UWAGA!

----

Remis, który smakuje inaczej (komentarze pomeczowe)

 Elbląg, Remis, który smakuje inaczej (komentarze pomeczowe)
Fot. Anna Dembińska, arch. portEl.pl

Mazovia Mińsk Mazowiecki i Olimpia Elbląg podzieliły się punktami po meczu, w którym emocji nie brakowało do ostatnich sekund. Gospodarze prowadzili, później przez całą drugą połowę grali w osłabieniu, a Olimpia zdołała odwrócić wynik. Ostatnie słowo należało jednak do Mazovii, która niemal w ostatniej akcji doprowadziła do remisu 2:2. Obaj trenerzy patrzyli na ten rezultat z zupełnie innej perspektywy.

Mazovia zaczęła lepiej

Damian Guzek, trener gospodarzy, był zadowolony przede wszystkim z pierwszych fragmentów spotkania. Jego zespół długo utrzymywał się przy piłce i potrafił narzucić Olimpii własne warunki.

– Mazovia na pewno dobrze weszła w mecz. Od pierwszych minut nasza gra wyglądała naprawdę zadowalająco. Dłużej utrzymywaliśmy się przy piłce, szukaliśmy swoich rozwiązań, natomiast przeciwnik częściej ustawiał się w niskiej obronie i czekał na swoje momenty. Zdawaliśmy sobie jednak sprawę, że Olimpia to bardzo wartościowy, dobrze poukładany zespół, mający ciekawe pomysły taktyczne – mówił na pomeczowej konferencji Damian Guzek.

Karol Przybyła na początek spotkania patrzył przede wszystkim przez pryzmat straconej bramki. Jego zdaniem rzut karny, po którym Mazovia objęła prowadzenie, był przypadkowy.

– Pełen emocji mecz. Finalnie z wyniku nie możemy być zadowoleni, ponieważ wiemy, jak to spotkanie przebiegało. Tracimy bramkę po przypadkowym rzucie karnym, kiedy nasz zawodnik z dwóch, trzech metrów dostaje mocno uderzoną piłką w rękę. To stawia nas w niekomfortowej sytuacji – mówił na pomeczowej konferencji Karol Przybyła.

 

Mecz zaczął się zmieniać

Po około pół godzinie Olimpia zaczęła coraz częściej dochodzić do głosu. Zdaniem Guzka przewaga elblążan stopniowo rosła, a jej konsekwencją była również sytuacja, po której Mazovia straciła zawodnika.

– Przez pierwsze 30–35 minut mieliśmy swoje sytuacje. Była poprzeczka, rzut karny, wcześniej również dwa groźne strzały. Później mecz zaczął się wyrównywać, a im dalej w las, tym przewaga Olimpii rosła. Myślę, że druga żółta kartka, a w konsekwencji czerwona, również była w pewnym stopniu efektem tego, jak w tamtym momencie grał przeciwnik. Olimpia była ustawiona wysoko i agresywnie.

 

Dla Olimpii czerwona kartka gospodarzy oznaczała zupełnie nowe rozdanie.

– Druga żółta kartka dla zawodnika gospodarzy daje nam oddech i drugie życie – podkreślił Przybyła.

 

Plan na drugą połowę

Mazovia wiedziała, że po przerwie czeka ją przede wszystkim obrona. Grając jednego zawodnika mniej, gospodarze spodziewali się przewagi Olimpii w bocznych sektorach i dużej liczby dośrodkowań.

– Przeciwko tak dobrze zorganizowanemu taktycznie zespołowi bardzo trudno nawiązać równorzędną rywalizację, grając jednego zawodnika mniej. Zdawaliśmy sobie z tego sprawę. Nakreśliliśmy plan na drugą połowę i chłopcy go realizowali, ale wiedzieliśmy również, że sytuacji dla Olimpii będzie coraz więcej. Spodziewaliśmy się, że będą szukać przewagi w bocznych sektorach i dośrodkowań. Tak też ta druga połowa wyglądała – zaznaczył Guzek.

Olimpia miała z kolei jasno określone, czego powinna unikać. Sztab przestrzegał zawodników przede wszystkim przed stałymi fragmentami Mazovii.

– Wychodząc na drugą połowę, powiedzieliśmy sobie w szatni, że grając w przewadze jednego zawodnika, przede wszystkim nie możemy dopuszczać do stałych fragmentów gry dla gospodarzy. Zdawaliśmy sobie sprawę, że to prawdopodobnie będzie ich główny sposób, żeby nam zagrozić i zdobyć bramkę – mówił Przybyła.

