Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Sobota 18-11-2017, imieniny Karoliny, Romana
 
Rek

UWAGA!

Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Park Dolinka Park Dolinka

Olimpia pokazała charakter (piłka nożna)

Elbląg, Olimpia pokazała charakter (piłka nożna) Elbląska Olimpia w meczu 16. kolejki II ligi zwyciężyła w Sokółce miejscowego Sokoła 3:2 (fot. Anna Dembińska)
Rek

Elbląska Olimpia w meczu 16. kolejki II ligi zwyciężyła w Sokółce miejscowego Sokoła 3:2. Żółto-biało-niebiescy przegrywali w tym meczu już 0:2, ale dzięki zaangażowaniu i walce odrobili stratę z nawiązką i mogą się cieszyć z trzech punktów. Bramki dla Olimpii zdobyli Anton Kolosov, Mateusz Kołodziejski i Kamil Jackiewicz. Po tym zwycięstwie podpieczni Tomasza Arteniuka awansowali na 5. miejsce w tabeli, ze stratą trzech punktów do prowadzącej dwójki Znicza Pruszków i Świtu Nowy Dwór Mazowiecki.  

Zobacz tekstową relację live z meczu Sokół Sokółka – Olimpia Elbląg 
     
     Błoto zamiast boiska
     Przypatrując się przed rozpoczęciem spotkania murawie, a w zasadzie błotnistej płycie boiska, pytaniem które jako pierwsze przychodziło do głowy, było to, jak sobie w tak arcytrudnych warunkach poradzą zawodnicy obu zespołów. Późniejsze rozwój wypadków na boisku wielokrotnie przypominał przedmeczową refleksję. W wielu sytuacjach rządził przypadek, umorusani w błocie zawodnicy bardziej walczyli z kałużami, wszechobecną wodą, padającym non stop deszczem, niż z rywalami.
     
     Niefartowny początek nie załamał olimpijczyków
     
Jako pierwsi do takich warunków przystosowali się miejscowi, którzy już w 11. minucie cieszyli się z prowadzenia. Po rzucie rożnym z lewej strony boiska, piłka wpadła w pole karne, gdzie ugrzęzła w plątaninie nóg obrońców. Kiedy wydawało się, że elblążanie zażegnają niebezpieczeństwo, figla spłatała potężna kałuża wody, która zajmowała sporą część „szesnastki”. Najprzytomniej zachował się po chwili rosły stoper gospodarzy Bartosz Kaśnikowski, który wyprzedził zdezorientowanych olimpijczyków i strzałem „z dużego palca” (albo jak chcą inni „z czuba”) umieścił piłkę w siatce obok bezradnego Dominika Sobańskiego. Żółto-biało-niebiescy jeszcze dobrze nie otrząsnęli się po niefortunnym początku, a już musieli odrabiać dwubramkową stratę. Tyle, że przy drugiej bramce dla Sokoła nie popisali się sędziowie. Asystent głównego nie dostrzegł tego, co widzieli wszyscy obecni na stadionie – przynajmniej trzymetrowego spalonego Kamila Wojtkielewicza. Arbiter główny Grzegorz Pożarowszczyk z Lublina puścił więc grę, a pomocnik Sokoła z zimną krwią skorzystał z prezentu i podwyższył na 2:0.
     
