UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Romans w elbląskim aparacie partyjnym

 
Elbląg, Pesell [CC BY-SA 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)]
Pesell [CC BY-SA 4.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0)]
Reklama

16 kwietnia 1953 r. podczas posiedzenia Egzekutywy KW PZPR w Gdańsku sprawę stosunków w Komitecie Powiatowym PZPR w Elblągu w świetle badań komisji KW referował towarzysz Henryk Winter. Przedmiotem zainteresowania komisji była femme fatale ówczesnego składu Komitetu Powiatowego tow. Zieleniecka, której postawiono zarzut o uwodzenie mężów zasiadających w składzie Komitetu Powiatowego w Elblągu – tj. tow. Olszewskiego i tow. Cholewę.

Początkiem „afery miłosnej” było pobicie Zielenieckiej przez Olszewską za rzekome uwodzenie jej męża. Odbywało się to przy biernej postawie tow. Jana Woźnego – ówczesnego II sekretarza KP PZPR w Elblągu. Wojewódzka instancja partyjna zarzucała KP PZPR w Elblągu, że ze strony pracowników KP nie było żadnych sygnałów o faktach demoralizacji, jakie miały miejsce w KP. Według słów samego Woźnego: Zwróciłem uwagę na tow. Zieleniecką i Cholewę. Raz zastałem ich, gdy siedzieli na jednym krześle – prawie jedno drugiemu na kolanach. Gdy zaraz zwróciłem im uwagę, Cholewa obraził się. Zebraliśmy kierownictwo i daliśmy im mocno w skórę – było to jak włożenie przysłowiowego „kija w mrowisko”. Fakty te wpłynęły ujemnie na pracę w terenie […] Kobiety zaczęły same przychodzić po mężów do KP. Ostatecznie tow. Zieleniecka została zwolniona z aparatu partyjnego stwierdzano, że Tow. Zielenieckiej mimo jej niezłej pracy nie można pozostawiać w aparacie partyjnym, gdyż zawiodła nas z innej strony. Poza aparatem ma możność wykazać się pracą i zrehabilitować.

- W odpowiedzi na pytania ttow. Kunata: od jak dawna tow. Woźny miał sygnały o zaistniałych faktach, co robił w związku z tym jako I Sekretarz KP, dlaczego nie mogąc dać sobie rady, nie sygnalizował tego KW – jak widzi w tym świetle swoje sprawy rodzinne – jaki to ma związek z zaistniałymi faktami, Kościowej: jak tow. Woźny ocenia pracę tow. Zielenieckiej jako instruktora i obecnie jako sekretarza KP – czy nie wie o podobnych wypadkach jakie zaistniały w KP – w KM. Tow. Trusza: jakie wnioski wyciągnął tow. Woźny z wielokrotnych uwag w sprawie opieki nad wysuniętym aktywem, pracy z aparatem, dlaczego posiadający sygnały o złym zachowaniu się ttow. – nie mówił o tym tow. Truszowi, gdy był tam na konferencji, innym ttow. i tow. Szulca – jak tow. Woźny ocenia fakty demoralizacji kierowniczego aparatu KP, jak fakty te odbiły się na pracy Komitetu Powiatowego:
       Tow. Malko: jakie są źródła tego, że tow. Woźny nie zauważył takich rzeczy, bądź liberalnie do nich ustosunkował się – czy sam jest w porządku i nie miał nic wspólnego z tą sprawą- tow. Woźny odpowiada:

 

Pani pobiła panią 

- Moja główna wina leży w tym, że nie dopatrzyłem postawy towarzyszy. Gdy ostatnio otrzymałem jaśniejsze sygnały – zgłosiłem o tym do WKKP – mniej więcej tydzień przed przyjazdem Komisji. Byłem ślepy – nie przyszło mi nawet do głowy, by takie rzeczy mogły się dziać w aparacie partyjnym. Będąc II Sekretarzem KP po ćwiczeniach wojskowych dowiedziałem się, że Olszewska pobiła Zieleniecką za uwodzenie jej męża, natomiast tow. Świszcz (I Sekretarz) mówił, że nic nie słyszał a na propozycję, powiadomić o tym KW, lub postawić sprawę na zebraniu POP, a resztę on sam załatwi. Później nie widziałem faktów, które mogły by mnie zaniepokoić. Tow. Zieleniecka pracowała bardzo dobrze. Pięknie poprowadziła kampanię wyborczą w gminie Tolkmicko, mąż jej często przyjeżdżał do domu. Nie było zadania – nawet najtrudniejszego, którego by tow. Zieleniecka nie wykonała – stwierdzał I Sekretarz KP PZPR w Elblągu Jan Woźny podczas posiedzenia Egzekutywy KW PZPR w Gdańsku w kwietniu 1953 r.

