce jeszcze wysłuchać ekspedientki "Pachnącego domku". Kolejne rozprawy odbędą się w maju.

A
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama