Scenariusz pisany do ostatnich sekund

W Mińsku Mazowieckim mecz długo płynął nurtem idealnym dla gospodarzy, aż tuż przed przerwą ktoś nagle przestawił zwrotnicę. Olimpia dostała swoją szansę i po zmianie stron ruszyła po nią bez zbędnych kalkulacji. Emocji nie brakowało, a sama końcówka jeszcze raz wywróciła meczowy scenariusz do góry nogami.
Pierwsza połowa miała wyraźnie więcej mazowieckiego kolorytu. Gospodarze od początku częściej utrzymywali się przy piłce i stopniowo przesuwali grę pod bramkę Olimpii, choć początkowo elblążanie skutecznie gasili kolejne próby rywala. Z czasem robiło się jednak coraz goręcej. W 30. minucie po błędzie Kacpra Szczudlińskiego przy wyprowadzeniu piłki Mazovia stworzyła sobie serię okazji, a najgroźniejszy strzał Dawid Wierzba wybijał niemal z linii bramkowej. Chwilę później po dośrodkowaniu Adriana Gilanta głową uderzał mierzący 195 centymetrów Adrian Szczutowski i tylko poprzeczka uratowała Olimpię przed stratą gola. Ostrzeżenia nie wystarczyły. Po zagraniu ręką Dawida Laszczyka sędzia wskazał na jedenasty metr, a Cezary Sauczek nie zmarnował okazji. Andrzej Witan wyczuł kierunek strzału, jednak uderzenie było zbyt precyzyjne. Gdy wydawało się, że Mazovia zejdzie do szatni z prowadzeniem i pełną kontrolą nad wydarzeniami, w 44. minucie Michał Gładysz spóźnił się ze wślizgiem na Dawidzie Czaplińskim. Druga żółta kartka dla kapitana gospodarzy sprawiła, że układ sił przed drugą połową zmienił się diametralnie.
Po przerwie Olimpia ruszyła znacznie odważniej, przesunęła się wyżej i niemal od razu zamknęła Mazovię na jej połowie. Już w 49. minucie wydawało się, że będzie 1:1, kiedy po strzale Czaplińskiego i odbiciu piłki przez bramkarza dobitka Jakuba Peka wylądowała w siatce, jednak chorągiewka asystenta ostudziła radość elblążan. Goście jednak nie zwolnili. Próbowali Tomasz Kaczmarek i Michał Kiełtyka, a kolejne ataki coraz mocniej ściskały gospodarzy wokół własnego pola karnego. W 71. minucie nacisk wreszcie przyniósł efekt. Kaczmarek, jeden z najaktywniejszych zawodników Olimpii, uderzył z pola karnego i przy pomocy rykoszetu doprowadził do remisu. Dziesięć minut później Jakub Branecki dołożył akcję, która mogła być ozdobą całego spotkania. Przyjął piłkę z obrońcą na plecach, przedarł się bliżej bramki i z niemal niemożliwego kąta zmieścił ją w siatce. Olimpia odwróciła wynik i była o krok od zwycięstwa, ale futbol zostawił sobie jeszcze ostatni zwrot akcji. W doliczonym czasie gry Michał Janota posłał świetne dośrodkowanie z rzutu wolnego, a Mateusz Szwed doprowadził do 2:2.
Dla Mazovii był to punkt uratowany w ostatniej chwili, dla Olimpii remis z lekko gorzkim posmakiem. Przed pierwszym gwizdkiem, przy świetnym początku sezonu beniaminka, punkt w Mińsku Mazowieckim zapewne można byłoby brać w ciemno, ale z przebiegu drugiej połowy i straconej bramki w końcowych fragmentach pozostaje niedosyt. Ostatecznie był to pierwszy podział punktów obu drużyn w tym sezonie.
Mazovia Mińsk Mazowiecki - Olimpia Elbląg 2:2 (1:0)
1:0 - Sauczek (42. min. - rzut karny), 1:1 - Kaczmarek (71. min.), 1:2 - Branecki (81. min.), 2:2 - Szwed (90+2 min.)
Olimpia: Witan - Kiełtyka, Szczudliński, Wierzba, Czapliński (86’ Sznajder), Pek, Święty, Czernis (60’ Augusto), Laszczyk, Kaczmarek (86’ Krawczyk), Branecki
Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl jest patronem medialnym ZKS Olimpia Elbląg