Ze strony pracowników KP nie było żadnych sygnałów o faktach demoralizacji, jakie miały miejsce w KP, dwa razy, przeprowadzając zajęcia z żonami pracowników prosiłem je, by powiedziały jakie mają zarzuty odnośnie kierownictwa KP, swych mętów /skarżyły się zawsze, że przychodzą bardzo późno/, ale nic nie mówiły, Olszewska nie przyszła.
       4 tygodnie temu moja żona zaczęła opowiadać, że Zieleniecka dostała od Olszewskiej za kombinowanie z jej mężem, a teraz bierze się do Cholewy, ale nie wierzyłem żonie, ochrzaniałem ją.

- Nikt nie mówił mi, że tow. Zieleniecka jest proponowana na Sekretarza KP, tym bardziej, że KP wysuwał kandydaturę tow. Cholewy. Na krótko przed konferencją wyborczą dowiedziałem się o koncepcjach Egzekutywy KW przez tow. Majstra i żadnych zastrzeżeń co do
       tow. Zielenieckiej nie stawiałem, mówiąc, że trudno jej będzie na nowym stanowisku, gdyż dotychczas była tylko instruktorem, udzieli jej się jednak pomocy. Ze strony pracowników KP nie było żadnych sygnałów o faktach demoralizacji, jakie miały miejsce w KP, dwa razy, przeprowadzając zajęcia z żonami pracowników prosiłem je, by powiedziały jakie mają zarzuty odnośnie kierownictwa KP, swych mężów /skarżyły się zawsze, że przychodzą bardzo późno/, ale nic nie mówiły, Olszewska nie przyszła. 4 tygodnie temu moja żona zaczęła opowiadać, że Zieleniecka dostała od Olszewskiej za kombinowanie z jej mężem, a teraz bierze się do Cholewy, ale nie wierzyłem żonie, ochrzaniałem ją, mówiąc że ulega podszeptom wroga, chcącego poderwać autorytet pracownikom KP i chce rozbijać rodziny. Wtedy żona powiedziała mi: „przyjrzyj się - jeszcze usłyszysz o tym”
– kontynuował I Sekretarz KP PZPR w Elblągu.

 

Siedzieli na jednym krześle

Zwróciłem uwagę na tow. Zieleniecką i Cholewę. Raz zastałem ich, gdy siedzieli na jednym krześle – prawie jedno drugiemu na kolanach. Gdy zaraz zwróciłem im uwagę, Cholewa obraził się. Zebraliśmy kierownictwo i daliśmy im mocno w skórę

- Zwróciłem uwagę na tow. Zieleniecką i Cholewę. Raz zastałem ich, gdy siedzieli na jednym krześle – prawie jedno drugiemu na kolanach. Gdy zaraz zwróciłem im uwagę, Cholewa obraził się. Zebraliśmy kierownictwo i daliśmy im mocno w skórę. Później towarzysze mówili, że w Krzewsku widzieli ich razem, choć Cholewa wyjechał na Pomorską Wieś, a Zieleniecka do Fiszewa – na drugi koniec powiatu. Dowiedziawszy się o tym – przyjechałem zaraz do WKKP i powiedziałem o tym. Wtedy też okazało się, że tow. Świszcz nie poinformował KW o istniejących uprzednio faktach – kontynuował Woźny.

 

Żony przychodziły do mężów

- Oczywiście fakty te wpływały ujemnie na pracę w terenie. Gdy odjechała Komisja stwierdziliśmy jeszcze, że np. Olszewski, oddelegowany na tydzień do Nowakowa był tam tylko dwa dni i nie wiadomo co zrobił z resztą czasu. Również cierpiały na tym rodziny /i moja/. Kobiety zaczęły same przychodzić po mężów do KP, jak Cholewowa, nie chciały jednak powiedzieć dlaczego. Np. ona mówiła, że mieli iść do kina itd. Gdy był w Elblągu tow. Trusz – bałem się powiedzieć mu o znanych sygnałach, a przy tym uspokajałem się, że są mu one znane – stwierdzał samokrytycznie I –szy Sekretarz KP PZPR w Elblągu.