     Podnieśli się po nokdaunie
     
Dopiero dwa celne ciosy obudziły zespół z Elbląga, który z jeszcze większym animuszem zaatakował gospodarzy. W krótkim odcinku czasu Olimpia osiągnęła wyraźną przewagę i bardzo szybko, bo już w 21. minucie, zdobyła kontaktową bramkę. Wielką zasługę przy tym golu miał rozgrywający bardzo dobre zawody Mateusz Kołodziejski, który ograł na prawym skrzydle dwóch obrońców i wyłożył jak „na tacy” futbolówkę Anotnovi Kolosovowi. Ukrainiec nie marnuje takich okazji i dokładnie przymierzając pokonał Łukasza Trudnosa. Po tej bramce zgromadzeni już do końca pierwszej odsłony obserwowali pojedynek Olimpia – Trudnos. Bramkarz z Sokółki dwoił się i troił, bronił jak w transie, przynajmniej czterokrotnie chroniąc swój zespół przed utratą goli po próbach Kolosova, Jackiewicza, Krzysztofa Bułki i Lubomira Lubenova. Elblążanie nie potrafili skierować piłki do siatki w tak dogodnych okazjach jak sytuacje sam na sam, a nawet rzut karny. W 35. minucie Bułka został sfaulowany w polu szesnastu metrów i sędzia nie miał innego wyjścia, jak wskazać na punkt oddalony od bramki Sokoła o metrów jedenaście. Niestety nieobecny był stały wykonawca karnych w Olimpii Krzysztof Sobieraj (pauza z uwagi na żółte kartki) i ciężar wykonania „wapna” wziął na siebie Bułgar Lubenov. Ten jednak nie wytrzymał ciśnienia, jego intencje znakomicie wyczuł Trudnos, który odbił piłkę, a późniejsza dobitka „Lubo” poszybowała wysoko nad bramką. Niestrzelony karny nie załamał jednak gości z Elbląga, którzy nadal z zapamiętaniem realizowali przyjętą taktykę i reagowali na pokrzykiwania trenera Arteniuka, który werbalnie starał się wyegzekwować od swoich podopiecznych jeszcze większą wolę walki, zaangażowanie i konsekwencje w grze. Te podpowiedzi trenera przyniosły oczekiwany skutek jeszcze przed przerwą. W pierwszej z doliczonych minut kolejną indywidualną akcją popisał się Kołodziejski, który tym razem nie kombinował z dryblowaniem, a huknął z pola karnego płasko, po ziemi, tuż przy prawym słupku. Tym samym do przerwy było 2:2, a zawodnicy Olimpii mogli powiedzieć, że wrócili z „dalekiej podróży”. 
     
     Przełamanie Jackiewicza
     Bramka „do szatni”, jak się zwykło nazywać gole zdobywane tuż przed przerwą, tak podziałała destruktywnie na gospodarzy, że zaraz po wznowieniu gry w drugiej połowie dali sobie wbić trzeciego gola. Przy tym trafieniu dla Olimpii główne role odegrali Andrzej Matwijów (przytomne zgranie i dostrzeżenie w polu karnym nieobstawionego kolegi z zespołu) i Jackiewicz, który przełamał strzelecką niemoc trwającą od kilku meczów (poprzednią bramkę Jackiewicz zdobył również na wyjeździe, w 9. kolejce, 18 września przeciw Świtowi Nowy Dwór Mazowiecki - przyp. BAR).
     
     Po objęciu prowadzenia Olimpia nie cofnęła się do obrony, ale kontrolowała nadal grę, tyle, że bardziej szanowała piłkę. Gospodarze miotali się, próbowali różnych środków, najczęściej grając jednak długie piłki do wysuniętego Marka Gołębiewskiego. Ten był jednak osamotniony i nie miał większych szans w starciach z Mykolą Dremliukiem i Ireneuszem Chrzanowskim, który zastępował zawieszonego Sobieraja. Gospodarze nie potrafili sforsować dobrze dysponowanej elbląskiej defensywy, choć próbowali uczynić to również po uderzeniach z dystansu. Na kwadrans przed końcem meczu piłka po takim zagraniu wylądowała na słupku bramki Sobańskiego, choć wydaje się, że gdyby szła w świtało bramki, doświadczony golkiper poradziłby sobie z obroną tego uderzenia. W samej końcówce trener Olimpii reagując na stale pogarszający się stan płyty, a co za tym idzie wzmagające się zmęczenie swoich podopiecznych, zdecydował się na zastosowanie roszad mających na celu obronę satysfakcjonującego wyniku. Ofensywnych Lubenova i Kolosova zastąpili defensywny pomocnik Michał Pietroń i obrońca Paweł Byrski, który po chwili zluzował w obronie potwornie zmęczonego Pawła Żurawia (jego miejsce zajął inny wychowanek Olimpii Andrzej Liszko – przyp. BAR). Choć arbiter nie wiedzieć dlaczego doliczył do regulaminowego czasu aż 5 minut (nie było w meczu dłuższych przerw), Olimpia spokojnie kontrolowała przebieg boiskowych wydarzeń i po ostatnim gwizdku jej zawodnicy mogli się cieszyć z punktów wywalczonych z ogromnym trudem.
     
