Przemoc nie zaczyna się od noża

- Jeśli będziemy patrzeć na przemoc tylko jak na przemoc, to będziemy wszystkich sadzać do więzienia – mówi Tomasz Kozieja, psycholog, psychoterapeuta i prezes Fundacji Rozwoju Rodziny. W rozmowie wyjaśnia, skąd bierze się agresja wśród młodych ludzi, dlaczego tłumiona złość może prowadzić do przemocy i jaką odpowiedzialność ponoszą dorośli. – Dzieci żyją w naszym świecie, a nie odwrotnie – podkreśla, wskazując na problemy domu, szkoły i środowiska, w którym dorastają młodzież oraz dzieci.
Tomasz Kozieja, przede wszystkim tata czwórki dzieci, psycholog, psychoterapeuta, prezes Fundacji Rozwoju Rodziny (Psychologia Holistyczna). Pierwsze doświadczenia zawodowe z osobami wymagającymi wsparcia zdobył w agencji Fulbridge Social Care oraz Semi - Independent House w Peterborough w Wielkiej Brytanii. Tam uzyskał dyplom uprawniający do pracy z dziećmi i młodzieżą - , pABC Level 3 Diploma for Residential Child Care (QCF) oraz Stonebridge Association College Diploma Psychology. W ramach pracy naukowej zajmuje się badaniem umiejętności adaptacyjnych dzieci i młodzieży funkcjonujących w warunkach niesprzyjających ich prawidłowemu rozwojowi.
Anna Dawid: - „Niemoc rodzi przemoc” – tak zatytułował pan transmisję live, w której niedawno mogliśmy uczestniczyć na YouTube. To znacznie szersze spojrzenie na ostatnie niepokojące wydarzenia w Polsce, związane z bezpieczeństwem dzieci i młodzieży.
Tomasz Kozieja: - Tak. Chciałem, żebyśmy nie reagowali wyłącznie na pierwsze wrażenie i na to, jak postrzegamy daną sytuację. Staram spojrzeć się na nią szerzej i uwzględnić różne perspektywy. Żyjemy w czasach bezsilności, a przemoc wynika między innymi z pewnego rodzaju niemocy. To, co się dzieje teraz, było wcześniej obserwowane w gabinetach psychologów. W przemocy nie widzę jedynie przemocy. Zawsze zastanawiam się, co się za nią kryje. Jeśli będziemy patrzyli na przemoc tylko jak na przemoc, to będziemy wszystkich sadzali do więzienia. Oczywiście, jeśli ktoś rani, morduje, to należy patrzeć na takie zachowania z perspektywy prawa i karać. Z drugiej strony trzeba się zastanowić, skąd przemoc się bierze. Przemoc wychodzi z agresji.
- Skąd się bierze agresja?
- Ze stłumionej złości. Złość jest jedną z podstawowych ludzkich emocji. Tylko, że nie uczymy młodych ludzi, jak sobie z nią radzić, nie uczymy procesów adaptacyjnych do złości. Od początku „tłuczemy” dzieciom do głowy, że złość jest zła. To nieprawda. Musimy dzieci i młodzież uczyć radzenia sobie z nią.
- Nie pozwalamy dzieciom na złość?
- Nikomu nie pozwalamy na złość. Proszę zastanowić się nad tym, jak ze złością radzą sobie kobiety, dzieci i mężczyźni? Jestem facetem i mnie nigdy nie nauczono radzenia sobie ze złością. Jestem mężczyzną i mam nie płakać. Dzieci nie powinny krzyczeć, mają nie płakać, nie biegać. Czyli tłumimy podstawowe reakcje organizmu młodego człowieka. On to musi w sobie jakoś przepracować, to musi wyjść na wierzch. Co w sytuacji, gdy złość nie ma ujścia, ponieważ nikt nas nie uczy sposobów radzenia sobie z nią? Młodzi nie potrafią wyrażać emocji, nie mają umiejętności społecznych, relacyjnych, psychologicznych. Jak oczekiwać od takiego młodego człowieka, że będzie normalnie funkcjonował? Co powinno się z tym zrobić? Biorę pełną odpowiedzialność za te słowa: w pierwszej kolejności trzeba zmienić system edukacji.
- Czyli kto za to ponosi winę?
- Nie winię nauczycieli, ponieważ oni w tym systemie tkwią. Nie winię dyrektorów - oni często też mają związane ręce. Winię osoby odpowiedzialne za to, jak system edukacji wygląda. Jest przeciążony i generuje coraz większą presję.