 

Olimpia odwróciła wynik

Przewaga elblążan przyniosła efekt. Olimpia najpierw wyrównała, później zdobyła drugą bramkę i miała kolejne okazje, żeby zamknąć spotkanie.

– Doprowadzamy do 1:1, później wychodzimy na prowadzenie 2:1 i mamy sytuacje, żeby zamknąć ten mecz, strzelając trzecią czy czwartą bramkę. Nie robimy tego i po raz kolejny zostajemy za to skarceni – przyznał szkoleniowiec Olimpii.

Guzek podkreślał, że jego drużyna w osłabieniu robiła wszystko, żeby wytrzymać coraz większy napór gości.

– Na tyle, na ile pozwalały nam możliwości, nadrabialiśmy pracą indywidualną, determinacją i tempem przesuwania. Nie ustrzegliśmy się jednak błędów. Kiedy przeciwnik coraz mocniej napiera i wprowadza w pole karne czterech, pięciu czy sześciu zawodników, a z naszej struktury wynika, że bronimy tam trzema lub czterema, prędzej czy później może pojawić się błąd.

 

Stały fragment zdecydował

Ostatecznie sprawdził się scenariusz, przed którym Olimpia przestrzegała się w przerwie. Mazovia dostała stały fragment i wykorzystała go niemal w ostatniej akcji spotkania.

– Ostatecznie właśnie w taki sposób tę bramkę straciliśmy. Nie zamykamy meczu i zostajemy za to skarceni niemal w ostatniej akcji spotkania – podsumował Przybyła.

Dla Mazovii był to z kolei dowód, że praca nad stałymi fragmentami przynosi efekty.

– Chwała chłopakom za to, że stałe fragmenty gry mamy na dobrym poziomie i potrafimy z nich czerpać korzyści. Bramka na 2:2, po dośrodkowaniu Michała (Janoty - dop. qba), który jest specjalistą od takich sytuacji, dała nam remis – mówił Guzek.

 

Jeden punkt, dwa nastroje

Ten sam wynik pozostawił po obu stronach zupełnie inne emocje. Mazovia, po całej drugiej połowie rozegranej w dziesiątkę, mogła docenić uratowany punkt.

– Myślę, że ten wynik trochę podniesie chłopaków, ponieważ w drugiej połowie zostawili na boisku mnóstwo zdrowia i serca. Może nie będziemy po tym meczu przesadnie optymistyczni, ale patrząc na jego przebieg, a szczególnie na drugą połowę, ten punkt na pewno trzeba szanować – zakończył Damian Guzek.

W Olimpii dominował niedosyt. Elblążanie mieli zwycięstwo bardzo blisko, dlatego remis trudno było przyjąć z pełnym zadowoleniem.

– Przed meczem taki remis może nie byłby wynikiem, który wzięlibyśmy w ciemno, ale na pewno bardzo byśmy go szanowali. Mazovia to zespół, który dobrze gra w piłkę, jest dobrze poukładany i ma wielu doświadczonych zawodników. Ten punkt również szanujemy, natomiast bezpośrednio po meczu jesteśmy na pewno źli i czujemy duży niedosyt – podsumował Karol Przybyła.

Przed Olimpią tygodniowy mikrocykl, który zakończy ligowe spotkanie z Wigrami Suwałki. Żółto-biało-niebiescy w sobotę, 29 sierpnia, w ramach 6. kolejki Betclic III ligi zagrają na własnym boisku. Początek meczu o godz. 17. Wcześniej elblążanie poznają także swojego kolejnego rywala w Wojewódzkim Pucharze Polski. Losowanie III rundy Steakownia Store WPP odbędzie się w środę, 26 sierpnia, o godz. 10.

 

Elbląska Gazeta Internetowa portEl.pl jest patronem medialnym ZKS Olimpia Elbląg


Najnowsze artykuły w dziale Olimpia

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
A moim zdaniem...
  • Remis to remis i w ogóle nie ma żadnego smaku. Porażka i wygrane też są bez smaku. To nie gastronomia żeby wyniki smakowały. Pisanie o Olimpii na siłę też jest niestrawne bo co za dużo to niezdrowo. Jaka jest piłka w Elblągu każdy widzi.
  • To był dobry mecz w wykonaniu Olimpii ale głupio stracone punkty. Po 30 minucie coś ruszyło tak jak powiedział trener Mazovii. Olimpia potrzebuje doświadczonego defensywnego pomocnika lub bardzo doświadczonego środkowego obrońcy kogoś takiego jak duet Hanousek - Tanżyna z Widzewa II. Szkoda że nie doszedł do skutku transfer Nawotka przed sezonem. Może jeszcze kogoś można pozyskać skoro z kontraktów zeszli Kozera i Yatsenko.
Reklama