     Wszyscy zasłużyli na pochwałę
     Po pierwszych 20 minutach meczu nic nie wskazywało, że elblążanie będą w stanie odwrócić jego losy. Później po raz kolejny potwierdziło się, że żelazna konsekwencja, upór i zaangażowanie są w stanie zmienić wszystko. Droga Olimpii z dna na szczyty powiodła się i to jest najważniejsze. Po takim meczu na wyróżnienie zasłużył cały zespół, który pomimo niekorzystnego rozwoju wypadków na początku nie załamał się i pokazał, że tworzy kolektyw i drużynę, którą stać na wiele. Odwrócenie losów meczu, odrobienie dwóch bramek straty w takich warunkach, na obcym terenie, to jest coś.
     
     Trenerski dwugłos
     Tomasz Arteniuk (trener Olimpii)
– Wiedzieliśmy, że Sokół jest drużyną wymagającą, tym bardziej pod batutą trenera Mroziewskiego. Mieliśmy już do czynienia z dwoma beniaminkami, z tych dwóch beniaminków Sokół jest drużyną lepszą, bardziej wymagającą. Pierwsza połowa mogła spowodować, że mielibyśmy spokój, a tak zafundowaliśmy sobie to, że mecz do końca rozstrzygany był w warunkach dramatycznych. Cieszymy się z tego zwycięstwa, z tych trzech punktów, które były nam niezwykle potrzebne. Ja osobiście cieszę się z pierwszych 45 minut. Pomimo, że runda zbliża się do końca, warunki były niesprzyjające, zdecydowałem się na zmianę ustawienia. W środku zagrał Lubenov z Matwijowem i myślę, że ta pierwsza połowa pokazała, jak Olimpia może grać, jeśli będzie miała do tego odpowiednich wykonawców. Poza tym cieszę się z przełamania Jackiewicza, z charakteru zespołu. Przegrywaliśmy na terenie przeciwnika 0:2, ale wróciliśmy z tego i wywieźliśmy jednak trzy punkty. To jest coś niesamowitego, to świadczy o charakterze tego zespołu, tego co tu wspólnie stworzyliśmy. Dlatego mam taki apel – postarajmy się pomyśleć. Ten zespół już sam w sobie jest historią, przy tak ciężkim sezonie realizujemy swój cel i nie chciałbym, by cały ten wysiłek poszedł na marne. Ustosunkowując się jeszcze do wypowiedzi trenera gospodarzy – nie wiem o jakich on przypadkowych golach dla mojego zespołu mówi? Jeśli strzał piętką Kolosova, po wcześniejszej bardzo ładnej indywidualnej akcji Kołodziejskiego, gdzie wyłożył piłkę ja na tacy na środek pola karnego, nazywa przypadkiem, to gratuluję. To samo z bramkami na 2:2 i 3:2, kiedy to ładnie przymierzył Kołodziejski, a później Matwijów przytomnie obsłużył Jackiewicza, a ten uderzył tak, jak chciał. Gdybyśmy jeszcze wykorzystali ten rzut karny, to zwyciężylibyśmy wyżej i nie byłoby tych emocji do samego końca.
     
