Piątek 16-11-2018, imieniny Małgorzaty, Gertrudy
 
Rek

UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Rek
Telefon portElu Halo, tu portEl
512 918 555

Wiadomości

Sport

Gospodarka

Na osiedlu

Społeczeństwo

Na uczelniach

Kultura

Zbrodnia i kara

Dawny Elbląg

Jej portEl

Kina i teatr

Konkursy

Prasówka

Poradnik

Hit czy kit?

Po godzinach

Fotoreportel

Dary lasu 2 Dary lasu 2

Hipisów szukaj w Kirgistanie

 
Elbląg, Hipisów szukaj w Kirgistanie Przemysław Chwała i jego "Obłoki Fergamy" (fot. Michał Skroboszewski)
Rek

Ten kraj potrafi zaskoczyć wieloma rzeczami, ale na pierwszy plan wybija się wolność w wyrażaniu swoich poglądów. A to wcale nie jest takie oczywiste, gdy ma się za sąsiadów autorytarne państwa: Uzbekistan i Kazachstan. - Można pomodlić się do Allaha w obrządku chrześcijańskim albo założyć własny kościół i nikt tego nie kontroluje. Można wybrać jeden z modeli, albo ten muzułmański, albo kirgiski, czyli tradycyjne pasterstwo, obrzędowość, manizm, treści europejskie lub rosyjskie. Tam jesteś tym, kim chcesz – mówi Przemysław Chwała, elblążanin, antropolog, człowiek, który postanowił wysnuć opowieść o tym kraju. Zobacz zdjęcia, które zrobił podczas swoich podróży. 

Przemysław Chwała jest elblążaninem. Ukończył antropologię na Uniwersytecie Warszawskim. Jeszcze podczas studiów zainteresował się Azją Centralną, a z Kirgistanu, tego małego (jak na ten rejon świata) kraju, uczynił temat swojej pracy magisterskiej. Po drodze pojawił się pomysł na książkę, bo trudno byłoby nie przekazać dalej tych opowieści. Wydane w tym roku "Obłoki Fergamy" są zapisem wrażeń i historii z tego kraju.
     - Staram się komentować to, co widzę – mówi Przemysław Chwała, który od 1,5 roku mieszka w Holandii. Tam z kolei przygląda się życiu polskiej emigracji.
     
     - W 2009 r. pojechałeś po raz pierwszy do Azji Centralnej. To był przypadek, świadomy wybór, splot różnych okoliczności?

     - Przemysław Chwała: Pierwszy wyjazd był dość przypadkowy. Pojechałem z grupą przyjaciół na wyprawę trekkingową, żeby pochodzić po górach. Wróciliśmy po sześciu, siedmiu tygodniach. Szukając tematu, inspiracji do pracy magisterskiej stwierdziłem, że pojadę tam robić badania. To był dłuższy wyjazd, byłem tam przez około pięć miesięcy. Z myślą o książce zacząłem zbierać materiały, wiedziałem, że powstanie z tego coś większego.
     
     - A potem wracałeś...
     - Tak. Ciężko się oderwać od tego rejonu świata. Gdy pozna się już ludzi, wejdzie w tryb wydarzeń, to aż chce się wracać. Życie tam jest naprawdę bardzo tanie, bez większych funduszy można pojechać na dłużej. Zwłaszcza, gdy praktykuje się taki dość swobodny tryb życia, bez spania w hotelach, u znajomych. Książka to jeszcze nie jest rozdział zamknięty. Jest w niej sporo pytań, wciąż bez odpowiedzi. Myślę, że pojadę i sprawdzę, jak potoczyły się losy moich bohaterów. Czy Jelenie i Miszy udało się wyjechać do Rosji, jak radzi sobie Timur, czy udało mu się pojechać do Europy, czy na stałe mieszka w Biszkeku... Ciężko to stąd zweryfikować, trzeba tam po prostu być.
     
     - W jakim języku się porozumiewaliście? Po kirgisku czy po rosyjsku?
     
- Wystarczył język rosyjski, kirgiski jest językiem, który bardzo trudno opanować. Po pierwsze należy on do grupy turkijskiej, po drugie poziom zdialektyzowania jest tak wysoki, że często Kirgiz z południa, spod Oszu czy Dżalalabadu [miasta położone na południu kraju -red.] , nie jest w stanie swobodnie porozumieć się z tym, który mieszka w Biszkeku [miasto na północy -red.]. Za to język rosyjski jest powszechny, poza tym to język urzędowy.
     
