UWAGA!

Drogi Czytelniku,

uprzejmie informujemy, że w związku z wejściem w życie Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych stworzyliśmy zgodną z nim politykę prywatności. Regulacje RODO zmuszają nas do wystąpienia z prośbą do Ciebie o zaakceptowanie jego postanowień, chociaż z praktycznego punktu widzenia nic się nie zmienia w sposobie korzystania z naszego serwisu.

Jedyną rzeczą, która może budzić Twoje obawy jest profilowanie. Wyjaśniamy, że w naszym przypadku, tak jak dotychczas, skutkuje ono wyłącznie tym, że jeśli uprzednio byłeś/aś na stronie jakiegoś biura podróży, to z dużym prawdopodobieństwem nasi zaufani partnerzy reklamowi tacy jak Google serwować będą banery z widokami złocistych plaż.

Prosimy zapoznać się z polityką prywatności stosowaną na naszej stronie i zaakceptować jej postanowienia.

Może później

Piotr Skorek: Do Elbląga trafiłem przez Mateusza

 
Elbląg, Piotr Skorek, trener tenisa ziemnego w Elblągu
Piotr Skorek, trener tenisa ziemnego w Elblągu (fot. Anna Dembińska)

- Do dyspozycji były dwa korty, w kompleksie sportowym przy ul. Agrykoli, pomiędzy stadionem piłkarskim, a halą Międzyszkolnego Ośrodka Sportowego. Trenowaliśmy w hali sportowej przy szkole podstawowej na ul. Szańcowej. Warunki były ekstremalne - tak Piotr Skorek, trener tenisa ziemnego wspomina swoje początki w Elblągu. Z założycielem klubu tenisowego przypominamy najnowsze dzieje tenisa w naszym mieście.

- Karierę sportową zaczął Pan od lekkoatletyki.

- Trenowałem w Wiśle Puławy, potem w Starcie Lublin, karierę zakończyłem w AZS Biała Podlaska. Moje lekkoatletyczne losy są dosyć nietypowe: zaczynałem od skoku wzwyż, później skakałem w dal i biegałem 400 metrów, żeby na końcu wrócić do skoku w dal. Jako młodzi zapowiadałem się rewelacyjnie, byłem rekordzistą ówczesnego województwa lubelskiego [z czasów 49 województw – przyp. SM] w skoku w dal. Jako czternastolatek skoczyłem 6,40 m. Byłem wicemistrzem Polski w sztafecie 4 x 400 metrów juniorów, brązowy medal mistrzostw Polski w tej samej sztafecie. Był to już wyczyn.

 

- Nie korciło Pana, żeby zostać przy lekkiej atletyce?

- Zrobiłem uprawnienia trenera lekkiej atletyki, po studiach prowadziłem swoją grupę. Zniechęciłem się przez doping. Wówczas władze sportowe przez palce patrzyły na kwestie dopingu. Zdarzało się, że na zawodach w łazienkach leżały strzykawki i nikt specjalnie się tym nie przejmował. Teraz sytuacja jest zupełnie inna, ale wówczas nie chciałem przykładać do tego ręki. Uznałem, że lepiej być nauczycielem i zachęcać dzieci do kultury fizycznej, a nie trenować zawodowców, którzy w pewnym momencie sięgną po niedozwolone środki.

 

- To ja doszło do przekwalifikowania się na tenis ziemny?