     Witold Mroziewski (trener Sokoła)
– Gratuluje wygranej Olimpii, bo w przekroju całego meczu była jednak zespołem minimalnie od nas lepszym. My znakomicie weszliśmy w to spotkanie, rozegraliśmy bardzo dobre pierwsze 20 minut. Niestety nie potrafiliśmy tego utrzymać dłużej i pozwoliliśmy rywalowi na odrobienie strat. Te bramki nie padły po jakiś składnych akcjach, a były wynikiem naszej niefrasobliwości i prostych błędów. Dość przypadkowe gole spowodowały, że jeszcze przed przerwą straciliśmy całą przewagę. Po zmianie stron rywale bardzo szybko wyszli na prowadzenie, czym dodatkowo wybili nas z rytmu. Dopiero w końcówce staraliśmy się powrócić na właściwe tory, do końca walczyliśmy chociaż o punkt, na który moim zdaniem zasłużyliśmy. Górę wzięło dziś jednak większe doświadczenie zawodników z Elbląga, które pozwoliło im na odwrócenie losów meczu. Widać było jak na dłoni, że nam takich graczy brakuje i to na kilku pozycjach. Zimą trzeba spokojnie popracować nad wzmocnieniem zespołu, nad uzupełnieniem braków, byśmy mogli się cieszyć z kolejnych ligowych zwycięstw wiosną. Dziś nam się nie udało, choć walczyliśmy przez większą część meczu, jak równy z równym. Przypominam, że jesteśmy beniaminkiem, takie mecze mogą się nam jeszcze przytrafić, ale najważniejsze jest, by wyciągnąć z nich odpowiednie wnioski.
     
     Sokół Sokółka - Olimpia Elbląg 2:3 (2:2)
     
1:0 - Kaśnikowski (12.), 2:0 - Wojtkielewicz (17.), 2:1 Kolosov (21.), 2:2 Kołodziejski (45.+1), 2:3 - Jackiewicz (49.)
     Sokół: Trudnos – Pracz, Kaśnikowski (73. Kopeć), Naliwajko, Jóźwiak, Wojtkielewicz, Żuberek (58. Andrzejewski), Zalewski (87. Czeremcha), Butkiewicz (58. Konon), Mościński, Gołębiewski
     Olimpia: Sobański – Żuraw (84. Liszko), Chrzanowski, Dremliuk, Loda, Matwijów, Lubenov (79. Byrski), Bułka, Kołodziejski (81. Ł. Pietroń), Jackiewicz, Kolosov (52. M. Pietroń).
     Żółta kartka: Pracz (Sokół) - Ł. Pietroń (Olimpia)
     Sędziował: Grzegorz Pożarowszczyk (Lublin)
     Widzów: 100
     
     Komplet wyników 16. kolejki II ligi gr. wschodniej w sezonie 2010/11: Sokół Sokółka – Olimpia Elbląg 2:3, Motor Lublin – OKS 1945 Olsztyn 1:0, Start Otwock – Okocimski Brzesko 2:1, Resovia – Wigry Suwałki 1:1, Pelikan Łowicz – Wisła Płock 2:2, GLKS Nadarzyn – Stal Stalowa Wola 1:1, Puszcza Niepołomice – Świt Nowy Dwór Mazowiecki 0:0, Ruch Wysokie Mazowieckie – Znicz Pruszków 1:1, Jeziorak Iława – Stal Rzeszów 2:1. 
     
     Zobacz tabelę 2 ligi 

BAR
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
..., a moim zdaniem
Pokazuj od
najnowszych
  • Olimpia jest WIELKA, dla takich chwil warto zyc, za tydzien wszyscy na A8
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    prawdziwy kibic(2010-11-07)
  • Brawo Olimpia. Moze bedzie awans i piekny stadion jesli wybory wygra Nowaczyk bo to jedyny z kandydatow jest ktory interesuje sie sportem a w ogole juz Olimpia.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    Pomorze(2010-11-07)
  • jaka wielka, przecez to banda nieudaczników. wielki sukces ograli druzyne z paździeżewa małego na dodatek fartem. tu nigdy nie bedzie dobrej druzyny
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    exsportowiec(2010-11-07)
  • niby Olimpia staje się niewypłacalna a piłkarze grają, grają, ciekawe jak długo starczy im ochoty, oby jak najdłużej!
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0 0
    (2010-11-07)
Reklama