 

Miałem bielmo na oczach

- Raz był Olszewski prosić o radę, jak uwolnić się od Zielenieckiej, gdyż zawsze do niego przychodzi. Rozmawiałem z Zieleniecką i mówiła, że Olszewski się wygłupia i to co mówi jest nieprawdą. Od Świszcza nic się nie dowiedziałem. Świszcz odszedł z Elbląga w czerwcu ub. roku. Dlaczego miałem bielmo na oczach, nie widziałem faktów szkodzących Partii – nie wiem. Jest to mój błąd i nauczka do śmierci. Po powrocie z ćwiczeń wojskowych powinienem pojechać do KW i wyjaśnić wszelkie niejasności. Za mało bezpośrednio rozmawiam z pracownikami, za dużo wierzę im, że na pewno zrobią – za mało jest z mojej strony kontroli – przyznawał się Woźny.

 

Na maszynie pisała słabo

- Na ostatnim zebraniu POP – kierownictwo sprzeciwiało się wykluczeniu z Partii tow. Michółki: przeciw wnioskowi było 11 głosów – w tym mój i II Sekretarza tow. Ciebiery, za wnioskiem o wykluczenie – 12 głosów. Przewodniczący ZMP i inni towarzysze zbyt mocno ustosunkowali się do niej. Zwolniliśmy ją z pracy w aparacie partyjnym bo chciała się uczyć i więcej zarobić. Mieliśmy zamiar ustawić ją do pracy w PZGS-ie lub PRN. Było to również niesłuszne. Była ona grymaśna, nie można ją było wychować. Raz zgłosił się jej brat – członek Partii, który przyjechał z innego terenu i prosił o ustawienie go do pracy. Na naszą propozycję zgodził się pójść do PGR, co okazało się, że tow. Michółka nie zgodziła się na to, by poszedł do pracy w PGR-ach, bo tam jest bałagan, gdzie indziej może zarobić więcej i mniej się napracować. Instruktorzy i inni pracownicy nie bardzo lubili ją, mieli wiele pracy i chcieli by natychmiast im ją zrobiła, tymczasem na maszynie pisała słabo, nieraz przychodziła ze skargą, że chcą ją zostawić poza godzinami normalnej pracy, na co nie zgodziłem się i kazałem wziąć maszynistkę z jakiejś instytucji. Pracownicy mówili wówczas, że sekretarz bierze baby w obronę – stwierdzał tow. Jan Woźny.

 

Wyróżniała się skromnością i właściwą postawą

- Całe niebezpieczeństwo polega na tym, że tow. Woźny nie zdaje sobie sprawy z krzywdy, jaką swym postepowaniem wyrządził Partii. Tow. Zieleniecka jest bardzo dobrym materiałem na pracownika aparatu partyjnego. Wielokrotnie prosiła o skierowanie jej na szkołę wojewódzką, a gdy była na niej, wyróżniała się skromnością i właściwą postawą, prowadziła się bardzo dobrze, mając trudności w nauce była bardzo pracowita, w akcjach terenowych wykazywała wyjątkową ofiarność, dziesiątki kilometrów przechodziła piechotą. Po ukończeniu szkoły była typowana na Sekretarza KG – później wyrosła na Sekretarza KP. wina jej jest, że swoją postawa doprowadziła do zaistniałego skandalu, jednak lwia część winy za ten wypadek spoczywa na stylu pracy Egzekutywy KP, POP, której praca jest czysto formalna. Na Wojewódzkiej Szkole Partyjnej byli m.in. ttow. Woźny, Zieleniecka, Cholewa i za każdym razem omawiano sprawę demoralizacji któregoś z innych słuchaczy, wyciągając ostre wnioski. Z walki o postawę moralno-polityczną aktywisty partyjnego towarzysze powinni wyciągnąć wnioski dla siebie. Albo WSP nie wypełnia roli, jaką jej powierzono, bądź też jej praca jest przekreślona przez styl pracy w KP – stwierdzała tow. Jadwiga Kościowa – kierownik Wojewódzkiej Szkoły Partyjnej w Gdańsku.