     - Z Twojej książki wyłania się obraz kraju, w którym po rozpadzie ZSRR ludziom żyje się gorzej. Oni wzdychają za przeszłością, bardzo tęsknią za tym, co było. Z drugiej strony odradza się w nich poczucie dumy z tej tożsamości kirgiskiej, z tradycji, które istniały na długo przed radzieckim sojuzem. To dwie różne siły, które się ścierają.
     - Myślę, że ta kirgiskość jest coraz mocniej eksponowana. Tylko, że ta tradycja - życie w jurcie - jest coraz bardziej konfrontowana z ortodoksyjnym islamem. Coraz więcej młodych ludzi jest wysyłanych do Arabii Saudyjskiej na nauki, którzy potem wracają do Kirgizji i podważają miejscowe prawa. W książce przytaczam też wyniki sondażu, które pokazują, że większość młodych ludzi była za wprowadzeniem lokalnych szariatów. Młodzież w obliczu beznadziei, braku pracy i dochodów skłania się coraz bardziej ku radykalnym, sarachickim prawom Koranu. Jakby to miało być jakimś remedium na bolączki Kirgistanu. To też ma szerszą historię. Związek Radziecki pojawia się w Azji Centralnej, buduje domy z betonu, tworzy miasta, są pierwsze samochody, już nie ma chodzenia do znachora, chodzi się do lekarza. Kirgizi schodzą z gór, sami, ale i pod przymusem. Zaczynają się osiedlać w miastach, porzucają koczowniczy tryb życia. Jest w porządku przez 40 lat. Nagle rozpada się ZSRR, Rosja się wycofuje, pojawia się załamanie przemysłowe. Wchodzi coś zupełnie nowego, czyli demokracja. Idee, które są zupełnie obce. Na świecie mówi się, że to jest dobre, ale oni sobie zupełnie z tym nie radzą. Stąd dwie kolejne rewolucje, w 2005 r i 2010 r. Cały czas się coś kotłuje. Do tego Kazachstan, położony tuż obok, który jest krajem autorytarnym, tak, jak Uzbekistan. Gdzieś pośrodku jest mały, górzysty Kirgistan, gdzie panuje zaskakująca wolność. Można mówić to, co się chce, można myśleć tak, jak się chce. Ta demokracja nie działa tak, jak powinna, prowadzi raczej do bałaganu, ale z drugiej strony to jedyny, naprawdę demokratyczny kraj, gdzie wola narodu jest wyrażana. Do tego dochodzi wyznanie, miks religii i sekt. Można pomodlić się do Allaha w obrządku chrześcijańskim albo założyć własny kościół i nikt tego nie kontroluje. Można wybrać jeden z modeli, albo ten muzułmański, albo kirgiski, czyli tradycyjne pasterstwo, obrzędowość, manizm, treści europejskie lub rosyjskie. Tam jesteś tym, kim chcesz. Jeden z ojców salezjanów, z którymi miałem okazję przebywać na południu, w Dżalalabadzie, powiedział, że nigdzie na świecie nie spotkasz już hipisów, tylko w Kirgizji. Każdy żyje jak chce.
     
     - Z książki wynika, że północ i południe Kirgistanu różnią się od siebie. Na czym polega ta inność?

     - Północ jest mocniej zurbanizowana, a południe zawsze było bardziej zacofane. Dlatego jest bardziej konserwatywne, radykalne, na północy widać więcej treści rosyjskich czy europejskich. Południe to głównie meczety, jest tam też więcej Uzbeków, bardziej tradycyjne środowisko. Ludzie są tam biedniejsi i zazdroszczą tym z północy. Raz prezydent pochodzi z północy, wtedy południe próbuje go obalić i odwrotnie. Co do krajobrazu – południe jest bardziej pustynne, trochę tam pól bawełny, pomijając Fergamę, która jest żyzna i piękna.
     
     - Jak docierałeś do swoich bohaterów? I jak spośród tylu historii i opowieści różnych osób wybrać te najważniejsze?

     - Na studiach mówiono nam tak: pójdziesz do wójta czy prezydenta dostaniesz jedną prawdę, pójdziesz do pani w sklepie dostaniesz inną. Wychodzę z założenia, że nie ma co za bardzo rozmawiać z oficjelami, bo więcej ciekawych rzeczy można się dowiedzieć od bezdomnego czy przypadkowego przechodnia, który wejdzie z Tobą dłuższą interakcję. Z Kirgizami czy z Rosjanami tam mieszkającymi nie ma problemu, bo oni są bardzo otwarci, mówią to, co leży im na sercu. Tak naprawdę sami zaczepiają, mówią "chodź, pogadamy", "chodź, coś ci opowiem, coś ci pokażę", "a skąd jesteś? czym się interesujesz? czemu tu jesteś". Nie trzeba się anonsować, pukać i prosić o rozmowy. Ale na przykład rozmowa z Nadią o historii jej porwania była możliwa dzięki Jelenie, która ją znała. Tam trzeba było się umówić, bo wiadomo, że nikt nie będzie opowiadał o sprawach rodzinnych na ulicy. Natomiast jeśli mówimy o doborze historii i opowieści, to starałem się je zazębiać z tym, co się dzieje w Kirgizji, z jej historią. Chodziło o to, żeby ludzkie historie pokazywały, jak zmienia się kraj, jakie są ludzkie pragnienia, bez twardej faktografii. Myślę, że są one najlepszym odzwierciedleniem tego, co się dzieje.
     
     - W książce porównujesz otwartość Kirgizów do otwartości Gruzinów. Kilka miesięcy miałam okazję rozmawiać z osobą, która była tam parokrotnie, w różnych odstępach czasu. Mówiła mi, że Gruzini zaczęli zauważać, że ich gościnność jest nadużywana. W pewnym momencie użyła takiego sformułowania, że "Gruzję zadeptano". Obawiasz się, że podobny los może czekać Kirgizję?
     - Myślę, że nie. Gruzja jest dużo bliżej, jest popularnym kierunkiem, jest też o wiele bardziej "oswojona". Z Kirgizją i Uzbekistanem jest inaczej. Tam jest nas mniej. Kiedyś było tak, że Kirgizi bezinteresowanie mówili "chodź, podwiozę cię", "chodź, dam ci jeść". Teraz też się to zaczęło zmieniać, zaczęto zauważać, że ktoś, kto przyjeżdża z Europy ma pieniądze, można je od niego wyciągnąć. Trzeba więc uważać. Są otwarci i gościnni, ale potrafią ugrać swoje. W sensie "chodź, poopowiadam Ci, będę szczery, pytaj o co chcesz, ale stawiaj to piwo, stawiaj butelkę wódki, kup papierosy". Tyle, że nie są to wysokie koszty, więc warto. Z drugiej strony jeśli wynajmuje się kwaterę, opłaca się śniadanie i nocleg, to oni dają od siebie więcej. Wyciągają z barku alkohol, pakują coś na drogę, jak ruszasz w góry, pytają, czy Cię podwieźć. Wydaje mi się, że tym ludziom zależy na tym, żeby dobrze o nich mówiono tam, dokąd wrócimy. To dla nich ważne.
     
     - W 2012 r. Kirgistan otworzył się bardziej na świat. Jeśli ktoś chciałby tam pojechać – jak powinien się przygotować?
     - Nie ma już obowiązku wizowego, Kirgistan zniósł go dla Polski i 43 innych krajów [na okres nie dłuższy niż 60 dni -red.]. Jest więc dużo łatwiej. Dzisiaj to jest tak, że rezerwujemy samolot przez Moskwę lub przez Kijów, ewentualnie można pojechać do Rygi i stamtąd lecieć do Ałmaty w Kazachstanie. Do Biszkeku trudniej dolecieć, można właśnie przez Ałmaty albo przez Taszkient w Uzbekistanie. Bierzemy ze sobą ciężki plecak, bo bedąc w Kirgistanie nie sposób nie wyjść w góry, więc przyda się menażka, mały palnik gazowy, buty trekkingowe, lekarstwa, bo tam może być z tym trudno. Można też pojechać koleją, co zdecydowanie bardziej polecam, bo łatwiej przyzwyczaić się do Azji. Na pewno pomaga to mentalnie, nie odchorujemy tego. Do Uzbekistanu czy Kazachstanu potrzebna jest nam wiza. Dość trudno ją załatwić, ja robiłem to sam, ale można skorzystać z pośrednictwa wizowego. Zapłacimy, ale będzie to pewne rozwiązanie. Na pierwszy raz warto również kupić przewodnik, można tam znaleźć telefony, adresy i namiary na instytucje.
     
     Książkę "Obłoki Fergamy" możesz wygrać  w naszym konkursie, szczegóły znajdziesz pod tym linkiem. 
rozmawiała Marta Wiloch
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
Reklama

To kupisz w pasażu portElu

Fototapety industrial
Fototapety z mapami
Fototapety z Paryżem
Fototapety do łazienki