UWAGA!

----

Powiew wielkiego świata (w obiektywie Henryka Myślińskiego)

 Elbląg, Powiew wielkiego świata (w obiektywie Henryka Myślińskiego)
fot. Henryk Myśliński

Rok 2002. Co czwarty zdolny do pracy Elblążanin jest zarejestrowany jako bezrobotny. Ludzie szukają pracy, najlepiej legalnej. Otwarcie pierwszego w mieście hipermarketu „Hypernova” przez niektórych jest postrzegane jako szansa na pracę. Inni obawiają się o los drobnych sprzedawców. Henryk Myśliński, elbląski fotograf zatrzymał Hypernovę na zdjęciach.

Otwarcie Hypernovej – pierwszego elbląskiego sklepu wielkopowierzchniowego uświetnili biskup elbląski Andrzej Śliwiński i wiceprezydent Elbląga. Elblążan bardziej niż obecność oficjeli interesował rower Meteor sprzedawany wraz z kopą (60 sztuk) jaj za 159 zł. Cofnijmy się o kilkanaście miesięcy.

W 2001 r. co czwarty Elblążanin i co trzeci mieszkaniec powiatu elbląskiego, zdolni do pracy, byli zarejestrowani jako bezrobotni. Praca była na wagę złota, każdy przedsiębiorca deklarujący legalne zatrudnienie witany był niczym książę na białym koniu. Z jednej strony w centrum handlowym widziano szansę, z drugiej - zagrożenie związane głównie z obawami o los małych sklepików.

W latach 90. do Polski wchodziły duże sieci hiper- i supermarketów. Elblążanie mieli nadzieję, że któraś z nich zawita też do ich miasta. Pierwszy zdecydował się holenderski Ahold, właściciel sklepów wielkopowierzchniowych, funkcjonujących pod nazwą Hypernova. W Elblągu planował uruchomienie Centrum Handlowego Ogrody.

Firma w Polsce pojawiła się już w 1994 r., po przemianach właścicielskich od 1998 r. była jedynym udziałowcem spółki Ahold Polska. W szczytowym okresie Holendrzy mieli w Polsce 27 sklepów.

Hipermarket w Elblągu miał powstać w Ogrodach Świerczewskiego, u zbiegu ulic płk. Dąbka, Ogólnej i al. Odrodzenia. Pod koniec listopada 2000 r. Holendrzy przedstawili założenia nowego centrum handlowego.

Hala sprzedaży Hypernovej miała mieć 6,5 tys. m2. Kilka miesięcy później mówiło się już o powierzchni 10 tys. m2 (1 hektar!). Oprócz flagowego hipermarketu przewidziano miejsce na 10 dużych i 55 mniejszych sklepów. Na parkingu mogło zaparkować 917 (wg wcześniejszej wersji) lub 1100 (w wersji późniejszej) samochodów. Gdyby ustawić te samochody jeden za drugim, to kolejka sięgałaby od centrum handlowego w okolice dworca PKP.

Koszt: ok. 50 mln niemieckich marek. Jedna marka kosztowała wówczas około 2 zł. Przy czym trzeba zauważyć, że siła nabywcza ówczesnej złotówki była wówczas wyższa niż dzisiejszej.

Hipermarketowej ekspansji obawiali się m.in. lokalni kupcy z Gildii Kupców Żuławskich.

- Praktyka pokazuje, że jedno miejsce pracy w hipermarkecie powoduje utratę 5-7 miejsc w handlu, tymczasem sam Ahold ma zatrudniać ok. 500 osób - informował Lucjan Filaszkiewicz, przedstawiciel Gildii w naszym tekście „Veto hipermarketom w mieście” w lutym 2001 r. na łamach portElu. - W mieście o rekordowym bezrobociu na poziomie 25 procent przybędzie jeszcze kilka tysięcy ludzi bez pracy. Chcemy się więc dowiedzieć, czy władze miasta przygotowały alternatywne miejsca zatrudnienia dla nich i rekompensaty dla przedsiębiorców.