 

Nikt nie pracował nad tym, żeby ją wychować 

- Na wielokrotne pytania dlaczego doszło do takiego stanu tow. Woźny nie potrafił odpowiedzieć, że jest to wynik złego kierownictwa, liberalnego i biurokratycznego patrzenia na pracę i na ludzi, nie widzenia za faktami żywego człowieka, braku głębokiej analizy, której to tow. Woźny powinien już się nauczyć. Towarzyszom zdaje się, że można być dobrym pracownikiem aparatu partyjnego nie mając właściwej postawy moralnej. Wiąże się to z tym, że wszelkie sprawy natury wychowawczej są stawiane na POP przy KP zbyt formalnie. Mimo, że tow. Michółka miała 17 lat, przyjęto już ją na kandydata i nikt nie pracował nad tym by ją wychować. Jednocześnie nie możliwym jest, by głos sekretarza KP – przy zachowaniu demokracji wewnątrzpartyjnej nie był głosem decydującym. W dyskusji należało przekonać towarzyszy o niesłuszności ich stanowiska. Nie jest usprawiedliwieniem, że tow. Woźny głosował przeciwko skreśleniu jej z listy kandydatów. Skandaliczny jest fakt, że nie widząc choroby nerwowej tow. Biernackiej, na skutek jej ciężkich przeżyć, jej związania z Partią – zadano jej cios, po którym popełniła ona samobójstwo – kontynuowała Kościowa.

 

O demoralizacji nikt nie mówił

- Stąd wynika brak zaufania dla kierownictwa KP. Nie jest wypadkiem, że towarzysze nie sygnalizowali tow. Woźnemu o faktach demoralizacji w KP, bo wiedzieli, że tow. Woźny jest nieczuły na postawę moralną towarzyszy. Nawet żony pracowników – włącznie z jego żoną nie mają zaufania do swych mężów, pracując w aparacie. Z tej ślepoty, niewidzenia ludzi, nieprowadzenia z nimi pracy wychowawczej towarzysze z KP muszą wyciągnąć jak najpoważniejsze wnioski. Wnioski, wyciągnięte przez komisje są słuszne, jednak kary dla towarzyszy Olszewskiego – który jest największym łobuzem /Zieleniecka spotykając się z nim, była jeszcze zahukana i nieśmiała/ Cholewy i Zielenieckiej trzeba zróżnicować. Zieleniecka jest człowiekiem, którego można uratować dla pracy w aparacie: należy jej dać naganę z ostrzeżeniem, czy upomnienie oraz przenieść na instruktora KP w innym powiecie bądź do POM-ów – podsumowała Kościowa.

 

Sekretarz nie spał w domu

- Trudno wytłumaczyć, dlaczego tow. Woźny- II Sekretarz KP nie wiedział o tej historii, która trwa ponad rok czasu, gdy wiedza o niej żony wszystkich pracowników, które nam jako Komisji dały najwięcej materiału w tej sprawie, a miedzy innymi zdjęcia i korale Zielenieckiej, znalezione u któregoś z mężów w kieszeni, ich listy itd. – stwierdzał tow. Morawski. - Nie przypuszczam, by tow. Woźny nie miał tych sygnałów, a mimo to nic nie zrobił, żeby chociaż je sprawdzić. Żona tow. Woźnego tez nie ma do niego zaufania, posądza go o niemoralne prowadzenie się z ich sąsiadką itd. To w toku wyjaśniania okazało się jednak nieprawdopodobne: nikt nie potwierdza poza żoną podawanych przez nią faktów, bądź tają to. Jeśli żona tow. Woźnego robiła mu historię – uodparniał się, nie chciał wiedzieć, że inni mogą coś takiego robić, co przyniosło olbrzymią szkodę. Niesłuszne stanowisko zajął tow. Woźny odnośnie towarzyszek pracujących w KP, mówiąc, że jest między nimi tylko żarcie się i w związku z tym postanawiając pozbyć się ich – jakkolwiek jawnie tego nie postawił. Choć są to dobre towarzyszki, wymagające tylko opieki, sponiewierano je. Źródła tego nie wynikają tylko ze ślepoty. Tow. Woźny musi poważnie ustosunkować się do swego pożycia małżeńskiego. I tutaj powinien świecić za wzór, a tymczasem żona podrywa mu autorytet. Tow. Woźny nie potrafił się z nią dogadać, aby nie słuchać jej wymówek – spał w Komitecie, co również nie buduje jego autorytetu. Trzeba się nad tym poważnie zastanowić i poprawić swe stosunki z żoną, bądź rozwiązać to w inny sposób – stwierdzał tow. Morawski