- Presję?
- Uczniowie wychodzą z domu o godz.7, a wracają po godz.16. Muszą mieć dodatkowe zajęcia, ponieważ system jest niewydolny. Korepetycje czy przygotowanie do matury - to jest naprawdę jakiś obłęd. Ratują się, uciekając w świat wirtualny. Zarzucamy im to, jednak ja też bym uciekał w świat wirtualny. Oni są w nim tu i teraz. Budują tam swoje statusy, są zauważani, docenieni. Jeśli młody człowiek gra w Internecie któryś miesiąc z rzędu codziennie, to zaczyna być dobry w tę grę. Gdy zaczyna być dobry w grę, to zaczyna być lepszy od innych. Jak zaczyna być lepszy od innych, to zaczyna się tam realizować. Jeśli się w czymś realizujemy, to zaczynamy to lubić - bo ktoś nas lubi, ktoś nas docenia, ktoś nas szanuje. Tak to działa.
- No dobrze, ale czy oni nie powinni być doceniani w realu?
- Otóż to! Powinni być, ale jak mają być docenieni w naszym świecie, w którym wszystko jest tak nierówno traktowane? Na przykład - matura. Ona jest straszakiem na młodzież – to po pierwsze, a po drugie... matura jest bez sensu.
- Bez sensu?
- Niech mi pani powie, jaki jest sens ustnej matury? Ja absolutnie tego nie rozumiem. Gdyby jej rezultat mógł wywindować wynik tej standardowej, wówczas miałaby dużo sensu. Napisałem maturę na 60 proc. i wiem, że mogę ją podwyższyć do 80 proc., jeśli zdam dobrze ustną - to wówczas rozumiem ustną maturę. Rozumiem ustną maturę z języków, bo fajnie jest się wykazać znajomością języka obcego, ale absolutnie nie rozumiem ustnej matury z matematyki. Jest ona pogłębioną presją, niczym więcej. Znam dużo młodych ludzi, którzy nie zdali, bądź źle zdali maturę nie dlatego, że są gorsi od innych. Świetnie radzili sobie w szkole, ale matura poszła im źle, ponieważ przez cztery lata byli nią straszeni. To jest kwestia biologiczna, ich układ nerwowy "wysiadł". Chciałbym, aby matura nie była jedynym wyznacznikiem tego, żeby móc pójść na studia.
- Dobrze rozumiem, że pana zdaniem młodzi ludzie tej presji systemu nie wytrzymują?
- Nie wytrzymują. To skutkuje samobójstwami, autoagresją oraz agresją. Zobaczcie, co się dzisiaj dzieje?
- Jak pan patrzy na ostatnie dramatyczne wydarzenia w polskich szkołach?
- Przyczyny są trzy: szkoła, dom i środowisko. Rodzice są często bezradni w domu, muszą chodzić do pracy, zarabiać. Nauczyciele są bezradni w szkole. Teraz dzieci wychowują się samopas. Nie mają w szkole żadnych autorytetów. Kiedyś szkoła była bezpieczną przystanią. Ja wiedziałem, że gdy w szkole pójdę do nauczyciela, to on mi pomoże. Często słyszę w gabinecie, czy w telefonie zaufania, który prowadzimy, że uczniowie na pomoc nauczyciela nie mogą liczyć. Słyszę, że nie mają po co iść do nauczyciela, bo tam będzie jeszcze gorzej. Tak samo jak do psychologa szkolnego. Dzieci rezygnują z psychologa szkolnego, bo będą oceniane przez inne dzieci, które o tym wiedzą.
- Jak powinna taka pomoc psychologiczna wyglądać?
- To nie powinno być etykietowanie. Nie powinno być stygmatyzacji: idziesz do psychologa, czyli jesteś durna albo pewnie coś powiesz o tym, o czym myśmy mówili. Doniesiesz. Psycholog może być przecież poza szkołą. Ktoś z góry ustalił, że psycholog musi być w szkole. Nie musi. Ważne, żeby szkoła miała dostęp do psychologa, ale niekoniecznie u siebie. Nie jestem tutaj na nie. Fajnie, że oni są, ale uważam, że powinni być poza szkołą. Do tego oni też są w tej szkole od biurokracji. Psycholog, który w szkole ma 10 godzin, uczniowi może z tego poświęcić bardzo mało czasu.
