Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Poniedziałek 20-11-2017, imieniny Anatola, Sędzimira
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

W drogę W drogę

Elbląski cud

Hucznie bawił się Elbląg. W miejskich oberżach, w Dworze Artusa, w prywatnych mieszkaniach, świętowano z okazji obrony miasta przed napadem Krzyżaków, informował Głos Elbląga z 18 lutego 1959 r.

Piekarczyka, co łopatą uratował Elbląg, przyjmowano jako zbawcę. Kowal Andrzej Boran – ten, co pierwszy spostrzegł zbliżających się knechtów i zorganizował obronę, otrzymał w darze od miasta urządzoną kuźnię i gwarancję na wszystkie zamówienia kowalskie magistratu.
     Zdrajców ukarano. Borcheta, który poddany mękom przyznał się do zmówienia się z Krzyżakami obwieszono na rynku. Szukano drugiego zdrajcy, o którym wiedziano, że jeździł do Królewca i później widziano go w obozie krzyżackim. Był to krawiec Henryk Kuner. Niestety, wysłani po niego pachołkowie miejscy nie zastali go w domu. Uciekł do Królewca. Została tylko żona, kaleka ze sparaliżowanymi nogami. Nie miała ona nic wspólnego ze zdradą swego męża, o niczym nie wiedziała, ani też nie słyszała. Obwiniano ją o współudział w zdradzie. Próżno nieszczęśliwa zaklinała się na wszystkie świętości. Sąd miejski skarał ją na karę śmierci przez utopienie.
     Czerwono odziany mistrz, w asyście krzepkich pachołków, zanieśli nieszczęsną nad rzekę. Tam związano jej ręce i nogi i strącono z brzegu do wody. Krzyk nieszczęśliwej zagłuszyła zamykająca się nad nią toń rzeki.
     Zgromadzeni licznie na brzegu rzeki poczęli się rozchodzić do domów, gdy nagle z odległości około 100 metrów od miejsca strącenia kobiety, ujrzano przy brzegu jej kolorową zapaskę. Silny w tym miejscu prąd wyrzucił nieszczęśliwą do góry i pchnął ją na płynący przy brzegu pień sosny.
     Namoknięta spódnica zaczepiła się o gałęzie drzewa. Krzyk i wołanie o pomoc nieszczęśliwej słychać było daleko po wodzie. Rzuciły się na pomoc kobiety. Wyciągnięto nieszczęśliwą z wody. Mistrz, odtrąciwszy ratujących, porwał topielicę usiłując ją wrzucić ponownie do rzeki. Spotkał się jednak ze sprzeciwem obecnych. Przegnano go z brzegu, do miasta. Nieszczęśliwą kobietę przeniesiono do chaty rybackiej. Silny nerwowy wstrząs spowodował, że sparaliżowane, bezwładne jej nogi nabrały mocy.
     Widok, sparaliżowanej do niedawno kobiety – idącej o własnych siłach przez miasto – potraktowany został jako cud. Po ułaskawieniu, zamieszkała nadal w swoim domku – opowiadając o wielki cudzie, jakiego doznała w rzece.
     O cudzie elbląskim opowiadano hen poza granicami miasta, przez długie lata.

oprac. Olaf B.
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
Reklama