UWAGA!

----

„Coś już ciągnęło do szkoły” (ze szkolnej kroniki SP w Łęczu, odc. 4)

 Elbląg, rok 1965 klasa IV
rok 1965 klasa IV

8 października Szkoła Podstawowa w Łęczu będzie obchodzić 80. urodziny. Z okazji jubileuszu będziemy publikować artykuły z historii szkoły i Łęcza oparte na szkolnej kronice. Dziś kolejny odcinek z życia uczniów i nauczycieli.

„Żal wakacji, ale coś już ciągnęło do szkoły. Przede wszystkim koleżanki i koledzy… Ciągnęła nas również po prostu cała szkoła. Jej atmosfera działa jak magnes.” – zapisano w szkolnej kronice.

  Elbląg, Rok 1965 klasa V
Rok 1965 klasa V

To zdanie dobrze otwiera opowieść o szkole, której życie nie kończyło się wraz z ostatnią lekcją. Widać to szczególnie wyraźnie, kiedy obok kroniki szkoły otworzymy kronikę harcerską.

„Nasza drużyna harcerska powstała we wrześniu 1967 r. Pierwszą drużynową była druhna Joanna Król.”

Początki były skromne:

„Stawialiśmy pierwsze kroki w działalności harcerskiej. Nasza drużyna nie ma jeszcze bogatych tradycji, my sami dajemy jej dopiero początek.”

A zaraz potem krótkie zdanie: „Na zbiórkach było wesoło.” 23 marca 1968 roku harcerze wybrali się szukać śladów wiosny. Ruszyli w stronę Zalewu Wiślanego, ale wiosna najwyraźniej nie zamierzała jeszcze ustąpić zimie:

„A tu wiatr jak nie dmuchnie – Uciekać do domu, bo wam nosy poodmrażam. Śladów wiosny im się zachciewa, tu zima jeszcze rządzi i basta.”

Zima potrafiła utrudnić życie także tym, którzy po prostu chcieli dotrzeć do szkoły. W 1974 roku szkolny kronikarz zanotował:

„Mimo obietnic dyrekcji PKS Elbląg zapewniających dobre warunki dojazdu, autokary się spóźniają, a dzieci docierają do szkoły i domu w tłoku, bo często autobus jest bez przyczepy, a jeśli już ją ma, to dzieci niechętnie z niej korzystają, bo jest lodówką.”

W tym samym roku do szkoły w Łęczu dołączyły starsze klasy z Próchnika.

Po lekcjach życie drużyny miało własny rytm:

„…na zbiórkach nie tylko bawiliśmy się, ale również rzetelnie pracowaliśmy, poszerzaliśmy nasze wiadomości o świecie, naszym kraju. Na wycieczkach szczegółowo poznawaliśmy okolicę Łęcza, badaliśmy historię naszej miejscowości przeprowadzając wywiady.”

Rok szkolny 68-69

Wycieczki i poznawanie najbliższej okolicy rzeczywiście często wracają na kartach harcerskiej kroniki.

17 października 1968 roku harcerze wyruszyli na rajd po Wysoczyźnie Elbląskiej razem z drużynami z Milejewa i Ogrodnik. Goście mieli nocować w Łęczu. Przygotowano dla nich miejsce w stodole:

„Naszym gościom przygotowaliśmy nocleg należyty – chyba nic nie macie przeciwko świeżemu, pachnącemu sianu w dużej przestronnej stodole. Podobno trochę zmarzli, ale chyba dobrze wypoczęli.”

Pogoda również nie rozpieszczała uczestników:

„Pogoda nie dopisała, bo słońce schowało się za chmurami, ale w lesie było ładnie i kolorowo, uroku dodawały żółte, czerwone i zielone liście drzew.”

A gdy zbliżali się do schroniska, z daleka słychać było śpiew:

„Z daleka słychać ‘…płonie ognisko w lesie’, to śpiewają ci, którzy przed nami dotarli do schroniska.”

Nie wszystko jednak przebiegało zgodnie z planem. Podczas jednej z wypraw harcerze znaleźli interesujący okaz, który postanowili wydobyć:

„Pech chciał, że trafiliśmy na ten wspaniały korzeń.”

Próbowali, ale:

„Korzeń nie poruszył się ani o centymetr.”

I na tym, mimo że „zwykle tak łatwo nie rezygnujemy”, sprawa się zakończyła.

W szkolnej kronice w tym czasie pojawiają się pierwszoklasiści. Podczas rozpoczęcia roku szkolnego 1973/74 składają przyrzeczenie:

„Przyrzekamy, że zawsze będziemy dobrymi uczniami i będziemy dbać o honor naszej szkoły.”

Pod spodem zapisano nazwiska nowych uczniów. Po latach taki zapis nabiera szczególnego znaczenia. Nie pozostaje tylko informacja, że „przyjęto pierwszoklasistów”. Zostają konkretne imiona i nazwiska: Ewa Kowalska, Ewa Machcińska, Iwona Wojtowicz, Piotr Chmielewski, Karol Kępka, Andrzej Wasilewski oraz ich koledzy i koleżanki.

Rok szkolny 67-68

W harcerskiej kronice ta sama szkoła pojawia się w nieco innej roli. Jest miejscem zbiórek, punktem wyjścia na rajdy, miejscem spotkań i noclegów dla przyjeżdżających drużyn.

Podczas Dnia Bohatera Drużyny gen. Karola Świerczewskiego kronikarz zapisał:

„Ten dzień był dla nas szczególnie uroczysty. Odwiedziła nas i była gościem na naszym ognisku nasza druhna Joanna. Od niej dowiedzieliśmy się o wielu ciekawych, dobrych i niebezpiecznych chwilach z życia gen. Waltera.”

A wieczór zakończył się tak, jak wiele innych harcerskich spotkań:

„Do późna snuliśmy wspomnienia i śpiewaliśmy piosenki harcerskie.”

Kiedy czytamy obie kroniki razem, łatwiej zobaczyć, że opowiadają o tym samym świecie, ale z dwóch różnych miejsc. Jedna została napisana przez szkołę. Druga – przez tych, którzy po lekcjach zakładali harcerskie mundury i ruszali dalej.

Rok 1965


Najnowsze artykuły w dziale Dawno temu

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
  • i mogły funkcjonować małe szkoły ?
  • Urocza i wzruszająca opowieść. Aż trudno oprzeć się refleksji, że przedstawia tak diametralnie inne zachowania i postawy dzieci i młodzieży szkolnej w porównaniu do dzisiejszych czasów. Czy przypadkiem nie odnosimy wrażenia, że coś jako społeczność utraciliśmy w efekcie tego wszechstronnego rozwoju i wyzwolenia
  • Ależ to się dobrze czyta. Pozytywne tematy. Najbardziej podobają mi się te drobne zapisy - o zmarzniętych dzieciach, sianie w stodole czy szukaniu wiosny, która najwyraźniej jeszcze nie miała ochoty przyjść. Dzięki nim ma się wrażenie, że nagle zagląda się do świata naszych rodziców i dziadków. I świetny pomysł, żeby połączyć kronikę szkoły z kroniką harcerską. Czekam na kolejną część.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    sąsiadka(2026-08-24)
  • Medium Tak, mundurki, białe kołnierzyki, a do tego tornistry, naonczas najczęściej tekturowe, choć w miarę solidne. Tylko wadą ich było, że wszystko wewnątrz bębniło, a to i atrament potrafił się rozlać. Ja jeszcze stalówki z obsadką w pierwszej klasie pamiętam.
    Zgłoś do moderacji     Odpowiedz
    0
    0
    Medium(2026-08-24)
Reklama