- Zamiast uczniem zajmuje się papierami – czyli znowu mamy wadę systemu?
- Tak - system edukacji w Polsce trzeba zmienić i możemy tu wzorować się na innych krajach. Zdawanie z klasy do klasy, na siłę, koniecznie. Może ten młody człowiek będzie miał inny pomysł na życie? Chce być na przykład malarzem? Mam duży zarzut do szkoły, że uczy takiego modelu myślenia: tylko ludzie z maturą są fajni. Ty jesteś gorszy, ponieważ jej nie masz. Ucz się matematyki, bo będziesz kopał rowy - często uczeń to słyszy. Do czego taka presja może go doprowadzić? Do frustracji. Do samobójstwa. Pozwólmy młodym żyć, nie etykietujmy, nie szufladkujmy ich na samym początku. Oni nam pokazują: „hej, my tak nie chcemy, ale musimy”.
- Wychowanie jest po stronie rodzica czy szkoły?
- Moim zdaniem zawsze po stronie domu. Jesteśmy rodzicami, to są nasze dzieci i my mamy prawo i obowiązek je wychować. Ale jeśli dwoje rodziców pracuje? Nie możemy winić ich przecież za to, że chodzą do pracy, zarabiają na rodzinę. Dlatego liczę na szkołę. W szkole są ludzie, którzy kształcili się w tym kierunku, żeby wychowywać dzieci. Nie tylko uczyć, ale również wychowywać. Szkoła powinna brać czynny udział w wychowaniu. Lekcja wychowawcza służy nie tylko do omówienia szkolnych rzeczy, ale też do zainteresowania się uczniem. W obecnym systemie bardzo często są tylko edukacja, presja, nacisk na oceny, na statystyki szkoły, na statystyki ucznia. Nie słyszę niczego innego od młodych oprócz tego, że w szkole mają ciśnięcie na egzaminy, na kartkówki. Masz zdać maturę człowieku, masz iść na studia i jak w bajkach: żyć długo i szczęśliwie. Szkoła uczy rywalizacji, a powinna współpracy. Musisz dostać piątkę! Dlaczego nie czwórkę? Dlaczego trója? - katujemy uczniów ocenami, a później oni trafiają do mojego gabinetu z niską samooceną, bo te oceny mieli gorsze, niż inni. Ocena nie jest wyznacznikiem umiejętności młodego człowieka! Tak, młodzi robią dzisiaj złe rzeczy, do których nigdy nie powinno dochodzić, ale spójrzmy głębiej, szerzej, spójrzmy dalej niż to, co widać. To my dorośli daliśmy im Internet, to my daliśmy im telefony, to my zrobiliśmy system edukacji, to my wybraliśmy ludzi, którzy odpowiadają za ten system. Dzieci żyją w naszym świecie, a nie odwrotnie. Jeśli ludzie, którzy odpowiadają za edukację z poziomu legislacyjnego, usiądą razem i zaczną myśleć o dziecku, a nie o tym, żeby tylko wykształcić człowieka, który będzie płacił podatki, to będzie inaczej.
- Inaczej, czyli jak?
- Dajmy młodym szansę wyboru. Nie mówię o wyborze: możesz iść do szkoły, możesz nie iść do szkoły. W tej szkole miej wybór! Miej dwadzieścia przedmiotów do wyboru, wybierz z nich siedem i ich się ucz! Chcesz chodzić na WF? Super. Nie chcesz? Nie chodź. Chcesz chodzić na religię? Super. Nie chcesz? Nie chodź. Chcesz się uczyć o wychowaniu seksualnym? Super. Nie chcesz? Nie chodź. Dajmy wybór. Nie zostawiajmy uczniów, którzy nie chcą się uczyć, drugi, trzeci, czwarty rok w tej samej klasie, bo zaraz skończy się to samobójstwem albo uzależnieniem. Ten młody człowiek będzie musiał znaleźć sobie jakiś sposób radzenia sobie z presją. Źle zarządzani jesteśmy od lat. Nie chcę wchodzić w to, kto rządzi, rządził i kto będzie rządził. Mówimy, że mamy teraz erę dziecka: są prawa dziecka i wszystkie dzieci są ważne. Prawda jest taka, że dzieci mają dzisiaj najmniej do powiedzenia ever. Bo rodzice są dysfunkcyjni i dysfunkcyjny jest system edukacji.