- Najlepszym przykładem destrukcyjności hipermarketów jest Bydgoszcz lub Toruń, gdzie o 70 procent spadły dochody tamtejszych kupców - dodał Emil Ociepko, prezes Gildii kupców Żuławskich, w tym samym tekście. - Szacuje się, że Ahold będzie miał 80 tys. klientów miesięcznie, ale to my damy tych klientów.

W marcu tego roku, w naszym mieście, było zarejestrowanych 1730 podmiotów gospodarczych w branży handlowej, skupiających 4,5 tys. osób (w tym właścicieli, pracowników itp.) i działających na powierzchni 110 tys. metrów kwadratowych.

W kwietniu elbląscy radni podjęli uchwałę, która na pięć lat zamrażała liczbę hipermarketów do trzech: Ahold w Ogrodach Świerczewskiego, Centrum Plaza na tzw. ruskim rynku przy ul. Teatralnej oraz E.Leclerc przy ul. Żeromskiego. Warto przypomnieć, że wówczas mówiło się o powstaniu jeszcze trzech sklepów wielkopowierzchniowych: na rogu ul. 12 Lutego i Nowowiejskiej, na lotnisku oraz przy drodze S7.

Nic Wolfs, dyrektor Ahold na Europę Wschodnią (fot. Henryk Myśliński)

Niech się mury pną do góry

Do budowy hipermarketu Holendrzy powołali spółkę HDZ Elbląg. Prace budowlane rozpoczęły się w czerwcu 2001 r., od przełożenia rurociągu ciepłowniczego w rejonie ul. Ogólnej. Opóźnienie wynikało m.in. ze względu na przyjęte przez Sejm poprawki do ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym, wymagające od inwestora przedstawienia raportów o oddziaływaniu inwestycji na lokalny rynek, środowisko i sieć komunikacyjną. W lipcu na plac budowy wszedł Budimex – wykonawca budowy. W październiku Henryk Słonina, ówczesny prezydent Elbląga oraz Nic Wolfs, dyrektor Ahold na Europę, wmurowali kamień węgielny, wcześniej poświęcony przez księdza Zbigniewa Biega, kanclerza elbląskiej kurii.

Przy okazji przebudowano układ drogowy w okolicach nowego centrum handlowego. Inwestor wziął na swoje barki przebudowę torowiska tramwajowego, rozbiórkę i przebudowę rurociągu ciepłowniczego oraz przebudowę zatoki autobusowej przy Ogólnej. Pojawiła się sygnalizacja świetlna na skrzyżowaniu ul. płk. Dąbka z ul. Węgrowską oraz na kolejnym: ul. Ogólnej z ul. Lubelską. Zyskali też mieszkańcy, nowy kolektor deszczowy zbierał deszczówkę zarówno z terenów Aholda, jak i z osiedli Nad Jarem i przy ul. Żyrardowskiej.

Holendrzy w kandydatach do pracy mogli przebierać – chętnych zgłosiło się 800. Pewnie byłoby ich więcej, ale niektórzy zbyt późno przyszli po ankiety personalne. Szukano m.in. 9 rozbieraczy, wykrawaczy mięsa - masarzy, 7 sprzedawców na stoisku rybnym, tyle samo piekarzy z uprawnieniami do obsługi pieców elektrycznych, 15 osób do działu przyjęcia towarów z uprawnieniami na wózki widłowe. Największą grupą byli kasjerzy, których planowano zatrudnić 70. Potrzebnych było też pięciu ochroniarzy, dwóch elektryków i dwóch informatyków. Niewykwalifikowani pracownicy mogli liczyć na pół lub 3/4 etatu i 5 zł na godzinę. Po trzech miesiącach okresu próbnego firma proponowała umowę na dwa lata i podwyżkę pensji.

Swoich pracowników zatrudniały także sklepy, które wynajęły powierzchnie w Centrum Handlowym. Bilet na autobus i tramwaj od 1 stycznia 2002 r. kosztował 1,60 zł, kupiony u kierowcy 2 zł. Szeregowi pracownicy na całym etacie zarabiali w okolicach pensji minimalnej, która wówczas wynosiła 760 zł. To i tak było więcej niż zasiłek dla bezrobotnych.

Pracę znalazło 279 osób, w przeważającej większości (236) z Elbląga, ale także (głównie spośród kadry kierowniczej) z Łodzi, Radomia, Zamościa, Białego Boru. To była normalna praktyka większości sieciówek, które do nowych placówek zatrudniały swoich pracowników z innych sklepów, którzy mieli doświadczenie i znali procedury obowiązujące w firmie.

- Na wstępie nie będą zarabiać dużo – mówił wówczas Tomasz Szewczyk, jeden z dyrektorów w Aholdzie. - Tak dzieje się przecież w większości firm. Nikt, chyba zaczynając pracę, nie zarabia kokosów. Pracownicy będą jednak mieli szansę uczestnictwa w szkoleniach i możliwość awansu, również finansowego. Podobnie jest z umowami o pracę. Jedni już od teraz będą pracować na cały etat, inni na pół.

Tłumy klientów na otwarciu Hypernovej (fot. Henryk Myśliński)

Wielkie otwarcie

Kilka dni przed otwarciem hipermarketu w Elblągu rozegrano turniej piłki ręcznej „Hypernova Cup – 2002”. Pierwszą edycję wygrały Białorusinki z BGPA Mińsk przed elbląskim Startem, AZS AWF Natą Gdańsk i holenderskim OMNI Hellas. W sumie odbyły się trzy edycje tego turnieju – w kolejnych latach triumfowały już gospodynie.

19 marca 2002 r. uroczyście otwarto drzwi dla klientów. Hypernova miała 36 kas, była podzielona na trzy główne działy: (art. spożywczych, świeżych i przemysłowych). W całym centrum handlowym zatrudnionych było ok. 400 osób, głównie z Elbląga. Całość poświęcił biskup elbląski Andrzej Śliwiński. Na otwarciu obecny był także wiceprezydent Elbląga Marek Gliszczyński. Klientów jednak bardziej interesował rower Meteor za 159 zł, sprzedawany wraz z kopą (60 sztuk) jaj. Okazał się takim hitem, że pierwszego dnia klienci wykupili cały zapas. Na szczęście, już następnego dnia, ponownie wrócił na sklepowe półki.

Hypernova okazała się strzałem w dziesiątkę. Dość napisać, że do Elbląga z Królewca (wówczas jeszcze używano nazwy Kaliningrad) tamtejsze biura podróży organizowały wycieczki, których jednym z ważniejszych punktów programu była wizyta w elbląskim hipermarkecie.

Na naszych łamach informowaliśmy też o ujęciu szajki złodziei grasujących w sklepie.

Historia elbląskiej Hypernovej kończy się w 2005 r. W związku z aferą dot. kreatywnej księgowości w Holandii związanej z Ahold, Holendrzy etapami sprzedawali swoje polskie sklepy francuskiej sieci Carrefour. Taki los spotkał tez elbląski sklep. 24 lutego 2005 r. rozpoczęła się wielka wyprzedaż.

Na francuskim Skrzyżowaniu [Carrefour znaczy skrzyżowanie w języku Woltera] Elblążanie zakupy mogą robić do dziś.

SM

Najnowsze artykuły w dziale Dawno temu

Artykuły powiązane tematycznie

Zamieszczenie następnej opinii do tego artykułu wymaga zalogowania

W formularzu stwierdzono błędy!

Ok
Dodawanie opinii
Aby zamieścić swoje zdjęcie lub avatar przy opiniach proszę dokonać wpisu do galerii Czytelników.
Uwaga! Opinia zostanie zamieszczona na stronie po zatwierdzeniu przez redakcję.
Dołącz zdjęcie:

Podpis:

Jeśli chcesz mieć unikalny i zastrzeżony podpis
zarejestruj się.
E-mail:(opcjonalnie)
Reklama