- Kiedyś moje dzieci dostały w prezencie dziecięce rakiety do tenisa. Raczej tak dla zabawy, ale Mateusz, mój syn, zaczął szybko łapać podstawy. Już jako kilkulatek sam nauczył się dwuręcznego bekhendu, odbijanie piłki przychodziło mu z dziecinną łatwością. W wieku siedmiu lat zapisaliśmy go w Olsztynie do klubu tenisowego. Nie byłem za bardzo zadowolony z tamtejszych treningów. Tam skupiano się ściśle na tenisie, zawodnicy w nieskończoność trenowali poszczególne techniki. Moim zdaniem należało położyć też nacisk na inne aspekty np. przygotowanie ogólne. Zrobiłem kursy instruktorskie i trenerskie. Najpierw zająłem się Mateuszem i tak się zaczęło. Kiedy jeszcze trenowałem lekką atletykę, zdarzyło mi się kilka razy wyjść na kort i zagrać, ale wówczas nie myślałem, że zwiążę się z tenisem na całe życie. W 1999 r. na którymś z turniejów Mateusza wypatrzyła Bożena Stancel – Grajewska z Polonii Elbląg. Tak naprawdę trafiłem do Elbląga przez dobrą grę Mateusza.

 

- Dlaczego się zgodziliście?

- W Elblągu miałem szansę zbudowania czegoś od podstaw. Maciej Pindelski wówczas odchodził do Warszawy i zrobił się wakat na stanowisku trenera. Rozsypała się wówczas bardzo fajna grupa prowadzonych przez niego dzieci. Trzeba przyznać, że Maciej Pindelski zrobił ogromną pracę jeżeli chodzi o elbląski tenis. Jego wychowankami są m.in. Weronika Błoczyńska, wicemistrzyni Polski juniorek, Marcin Plopa, który był w pierwszej piętnastce w Polsce w kategorii do lat czternastu. Sekcja tenisa ziemnego była w Polonii. Oprócz Maćka pracował też Bronisław Kukliński. Do dyspozycji były dwa korty, w kompleksie sportowym przy ul. Agrykoli, pomiędzy stadionem piłkarskim, a halą Międzyszkolnego Ośrodka Sportowego. Trenowaliśmy w hali sportowej przy szkole podstawowej na ul. Szańcowej. Warunki były ekstremalne. Niektórzy się śmiali, że zawodnicy z Elbląga mają skrócony zamach, bo na treningach nie mogli się tego nauczyć, ponieważ na końcu kortu była ściana. Infrastruktura była fatalna, nie było żadnej hali, która umożliwiała normalne treningi. Nawet nawierzchnia hali przy ul. Szańcowej jest bardzo szybka. Teraz się na takich nie gra: serw, return i koniec. A jak jest dobry serwujący, to się na serwie kończy. I w takich warunkach Maciek Pindelski potrafił wychować wicemistrzynię Polski. Przyszedłem do Elbląga także z własnych powodów. Tu mogłem zacząć wszystko do nowa, poczynając od rozwoju normalnej bazy umożliwiającej normalne treningi.

 

- Jakie były początki?

- Rok, albo dwa lata po moim przyjściu, dzięki Bożenie Stancel – Grajewskiej wybudowano trzy nowe korty na miejscu starego boiska do piłki ręcznej za Międzyszkolnym Ośrodkiem Sportowym. W tym momencie było już pięć kortów i w lecie było gdzie trenować. Dla wielu dzieciaków korty stały się drugim domem. W sekcji mieli setkę dzieci. Ale w zimie znów musieliśmy wracać do hali przy ul. Szańcowej.

 

- I przyszły sukcesy.

