UWAGA!

Ekstremalnie i bez wspomagania

 
Elbląg, Marek Kamm jest znany elblążanom z wielu inicjatyw rowerowych
Marek Kamm jest znany elblążanom z wielu inicjatyw rowerowych (fot. arch. AD)

Ponad 3000 km wzdłuż granic Polski, bez masażystów i lekarzy. Jadą tylko z tym, co zabiorą ze sobą, a na ewentualną pomoc mogą liczyć jedynie od innych zawodników lub przypadkowo spotkanych osób. I tak przez dziesięć dni. Dwaj elbląscy rowerowi maratończycy – Marek Kamm oraz Robert Woźniak – podjęli się wzięcia udziału w ekstremalnym Maratonie Rowerowym Dookoła Polski.

 Startują 17 sierpnia na przylądku Rozewie, w ciągu dziesięciu dni muszą przejechać 3135 km trasą rozłożoną możliwie jak najbliżej granic Polski. Obaj elblążanie zdecydowali się na kategorię Extrem (jest jeszcze kat. Sport, gdzie zawodnicy mogą dysponować dowolną obsługą techniczną oraz logistyczną we własnym zakresie), w której zawodnicy zdani są wyłącznie na siebie. Marek Kamm pojedzie na specjalnie przystosowanym rowerze górskim, natomiast Robert Woźniak wybrał rower szosowy. Jak mówią elbląscy maratończycy, mimo ilości przejechanych kilometrów, Maraton Rowerowy Dookoła Polski to dla nich duże wyzwanie.
       – Można powiedzieć, że to impreza mojego życia. Podchodzę do niej z dużą powagą, to dziesięć dni ciągłej jazdy, średnia dobowa wynosi 300 km jazdy na dobę, a cały maraton ma limit czasu czyli 240 godzin. To niebagatelne wyzwanie – wyjaśnia Marek Kamm, zapalony rowerzysta, inicjator wielu działań związanych z tą aktywnością w Elblągu. – Jestem spokojny, jeśli mówimy o dystansie czy samych możliwościach przejechania tej trasy, natomiast obawiam się, że pogoda może pokrzyżować wszelkie plany, bo to ona będzie rozdawać karty. Jeśli trafią nam się w ciągu tych dziesięciu dni trzy deszczowe to jest to do przetrwania, ale jeśli będzie padało przez tydzień to obawiam się, że będę musiał dać sobie z tym spokój. Ma to znaczenie zwłaszcza w górach, bo kiedy pada nie da rady jechać szybciej, a czas jednak biegnie.
       Razem z nim startuje Robert Woźniak, który na rowerze jeździ od ok. sześciu lat.

  Elbląg, Trasa maratonu wiedzie jak najbliżej granic Polski (źródło: marecki. home.pl)
Trasa maratonu wiedzie jak najbliżej granic Polski (źródło: marecki. home.pl)

 – Mam takie ambicje, że nie jeżdżę w maratonach poniżej tysiąca kilometrów, w tego typu uczestniczyłem już trzech. Ale ten, który mnie czeka to potężne wyzwanie. Odbywa się on co cztery lata, wcześniej mogłem tylko pomarzyć o tym, żeby stanąć na starcie i cokolwiek zrobić, nie było kompletnych szans, niemniej treningi zrobiły swoje. Jeżdżę jak najwięcej, robię takie wycieczki po 300 km. Kiedyś przejechanie stu kilometrów było dla mnie wyczynem, teraz jest to norma. W zeszłym roku łącznie przejechałem 40 tys. km, poświęcam temu każdą chwilę wolną. Każdy ma swoje predyspozycje, jeden musi więcej jeździć, drugi mniej, akurat w moim przypadku jest tak, że muszę jeździć więcej – wyjaśnia Robert Woźniak. – Ja wytrzymam, ale najbardziej obawiam się tego, że popsuje mi się rower, problemem jest również pogoda. Trzeba wziąć jak najmniej rzeczy. Kiedyś brałem mapy, dużo jedzenia i picia, teraz sprowadzam to do minimum, bo im więcej rzeczy tym ciężej się pedałuje, ważna jest również wytrzymała, odpowiednia torba. Nie liczy się więc sama jazda, ale również i psychiczne nastawienie dotyczące warunków jazdy. Z doświadczenia wiem, że można jechać szybko, a wystarczy jeden mały błąd i np. pęknie ścięgno. Nastawiam się na przejechanie tej trasy, w normalnym czasie jak na moje warunki, chociaż chciałbym znaleźć się w tej pierwszej połowie.
       Jak wyjaśnia Marek Kamm jego przygotowania do udziału w tych zawodach to codzienna, regularna jazda rowerem, ale także udział w kilku maratonach, jak np. Bałtyk Bieszczady, gdzie do przejechania było 1000 km.
       – Kiedy startowałem miałem pewne obawy, bo wydawało mi się to trudne, te 1000 km w trzy doby. Bałem się, że może się to nie udać, a okazało się to łatwiejsze niż przypuszczałem. A tu ten dystans jest jednak trzy razy dłuższy – wyjaśnia Marek Kamm i dodaje: – Nic szczególnego nie robię, nie jestem sportowcem, a raczej takim zaawansowanym turystą rowerowym. Jeżdżę prawie dwadzieścia lat, także trochę tych kilometrów przejechałem.
       Trasa maratonu wiedzie m.in. przez Stegnę, Marzęcino, Kępki, Elbląg – Rubno Wielkie, Tolkmicko, Frombork czy Braniewo, kończy się tam, gdzie się zaczyna czyli na przylądku Rozewie. Swój udział zgłosiło ok. 40 zawodników z całej Polski, m.in. z Warszawy, Rzeszowa, Gdańska czy Bydgoszczy.

mw
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...

Przeczytaj też co działo się w Elblągu wcześniej

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
NOWOŚĆ! Dział "A moim zdaniem" obsługuje hashtagi.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
Reklama