Środa 20-06-2018, imieniny Bogny, Florentyny
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Sport

Gospodarka

Na osiedlu

Społeczeństwo

Na uczelniach

Kultura

Zbrodnia i kara

Dawny Elbląg

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Prasówka

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Majówka w Bażantarni Majówka w Bażantarni

Zmienna jak wiatr

W elbląskim sądzie trwa kolejna rozprawa w procesie Małgorzaty i Waldemara O. z Lichtajn koło Ostródy.

Są oni oskarżani o uporczywe łamanie praw swoich pracowników, którzy w Elblągu produkowali elementy do elektrowni wiatrowych. Oboje odpowiadają z wolnej stopy, jednak Małgorzata O. nie pojawiła się dziś w sądzie.
     Jako pierwsza zeznania składała kierowniczka produkcji. Jej dawni podwładni i sam Waldemar O. mówią, że to ona była odpowiedzialna przynajmniej za część uchybień w zakładzie. Kobieta odpierała dziś te zarzuty, bo - jak stwierdziła - tylko realizowała polecenia zwierzchników.
     - Owszem, przeprowadziłam wstępne przeszkolenie pracowników, ale nie to było to szkolenie BHP, a w hali produkcyjnej rzeczywiście nie było odpowiednich warunków - przyznała ostatecznie przed sądem. - Od kandydatów na pracowników nie żądałam też zaświadczeń, że mogą być formierzami tworzyw sztucznych, bo przyjmowałam każdego, kto się zgłosił. Poza tym ci, co do których były takie wymagania, mieli maski i rękawice, a odzież robocza miała zostać kupiona w późniejszym okresie - zapewniała była kierowniczka.
     Poszkodowani pracownicy liczą, że w końcu otrzymają zaległe pensje. Część z nich ma na to już wyroki z sądu pracy.
     Przypomnijmy, Małgorzacie i Waldemarowi O. prokuratura zarzuca m.in. to, że w czerwcu i lipcu ubiegłego roku nie wydali umów o pracę około pięćdziesięciu pracownikom i z naruszeniem przepisów bhp zmuszali ich do pracy przez sześć, siedem dni w tygodniu, nawet po dwadzieścia godzin na dobę. Ludzie, choć mieli kontakt z chemikaliami, nie dostali koniecznych środków ochronnych. Mimo to niektórzy z nich wciąż wierzą w tłumaczenia byłych pracodawców, że winę za problemy ponosi nierzetelny kontrahent.
     Na dziś sąd zaplanował przesłuchanie 21 świadków. Może się to jednak nie udać, bo samą tylko kierowniczkę sędzia przesłuchiwała około półtorej godziny.
     

SZ
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Fototapeta fizelinowa 320x148 cm - Samolot
Obrazy na alupanelu
Fototapety z tańcem
Fototapeta lateksowa 300x260 cm - Pomost