- Czy żeby zauważyć, że z dzieckiem dzieje się coś niepokojącego, trzeba poświęcić czas na jego obserwację?
- Oczywiście! To nie jest kwestia tego, że widzę swoje dziecko, gdy przyszło z toalety do pokoju i odwrotnie, tylko tego, że realnie z nim spędzam czas i coś widzę. Nie da się czegoś zauważyć, jak się na coś nie patrzy. Prawda? Ale znowu, bez oceny. Rodzice mogą nie mieć czasu na to, żeby obserwować, ponieważ pracują. Powinniśmy mieć wiedzę o tym, co się dzieje w życiu młodych ludzi, nie tylko w życiu naszych dzieci. Nie mamy tej wiedzy, żadnej wiedzy. Młodzi są coraz bardziej inni, nawet narkotyki są coraz bardziej inne. Na różnego rodzaju szkoleniach, gdy mówię jakie są dziś narkotyki, to dorośli tych nazw nie znają. Mówię o przeglądarkach internetowych jak Cebulka, to się ze mnie śmieją. Słyszę od nich: jaka Cebulka, człowieku? Przeglądarka internetowa Cebulka (zawiera oferty dotyczące m. in. handlu różnego rodzaju towarami, usługami hakerskimi, dokumentami czy oprogramowaniem – red.) to jedno z wielu narzędzi wejścia do Dark Webu. Nie każdy ma taką wiedzę i na przykład rodzice są nieświadomi, że ich córka prostytuuje się w Internecie, bo sprzedaje nagie zdjęcia. Nie sztuką jest winić rodziców za to, że pracują. To byłaby już skrajność, ale mogę ich winić za to, że nie uczestniczą w terapiach dzieci, nie uczestniczą w życiu dzieci.
- A środowisko?
- Proszę pójść do parku Dolinka i zobaczyć, co się dzieje tam wieczorem. Do Ogrodów zimą. Proszę zobaczyć, jak ci ludzie uczą się od siebie nawzajem. Ten, który jest coraz bardziej odklejony, ten, który bardziej przekracza granicę, jest najatrakcyjniejszy. I wszyscy będą podążać za tym „autorytetem”, który najmocniej przekroczył granicę. Teraz wszyscy chcą mieć samorealizację, szacunek, uznanie. Już nikt się nie zastanawia nad bezpieczeństwem.
- Co ja, co każdy dorosły może w tym temacie zrobić?
- Nie musimy siedzieć cały dzień z dzieckiem. Nie musimy rzucać pracy i wychowywać dziecka. Poświęćmy pół godziny, kwadrans. Przede wszystkim czas. Pograj z nim w grę. Teraz mówię o takim rodzicu, który nie ma relacji z dzieckiem. Nie postawisz go obok siebie przy stole i będziecie patrzeć sobie w oczy, rozmawiać o niemożliwym. To nie zadziała! Usiądź, przyjdź, obejmij, zainteresuj się, zapytaj: "W co grasz? Mogę pograć z tobą?" Od tego buduje się relację! Rodzice nie mają nawet PIN-u do telefonów swoich dzieci.
- Powinniśmy sprawdzać telefon naszego dziecka?
- Oczywiście, że tak.
- Ale niektórzy mówią, że jest to naruszenie ich prywatności.
- Niech sobie mówią, co chcą. W telefonie może być wszystko, od pornografii po sprzedawanie siebie, po nadużycia różnego rodzaju, po kreowanie tajemnic. Tu nie chodzi o złą kontrolę, ale o bezpieczeństwo. Rodzic powinien mieć taką relację z dzieckiem: "ufam ci, ale jeśli będę miał jakiekolwiek podejrzenie tego, że coś się dzieje, to mówię sprawdzam”. Znam przypadki, w których rodzic, zaglądając do telefonu dziecka, znalazł w nim jedynie list pożegnalny. I nawet dzieci czasem zostawiają numer PIN, żeby ten list został odczytany. Kiedy dochodzi do takich trudnych rozmów, podczas których rodzice są informowani o tym, co się dzieje, to oni patrzą na siebie ze zdumieniem, zaczynają płakać. Słyszę: „Tomek, ale my jesteśmy normalną rodziną” i ja im wierzę. To jest absolutnie normalna rodzina. Tylko, że oni są tak pochłonięci utrzymaniem tego wszystkiego, co udało im się zbudować, że dzieci naprawdę nie są najważniejsze. A powinny być!