Ważne: nasze strony wykorzystują pliki cookies.
Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach reklamowych i statystycznych oraz w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące cookies.
Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza zgodę na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Proszę zapoznać się z informacją na temat cookies stosowanych na naszej stronie.
Poniedziałek 20-11-2017, imieniny Anatola, Sędzimira
 
Rek

UWAGA!

Zamknij Zamknij
Rek
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Na osiedlu

Gospodarka

Społeczeństwo

Kultura

Sport

Na uczelniach

Zbrodnia i kara

Prasówka

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Dawny Elbląg

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Strażnicy rzeki Strażnicy rzeki

Przełamanie Olimpii

 
Elbląg, Przełamanie Olimpii foto MS (archiwum)
Rek

Błąd Tomasza Lewandowskiego w pierwszej połowie spowodował, że na przerwę meczu ŁKS Łódź - Olimpia Elbląg goście schodzili w nie najlepszych humorach. W 59. minucie na boisku pojawił się jednak Anton Kolosov. Legenda elbląskiego klubu najpierw zanotowała asystę przy bramce Mateusza Szmydta, a potem napastnik Olimpii osobiście strzelił bramkę dającą elblążanom trzy punkty. ŁKS Łódź - Olimpia Elbląg 1:2.

Gra się do końca. Stare piłkarskie porzekadło w meczu pomiędzy ŁKS – em Łódź, a Olimpią Elbląg sprawdziło się po raz kolejny. Patrząc na tabelę II ligi przed tym meczem, można było mieć poważne wątpliwości, jak zakończy się to spotkanie. Dość powiedzieć, że łódzki zespół miał przed meczem z Olimpią „zero” w kolumnie „porażki”, w tabeli II ligi.
     W pierwszej połowie wydawało się, że ŁKS znalazł sposób na pokonanie Olimpii. Maksymalne ograniczenie siły elbląskiego napadu i czekanie na nieunikniony błąd żółto-biało-niebieskiej defensywy.
     Przez pierwszy kwadrans meczu żadna drużyna nie była w stanie zagrozić bramkarzowi rywala. Początek meczu był raczej nudny. Poziom, na początku spotkania, najlepiej ilustruje sytuacja z 16 minuty, kiedy po rzucie wolnym, egzekwowanym przez piłkarza ŁKS – u, piłka wyszła poza boisko. Gdyby któryś z piłkarzy gospodarzy dobiegł pod bramką Wojciecha Daniela, mogło być gorąco.
     ŁKS zmusił Olimpię do ataku pozycyjnego. A przed swoim polem karnym umiał zneutralizować atuty ofensywne żółto-biało-niebieskich. Warto też zauważyć, że gospodarze podczas ataków Olimpii mieli przewagę liczebną w obronie. Ełkaesiacy potrafili stworzyć groźne sytuacje. Najlepszą w pierwszej połowie miał Jewhen Radionow, który w 30 minucie huknął z dystansu. Piłka, na szczęście dla gości, trafiła w poprzeczkę. Ze strony piłkarzy Olimpii dominowały niecelne strzały.
     W 42. minucie Olimpia straciła bramkę w dość kuriozalnej sytuacji. Wojciech Daniel podał piłkę od własnej bramki Tomaszowi Lewandowskiemu. Ten stracił piłkę, zyskał ją Jewhen Radionow, który z 16 metrów pokonał bramkarza Olimpii. Kto ponosi większą odpowiedzialność za utratę bramki? Obaj zawodnicy Olimpii mogli się jeszcze w tym meczu zrehabilitować. Ale na przerwę w radosnych humorach schodzili zawodnicy z Łodzi.
     Zaraz po przerwie, Adam Boros wysłał na boisko Jakuba Bojasa (zmienił Filipa Kop – Ostrowskiego) – co oznaczało zwiększenie siły ofensywnej Olimpii. W drugiej połowie spotkania defensywa żółto-biało-niebieskich nie popełniła już większych błędów. Trzeba było jednak odrobić straty. Wojciech Daniel trzykrotnie w ciągu minuty obronił strzały gospodarzy. W 60. minucie, bramkarz Olimpii, ponownie był górą po strzale Przemysława Kocota.
     Kwadrans przed końcem takiego przebiegu końcówki spotkania nie spodziewał się chyba nikt. W 76. minucie wprowadzony w drugiej połowie Anton Kolosov wbiegł w pole karne, piętą podał do Mateusza Szmydta. Skrzydłowy gości dopełnił formalności i umieścił piłkę w siatce.
     Dziewięć minut później Anton Kolosov odwrócił losy tego pojedynku. Zaczęło się od Tomasza Lewandowskiego, który w tym momencie pokazał, jaki drzemie w nim potencjał. Potem Radosław Stępień prostopadle podawał do Antona Kolosova, a ten strzelił, trafił i to, co po pierwszej połowie wydawało się mało prawdopodobne, stało się faktem.
     W ostatnim kwadransie Olimpia zdominowała ŁKS. Jeszcze przy stanie 1:1 Anton Kolosov trafił w bramkarza ŁKS – u po rzucie rożnym. Po drugiej bramce żółto-biało-niebiescy przeprowadzali kolejne ataki. Ostatecznie po końcowym gwizdku ŁKS zanotował pierwszą porażkę na swoim koncie, a piłkarze Olimpii przypomnieli sobie słodki smak zwycięstwa.
     Pójść za ciosem i zebrać następne trzy punkty, będą mieli już za tydzień. Do Elbląga przyjedzie GKS Bełchatów.
     
     ŁKS Łódź – Olimpia Elbląg 1:2 (1:0)
     Bramki: 1:0 – Radionow (41. min.), 1:1 - Szmydt (76 min.), 1:2 Kolosov (85 min.)
     
     Olimpia: Daniel – Lewandowski, Wenger, Szuprytowski (68' Szmydt), Kurbiel (59' Kolosov), Stępień, Lisiecki, Ressel, Rozumowski, Danowski (86' Korkliniewski), Kop-Ostrowski (46' Bojas)      


     Elbląska Gazeta Internetowa PortEl.pl jest patronem medialnym ZK Olimpia Elbląg

Sebastian Malicki
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama