UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później
Zamknij Zamknij
Reklama w Elblagu
Rek

Sensacje w sprawie wiaduktu

 
Elbląg, Piotr Opaczewski (z prawej) został pozwany za swoje słowa w telewizyjnym programie
Piotr Opaczewski (z prawej) został pozwany za swoje słowa w telewizyjnym programie (fot. Michał Skroboszewski)
Reklama

Tak można określić treść zeznań, które dzisiaj przed sądem złożył operator walca, pracujący na budowie wiaduktu przez trzy miesiące. Mężczyzna jest świadkiem w procesie, jaki miasto wytoczyło radnemu Piotrowi Opaczewskiemu za jedną z wypowiedzi na temat inwestycji.

Piotr Opaczewski, radny PiS, został pozwany do Sądu Okręgowego w sprawie cywilnej za wypowiedź w programie „Alarm” na antenie Telewizji Polskiej, wyemitowanym przed drugą turą wyborów samorządowych, dotyczącą bezpieczeństwa nowo wybudowanego wiaduktu na Zatorze. Pozew w imieniu miasta złożył prezydent Witold Wróblewski, domagając się od radnego PiS emisji oświadczenia przed głównym wydaniem Wiadomości TVP o tym, że jego wypowiedź była nieprawdziwa oraz wpłaty 20 tysięcy złotych na rzecz schroniska dla zwierząt w Elblągu.
      
       Operator walca: Cuda-wianki na budowie
      
Dzisiaj rozpoczął się proces w tej sprawie. Prezydenta na sali nie było, miasto reprezentował mecenas Sławomir Kalinowski. Pozwany radny stawił się ze swoim pełnomocnikiem.
       Sąd przesłuchał pięciu z ośmiu świadków, w tym autora telewizyjnego reportażu, dziennikarza piszącego o wiadukcie w „Gazecie Polskiej Codziennie”, wiceprezydenta Janusza Nowaka, Marka Kunę, kierownika referatu inwestycji w Zarządzie Dróg, a także mężczyznę, który pracował na budowie wiaduktu przez trzy miesiące jako operator walca. I to zeznania tego ostatniego świadka okazały się wręcz sensacyjne.
       - Na budowie wiaduktu to się cuda-wianki działy. Pracowałem tu od 1 kwietnia do końca czerwca. Zgłaszałem nieprawidłowości, które widziałem, do kierownika robót. Nikt nie reagował. Miałem tam pracować dłużej, ale jeden z pracowników mnie pobił i groził mi, jeśli nadal będę zgłaszał wątpliwości – zeznawał przed sądem świadek, który - jak się okazało - jest autorem zdjęć z przebiegu prac, które strona pozwana dołączyła do akt sprawy. Na zdjęciach widać m.in., jak z wywrotek w miejsce budowy wiaduktu zrzucana jest ziemia.
       - Na „wuzetkach” wpisywano że to piasek, a to była ziemia. To był materiał, który był wybrany wcześniej z tego miejsca, składowany na terenie jednej z firm, a potem przywożony z powrotem, mimo że powinien być zutylizowany. Prace ziemne nie były prowadzone zgodnie z technologią. Częściowo kładziono piasek, częściowo materiał, gruz z wykopu. To był taki torcik, przekładaniec. Tak nie powinno być – stwierdził świadek, który przyznał, że przez 25 lat prowadził firmę budowlaną, zajmującą się pracami ziemnymi. - To będzie pękać. Nie teraz. Może za 3 lata, może za 5, ale szlag trafi to wszystko.
      
       Wiceprezydent: zarzuty niepotwierdzone
      
Zeznający wcześniej wiceprezydent Janusz Nowak stwierdził, że z budową nie było żadnych większych problemów, a sformułowania na temat inwestycji, które zamieszczono w programie „Alarm” były nieuprawnione i wprowadzały mieszkańców w błąd.
       - Miałem sygnały od ludzi, którzy wprost pytali, czy nie ma obawy przed tym, aby przejeżdżać przez wiadukt. Uspokajałem, ale życie pokazało jednak, że tego typu wypowiedzi jakieś wątpliwości w społeczeństwie zasiały – stwierdził, dodając każdy sygnał od mieszkańców podczas realizacji inwestycji był sprawdzany. A informacje o rzekomych nieprawidłowościach pojawiły się pod koniec realizacji inwestycji.
       - Jeden z zarzutów, z tego, co pamiętam, dotyczył tego, że do podbudowy zastosowano nie takie kruszywo, jakie jest w dokumentacji. Jak się domyślam, ta osoba nie widziała dokumentacji, bo nie miała do niej dostępu. Był również zarzut, że nie palowano gruntu. To też nie miało potwierdzenia w dokumentach, bo powstał projekt zamienny, który zmieniał podstawę z pali na inne, od strony Zatorza. To znacząco nie pogorszyło jakości, ale znacząco zmniejszyło koszty - stwierdził Janusz Nowak. - Podczas odbioru inwestycji nie twierdzono usterek, który wpływałyby na bezpieczeństwo. Były niedoróbki – najczęściej estetyczne, ale nie konstrukcyjne. Nigdy nie stwierdzono uchybień w zakresie stosowanych materiałów. Do dziś nie ujawniły się żadne usterki – przyznał przed sądem.
       - Termin realizacji inwestycji nie był nigdy zagrożony, postępy omawialiśmy co tydzień na naradzie budowy - zeznawał Marek Kuna, kierownik referatu inwestycji w Zarządzie Dróg. Odniósł się również do zdjęć wywrotek wysypujących ziemię w miejscu budowanego wiaduktu, twierdząc, że nawet jeśli doszło do takiej sytuacji, to ziemia była spychaczem zgarniana poza budowany nasyp. Przyznał też, że część projektu inwestycji została zmieniona. - Pale żelbetowe od strony Zatorza zastąpiły materace z kruszywa. Było to uzgodnione i zaakceptowane przez projektanta, a stało się tak po powtórnych badaniach geologicznych – precyzował świadek, dodając że w kwietniu urzędnicy przeprowadzą pierwszy przegląd gwarancyjny wiaduktu. - Gwarancja jest na sześć lat – powiedział.
       Zeznający przed sądem dziennikarze utrzymywali, że zachowali w swoich materiałach (artykuły w „Gazecie Polskiej Codziennie” i program „Alarm w TVP) obiektywizm. Przyznali, że sprawą wiaduktu zainteresowali się po otrzymaniu pisma, którego autor – posiadający uprawnienia inspektora nadzoru budowlanego - pisał o rzekomych nieprawidłowościach w realizacji inwestycji. Przyznali też, że z nimi nie rozmawiali.
       Jakub Ćwirlej, autor reportażu w „Alarmie”, dodał, że nagranie wypowiedzi Piotra Opaczewskiego na potrzeby telewizji w sprawie wiaduktu trwało około 10 minut, z czego wybrano fragmenty, które nie były autoryzowane, bo radny o to nie poprosił. - Pan Opaczewski podczas nagrania miał przed sobą to pismo o nieprawidłowościach i wskazywał, co z tej opinii wynika – stwierdził.
       Kolejna rozprawa w tym procesie odbędzie się 15 kwietnia. Wówczas zostaną przesłuchani kolejni trzej świadkowie (w tym autor pisma na temat rzekomych nieprawidłowości) oraz strony procesu – prezydent Witold Wróblewski i radny Piotr Opaczewski.
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
..., a moim zdaniem
  • " Przyznał też, że część projektu inwestycji została zmieniona. - Pale żelbetowe od strony Zatorza zastąpiły materace z kruszywa " i to będzie trzymać. Coś tu jest. .. .. *
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    44 35
    (2019-03-12)
  • Ta sprawa smierdzi tak. Jak ten słynny Tor Wrotkarski. Cisza jak makiem zasiał kuzwa kryje. .Ktos to wszystko kryje, żeby o jednej i o drugiej sprawie nie było głośno
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    56 32
    (2019-03-12)
  • Odkopać kawałek nasypu i wszystko się. .. ukarze. Jak były warstwy usypywane i z czego. Proste.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    58 15
    (2019-03-12)
  • Kogo chcesz ukarać? Ukarze-ukarać. Kup słownik.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    17 9
    Yeshoou(2019-03-12)
  • Trzeba pobrać próbki do badań laboratoryjnych. Są odpowiednie firmy zajmujące się takim procederem. Pobiorą i się okaże czy wszystko jest zgodne z założeniami projektowymi. Tyle w temacie
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    67 3
    Radnidodzieła(2019-03-12)
  • To nie jest to na palach ?
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    36 7
    (2019-03-12)
  • na poduszkach z pierza zapewne posadowiono wiadukt , żeby był mięciutki, palę to technologia absolutnie nieodpowiednia do budowania na Żuławach ;)...coś mi się zdaje, że doszło do samozaorania się ekipy milicyjno- dyrektorsko specjalistyczno -wróblowatej i dobrze
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    47 16
    Shrek e(2019-03-12)
  • Na pal to nabijali lachy
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz Pokaż ten wątek
    18 7
    (2019-03-12)
  • Trzeba zburzyć wiadukt, sąd powinien wydać nakaz rozbiórki wiaduktu. Zburzyć wiadukt.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    28 30
    koparkowy-od25lat(2019-03-12)
  • Dokładnie po co sie kłócić i bwić w zdjęcia, świadków itp. Sad niech zasadzi komisyjne przeprowadzenie kilku odwiertów w celu zabadania warstw podłoża i wyjdzie czarno na białym co bylo uzyte. Jak wyjdze ze jest lipa to firma wykonujaca zaplaci za odwierty + kary + koszty sadowe jak sie okaze ze jest zgodnie z dokumentacja to pan z walca ponisie koszty i tyle
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    70 0
    odwierty(2019-03-12)
  • Widzę że odzywają się sami inżynierowie.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    48 8
    (2019-03-12)
  • Nie jestem inżynierem i fachowcem. Ale teren od strony Zatorza nie był palowany. To jest usypana górka z piasku na piasku. Ubijano to ręcznie i polewano wodą. Przechodziłem obok budowy codziennie i obserwowałem etapy tej inwestycji. Miejmy nadzieję że nic złego się nie stanie z tym wiaduktem.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    40 20
    Zmartwiony (2019-03-12)
Reklama