- W porównaniu z innymi ośrodkami byliśmy zaściankiem. Ale potrafiliśmy podjąć walkę z zawodnikami z klubów, w których byli osobni trenerzy od tenisa, od przygotowania ogólnego, fizjolodzy. Mimo tego możemy pochwalić się bardzo dobrymi wychowankami. Mateusz Skorek zdobywał medale mistrzostw Polski w różnych kategoriach wiekowych zaczynając od złota w w wieku 14 lat w deblu na mistrzostwach Polski. Z najważniejszych sukcesów warto wymienić brąz na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży do lat 16. Do tego trzeba doliczyć kilka medali na młodzieżowych mistrzostwach Polski do lat 21. Pamiętam, że na mistrzostwach w Poznaniu zdobył trzy: srebrny i dwa brązowe w singlu, deblu i mikście. Warto przypomnieć, że jako osiemnastolatek był dziewiątą seniorską rakietą w Polsce. Grał w lidze włoskiej. W i SKT Sopot i AZS Poznań zdobył drużynowe mistrzostwo Polski. Zabrakło trochę szczęścia, w rozwinięciu kariery przeszkodziła kontuzja. Trzeba też pamiętać, że wówczas kryzys przechodził system finansowania tenisa ziemnego w Polsce. Oprócz niego Robert Wojtaś, który był w pierwszej trzydziestce zawodników w Polsce. Paulina Jankun dwa razy była w finałach ogólnopolskich turniejów. Teraz gra w USA w jednej z drużyn uniwersyteckich. Warto wspomnieć o Piotrze Chomiku, dziś cenionym stomatologu, a w przeszłości tenisistą z pierwszej trzydziestki w Polsce. Karolina Grajewska w wieku 16 lat była dziewiąta w Polsce w kategorii do lat 18. Zwycięstwo i dwa finały w turniejach ogólnopolskich. Z SKT Sopot zdobyła drużynowe mistrzostwo Polski juniorek. Mamy zawodników, którzy systematycznie zdobywali mistrzostwa województwa: Maciej Tupaj, Dominik Dudzik, Łukasz Kasprzak... Jeszcze Przemysław Kwiatkowski, wielokrotny mistrz województwa, klasyfikowany w pierwszej trzydziestce w Polsce do lat 12 i 14, oraz Filip Wojtaś - wielokrotny medalista mistrzostw województwa. Przez te dwadzieścia kilka lat przewinęło się bardzo dużo zawodników. Tych nazwisko można by długo wymieniać. Biorąc po uwagę jaką infrastrukturę mieliśmy, choćby w porównaniu z Olsztynem, to zrobiliśmy kawał dobrej roboty.

 

- Jak doszło do usamodzielnienia się sekcji tenisowej?

- Miałem takie wrażenie, że potrzebujemy zrobić ogromny krok naprzód, żeby nasi tenisiści mogli odnosić sukcesy. Z ówczesnymi władzami Olimpii Elbląg mieliśmy różne wizje na funkcjonowanie sekcji. Ja chciałem dynamicznego rozwoju i sukcesów. Oni byli zadowoleni z tego co jest: dużej ilości zawodników, którzy nie odnosili sukcesów. Zdecydowaliśmy się odejść z klubu i powołać TT Score, gdzie sami byliśmy sobie sterem i okrętem. zTeraz sami ponosimy odpowiedzialność za sukcesy i porażki.

 

- Jak dziś wygląda tenis w Elblągu?

- Mamy dwa korty zewnętrzne, dwa korty w hali i dwa w Kazimierzówce. Mamy dość niezłą grupę dobrze rokujących zawodników: Piotrek Kowalik, Wiktor Biliński, Hania Jankowska i najmłodszy z nich Igor Piotrowski, który w kategorii do lat 10 zdobył brąz na mistrzostwach Polski. Mam nadzieję że w przypadku czwórki tych młodych tenisistów mogą być wybitnymi zawodnikami w kategorii seniorów. Proces kształtowania dobrego tenisisty na poziomie seniora to 11 lat w przypadku mężczyzn i 9 lat u kobiet. Tu trzeba mieć odrobinę talentu, wytrwałości w pracy i nie da się tego ukryć, dość solidne zaplecze finansowe. Ale mam nadzieję, że dochowamy się w Elblągu fajnych seniorów. Tenis w Elblągu to nie tylko młodzież grająca wyczynowo ale również setka dzieci grająca w tenisa rekreacyjnie. Ponadto kilkudziesięcioosobowa grupa dorosłych trenująca i uczestnicząca w Elbląskiej  Lidze Tenisowej

rozmawiał Sebastian Malicki
Polub ten artykuł
Polub portEl.pl
A moim zdaniem...
Reklama