 

To był "rozkład moralny"

- Na Wybrzeżu żyjemy pod naciskiem wrogiej, burżuazyjnej ideologii. Mamy szereg przykładów rozkładu moralnego. Dlatego tym więcej musimy pomagać ludziom w uodpornieniu się na wpływy tej ideologii, wychować ich. Komitet Powiatowy w Elblągu widocznie o tym zapomniał. Bijemy się o wysuwanie kobiet na odpowiednie stanowiska. Wysuwając tow. Zieleniecką – trzeba było dbać o nią, umiejętnie pielęgnować ją: kręciło się koło niej kliku rozłożonych moralnie ludzi; na sygnały nie zwracano uwagi – aż ci pociągnęli ja w bagno. Sprawa ta jest tym poważniejsza, ze brali w niej udział poważni pracownicy aparatu partyjnego. Sekretarz KP widząc takie dziwolągi, jak siedzenie sobie na kolanach sekretarza i kier. Wydziału Propagandy KP – winien natychmiast wyciągnąć z tego ostre wnioski, przedstawiając to Kierownictwu, w celu zajęcia stanowiska – tymczasem żadnego kroku ze strony Kierownictwa w kierunku zlikwidowania istniejącego bagna nie było. To niewidzenie brudu, zajmowanie wobec niego oportunistycznego stanowiska – jest najbardziej uderzające. Sprawa ta jest rezultatem oddzielania prywatnego życia towarzysza od oficjalnej strony jego życia, oderwania się od żywego człowieka, oportunizmu, pepeesowskiego stosunku do życia – stwierdzał tow. Samuel Malko /Z-ca Dowódcy Marynarki Wojennej do Spraw Polityczno-wychowawczych – przyp.aut/ – Nie znam towarzyszy, których ta sprawa dotyczy. Wydaje się jednak, że tow. Zieleniecka jest mniej winna: wysuwając ją i nie otaczając odpowiednią opieką, rzucono ja w błoto i trzeba jej pomóc stanąć na nogach. Fakt, że ze strony Sekretarza KP nie było ostrości w widzeniu tego zagadnienia nasuwa wniosek, że albo nie doceniał otrzymanych sygnałów, nie wierząc żonie, bądź sam jest w to zamieszany- tak, czy tak zajmując niepartyjne stanowisko.

 

Chcieli "zlikwidować plamę, która ciąży na Elblągu"

- Elbląg znany jest od strony demoralizacji i chuligaństwa pewnej części jego mieszkańców i wpływ tej grupy znajduje swoje odbicie w aparacie partyjnym i państwowym. Ostatnio zdjęliśmy z zajmowanego stanowiska Przewodniczącego MRN za awantury urządzane po pijanemu – dawniej podobne historie były w KM. Sprawy tow. Zielenieckiej nie można traktować jak oderwany wypadek, a jak wyraz nacisku burżuazyjnej ideologii na aparat partyjny i państwowy, który nie jest na tyle zahartowany, by walczyć z tym naciskiem, doprowadzić do likwidacji plamy, jaka ciąży na Elblągu, wychować tą cześć społeczeństwa. […] Tow. Zielenieckiej mimo jej niezłej pracy nie można pozostawiać w aparacie partyjnym, gdyż zawiodła nas z innej strony. Poza aparatem ma możność wykazać się pracą i zrehabilitować – podsumował dyskusję I Sekretarz KW PZPR w Gdańsku Jan Trusz. 

 

Do napisania artykułu wykorzystałem:

- Protokół nr 18/53 z posiedzenia Egzekutywy Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Gdańsku odbytego w dniu 16 IV 1953 r.

- Projekt Uchwały Egzekutywy KW PZPR w Gdańsku (załącznik do protokołu).

Źródło: Archiwum Państwowe w Gdańsku (AP Gdańsk) oddział w Gdyni (APO Gdynia), Wojewódzka Instancja Partyjna, Protokoły posiedzeń Egzekutywy KW, kwiecień 1953 r. sygn. 2384/193

Marcin Ślaski (Gdańsk)
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama